Wyjaśniła się zagadka „samoistnie spadających poduszek z kanapy”. Tosia tak spokojnie lezy, a te poduszki same z kanapy schodzą…

Ciasto za chwilę będzie upieczone.
Tak, jest 25 minut do północy.
W serialu to by teraz się pojawił nagłówek:
24 godziny wcześniej
po czym kamera by pokazała jak główna bohaterka układa się do snu, wierci się, przysypia, budzi się i zaczyna różne nocne harce: czytanie, granie w gry na tablecie , walkę z ochotą na coś słodkiego w postaci wyskakującej nad głową chmurki wizualizującej różne zakazane rzeczy: batoniki w czekoladzie muffiny w malinami i czekoladą, szarlotkę, bezy co tylko jeszcze. Te wszystkie pokusy bohaterka odganiałby machaniem rękami. Kolejne ujęcie pokazałoby bohaterkę w piżamie jak w ciemniej kuchni coś gotuje. Najazd kamery ukazałby puszkę z Oboy czyli rozpuszczalnym słodkim, kakao oraz papierek po czekoladzie i pusty kartonik mleka…Potem najazd kamery i graficznie dodany dymek symbolizujący niebiański zapach czekolady.
Kolejne ujęcie pokazałoby godzinę drugą i miotającą się po łóżku postać.
Następne ujęcie pokazałoby godzinę piątą i zombi grzebiące w szufladzie z lekarstwem na migrenę. A potem byłaby już godzina dziewiąta, zombi chybotliwie i słaniając się idzie do łazienki, a potem z psem na spacer i wraca szybciej niż poszło. Wypina psa, wypija kawę, zjada łyżkę jogurtu greckiego z płatkami kukurydzianymi, po czym zjada kolejną tabletkę od migreny i jak kłoda wali się na łóżko na następne dwie godziny.
Potem pojawiłby się kolejny nagłówek:
12 godzin wcześniej
i kamera najeżdża znowu na bohaterkę, lekko przypominającą zombi.
Bohaterka siedzi przy biurku, pije herbatę z cytryną, mruży oczy i wgapia się się w jakiś dokument przez dłuższą chwilę. Nad głową bohaterki pojawiłby się dymek z napisem „Co to do cholery jest i co ja mam z tym zrobić”.
Może zadzwoniłby telefon, którego dźwięk wywołałby skrzywienie na i tak niezbyt urokliwej twarzy bohaterki. Potem najazd na zegar by pokazać godzinę, długi najazd na bohaterkę zmiana światła, sugerująca, ze minęło więcej czasu i najazd na zegar by pokazać, że minęła minuta…Resztę pokazano by już w przyspieszonym tempie aż do 17.
Po czym pokazałby się kolejny nagłówek:
6 godzin wcześniej
Nasza bohaterka siedzi w fotelu, z komputera przed nią dialog z filmu, na kolanach robótka. Bohaterka ziewa. Kręci się, powieki jej opadają…Walczy, zaczyna coś robić, robótka opada, powieki opadają, wzdrygnięcie…
I nagłówek:
2 godziny wcześniej
Zaciemniony pokój, zamknięty komputer. Na łóżku pod kołdrą podłużny kształt. Kręci się, nieruchomieje, znowu kręci. Wstaje. Zapala światło. Idzie do łazienki, szpera w apteczce. Wreszcie znajduje. Najazd kamery na pudełeczko z doklejonym papierkiem na którym widnieje imię i nazwisko oraz informacja, że lek na kłopoty ze snem.
Kolejne ujęcie szklanka z wodą i znikająca w ustach tabletka. W kolejnej scenie bohaterka siedzi na łóżku, książka w ręku, najazd kamery pokazuje tytuł by wiadomo było, że to zwykły, nudny kiepskawy kryminał. Potem pokazuje się zegar i gaśnie światło.
W następnym ujęciu światło się zapala, bohaterka siada na łóżku, przeciąga się cała rześka i wyraźnie pełna energii…
I tu powinna się ta scena zakończyć, ale nie. Podły reżyser, który nie lubi dobrych zakończeń dodaje jeszcze jedno ujęcie. W tym ujęciu widzimy zegar, który pokazuje, że upłynęło zaledwie pół godziny.
——
Taaak. Upiekłam ciasto jako alternatywę dla czekolady, która jednak wywołuje migrenę.
A tabletka…cóż. Lepiej mnie usypia aviomarin albo cetyryzyna niż tabletki nasenne. Chciałam spróbować melatoniny, ale lekarz będzie miał dla mnie czas dopiero 22 stycznia, wcześniej mi nikt nie da recepty. Choć pewnie na ten cholerny, nie działający lek nasenny dostałabym bez problemu…
W dodatku jest pełnia.
Pożaliłam się Najstarszej Klientce (najstarsza stażem u mnie, jest ze mną od prawie samego początku. bo wiekowo jest najmłodsza- ma 28 lat), że te ciemności mnie wykończą. Na co ona, że ją też.
– A co, też pani nie sypia?
– No nie.
– I co pani robi?
– Żeby zasnąć? Liczę barany…albo się modlę.
O!
– Różaniec pani odmawia?
– Tak. Ale nie działa.
– Ja powtarzam tabliczkę mnożenia, albo próbuję coś liczyć. Ale też nie działa.
—-
A wy?
Oglądaliście ostatnio jakiś film w którym ktoś odgrywał wasze życie?
















