Pułapki umysłu

Tydzień temu …

Tydzień temu przemknęła mi przez głowę myśl.
Na kuchence pyrkotała przykrywka na garnku z zupą buraczkową. O obok gotowała się woda na kaszę dla Tośki. Albowiem Tośka, arystokracja z urodzenia,  chłopka z upodobań, ponad najdroższe, najbardziej rekomendowane przez hodowców karmy przedkłada…wszystko inne.
Sucha bułka, skrawek niedojedzonego chleba, resztka surówki, rybka, kartofelki…wszystko to jest o niebo lepsze od karmy stojącej w misce. Jakiś czas działało dolewanie oleju rzepakowego, potem trzeba się było przerzucić na olej z łososia, potem zmieniać rodzaj karmy, pilnować bydlaka, żeby nie dostał nic od nikogo, nawet ciasteczka wyliczać jakby były na wagę złota. Po trzech -czterech dniach dyscypliny wygłodniały pies zjadał co-nieco z michy…I znowu kolejne dni mijały na utrzymywaniu terroru jedzeniowego.
Po dwóch miesiącach i trzech torbach różnego jedzenia poddałam się.
Nie będę wywalała grubej kasy w błoto, jednocześnie terroryzując rodzinę i psa regorem żywieniowym.  Trudno. Niech jej będzie: chce, niech ma gotowane.
I w ten sposób, tydzień temu znalazłam się przy kuchence z dwoma wielki garami jednocześnie. I gdy tak przesuwałam te gary przemknęła mi przez głowę myśl „żebym się tylko nie sparzyła, bo ten garnek ma przykrywkę z dziurkami, trzeba uważać”.
Tak sobie pomyślałam…
Chwilę później chwyciłam ów sagan pełen psiej kaszy i…przypiekłam sobie palce. Garnkowe ucho złapało temperaturę od palnika obok. Garnek odstawiłam, założyłam łapkę, postawiłam gdzie trzeba, trochę piekło, ale uznałam, że jak wsadzępod wodę to POTEM będzie jeszcze gorzej. Zresztą troszkę się spieszyłam, a tu mi kasza zaczęła kipieć, więc uniosłam pokrywkę leciutko, znowu napominając samą siebie, że tym garnkiem łatwo się sparzyć. Po czym natychmista siebie uspokoiłam. Wszak już wypełniłam polecenie dane mózgowi „żebym się tylko sparzyła” bo mózg przecież nie zna słowa NIE.
Ucieszyłam się, że w takim razie durne polecenie mam z głowy. I tak ucieszona sięgnęłam do uchylonej przykrywki, spod której buchnęła para prosto na moją dłoń.
I tak to myśląc i przestrzegając samą siebie dwa razy, w ciągu zaledwie pół godziny sparzyłam tę samą dłoń.
Teraz już wsadziłam pod zimną wodę, bo coś mi mówiło, że oparzenie jest głębokie.
Dziś na palcu wskazującym mam oparzeniowego, podskórnego bąbla, oraz ciemniejącą, lekko szczypiącą plamę u nasady kciuka.
Już nie boli, wraz z bólem nauka wyparowała z głowy ewidentnie.
Ponieważ pokazało się słońce, blada, bo blade, ale zawsze. Wiatr przestał urywać głowę. Temperatura z 5stopni wzrosła do 9. Dlatgo postanowiliśmy pojechać na dłuższy spacer z psem. Ścieżka wiodła nas skalistym brzegiem jeziora, poprzez jesienny las. Ścieżka pełna skał, osypanego igliwia, wyłażących korzeni drzew i miękkiego mchu.
Oczwiście wzięłam aparat. Przeszlimy się z godzinkę, zaczęliśmy wracać…Co za licho mnie podkusiło?
Zauważyłam, że bardzo ostrożnie stawiam stopy i generalnie tak staram się iść by broń boże nie poslizgnąć się i nie upaś bo APARAT. Aparat może by przeżył, ale obiektyw na bank nie. Obiektyw! Moje cacuszko, miłość ma największa zaraz po Zuzi i Tośce. Moja pięćdziesiąteczka stałeczka, miłość mego życia!
Ciekwe czy upadając dałabym radę ochronić aparat rękami? -tak rozmyślałam powoli podążając za mężem i Tośką, sycąc dusze promieniami słońca, blskiem jagodowych liści złotem trzcin.
Tak. To był ułamek sekundy. Kostka mi się nagle wygięła i ja poleciałam lotem ślizgowym. Nim grzmotnęłam o ziemię – tu akurat było wszystko na raz: skała, korzenie i piach- zobaczyłam jak mój aprat, który nadal mam na szyi, ląduje na podłożu, odbija się i z głuchym łupnięciem wali po raz drugi o glebę. Potem poczułam ból w rękach i kolanach, zobaczyłam bardziej zdziwioną niż przestraszoną minę męża oraz lecącą do mnie z radością Tośkę.
Przez chwilę była pewna, że połamałam oba kolana. Przez chwilę byłam pewna, że nie wstanę z tej skały. Zrobiło mi się gorąco. I słabo. Nie do końca wiedząc co robię zdjęłam aparat z szyi i dałam mężowi sycząc tylko:
-Sprawdź
po czym zajęłam się zbieraniem siebie z ziemi. Tośka kręciła się koło mnie cała szczęśliwa bo skoro pańcia na ziemi to się będziemy wygłupiać.  
Otumaniona usiadałm wreszcie i jednocześnie usłyszałam trzask migawki i komunikat od męża
-Wszystko w porządku.
Wtedy mogłam oceniać inne szkody. Lewe kolano wyglądało jak stek, prawego wolałam nie oglądać.
Jakimś cudem wstałam, pozbierałam z ziemi ręce i nogi i ruszyłam w drogę.
Po kilku krokach gdy do mnie dotarło, że idę, odbrałam aparat od męża.
-Jesteś pewna?
– No drugi raz raczej się nie wywalę – odrzekłam dziarsko.
I wtedy przypomniałam sobie oparzoną dłoń.
Na wszelki wypadek zabroniłam sobie myśleć o wywracaniu się. Skupiłam się na uważnym stwianiu stóp, tak by cała podeszwa był na podłożu, gdy przenoszę nań ciężar ciała. Tak dotarłam do samochodu. Robiąc po drodze „jeszcze choć jedno zdjęcie”.
31_copy

Na lewym kolanie mam znak Polski Walczącej. Musiałam skleić trzy duże plastry by ową kotwicę zasłonić.
Na prawym…NIC! Zastanawiam się czy skończy się siniakiem czy czymś więcej.
Aparatowi i obiektywowi naprawdę nic.
Pamiętajcie.
MÓZG NIE ZNA SŁOWA NIE.

Mam w dupie małe miasteczka -A. Bursa

…jak ja nie znoszę …

…jak ja nie znoszę tego zapyziałego miasteczka, tej zasmarkanej prowincji-prowincji, tych uliczek równych jak pod sznurek, tych ludzi jednakowych na ciele i umyśle, tego smrodu różnorodnego, ale obecnego zawsze gdy wieje, tej szarości, porządeczku, ładu i niczym nieuzasadnionego przekonania, że system działa. Nie, kurwa, ten system się wali, ale takie małe miasteczka, siedzące w główkach ich mieszkańców, wolą tego nie widzieć, bo jeszcze ktoś im każe coś z tym zrobić…

Ale o co chodzi?

Z oddalenia (jak …

Z oddalenia (jak zwykle ostatnio-wzdycham) śledziłam narastające wrzenie przybierające powoli oblicze czarnego protestu. Gorączkowałam się, irytowałam, pukałam w głowę…Ale któregoś dnia przyszło mi do głowy, że jakby ktoś chciał odwrócić uwage społeczną to temat aborcji jest pewniakiem. I pomyślałam, że ciekawe nad czym teraz pracuje rząd. Następnego dnia, wczesnym rankiem to odpowiedź znalazła mnie.
TTIP  oraz CETA.
O co chodzi?
Nie umiem tak jasno i analitycznie jak moja stara przyjaciółka, więc pozwólcie, że tym razem oddam głos Marzenie.

Na tę chwilę żyjemy czarnym protestem. I dobrze. Śledźmy dalej losy ustawy antyaborcyjnej, bądźmy czujni, ale przed nami kolejna wielka walka. Chodzi mi o TTIP i CETA.
Większość obywateli UE bardzo radykalnie sprzeciwia się tym porozumieniom. Natomiast tylko 41% Polaków jest im przeciwnych. Dlaczego, skoro skutki tych porozumień dotkną każdego z nas? Ponieważ mało o nich wiemy. Oto moje obawy w sprawie TTIP. Kiedy indziej opiszę skutki CETA, chowu przemysłowego zwierząt i wpływ żywności GMO na ludzi i gospodarkę.
Może ktoś, kto nie wie, o co chodzi, skorzysta z tej wiedzy.

TTIP – Transatlantic Trade and Investment Partnership – Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, czyli umowa, negocjowana pomiędzy Unią Europejską a USA (znane także, jako Transatlantyckie Porozumienie o Strefie Wolnego Handlu – TAFTA).

1. Obawiam się, że umowa ta w konsekwencji spowoduje rezygnację UE z regulacji praw oraz norm żywnościowych, co w efekcie spowoduje, że na półkach sklepowych zagoszczą produkty z chowu przemysłowego i produkty GMO.

2. Najbardziej kontrowersyjny dla mnie jest fakt, że obrady mają charakter tajny dla obywateli, ale treść negocjacji znają za to lobbyści pracujący na rzecz korporacji. Na razie prawo UE chroni nas w dużym stopniu przed gigantycznymi koncernami rolnymi, rybnymi i żywnością GMO. Po podpisaniu tego porozumienia, koncerny, które już są w Europie, ale mają ograniczone pole manewru, zyskają znacznie szersze uprawnienia handlowe.

3. UE ma wprowadzone oddzielne normy sanitarne czy zakaz używania niektórych hormonów w mięsie i składników chemicznych w budownictwie oraz nakaz informowania producentów o stosowaniu GMO. TTIP może te regulacje znieść i tym samym ograniczyć UE, czyli i Polsce promowanie zrównoważonego ekologicznie rolnictwa oraz ochronę tradycyjnego rolnictwa rodzinnego.

4. Bardzo kontrowersyjnym dla mnie jest mechanizm ISDS, czyli nacisk na wprowadzenie zapisów o ochronie inwestycji – czytaj mechanizmach rozstrzygania sporów między inwestorami i państwami. Zapisy te mają dawać zagranicznym inwestorom prawo do skarżenia państwa, gdyby uznali, że jego decyzje mogą mieć negatywny wpływ na spodziewane zyski inwestora. Mówiąc prościej bogaty gigant miałby istotne narzędzia nacisku na prawodawstwo oddzielnych krajów wchodzących w skład UE w tym Polski.

5. Porozumienie TTIP oznacza dla mnie rezygnację z demokratycznych standardów na rzecz porozumienia globalnego – mieszkańcy poszczególnych państw nie będą mieli wpływu na żywność i handel, a zatem i na ochronę praw konsumenckich, ekologię czy zrównoważone praktyki rolnicze, oznaczanie produktów i informowanie o ich składzie. Ale TTIP ma regulować również takie kwestie jak rynki finansowe dane osobowe, ochrona zdrowia czy kultura.

5. Mam zatem obawy, że traktat ten może mieć wpływ na transparentność zamówień publicznych, zasady zrównoważonego rozwoju i przeczyć interesowi publicznemu, poprzez ograniczanie lokalnych gospodarek i możliwości korzystania z lokalnych zasobów oraz eliminowanie lokalnej przedsiębiorczości.

Jak widać skutki tego porozumienia będą bardzo poważne. Warto protestować przeciwko nim, dopóki nie będą jawne i transparentne. Ja wyjdę na ulicę.

Warto też śledzić portale tych, którzy walczą w naszym imieniu:
• Akcja Demokracja
• Attac Polska
• Beskidzkie Stowarzyszenie Produkcji Ekologicznej i Turystyki
• Centrum Cyfrowe Projekt: Polska
• CIWF Polska
• Demokracja Bezpośrednia
• Drużyna LiquidDemocracy.pl
• Fundacja 2B Fair
• Fundacja Artykuł 25
• Fundacja Bęc Zmiana
• Fundacja CentrumCSR.PL
• Fundacja Dobrych Inicjatyw
• Fundacja EkoRozwoju
• Fundacja ePaństwo
• Fundacja Greenpeace Polska
• Fundacja ICRA
• Fundacja Kultury Akademickiej
• Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie
• Fundacja Kuźnia Kampanierów
• Fundacja Nowoczesna Polska
• Fundacja „Ogrody Permakultury”
• Fundacja Otwarty Plan
• Fundacja Panoptykon
• Fundacja Piękny Dom
• Fundacja Przebudzenie
• Fundacja Rodzice Przyszłości
• Fundacja Rolniczej Różnorodności Biologicznej AgriNatura
• Fundacja Strefa Zieleni
• Fundacja Terra Brasilis
• Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania
• Instytut Globalnej Odpowiedzialności
• Instytut Spraw Obywatelskich
• ISOC Polska
• Koalicja KARAT
• Koalicja Klimatyczna
• Koalicja POLSKA WOLNA OD GMO
• Koalicja Sprawiedliwego Handlu
• Kooperatywa Spożywcza „Dobrze”
• Kujawsko-Pomorskie Stowarzyszenie Producentów Ekologicznych EKOŁAN
• Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC
• Młodzieżowa Sieć Klimatyczna
• NOMADA. Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego
• Ogólnopolski Związek Zawodowy „Inicjatywa Pracownicza”
• Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”
• Partia Razem
• Partia Zieloni
• Pierwsza Warszawska Agenda 21
• Polska Partia Piratów
• Polska Zielona Sieć
• Polski Instytut Praw Człowieka i Biznesu
• Polskie Stowarzyszenie Sprawiedliwego Handlu
• Pospolite Ruszenie
• Przymierze dla Polski
• Recykling Idei. Pismo społecznie zaangażowane
• Społeczny Instytut Ekologiczny
• Stowarzyszenie Dla Dawnych Odmian i Ras
• Stowarzyszenie „Eko-Inicjatywa”
• Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA
• Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne „Wspólna Ziemia”
• Stowarzyszenie Ekologiczny Ursynów
• Stowarzyszenie Eko-Spol
• Stowarzyszenie Fabryka Demokracji
• Stowarzyszenie „Jeden Świat”
• Stowarzyszenie Klub Inteligencji Polskiej
• Stowarzyszenie Kultura i Demokracja CIVIS
• Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Społecznego – „Społeczeństwo FAIR”
• Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” i kwartalnik „Nowy Obywatel”
• Stowarzyszenie „Ostoja Brodnicka”
• Stowarzyszenie Polska Wolna od GMO
• Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot
• Stowarzyszenie Praw Człowieka
• Stowarzyszenie RACJONALNA POLSKA
• Stowarzyszenie Sieć Obywatelska – Watchdog Polska
• Stowarzyszenie Ulepsz Poznań
• Stowarzyszenie Zielony Żurawlów
• Think Tank Feministyczny
• Toruńska Inicjatywa Obywatelska
• Warszawska Kooperatywa Spożywcza
• Wawelska Kooperatywa Spożywcza
• Wielobranżowa Spółdzielnia Socjalna PANATO
• Wielobranżowa Spółdzielnia Socjalna Biz:on
• Zachodniopomorski Oddział Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi EKOLAND
• Zielone Wiadomości

Dzień 3 Do Berno Magii ciąg dalszy

Jak to jest z tymi …

Jak to jest z tymi więzami rodzinnymi? Dlaczego ktoś, kto w dzieciństwie i wczesnej młodości był zmorą twojego życia jest nadal ci bliski, choć gdyby to była tylko koleżanka z podwórka to nawet byś spojrzeć w jej stronę nie chciała?
Matko święta!
Ja miałam 12,13,14, 20 lat. Ona zawsze o dziesięć mniej. Ja miałam swoje tajemnice i ogromną potrzebę własnej przestrzeni co nie było łatwe w czteroosobowej rodzinie na 38m kwadratowych. A ona ledwie przekroczyła próg naszego mieszkania lazła jak po sznurku do moich i tylko moich rzeczy. Czemu nie do Baśki? Czemu nie do mojej matki? A może do ich też? Szperała w moich rzeczach, wyciągała wszystko z mojej szkolnej torby, ale najgorsze, najgorsze, że zawsze, ale to zawsze wyciągała łapy do moich pamiętników. Najpierw je tylko wyciągała. Potem się gówniara nauczyła czytać! I czytała! I paplała o tym co przeczytała.
Ostatni raz chciałam ją zabić jak miała 15 lat. Potem ja i moje pamiętniki znikłyśmy z zasięgu jej łap. A potem powoli przestałam pisać. A potem nadeszła era bloga i…sama dałam jej linka.
Dziś się z tego śmiejemy.
Patrzę na tę dorosłą kobietę i widzę tamtą dziewczynkę. Wiecie…takie wcielenie Pippi. Wszędzie jej pełno, cały czas gadająca, cały czas pełna dobrego nastawienia do świata. Wcale się nie zmieniła!
Nie widziałyśmy się ze 20 lat.
Przecież gdyby to była dziewczynka z podwórka, wyjątkowo upierdliwa dodajmy, to nawet bym pewnie nie pamiętała.
Jedna z niewielu osób z rodziny matki, która zawsze jakoś była mi bliska. Nawet wtedy jak chciałam ją zabić.
A teraz siedzę w jej salonie,  w jej mieszkaniu. I jestem w szoku. Skąd w osobie wywodzącej w prostej linii od Babci Józefy tyle serdeczności, ciepła, takiego pozytywnego nastawienia do ludzi? Jakim cudem w ciągu tych wszystkich lat, kiedy ciężko pracowała a życie dawało jej po tyłku co i raz, jakim cudem nie zgorzkniała, nie straciła optymizmu, zapału?
Uśmiecham się.
Za oknem szwajcarski ranek. Pod balkonem hałasują auta. Słyszałam krzyki dzieci, rozmowy.
Czekam kiedy Kaśka (ona zawsze była Kaśka, nawet jak miała 5 lat, ja byłam Kazina, bo Katarzyna dla smarkacza było za trudne, i tak zostało) i Davide wstaną. Pojedziemy w góry? Świeci słońce! Pojedziemy w góry!
Wczoraj tylko rzuciłam okiem na Berno. Był wieczór. Tylko rzuciłam okiem…I już się cieszę, że jutro Kasia pójdzie do pracy a ja polazę w te zaułki i uliczki.
21_copy
27_copy
29_copy1
47_copy1

 

Urlop

<img …

Nienawidzę takiego stanu kiedy to zasnąć się nie da ale organizm jeszcze nie wypoczęty domaga się snu. Wstać się też nie da, bo kawy w zasięgu nie ma, a domownicy śpią.
Pierwszy urlopowy poranek.
Wschodzące nad Warszawą słońce barwi niebo na różowo. Jak podejdę do okna, widzę wszystkie warszawskie wieżowce na tle różowej zorzy poutykane pomiędzy zielenią. Warszawa wygląda jak miasto zbudowane w ogromnym parku. Wiem, że tak dobrze nie ma, ale teraz, o tej wczesnej godzinie czuję potrzebę zachwytu. Zza okna dobiega nieustanny szum samochodów. Warszawa, miasto, które nigdy nie śpi?

Hotel…jak hotel. Czysto jest. Strumień prysznica może zabić, umywalka w miejscu sitka ma dziurę czego nie znoszę a spłuczka nie przypomina Niagary.
Łóżko średnio wygodne,dość twarde.  Tylko jedna poduszka, w dodatku strasznie miękka, głowa mi się zapadała, musiałam podłożyć..własną kurtkę. Za to kołdra gruba i ciężka, sztywna. No ale blisko lotniska, piechotą około 20 minut. Usiłowałam znaleźć wyjście z terenu lotniska przez jakieś pół godziny. Chyba nikomu nie przyszło do głowy takie  rozwiązanie, bo przejść dla pieszych w okolicy nie uświadczyłam, więc kicałam jak zajączek przez szerokie ulice. Na szczęście dość puste. Jednak z walizką i ciężkim plecakiem. W temperaturze sauny. Jak już wreszcie wpadłam do pokoju zrzuciłam z siebie ubrania i wlazłam pod prysznic.
Ze Szwecji wylatywałam w miłych 23stopniach z porywistym wiatrem. Zestroiłam się jak pańcia…Czarne eleganckie rurki, głębokie trampki palladium, białą bluzka, żakiet…
Znaczy elegancja w wydaniu szwedzkim, haha. W warszawskim klimacie nagle to wszystko stało się za ciężkie, za grube, zbyt mało przewiewne.
Odświeżona prysznicem poczułam głód. Zamiast zejść do restauracji i wydać trzy dychy na żarcie poszukałam sklepiku, gdzie zaopatrzyłam się w serek wiejski, chlebek razowy, banany, wodę i delicje. Wydałam niewiele mniej ale mogłam zjeść to, na co miałam ochotę a nie to co było w karcie.
Dumna z siebie wróciłam do hotelu i…
No cóż. Jedliście kiedyś twarożek wiejski mieszadełkiem do kawy/herbaty?
Phi…niech się Japończycy schowają ze swoimi pałeczkami. Tak się cieszyłam. A potem nieopatrzny ruch ręką i mieszadełko okazało się bardzo sprężyste. A twarożek wydajny. Pstryk i moja kolacja była wszędzie. Na lustrze, na podłodze, na telewizorze.
Brawo Kasia.
TVN w śnieżącym telewizorze puszczał komedię z Robertem De Niro i Michelle Pfeiffer, ale nie dałam rady oglądać. Padłam. Choć trudno powiedzieć bym spała jak zabita.

…a gdzieś tam daleko, biedna Tosia szuka swojej pani…I czeka biedulka niespokojna, bo się jej jednostki w stadzie nie zgadzają. A Tosia, jak na dobrego pasterza przystało bardzo nie lubi takiej niesubordynacji. Stado ma być w komplecie i najlepiej trzymać się blisko siebie.
Strasznie dziwnie się śpi bez psiego pochrapywania, wiecie?

Kije, kijeczki…

…leje, wieje, ale …

…leje, wieje, ale damy radę, co? Możecie powiedzieć, że nie, ale wolałabym, żebyście powiedziały, że damy radę…

Takie to pytanie zadałam moim najlepszym, w ostatnim czasie, towarzyszom. A ponieważ koleżanka poprosiła o meldunek jak wrócę to napisałam:

No i niby dałam radę, kije też, ale umówmy się: rekordy świata to dziś nie padły. Najpierw zapomniałam się choćby minimalnie rozgrzać, co zaskutkowało napięciem wokół ścięgien Achillesa. W związku z tym, po dojściu do linii brzegowej jeziora, oparłam nogę na jakimś kamieniu, żeby trochę te obolałe ścięgno rozciągnąć. Poszło z jedną nogą, przestawiłam się na drugą…Kamień był mokry i omszały…Cudem uniknęłam szkód osobistych. Pomachałam nóżką w miejscu, za podporę używając kije, poszłam z stronę wyjścia z portu. Wiatr wpychał kije pod nogi, urywał głowę, chlapał falami z jeziora mimo wału ochronnego (jeszcze 25lat temu, w taką pogodę, jezioro potrafiło odwiedzać centrum miasteczka). Doszłam do rzeki i portu. Próbowałam zrobić zdjęcie, ale w rękawiczkach się nie udawało. Zaczęłam wracać z pomysłem, że obejdę Port Małych Łodzi – uwielbiam świst wiatru wantach.
Niestety mój pęcherz zaczął wysyłać gwałtowne ostrzeżenia o możliwej powodzi, dodatkowo, chyba żeby mnie zmobilizować, damskie niewymowne zaczęły ocierać tu i tam…
Poddałam się…

Jutro zaczynam trzeci tydzień trenowania z kijami.
Kupując nie byłam pewna czy ma to sens, czy będę używać. Okazuje się, że właśnie te kije mnie mobilizują, podnoszą zapał albo nie wiem co. Przeskoczyła mi jakaś klapka w głowie.
Wstaję około siódmej rano, wypijam kawę przy komputerze, potem szykuję się i lecę na kije. Pierwsze dni walczyłam z koordynacją lewa ręka -prawa noga.Teraz już idzie to odruchem, ale wciąż jeszcze albo za mocno ściskam kije, albo zbyt mocno wbijam je w podłoże. Staram się iść nie nie na ilość tylko na jakość. Czyli nie chodzi o natłuczenie kilometrów, ale o dopracowanie techniki na okrągło podglądanej w internecie. Bo przy odpowiedniej technice trening dopiero działa jak należy. 
Dodatkowo włączyłam inny tryb jedzenia. Zadziałał autorytet kolegi – lekarza. Nie mówię „dieta” bo to żadna dieta. Po prostu jem pomiędzy godzinami 10.30 a 18.30. Osiem godzin, jedzenie dowolne z jednym wyjątkiem: żadnych słodyczy. Żadne batoniki, cukierki, ciasteczka, muffiny, pączusie, lody i bita śmietana…
Ale tu jest coś dziwnego, bo w wcale mi się tego nie chce. Możliwe, że skrupulatne uzupełnianie B12 przynosi takie skutki. A może to, w ciągu tych ośmiu godzin zjadam tyle, że jestem stale najedzona?
Tak czy siak, we czwartek stanęłam na wagę (wbrew temu co sobie sama nakazywałam, że dopiero w poniedziałek). I oto TADAM! Spadek! Maluśki, maleńki, ale na tyle by dać mi odczucie TO DZIAŁA!
Kurtki zrobiły się jakby ociupinkę…nie luźniejsze, ale jakby mniej opięte na brzuchu.
Choć tak naprawdę nie o to w tym wszystkim chodziło.
Znajoma blogerka (teraz już i pisarka) powiedziała, że po dwóch tygodniach Nordic Walking poczuła ulgę w kręgosłupie.
I tu też mogę potwierdzić: TO DZIAŁA!
To, z czym walczyłam przez ostatnie pół roku odeszło. Jeszcze czasem się odzywa, łokcie są nadal najwrażliwsze, ale nie jest to ten ból, który sprawiał, że w nocy chciało się wyć  bo nic nie pomagało.
Nie miałam odwagi w to wierzyć, sądziłam, że boleści uspokoiły się dzięki słonecznej, stabilnej pogodzie w ostatnim czasie. Ale ostatnie trzy dni przyniosły wiatr, chłód i słotę. A moje kości na to…nic.
Trzymajcie kciuki bym wytrwała.
Cel: -10kg.

 

 

 

 

Kalkulacja

Nie mogę spać, więc …

Nie mogę spać, więc usiłuję skalkulować koszty pogrzebu.
Co tu dużo mówić- zasiłek, zasiłkiem, ale nie wystarczy na wszystko. A ja muszę wrócić do domu i dożyć do wypłaty a wypłata nie będzie zbyt wielka, bo urlop wszak niepłatny póki co.

Grzebię w internecie.

Co to za durna maniera? Każdy ma stronę internetową, ale cen na nich nie uświadczysz. I nie ma znaczenia czy szukasz noclegu, jedzenia czy usług pogrzebowych.
Rodacy, macie aż taką paranoję, że nawet ceny waszych usług są tajne?
To na grzyb mi wasze strony? Wasze adresy to sobie znajdę w katalogu firm, nie traćcie kasy na strony internetowe, które niczego nie mówią.
…wrrr…
Oczywiście domyślam się, że głównie chodzi o staropolskie „dogadamy się” oraz „nie będzie żałowała” co w praktyce sprowadza się do oceny jak bardzo klient da się wydoić…