Jednak miałam rację, że nie chwaliłam się wszystkim dookoła moim życiem uczuciowym.
Teraz powoli zaczęłam się przyznawać do rozwodu – do końca roku chciałabym przeprowadzić zmianę nazwiska w obu krajach – więc klienci zauważą. Natomiast o nowym związku wiedzą nieliczni. I każdy z nich udowodnił mi, że lepiej było tę wiedze zachować przy sobie. Bo teraz, za każdym razem, gdy coś idzie nie tak jak powinno, słyszę teksty o zakochaniu.
Raz – można uznać, że to taki żarcik. Za drugim i kolejnym razem mam chęć się odciąć. Np. pytając „a tobie się pomyłki nigdy nie zdarzają? Nie wylałeś nigdy oleju ze skrzyni biegów zamiast z silnika?” (było tak).
Dziwne, że kobiety w ogóle się do tego nie odnoszą. To faceci jakby mieli problem, że ich księgowa ma kogoś.
Kolejna scysja z byłym. O opiekę nad Tosią – znowu.
Teksty:
– może poproś dzieci o pomoc.
– jesteśmy sobie obcy
– nadużywasz moją dobrą wolę
– ja nie chciałem psa
A kiedy odpowiedziałam, że dzieci przecież bez proszenia zabierają Tosię w dzień na najdłuższy spacer, psa chciał i mam na to dowody, co do obcego nie ma sprawy – może być tak, tylko niech pamięta że jak dotąd to on częściej potrzebował mnie niż ja jego…
Wtedy stwierdził, że nawet mu się nie chce dyskutować.
Myślę sobie: Tosia całe życie kochała nas wszystkich, a teraz gdy nie jest już słodkim pieseczkiem nagle każdemu przeszkadza.
Oraz: jak to dobrze, że nie mam z nim dziecka i nie muszę się handryczyć o opiekę i finanse.
Bo oczywiście swoją część do karmy dokłada niechętnie i dopiero po wezwaniu. A i to jeszcze potrafi skomentować, że powinnam grzecznie poprosić. Wtedy odpyskowałam, że ja nie proszę, ja przypominam.
Waldek leje oliwę na te wzburzone wody, ale nic więcej nie może zrobić. Nie – przez najbliższe dwa lata, które mu zostały do emerytury.
Cukrzyca dała mi ostatnio w kość. Albo ja sama..?
Otóż jestem więcej niż pewna, że moje potyliczne bóle głowy są powiązane z tym co jem, czy nadużywam cukrów prostych i jak często to robię.
Raz na tydzień grzeszek – spoko. Ale już po dwóch dniach z rzędu – kara musi być.
Jestem uzależniona i reaguję na te przemysłowe słodkości/węglowodany jak alkoholik na alkohol. Miewam cukrowego kaca, źle znoszę, a organizm potrzebuje się potem odtruć. Jak wytrzymam te pierwsze dwa -trzy dni to potem jest łatwiej. I organizm się uspokaja. Do następnego razu.
Z ciekawych rzeczy: lekarze zalecają cukrzykom dzienną porcję ruchu, wysiłku wręcz jako sposób na prawidłową glikemię. A tymczasem podobno, lepsze efekty daje 10minut spaceru, lub kilka prostych ćwiczeń gimnastycznych kilka razy dziennie niż jeden, ponad trzydziestominutowy wysiłek.
Podobno wystarczy po posiłku robić takie ćwiczenie: usiąść na krześle ze stopami na podłodze i przez 10 minut podnosić pięty opierając stopy tylko na palcach. W ten sposób aktywuje się miesień płaszczkowaty, który jest podobno pożeraczem glukozy.
Ale na siłkę chadzam. Obiecuję sobie 3 razy w tygodniu, wychodzi dwa, ale dobre i to. Staram się też jeść prawidłowo. Pierogi, placki, babka ziemniaczana, biały chleb odeszły w dal. Czasem sobie pozwolę, ale rzadko, rzadziej niż raz w tygodniu.
Dziś w planach zupa „śorba adaś”. Czyli zupa z czerwonej soczewicy z cytryną.
No i jesień. Nie ma na to rady.






