Igłą i nitką

Były targi …

Były targi patchworkowe i nie tylko w mieście. Poszłam. Nacykałam fotek, wrzucam tylko 5 losowo wybranych. Co was będę nudzić?

 

 


Ach, ten Paryż. Mój faworyt.

Kupiłam materiał na etui na Kindla. Miał być niebieski, wyszło inaczej. Nie mam wzoru. Będę, jak chorągiewki dla Zuzi, szyć dwie wersje jednocześnie. Jedną próbną, drugą właściwą. Szwalnia w pokoju Yankiego to to!

Jest czwarta nad ranem. Zuzia śpi na łóżku onok. Wybudziła mnie i nie mogłam zasnąć ponownie. A dziecko wstanie za 3 godziny i będzie się domagało uwagi.

Podejrzewam, że groch z kapustą

Nie wiem. Naprawdę …

Nie wiem. Naprawdę nie wiem co ja robię na tym bezrobociu, ale czas mi ucieka jak woda z dziurawego wiadra. O. Właśnie. Zauważyliście, że nawet jak wstawicie dziurawe wiadro do wanny pełnej wody to wiadro i tak się opróżni? Dlaczego to nie działa w odniesieniu do łódek? Hę? I proszę mi nie opowiadać o prawach fizyki. Bo w co jak co, ale w fizykę to ja nie wierzę. Prędzej w krasnoludki.
Zatem dni uciekają, jeszcze niedawno był początek sierpnia a już wrzesień. Co się stało z sierpniem? Gdzie się podział? Nie wiem, nikt się nie przyznaje. Możliwe, że ma to coś wspólnego z serialem o pewnym psychologu oraz serią książek o pewnej rodzinie z Poznania oraz ich znajomych. To jest bardzo możliwe. Ale przecież czytam tylko rano. I wieczorem. A oglądam wyłącznie wieczorem. Jak to się dzieje, że pomiędzy rankiem a wieczorem czas nabiera przyspieszenia? Może jest jak z tą łódką w wodzie? Im więcej dookoła tym efekt odwrotny od wyczekiwanego? I co, ktoś to wytłumaczy prawem fizyki?
Żeby nadrobić czas serial, polskojęzyczny, oglądałam jednocześnie dziergając fioletowo-granatowo-lililowo-różowo-białą chustkę na drutach. Ooooch, nie. Nie. Efekt nie jest spektakularny, ale celem nie jest chustka, tylko dzierganie, które dobrze robi na stawy w nadgarstkach. A przy okazji będę może miała w co się zawijać zimą, to już efekt uboczny.
Noga?
”Nawet nieźle chodzi przez aleje
tylko przed publicznością, na scenie drętwieje
nie ona tu mówi, nie ona tu gra
lecz zamiast spokój mieć błogi
ta noga ma większą tremę niż ja.
Albo dziwny przypadek w psychopatologii
albo to ona pisze moje monologi”*

Byłam na grzybach. Tak. Ja. Ja, która grzybów nie jem i nie znam. Ja byłam. Znalazłam masę prawdziwków oraz TADAM! Pole rydzowe. Gdyby nie to, że to rydze na poboczu mało uczęszczanej drogi, to bym się bała zbierać, bo wyglądało to na jakąś plantację. Kosa byłaby bardziej ekonomiczna. Prawdziwki znam od zawsze, ale będąc z Reginą odświeżyłam sobie tę wiedzę. Rydze pokazała mi Regina. Trzy dni czekałam i każdego dopytywałam się nerwowo, czy ona i jej rodzina już te rydze zjedli. Dopiero otrzymawszy zadowalająca odpowiedź
-Tak, już dawno i zobacz- żyjemy nadal w zdrowi – uznałam, że sąsiadka wiedziała co zbiera.
Więc kiedy w weekend poszliśmy z mężem to też nazbierałam tych śmiesznych, niepozornych grzybków, o wierzchu kapelusza przypominającym zeschły liść i intensywnie pomarańczowym spodem.
M zjadł całą patelnię. Ja spróbowałam jednego. Ostrożnie. Jednym zębem. Bo to grzyb. A grzyby są fuuuuuu! Hm. No nie wiem. Nie mógł to być grzyb, bo to dobre było. I nie śmierdziało grzybem. I nie smakowało grzybem. Umówmy się zatem, że rydz to NIE grzyb.
Jak na złość deszcz nie pada i sucho jest. To znaczy – fajnie, że nadal jest temperatura przypominająca letnią. To naprawdę miła niespodzianka po deszczowym i zimnym sierpniu. Ale ja bym sobie życzyła odrobinkę deszczyku. Najlepiej w nocy. I cieplejsze te noce nieco. Żeby rydze miały jak urosnąć. Bo mi się chce jeszcze pozbierać.
Ususzyłam cały słój, będzie na zimę do kiszonej kapusty.
Szwalnię sobie urządziłam u Yankiego w pokoju. Nareszcie się nie potykam o puste wnętrze. Tęsknię, choć gadamy codziennie na różne sposoby. Rok uniwersytecki wystartował. Dziecko miało już pierwsze zajęcia. Jest zachwycony czeskim. Polubił mieszkanie u Sryi i Sarata (ona katoliczka, on buddysta). Podoba mu się Sztokholm. Zakochał się w starówce. Coraz odważniej eksploruje miasto. (Wzdech…i pokorna modlitwa dziękczynno-prosząca).
A teraz musze kończyć bo zaraz przyjdzie Gulsum z dzieciakami.

 

*Załucki.Marian? Poeta-satyryk. „ Monolog z laską”. Polecam.

Coś drgnęło

na lepsze.
M. …

na lepsze.
M. ma się lepiej, poszedł do pracy, badania kontrolne wypadły na tyle dobrze, że we wtorek ma się stawić na dawkę leku.
Yankie w Sztokholmie. Właśnie dostał wiadomość, że otrzyma pomoc państwa szwedzkiego na studia bo przez tydzień nie było to takie pewne.
No ale uff.
Kamień z serca.
Teraz mogę przestać się martwić a zacząć tęsknić. Pusty pokój syneczka działa przygnębiająco. I nie pomagają codzienne pogaduszki na facebooku.
Kocio z uporem maniaka usiłuje traktować moją sypialnię jako kuwetę. Ręce opadają. Nie wiem jak go oduczyć. Wczoraj w stanie najwyższej irytacji wzięłam futrzaka na ręce, zaniosłam do kupy gustownie rozłożonej na łóżku, przysunęłam mu nos i strzeliłam przez łeb.
Nie wiem czy pomogło…

O k..a! Ja p..ę!

Mój horoskop na …

Mój horoskop na sierpień najwyraźniej brzmi: wszystkie planety i gwiazdy są w kontrze do Ciebie. Nie próbuj nic robić, bo tylko stracisz energię i nerwy a efekty będą dalekie albo nawet odwrotne od zamierzonych. Połóż się do łóżka, nakryj kołdra i udawaj, że cię nie ma – to jedyne rozwiązanie póki Wszechświat nie zmieni ustawienia.

Nie mam siły.
I jedyne co mnie napędza to permanentny wkurw. 
Nie zbliżać się do mnie, bo gryzę. Nie. Rzucam się krtań i przegryzam tętnicę. Nie pocieszać, nie pytać co się stało, nie radzić. Można odmówić zdrowaśkę czy co tam innego w mojej intencji, ale bez informowania mnie o tym, bo to może zaszkodzić. Odmawiającemu szczególnie. 

I nie. Nie żartuję.

Pora chować sandały do szafy

Przez malutki …

Przez malutki kwadracik wizjera aparatu to co teraz nam serwuje pogoda wydaje się o wiele atrakcyjniejsze niż w rzeczywistości jest.
To światło!
Te chmury!
Te barwy!
Lato sobie poszło. Jestem rozżalona, bo umknęły mi prawie dwa tygodnie szwedzkiego lata!Bo byłam w Polsce a tam upały odbierały mi siłę do życia. Podczas kiedy tu były pokoje od północy, wiatr od jeziora, woda w temperaturze łazienkowej. To zostawiłam wyjeżdżając, a po powrocie już mam jesień.

Szkoda.
Jak to kiedyś Jerzy Połomski pisał?
„A mnie jest szkoda lata
i ciepłych letnich wspomnień
niech mówią głupi o mnie
a mnie jest żal”

Kiedyś to jednak były piosenki. I muzyka i tekst i wykonanie. Każdy musiał umieć wykonać swoje zadanie bo nie dało się braku tekstu i muzyki zastąpić głośnym brzmieniem a braku głosu gołym tyłkiem.  
Ech…
M w domu od piątku. Słaby jak dziecko. Ale przykazania lekarskie wręcz odwodzą od leżenia w łóżku. Chodzić, spacerować, być tak aktywnym jak tylko da radę. Oraz łykać medycynę wydaną przy wypisie.
Wypisu dokonywał nie doktor Fredrik a doktor Muchammad, który jak widać po imieniu rodowitym Szwedem jest ;). Doktor, mimo imienia, wzbudził naszą sympatię, bo studia zrobił w Gdańsku. I w czasie tych studiów nauczył się po polsku. Oj tam. No pewnie, że się zacina, że mówi „ja mieszkałam”. Ale mówi. Czym wprawił w osłupienie swego zwierzchnika, Fredrika, bo po obchodzie pożegnał się z M staropolskim „do zobaczenia”.  Nietypowy jest do kwadratu bo ojca ma z Iraku a mamę z Iranu.
Opadła mi szczęka, na tę wieść.
– Wow…To…to jest chyba niecodzienne? – zapytałam.
Zaśmiał się.
– No, to tak Polska i Rosja.
W Olsztynie był i uważa, że to jedno z ładniejszych miast w Polsce. Choć Polska i tak jest cała piękna. A jaką ma piękną historię.
Niby arab ale chyba jakiś porządny człowiek, prawda?

Pokpiwam sobie ze swoich własnych uprzedzeń, jakby ktoś nie załapał. Bo niestety, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Akurat za …ludźmi z Bliskiego Wschodu nie przepadam. Ich zachowania społeczne, model życia jaki preferują daleki jest od standardów świata w jakim żyjemy. I nie chodzi tu o chustki na głowach kobiet. Dużo by pisać…

Jutro, wreszcie!, idę na badanie do lekarza. Może coś się ruszy w sprawie odszkodowania. No chyba, że mi będą chcieli udowodnić, że nic mi nie jest. To…To nie wiem co zrobię. Może pojadę do Polski, pamiętając o płycie i zmuszę ortopedę do wypowiedzenia się na piśmie. A potem odwołam się do wyższej instancji. Nie wiem i stresuję się.

Synka wywozimy jakoś pod koniec tygodnia. Martwię się bo nie wiem czy M da radę tyle godzin za kółkiem. Może jednak poszukam noclegu w Sztokholmie? Przysięgam -jak tylko się trochę ogarnę finansowo idę na kurs prawa jazdy.
I jak to będzie bez synka w domu? Jak jemu będzie samemu? Jak to dobrze, że Zuzia jest. Będzie nas rozweselała, bo inaczej byśmy utknęli jak dwa stare grzyby.
Muszę sprawdzić kiedy nasz Fotoklub się spotyka po wakacjach pierwszy raz.
Oraz umówić się na spotkanie z moim PARTYJNYM kolegą Mortenem, którego chcę poprosić o małe wprowadzenie w sprawy partii. Jak to działa, czym się zajmuje, jakie ma plany na najbliższy okres.  Moja antyspołeczna dusza samotnika cała się marszczy i cofa z przerażeniem.
„Jak to mam wyjść na zewnątrz? Przecież tam są LUDZIE!”.

 

Jakby było mało

M. ma zapalenie płuc …

M. ma zapalenie płuc i leży w szpitalu. Pocieszające jest to, że doktor Fredrik-Janosik, który szefuje teraz jednemu z tych oddziałów na którym leży M zobaczył nas i się przejął.
Fredrik-Janosik był do niedawna lekarzem prowadzącym mojego męża. Jego widok działa pokrzepiająco.

Powrót czyli klęska żywiołowa. Ciąg dalszy.

Na dodatek mój …

Na dodatek mój organizm zaordynował sobie wczoraj odłączenie wtyczki. Skończyło się czymś podobnym do grypy żołądkowej ale w wersji mega szwedzkiej: gorączka, niestrawność, ból brzucha i obolała, rozpalona do czerwoności głowa.
Podejrzewałam nadmiar stresu, ale M narzeka na łamanie w kościach.
Misia pyta czy to nie ebola.
Zuzia mocno zawiedziona, bo miała być z babi i dziadziu całą noc i cały dzień.
10 albo 15 rzeczy dobrych jako antidotum mam sobie wypisać nakazuje madika.

1. Zuzia.
2. Misia.
3. Kaj.
4. M…(o kurczę! ciekawe jak szybko to odszczekam, bo z facetami to wiadomo jak jest)
5. A -kassa wreszcie rzuciła jakimś konkretem.
6. Nie ma upałów już, choć robi się jesiennie, a szkoda
7. Mam pracę. Mówię o Kupie, ale ilu ludzi nie ma nawet takiej
8. Przyjaciele, mimo, że są daleko.
9. Książki.
10. Mimo czasowych niedomagań generalnie jestem zdrowa.
11. Kupiłam sobie ładny strój kąpielowy i na basenie będę szyku zadawać.
12. Dire Straits
13. Robienie zdjęć.
14. Pisanie
15. Łazikowanie, łażenie i wędrowanie…

Od jutra poproszę wyłącznie dobre wieści.

Powrót czyli klęska żywiołowa.

Samochód …

Samochód przeładowany, jęczał na każdej nierówności by 10km przed domem strzelić …solidnego focha. Jeszcze nie wiemy jak poważny i kosztowny jest to foch.
Kot, nie wiem z tęsknoty, czy innego powodu urządził sobie kuwetę w mojej sypialni.
Synek zapobiegawczo…zamknął drzwi, żeby smród nie rozniósł się po całym mieszkaniu.
Gdym w amoku ściągała śmierdzące warstwy z łóżek i niosła do pralni wdepnęłam w świeżo malowaną podłogę.
Przyszła gospodyni syna obstaje by ten się sprowadził przed 20/8 bo ona do jedzie do ojczyzny walczyć o własną emeryturę i nie przyjmuje do wiadomości faktu, że my nie mamy możliwości ani mobilnych ani finansowych na spełnienie jej życzenia.
Córka, która przed pięcioma dniami odzyskała córeczkę po trzech tygodniach wakacji w Polsce nęka nas telefonami zmierzającymi do wymuszenia na nas opieki nad wnuczką w ciągu najbliższych dni.
Cizia z Ośrodka zdrowia nie przysłała mi terminu spotkania z lekarzem, który miał ocenić stopień utraty zdrowia w mojej nodze.
Unionen, związek zawodowy któremu przez rok płaciłam haracz, łaskawie uznał moje prawo do zasiłku, ale na temat ilości dni i wysokości kwot wypowiada się tak, że zrezygnowałam z czytania ze zrozumieniem. Zamiast tego wysłałam list z pytaniem, czy naprawdę sądzą, że bezrobocie jest takie zabawne, że muszą robić wszystko by bezrobotnemu uprzykrzyć życie.
Partia wysłała mi list powitalny ze znaczkiem róży do wpięcia w klapę (to chyba w myśl odwiecznego komunistycznego rytuału „rączka, buźka, klapa, goździk”).
Mewy cholerne nadal mieszkają na dachu bloku, hodują własne młode a co za tym idzie atakują mieszkańców oraz drą japy jak wściekłe.
Kot mi schudł.
Operator wezwał mnie do zapłaty faktury, którą w zasadzie zapłaciłam. W zasadzie, bo przez pomyłkę  zapłaciłam dwa razy fakturę za maj, gdyż albowiem ta za czerwiec nie dotarła a ja tego nie zauważyłam. Mam niedopłatę w wysokości 13kr.
26/8 mam się stawić na mammografii.
Oraz zapłacić 250kr za rtg nogi, którego nie wzięłam na konsultację do Polski.
Do tego mam gości, których bym chciała miło przyjąć, ale wkurw na powyższe mi nie daje.
Yankie na start w Sztokholmie potrzebuje około 2 tys koron, których nie ma ani on ani ja. To znaczy ja mam mieć, jak A-kassa Unionen łaskawie wreszcie da mi to, na co płaciłam haracz. Ale nie wiem kiedy. A ja potrzebuję za tydzień. Więc wysłałam im mail z tekstem, że bezrobocie to wątpliwe szczęście i może zachcieliby mi łaskawie napisać jasno jak to wszystko funkcjonuje, bo to nie jest oczywiste dla kogoś kto dotąd pracował poza Szwecją i wyjaśnili dziwne zwroty, bo na razie to tylko wypełniam, wysyłam, dosyłam, poprawiam, a pieniędzy nie widać tak, jak nie widać jakiejkolwiek pomocy z ich strony w znalezieniu pracy, choć gdym się rejestrowała to czytałam obietnice, że pomagają ze wszystkim co związane z utartą pracy.
Bezczelny ubezpieczyciel, który zgubił mój wniosek o odszkodowanie za nogę przysłał kolejną fakturę. Chyba pójdę im powiedzieć, że jako że nie czuję się specjalnie bezpieczna z kimś kto lekko traktuje moje sprawy, to nie jestem pewna czy chcę być nadal ich klientem.
Czy wspomniałam, że po moim mailu „kiedy do cholery zajmiecie się moją sprawą” miałam dwa telefony od różnych panów oraz dwa maile od różnych pań. Żadne z nich nie wiedziało o poprzednikach…

Kotłuje mi się i nie mogę zasnąć.
Chyba najchętniej bym się upiła. Gdybym piła. I miała zdrowie.

Nie. Proszę mnie nie przytulać, cholera! Najlepiej odsunąć się bo pogryzę.

Można nie kochać cię i żyć, ale nie można owocować*

 

<img …

 

 

 

W dzień niebo się zaśmiewa,
a nocą się zagwieżdża,
gwiazdy w gniazda spadają.
Żal będzie stąd odjeżdżać.

Tu jestem…inna. Mniej narzekająca, mniej zgorzkniała. Widzę jaśniej i dalej.
Pierwsze chwile po przyjeździe jeszcze sączy się ze mnie strumień utyskiwań, czarnowidztwa i ogólnego niezadowolenia.
A potem…
Pagórki biorą mnie w objęcia. Wijąca się rzeka kołysze. Jezioro głaszcze. Lasy szepczą do ucha tkliwe słowa. Boćki klekoczą nad głową. Codziennie na nowo odkrywam jak piękny może być widok tak bardzo znajomy a co dzień inny. Ze snu, niepodziewanie, budzi mnie Konstanty Ildefons:
Rano słońce, rano pogoda,
idziemy do kąpieli.
Sama radość! Sama uroda!
Jak tu się nie weselić?
Opada ze mnie to, co nielubiane. Znów jestem pełna optymizmu. Opada ze mnie małostkowość, pogarda, chłód duszy. Mam chęć kochać.
.
Do snu kołysze Gałczyński:
Ze wszystkich kobiet świata najpiękniejsza jest noc
Może to ta kraina. Może ludzie. Może coś w powietrzu. Może wszystko razem.
Moje baterie są znowu pełne. Na jak długo wystarczą? Już wiem, że muszę energią gospodarować oszczędnie. I spróbować wziąć coś na zapas. Może zdjęcia? Może obraz samej siebie, tej tutaj? Może…wiarę? Że wciąż jestem  Kasia z Warmii, z Miasteczka, a nie taka jedna ze Szwecji.
Jeszcze tyle byłoby do pisania,
nie wystarczą tu żadne słowa:
o wiewiórkach, o bocianach,
o łąkach sfałdowanych jak suknia balowa,
o białych motylach jak listy latające,
o zieleniach śmiesznych pod świerkami,
o tych sztukach, które robi słońce,
gdy się zacznie bawić kolorami;
i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć
patrzy w las jak w śmieszny rysunek

i przeciera oślepłe oczy,
dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
i na serce kładzie mech jak opatrunek.

*Wisława Szymborska
( A do tego Dire Straits „Why worry”. Z tymi wierszami, tą muzyką i tymi słowami obudziło mnie dziś rano słońce zaglądające w oczy.)