28/2020

Internety z wczoraj pełne pączków. A, tłusty czwartek – zajarzyłam wreszcie. Żyję w takim oderwaniu od rzeczywistości, że różnej maści „dni” docierają do mnie z opóźnieniem.
Szwedzi nie mają tłustego czwartku. Oni mają semlasdag albo raczej fettisdag czyli tłusty wtorek, który powinien przypadać na 47 dzień przed Wielkanocą. Teraz częściej słychać o semladag bo semle zdominowały rynek.
Co to jest semla?
Semla to drożdżowa, niesłodka bułeczka z kardamonem nadziewana płynnym marcepanem i bitą śmietaną. Można kupić gotowe, zazwyczaj pakowane po dwie. Można kupić oddzielnie bułki, oddzielnie masę i bitą śmietanę w sprayu i udawać, że się zrobiło samemu. Można też oczywiście upiec bułki samemu…reszta jak wyżej.
Jak smakuje semla? Wyobraź sobie, że kupujesz bułkę maślaną (albo inną pszenną, byle miękką i neutralną w smaku) smarujesz ją grubo miodem lub masą marcepanową i napełniasz ją bitą śmietaną bez cukru. Tłuste, słodkie… i bez wyrazu.
Cóż… obawiam się, że entuzjastką szwedzkiej kuchni to ja już nie zostanę. Poza potatissallad oraz ris a la malta nie znalazłam na ich stołach nic, co by mi przypadło do gustu.
Zozo dziś przychodzi na noc. gdyby to był inny czas może bym z nią faworków nasmażyła. Dzieciaki zawsze miały zabawę z wałkowania, nacinania i przewracania ciasta. Ale Zozo jak większość współczesnych dzieci nie jest zainteresowana taką zabawą. Z grzeczności powałkuje, pougniata przez pięć minut, a potem pyta czy może już przestać i iść robić coś innego. Coś innego sprowadza się do oglądania filmów na YT. Przy czym nie są to filmy fabularne tylko amatorskie filmiki dzieciaków gdzie ktoś komuś coś… Najdziwniejsze jest w tym to, że Zozo potrafi oglądać to całymi godzinami, ale kompletnie bez reakcji.
Każdemu z nas zdarza się godzinami przeglądać demotywatory, czy 5_minut_craft czy słodkie kotki czy cokolwiek z innych zabijaczy czasu. Ale zazwyczaj te filmy wywołują jakieś reakcje, nie?
Zozo nie reaguje. Nie śmieje się, nie woła „wow”, nie marszczy buzi…Straszne to, bo nasuwa podejrzenie, że ona się gapi bezmyślnie.
Uwierzycie, że nudzą ją w zasadzie WSZYSTKIE filmy fabularne? Są za długie, wymagają skupienia przez zbyt długi czas.
Nie mam pojęcia jak to zmienić, co dać dziecku w zastępstwie.
Próbowałam pokazać jakieś ręczne robótki – dzieci zawsze to lubiły – druty, szydełko, plecenie bransoletki…nie. To może szycie? Maszyna do szycia? Nie.
Możemy w coś pograć – w chińczyka, w karty -w wojnę, w bierki – byle nie za długo, w pociągi…za długo. Możemy porysować. Możemy pofotografować, ale interesujący jest tylko proces naciskania migawki. Oglądanie na ekranie zrobionych zdjęć jest nudne.
Cokolwiek byśmy nie robiły najdalej po półgodzinie pada pytanie „a mogę coś pooglądać?”.
A słyszę, że Zozo nie jest wyjątkiem, że wiele dzieci z jej pokolenia jest właśnie takich. Nie umieją skupić uwagi na niczym na dłużej, mają problem z wyrażaniem siebie słowami, nie umieją rozmawiać.
Nie wiem jak to zmienić. I nie, nie chodzi mi o zbawienie świata tylko o moją wnuczkę. Nawet taniec przestał ją interesować.
Opad rąk.

27/2020

Kiedy tak wieje i leje Tosia wyraźnie źle się czuje. Nie cieszy się tak żywiołowo na hasło „spacerek” a potem idzie powoli, łapa za łapą, przystaje, namyśla się co chwila nim ruszy dalej.
Wczoraj było słońce i słaby wiatr i pies się znarowił: albo znowu szła szybciej niż ja albo zatrzymywała się gwałtownie a ja, na drugim końcu smyczy, zagapiona na słońce, notowałam to dopiero jak poczułam szarpnięcie.
Poza tym pies uwielbia ludzi w tych jaskrawych ubraniach roboczych. Od zawsze. Pamiętam, taką młodą raz odpięłam ze smyczy na placu zabaw w parku. Plac zabaw częściowo ogrodzony, częściowo obsadzony żywopłotem, wydawało mi się to bezpieczne. A ta wariatka dostrzegła daleko jakiegoś pana w owym ubranku. Widziałam jak nieruchomieje, widziałam jak się w niego wpatruje, ale nie zdążyłam dojść i załapać. Wystrzeliła jak z procy i jak po sznurku pognała do pana. Dopadła go szczęśliwa, w podskokach usiłowała dać mu buziaczka, a słusznych rozmiarów już wtedy była, choć każdy kto choć trochę miał do czynienia z psami od razu rozpoznawał w niej szczeniaka.
Pan na szczęście był domyślny i miły, przytrzymał wariatkę, śmiejąc się z niespodziewanych psich awansów.
I tak jej zostało. Widok jaskrawego ubranka coś budzi w moim psie i zawsze jest to uparte „chodź tam””chcę tam”. Mijając takiego człowieka wdzięczy się okropnie. A nierzadko jest tak, że widząc ludzi coś robiących na ulicy, zapiera się łapami i ciągnie do nich.
Zgaduję, że tam gdzie się urodziła ktoś chodził w takim ubraniu, musiał ją głaskać i dlatego tak lgnie. Bo z jednej strony urodziła się w cudownym miejscu – na ogromnej posesji, pełnej różnych zwierząt i ptactwa. A z drugiej – chyba mało miała do czynienia bezpośrednio z człowiekiem, bo dzika była okropnie. A berny to psy które potrzebują człowieka w bliskim, stałym kontakcie. To nie jest pies do trzymania tylko na podwórku i w kojcu. One potrzebują człowieka fizycznie – ciało do ciała, że się tak wyrażę z braku innych słów.
Teraz Tosi kontaktu z „ludziem” nie brakuje, ale czym skorupka za młodu i tak dalej.
Inna rzecz, że ten pies jest tak nastawiony na człowieka, że idąc ulicą wyłapuje kto patrzy na nią życzliwie i się do tego kogoś wdzięczy i chce witać. Ja sama czasem nie widzę objawów zainteresowania, a ona wie i sama ciągnie, ale z drugiej strony jak się ktoś ZA BARDZO przytula to odskakuje. Bo co innego zebrać hołdy, a co innego dać się np. objąć.
Jest taki pan, czasem go mijamy. Ja go nie rozpoznaję – on rozpoznaje Tosię. Zagaduje nas czasem.
– Ty jesteś z Polski tak? I to czasem twój syn chodzi z psem? Piękny pies. Miałam takie dwa kiedyś. Piękna rasa…
Ostatnim razem zaprosiłam do witania się z Tosią za każdym razem jak ma na to chęć.
Starsi ludzie bardzo często nas zaczepiają i często chcą się przywitać. Od tego zaczyna się rozmowa i wspominki ich własnych psów. Widać jak tęsknią za własnym psem, ale siły nie te, domy opieki też nie zawsze zezwalają na trzymanie zwierząt – czego zupełnie nie rozumiem. W Szwecji, póki taki starszy człowiek mentalnie jest sprawny, żyje we własnym mieszkaniu choć w specjalnym budynku. Albo i w normalnym mieszkaniu, na terenie miasta z dochodzącą raz-dwa razy dziennie pomocą. Nie rozumiem dlaczego tacy ludzie nie mogą mieć swoich zwierząt.
Chyba to jest najgorsze w starości: że po prostu po kolei wszystko tracisz, mniej lub bardziej dobrowolnie rezygnujesz ze wszystkiego co dotąd stanowiło sens twego życia. Na koniec zostaje ci już tylko łóżko i nawet kapcie są zbędne.
Starość jest okropna. A jednak … każdy z nas ma nadzieję, że jej dożyje.

26/2020 Hindens Rev

Hindens Rev to półwysep o długości około 5km i szerokości pomiędzy 100 a 25m. Powstał jako morena czołowa w czasie ostatniego zlodowacenia ponad 10 000lat temu. Zbudowany głównie z kamieni, porośnięty lasem jest od 1986roku rezerwatem przyrody w związku z czym ludzka ingerencja ogranicza się do minimum: co jakiś czas wymienia się tablice informacyjne lub oczyszcza ścieżkę ze zwalonych drzew. Poza ścieżką, po obu jej stronach niepodzielnie panuje roślinność. Ze względu na dość surowe warunki najwięcej tu powykręcanych sosen i olch.
Latem panuje tu dość ożywiony ruch mimo bardzo wąskiej i jedynej drogi dojazdowej. Zimą jest spokojniej, ale w weekendy na parkingu zawsze stoi kilka samochodów.

Znalezione obrazy dla zapytania: hindens rev

(żródło: https://twitter.com/nlt_se/status/1014490783297122306)

Wczoraj pojechaliśmy tam z Tośką, pierwszy raz od wielu tygodni.
W zasadzie przywykliśmy do widoku mniejszych i większych kawałków drzew leżących dookoła, ale to co ujrzeliśmy wczoraj było zaskakujące.
Las wygląda tak, jakby szalał po nim jakiś szalony kosiarz z kosą elektryczną. Pełno świeżych, powalonych drzew i drzewek, połamane zarośla, ogromne konary i mniejsze gałęzie.
Widać, że ostatnie wiatry dały się tutaj przyrodzie naprawdę we znaki. Dodatkowo brzegi są pozalewane tak, jak jeszcze nigdy w ciągu ostatnich 11lat. Wszystko to tworzy naprawdę smutną i złowrogą atmosferę.

Wydaje się, że niewiele już trzeba by Hindens Rev stał się wyspą, oby nie na zawsze.
A rano, w parku odkryłam złamane drzewo. Wichura po prostu ułamała koronę, już jej nie ma – służby porządkowe już ją obcięły, ale na pniu widać obdartą korę. Teraz stoją obok siebie dwa ułamane kikuty – jeden sprzed kilku lat i drugi sprzed kilku dni.
A tymczasem po kilku dniach słonecznych i bezwietrznych znowu deszcze i wichury…
Rzeka sięga drewnianych pomostów umieszczonych na nabrzeżach dla ludzi cumujących na niej łodzie latem. Kiedyś wlewała się na Torget ale to było jeszcze przed budową zapór na Gotcie a teraz wygląda, że nawet one nie pomagają ujarzmić żywiołu.
Nie wygląda to dobrze…

24/2020

Dzieci były grzeczne aczkolwiek chłopiec (lat6) przejawiał ogromne zaciekawienie wszystkim dookoła a najbardziej tym czym nie powinien. Np. moim aparatem, który leżał zdawałoby się wysoko…Złapałam nim ściągnął.
Mam nauczkę, że czasem ciekawość jesy silniejsza od dobrego wychowania. Bo Gulsum swoje dzieci wychowuje. Np. nim do mnie przyszli obejrzeli zdjęcia Tosi, Gulsum wytłumaczyła, że pies to nie zabawka, że jak nie chce być głaskany to trzeba przestać itd, a to, że jest duży nie znaczy, że zje i trzeba się bać.
Bihter się tylko śmiała, poklepała psa, ale nie wzbudzał w niej żywszego zainteresowania.
Za to Berk-Rafet* był tak równie mocno zafascynowany jak i przerażony psem.
Tośka oczywiście ucieszyła się z gości, bo jak wiadomo dzieci to znaczy dodatkowa porcja miłości i głaskania. Ale jak się okazało, że jednak nie, to się pieseczek maleńki uwalił Gulsum na kolanach.
Muszę przyznać, że dzieci były kompletnie nieuciążliwe. Po upływie dwóch godzin Berk zaczął się chyba lekko nudzić, bo wtedy zaczął przejawiać zainteresowanie otoczeniem. Musze pamiętać by powiedzieć Gulsum, że ma dobrze wychowane dzieci. W dodatku są kontaktowe. Całkiem fajne dzieciaki. Z takimi to ja mogę czas spędzać…nie ciągle, bez przesady, ale od czasu do czasu…

*Gulsum miała problem z nazywaniem swoich dzieci. Bihter miała już nadane imię a potem zmienione na Bihter. To samo z chłopcem.

A potem goście poszli, Yankie wrócił z wyprawy na roznoszenie CV w sąsiednim Mieście. I pojechaliśmy na spacer z Tośką.
Było słonecznie i wiatru prawie zero, ale w cieniu jakieś minusowe temperatury.

Kinnekulle na zdjęciu nr 1500 100 900 😉
oraz Tosia tez na zdjęciu tysiącpięćsetstodziewięćsetnym.
i jeszcze raz Kinnekulle…

23/2020

Czwartek, 13 lutego. Słonecznie, wiatr słaby i umiarkowany…choć accuweather mówi, że silny i porywisty …hm…
Rano był słaby teraz mogło się zmienić.
Zielone wyłazi z ziemi. Dziś widziałam zielone z żółtą główka, wczoraj niebieskie na zielonym oraz zielone pąki na takich krzaczorach co zawsze pierwsze wypuszczają liście.
Czy Zielone wie, że będzie już ciepło czy Zielone zglupiało i MYŚLI, że wie?
Nie chce odpowiedzieć.
Posprzątałam w domu, ale tak porządnie, włącznie z męską toaletą, zmianą narzuty na kanapie firmowej i omieceniem kurzu oraz wytarciem podłogi. Pies zmienia sierść, więc i tak mus był. Poza tym Gulsum przychodzi :D, ale z dziećmi 😦
No nie przepadam za dziećmi. Trzeba się skupiać na nich zamiast na czymś innym. Przeżyję…chyba.

Obejrzałam Boże Ciało.
I chciałabym odobejrzeć. Albo dostać amnezji na ten temat.
Ja wiem, że złe rzeczy się dzieją. Ale żeby je zaraz pokazywać tak…realistycznie? Sztuką jest pokazać złe rzeczy tak by zrobiły wrażenie bez nadmiernego epatowania realizmem. Ale co ja tam wiem…
Powinnam była przeczytać jakieś strszczenia, jakieś recenzje, ale zazwyczaj, w przypadku głośnych filmów lub książek unikam tego by móc samodzielnie wydać osąd. No i teraz się zemściło. Sceny gwałtu w poprawczaku śniły mi się całą noc. Brrrr

W ramach odtrucia oglądam Downton Abbey.
Do poniedziałku pracuję w programie minimum czyli jak ktoś zadzwoni/napisze i coś zachce to mu to zrobię. Oraz oczywiście tłumaczę maile Szweda ale to co innego.

A może by tak zabrać dziecięco-kudłate towarzystwo w plener i zrobić im sesję foto? Jeśli nie wieje za mocno mogłoby być fajnie, ale jeśli wieje to nie jest dobry pomysł. A czy wieje nie sprawdzą inaczej jak wychodząc z domu bo tak to nie mam żadnego odnośnika by ocenić siłę wiatru.

22/2020

A dziś się lenię. Zrobiłam co miałam zrobić, na resztę po prostu czekam…lub nie mam natchnienia…
Może to ta pełnia? Nie wzięłam melatoniny i zasnęłam około2 w nocy.
Za oknem wiatr…
Poobijam się jeszcze chwilkę…

21/2020

Wieje okropnie, ale przynajmniej już nie leje. I wyszło słońce.
Po raz kolejny stwierdzam, że źle ustawiłam biurko – okno mam od południa, a biurko stoi na ścianie od zachodu. Ale gdy słońce wschodzi i jest nisko zwłaszcza teraz, zimą, wpada ze wschodu i oświetla mnie i monitor. W efekcie ja się gotuję, a na monitorze nic nie widać.
Opuszczam żaluzje, ale nie po to mam słoneczny pokój by tego słońca nie widzieć, zwłaszcza zimą. Powinna była postawić biurko przy ścianie wschodniej – wtedy plac byłby oświetlony po południami, a ja wtedy nie pracuję.Problemy Pierwszego świata…No, wiem, wiem.
Pootwierałam lufciki bo w domu ciepło od słońca. Ale w lufcikach i szparach pod drzwiami świszcze wiatr i Tosia się boi. Właśnie wcisnęła mi się pod biurko.
Mam spiętrzenie robót: we środę termin raportu a klienci jakby się zmówili: nie dość, że przysłali dokumenty w zeszłym tygodniu to jeszcze każdy jeden o czymś zapomniał. Jedna pani zapomniała wysłać swoje faktury i wczoraj mi napisała rozkosznie, że mi dośle, że w poniedziałek wrzuci do skrzynki.
Nie mówiąc już o takich co w ogóle jeszcze nic nie przysłali. Na co liczą? Pojęcia nie mam.
Wyłączyłam telefon. Tzn: zablokowałam połączenia przychodzące i teraz telefon wysyła dzwoniącym komunikat że do środy włącznie jestem niedostępna. Jak coś pilne to na maila. Czemu tak? Bo na maila to muszą napisać – a ja zobaczę czy priorytet klienta pokrywa się z moim.
Łby pourywać, naprawdę…
Coraz częściej mam pomysł by wprowadzić schemat – czyli kiedy każdy klient ma dosłać dokumenty. Dośle w terminie dostanie rezultat w ciągu 3-5 dni. Nie dośle – spada na koniec kolejki i rezultat dostaje w ostatniej chwili + extra dopłatę do faktury za express.
Tak pracuje wiele szwedzkich biur. A ja się waham…
W ogóle to chyba jakaś taka mało w siebie wierząca, albo mająca za wiele skrupułów jestem czy co? Moje nowe klientki miały w dokumentach faktury od innego biura za pomoc w otwarciu firmy. Sama rejestracja kosztowała 3tys kr! 3000!! Nie, żadna spółka z o.o… Zwykła firma na imię i nazwisko, obie klientki zasiedziałe w Szwecji – pesele szwedzkie, konta bankowe, stałe adresy posiadają. Rejestracja takiego podmiotu nie trwa nawet pół godziny. No tak…ale trzeba wiedzieć, gdzie te haczyki postawić i dlaczego tak a nie inaczej. Ja biorę 1/6 tego.A tamto biuro do rejestracji dopisało jeszcze doradztwo za kolejny tysiąc. Oraz jeszcze coś tam związanego z umową kupna wyposażenia. Dziewczyny przyszły do mnie i nie miały pojęcia jak napisać fakturę, jak się rozliczyć ze wspólnych kosztów, jak się oblicza vat itd itd… Nie wiem już sama: czy jestem ciężka frajerka czy jestem uczciwa?
A tymczasem na koncie firmowym przeciąg. Mam wrażenie, że zarabiam na podatki i moją część opłat. Dla mnie nie zostaje prawie nic. Miałam pomysł by iść do pracy na 1-2 dni w tygodniu. Ale jestem w takim położeniu, że na pracę mnie nie stać bo nie wyrobię się ze swoją robotą. No i pytanie: GDZIE?
I tak się to turla, ych…Może naprawdę trzeba się przerzucić na robotę na czarno?

20/2020

O, jak ładnie w nagłówku, prawda?
Melatonina działa, ale boli po niej głowa. I ci robić? Spać i mieć ból głowy czy nie spać i mieć ból głowy ze zmęczona, wot zagwozdka. Szfak.
Wczoraj przyszła zima.
Przyszła, ale już poszła.
Lubię szwedzką zimę tak samo jak lubię szwedzkie lato. To są dwa najfajniesze dni w roku – tak się teraz będzie mówić.
Oraz zagadka: co to jest? Jest białe i sypkie. Tosia wciąga to nosem a potem jest bardzo żywa i radosna? Ćpunka jedna…

Z polecenia ikroopki oglądam serial Tjockare än vatten – Krew nie woda (Gęstsza niż woda).
Jeszcze chyba żaden szwedzki film mnie tak nie wkręcił. Dobry jest. Może dlatego, że szwedzkość jest tam tylko w języku? A ja oglądam z napisami polskimi. A może Szwedzi z pogranicza z Finlandią tacy są? Pełni uczuć, których nie tłumią? Nawet muzyka w czołówce nie brzmi jak szwedzka.
Cieszę, że ten serial mnie wciągnął bo jest to kolejna okazja do słuchania języka. Szczególnie melodia tak fajnie sama wchodzi.
Do gramatyki powinnam czytać po szwedzku. No i czytam – przepisy. A powinnam literaturę piękną.
Zaczęłam też oglądać angielski serial o ludziach, którzy wybrali alternatywny sposób na mieszkanie by uniknąć kredytu na długie lata.
W jednym odcinku dziewczyna zamieszkała na barce. W drugim – chłopak zbudował przepiękny dom na przyczepie traktorowej, w trzecim – dziewczyna przerobiła garaż rodziców. Wszyscy mieli ten sam problem co my: ceny wynajmu są takie, że nie daje się zebrać kasy na pierwszą wpłatę.
A spotkana ostatnio Litwinka pochwaliła się, że wszystkie opłaty za dom na wsi wynoszą miesięcznie mniej niż czynsz w KOMUNALNYM dwupokojowym mieszkaniu.
Oczywiście cieszę się, że w ogóle mamy możliwość mieszkać w mieszkaniu z tzw pierwszej ręki. Bo w większych miastach normalne jest, że wynajmuje się z drugiej ręki i jest to legalne. Ale czynsze wtedy lecą w kosmos. Szwecja ma koszmarny brak mieszkań. I dziwną politykę budownictwa komunalnego.
Owszem, stawiają bloki w mieście. Już pomijam fakt, że wpychają te bloki pomiędzy już istniejące zabierając światło i przestrzeń. Ale te nowe mieszkania są luksusowe: łazienki w kafelkach, kabiny natryskowe, pralki, suszarki, zmywarki, drewniane podłogi, windy. W efekcie czynsz za dwupokojowe mieszkanie, o powierzchni mniej więcej 65metrów wynosi około 8tys. (My płacimy trochę ponad 7tys za 84m + piwnicę + ciepły garaż w podziemiu). I nie ma tam ani piwnicy, ani garażu, ani miejsc parkingowych. Koszmar jakiś! Kogo na to stać? Na pewno tylko takich co we dwoje pracują na pełny etat i nie mają dzieci. Lub tych co im socjal płaci czynsz: imigrantów bez pracy, emerytów lub ludzi z różnymi uzależnieniami.
Znowu wychodzi na to, że teraz najlepiej być uzależnionym od czegoś bezrobotnym wtedy jest system pomocy nieograniczonej. Tylko ludzie, którzy pracują mają z tej pracy coraz mniej.


19/2020

Zatem mamy luty.
Za oknem słońce, na termometrze -2, wiatru zero. Miło. Mogłoby się tak utrzymać. Przez miesiąc a potem niechby już były jakieś plusowe temperatury, ale na litość boską: niechże już nie pada!
Jezioro, które przez ostatnich kilka lat oddawało ziemię teraz wróciło na swoje miejsce i zaczyna się wylewać. Rzeka już przekroczyła najwyższy, widziany przeze mnie poziom. Oczywiście nie jest to jej najwyższy poziom, o nie. Bywały lata, że Torget było zalane, ale to było jeszcze przed regulacją Goty. Teraz Gota odprowadza nadmiar wody z Wener a przy okazji i z Lidanu.
Aczkolwiek w dolnym biegu Goty są podobno lokalne podtopienia.
Nie ma się czemu dziwić jak od początku listopada pada w zasadzie bez przerwy. Normalnie to ja lubię deszcz i lubię jak nie ma mrozu, ale.
Skoro w listopadzie był listopad. I w grudniu był listopad. I styczniu był listopad to żywię pewną obawę, żeby w lutym nie było grudnia, w marcu-stycznia, a w kwietniu -lutego. Bo wtedy w maju będzie marzec, a w czerwcu kwiecień. Nadmieniam, że w kwietniu to jeszcze całkiem normalne jest, że na jeziorze lezy lód a nocne temperatury spadają poniżej zera. Więc – nie-e. Jednak nie.
Pojechaliśmy wczoraj na Stenbrott. Było słonecznie i wiało jak cholera. Ludzi- tłum. Choć tam zapewne i tak mniej niż gdziekolwiek indziej.
Zrobiłam kilka zdjęć. Ot tak, żeby nie zardzewieć. Tosia śliczna jak zawsze. Reszta – taka tam…Co można odkrywczego znaleźć w miejscu fotografowanym od ponad dziesięciu lat? W dodatku zimą?
Ot, takie tam…

Leszczyny (chyba) kwitną.
Chabazie nadal chabaziowieją
Stenbrott tapla się w błocie
Księżyc idzie do pełni bo Dużeje.
Woda płynie nawet jak stoi.
Tosia jest nadal najpiękniejszym psem świata
A takie ma zdanie na temat „wracamy do domu”
Oraz wytęż wzrok i znajdź na obrazku psa…

Poza tym zaproponowano mi robienie zdjęć na komunii. Mam się zaprezentować za jakieś 2-3 tygodnie na spotkaniu mam.
Cóż. Mogę choć nie muszę. Fajnie byłoby sprostać kolejnemu wyzwaniu, kilka groszy ekstra też by się przydało na wakacje.
Posmatrim uwidzim.

Yankie nadal pracuje. Co nie było takie pewne jakiś czas temu.

Toruński, co mi znikł kilka tygodni temu się odezwał smsem. Że nareszcie zna swój ZIP code(?!!! po co mi ta informacja?). I na razie nie ma internetu. Ale żyje, piernik jeden.