7/2020

Wyjaśniła się zagadka „samoistnie spadających poduszek z kanapy”. Tosia tak spokojnie lezy, a te poduszki same z kanapy schodzą…

Ciasto za chwilę będzie upieczone.
Tak, jest 25 minut do północy.
W serialu to by teraz się pojawił nagłówek:
24 godziny wcześniej
po czym kamera by pokazała jak główna bohaterka układa się do snu, wierci się, przysypia, budzi się i zaczyna różne nocne harce: czytanie, granie w gry na tablecie , walkę z ochotą na coś słodkiego w postaci wyskakującej nad głową chmurki wizualizującej różne zakazane rzeczy: batoniki w czekoladzie muffiny w malinami i czekoladą, szarlotkę, bezy co tylko jeszcze. Te wszystkie pokusy bohaterka odganiałby machaniem rękami. Kolejne ujęcie pokazałoby bohaterkę w piżamie jak w ciemniej kuchni coś gotuje. Najazd kamery ukazałby puszkę z Oboy czyli rozpuszczalnym słodkim, kakao oraz papierek po czekoladzie i pusty kartonik mleka…Potem najazd kamery i graficznie dodany dymek symbolizujący niebiański zapach czekolady.
Kolejne ujęcie pokazałoby godzinę drugą i miotającą się po łóżku postać.
Następne ujęcie pokazałoby godzinę piątą i zombi grzebiące w szufladzie z lekarstwem na migrenę. A potem byłaby już godzina dziewiąta, zombi chybotliwie i słaniając się idzie do łazienki, a potem z psem na spacer i wraca szybciej niż poszło. Wypina psa, wypija kawę, zjada łyżkę jogurtu greckiego z płatkami kukurydzianymi, po czym zjada kolejną tabletkę od migreny i jak kłoda wali się na łóżko na następne dwie godziny.
Potem pojawiłby się kolejny nagłówek:
12 godzin wcześniej
i kamera najeżdża znowu na bohaterkę, lekko przypominającą zombi.
Bohaterka siedzi przy biurku, pije herbatę z cytryną, mruży oczy i wgapia się się w jakiś dokument przez dłuższą chwilę. Nad głową bohaterki pojawiłby się dymek z napisem „Co to do cholery jest i co ja mam z tym zrobić”.
Może zadzwoniłby telefon, którego dźwięk wywołałby skrzywienie na i tak niezbyt urokliwej twarzy bohaterki. Potem najazd na zegar by pokazać godzinę, długi najazd na bohaterkę zmiana światła, sugerująca, ze minęło więcej czasu i najazd na zegar by pokazać, że minęła minuta…Resztę pokazano by już w przyspieszonym tempie aż do 17.
Po czym pokazałby się kolejny nagłówek:
6 godzin wcześniej
Nasza bohaterka siedzi w fotelu, z komputera przed nią dialog z filmu, na kolanach robótka. Bohaterka ziewa. Kręci się, powieki jej opadają…Walczy, zaczyna coś robić, robótka opada, powieki opadają, wzdrygnięcie…
I nagłówek:
2 godziny wcześniej
Zaciemniony pokój, zamknięty komputer. Na łóżku pod kołdrą podłużny kształt. Kręci się, nieruchomieje, znowu kręci. Wstaje. Zapala światło. Idzie do łazienki, szpera w apteczce. Wreszcie znajduje. Najazd kamery na pudełeczko z doklejonym papierkiem na którym widnieje imię i nazwisko oraz informacja, że lek na kłopoty ze snem.
Kolejne ujęcie szklanka z wodą i znikająca w ustach tabletka. W kolejnej scenie bohaterka siedzi na łóżku, książka w ręku, najazd kamery pokazuje tytuł by wiadomo było, że to zwykły, nudny kiepskawy kryminał. Potem pokazuje się zegar i gaśnie światło.
W następnym ujęciu światło się zapala, bohaterka siada na łóżku, przeciąga się cała rześka i wyraźnie pełna energii…
I tu powinna się ta scena zakończyć, ale nie. Podły reżyser, który nie lubi dobrych zakończeń dodaje jeszcze jedno ujęcie. W tym ujęciu widzimy zegar, który pokazuje, że upłynęło zaledwie pół godziny.

——
Taaak. Upiekłam ciasto jako alternatywę dla czekolady, która jednak wywołuje migrenę.
A tabletka…cóż. Lepiej mnie usypia aviomarin albo cetyryzyna niż tabletki nasenne. Chciałam spróbować melatoniny, ale lekarz będzie miał dla mnie czas dopiero 22 stycznia, wcześniej mi nikt nie da recepty. Choć pewnie na ten cholerny, nie działający lek nasenny dostałabym bez problemu…
W dodatku jest pełnia.
Pożaliłam się Najstarszej Klientce (najstarsza stażem u mnie, jest ze mną od prawie samego początku. bo wiekowo jest najmłodsza- ma 28 lat), że te ciemności mnie wykończą. Na co ona, że ją też.
– A co, też pani nie sypia?
– No nie.
– I co pani robi?
– Żeby zasnąć? Liczę barany…albo się modlę.
O!
– Różaniec pani odmawia?
– Tak. Ale nie działa.
– Ja powtarzam tabliczkę mnożenia, albo próbuję coś liczyć. Ale też nie działa.
—-
A wy?
Oglądaliście ostatnio jakiś film w którym ktoś odgrywał wasze życie?

6/2020

No i nadeszła pora by podać psu tabletkę. Nakroiłam kiełbaski (polskiej) i serka. Z serka zrobiłam kanapkę: serek/tabletka/serek. Wzięłam w rękę, w drugą kiełbaskę. Kombinowałam: bydlę zobaczy, że jeszcze drugie to pierwsze łyknie bez gryzienia. Bo jak wiadomo Tośką jest pieskiem żującym. Ona każde jedzenie rozgryza. Każde. No, ale może jednak to łyknie…
Piesek przyjął serek, kiełbaskę zignorował, zaczął memłać, pociamkał i usłyszałam takie cichutkie „puk”. Aha, tabletkę wypluła. Poleciałam szukać. Pies żuł serek ( ogromne dwa kawały tak 1cm x 1cm , było co żuć, nie?). Żuł. I żuł. Na koniec złapał tabletkę, usłyszałam chrupanie…i było po problemie. Zostałam w miejscu z głupim wyrazem twarzy ,a pies już się kręcił przy desce w kuchni.
Po południu, jeszcze ciągnęła łapę, ale jak eM wrócił z pracy to zaczęłam poznawać swojego psa.
Nasypałam też nowej karmy. Najpierw dosypałam do starej, bo akurat jadła a było niewiele. Powąchała, pokręciła nosem i zakończyła posiłek. Ale potem pożarła wszystko.
A teraz, właśnie przed chwilą, podałam jej kolejną tabletkę. Bez serków i tych innych. Po prostu na dłoni. Zjadła.
Tak sobie myślę, że może ktoś był mądry i zrobił te tabletki z czymś co pieski lubią, albo myślą, że lubią. Ale zobaczymy jak będzie na dłuższą metę.

A poza tym nadal odstawiam prucie moherowego swetra. Ależ to jest robota..! Ktoś inny rzuciłby to kąt. A ja się bawię.
Pamiętam, jak była mała, w pudełku do szycia był kłąb splątanych nitek. Moja matka dała mi je do rozplatania. Zdaje się, że była to jedna z tych nielicznych chwil w życiu, gdy się nudziłam. Nie wiem – biblioteka była zamknięta czy co? Matka dała mi ten kłąb i streściła Poskromienie złośnicy. Tam podobno był motyw rozplątywania takiego kłębu nitek, a bohaterka też była Kasia. A ja podobno do cierpliwych nigdy się nie zaliczałam. Moja matka uwielbiała wyszukiwać historie w których bohaterka miała na imię tak jak ja i często mi te historie opowiadała.
Możliwe, że Wichrowe wzgórza też mi sprzedała jako bajkę bo jak czytałam tę książkę parę lat później to nie mogłam się oprzeć wrażeniu pewnej wtórności tej historii. Dzięki mamuś, że pozbawiłaś mi możliwości zakochania się w najbardziej romantycznej historii miłosne. Łaska boska, że druga z sióstr Bronte dała swej bohaterce na imię Jane, a nie Kasia.
Zatem mać dała mi ten kłąb, zachęciła opowiastką i poszła se, wielka pani, pranie robić albo obiad gotować. A ja zostałam z kłębem. Nie pamiętam ile czasu mi to zajęło, ale nitki rozplątałam. I miałam z tego naprawdę fajną zabawę. A były to nitki do szycia a nie do dziergania, zaznaczę. Matka potem opowiadała na prawo i na lewo, że jaka ta Kasia… Za jakiś czas nitki znowu zmieniły się w wielki splątany kłąb. Matka namawiała mnie znowu do ich rozplątywania, raz nawet się za to wzięłam, ale znudziło mnie szybko. Bo ja ten kłąb już raz rozplątałam.
Ale to od tamtego czasu czuję pociąg do nitek.
Teraz czasem idę na skróty i używam nożyczek, ale zawsze w ostateczności i poczuciem porażki.
Nie wiem co zrobię z odzyskanej nicy, ale pewnie jakieś lekkie poncho, bo nie lubię swetrów, ale lubię wełnę i różnej maści otulacze.
Prując oglądam serial na Amazon Prime Video.
Yankie widząc uśmiechniętą strzałkę Amazona wygłosił tyradę o podłym do kwadratu, najpodlejszym z podłych kapitalistów, bo w Ameryce zmusza ludzi zatrudnionych w jego firmie do szukania pomocy socjalnej gdyż płaci za pracętak mało, że ludziom nie wystarcza na życie. Yankie najbardziej na świecie nie znosi kapitalizmu i demokracji w tej wersji jaką mamy w tej chwili. Twierdzi, że to nie jest żadna demokracja, tylko życie pod dyktando korporacji.
Jak to było? Kto za młodu nie był socjalistą na starość będzie świnią? Jakoś tak, tak?
Serial nazywa się Wspaniała Pani Maisel (Powinno być Wspaniała Pani Maiselowa) i stworzyła go Amy Sherman-Palladino, ta sama która stworzyła „Gilmore Girls” czyli moje ukochane Gilmorki. Autorstwo Amy skłoniło mnie by zobaczyć co to jest, bo o serialu nigdy nie słyszałam. Obejrzałam pilota…i wsiąkłam.
Nawet jak nie lubicie komedii – polecam bo jest to naprawdę dobry serial obyczajowy, ukazujący jak w latach 50 wyglądało życie kobiet z troszkę wyższych sfer i nie tylko.
No i jak ja mam z tego Prime zrezygnować?

5/2020

Tak, mieszkam w Szwecji. Tak, na stałe. Nooo, jakieś 4-5-8 lat. Tak mam personnamber. Nie, nie mówię po szwedzku. Trochę po angielsku. Tak, mam konto w szwedzkim banku. Nie, nie wiem jak zrobić przelew wewnątrz Szwecji.
Nie podała pani numeru swojego konta. O, tuuu? To jest numer konta? A to jak ja mam przelew zrobić?
Tak, chcę otworzyć własną firmę.

Aż się prosi:
Chłopie, jak ty chcesz firmę prowadzić, nie mając zielonego pojęcia o tym jak wygląda faktura, jak konto w banku, jak zrobić przelew. Toż to tak jakbyś chciał dom stawiać od dachu.

Grrrr…
Nienawidzę być niańką klientów.

4/2020

Nareszcie po świętach!
Na biurku urosła mi sterta spraw, ale zamykam oczy.
O 11 idziemy z Tosią do lekarza.
Wreszcie.
Oczywiście mój portfel już dostaje dygotu, bo jak każda usługa w Szwecji, weterynarz nie jest tani. Już na dzień dobry startujemy od co najmniej 500-600kr. Jak kilka lat temu zachorował nam Kocio to wydaliśmy na niego około 4-5 tys kr. eM zarabiał wtedy jakieś 20tys kr netto.
No ale teraz mamy ubezpieczenie. Jeśli koszt wizyty wyniesie ponad 1800kr to ubezpieczalnia zwróci nam 75% sumy ponad owe 1800kr. Co z lekka mnie uspokaja.
Uspokaja w sensie finansowym, ale nie w ogóle.
Boję się, że dr Katarina znajdzie nieciekawe rzeczy u Tosi. Wiadomo: każdy się tego boi.
Tosia ostatnio różnie. Przedwczoraj nie chciała wskoczyć do samochodu, ale wreszcie wskoczyła by rozpłakać się na całego. Nie pojechaliśmy nigdzie, uznałam, że nie będę jej zmuszać do wskakiwania-zeskakiwania do samochodu.
Na spacerach bywa inna: na przykład strasznie szybko idzie. Bardzo szybko,że prawie muszę za nią biec. Idąc wolniej idzie jakby się kłaniała. Idącą widzę ją najczęściej z tyłu i z góry – czyli z pozycji osoby trzymającej smycz. Nie wiem jak stawia łapy, nie mogę tego wcale zaobserwować. Jednak widząc jak wchodzi po schodach zgaduję, że coś jest źle z lewą tylną.
Wchodzi po schodach to tę łapę co kilka stopni dostawia, zamiast iść naprzemiennie. Wczoraj już tę łapkę wciągała.
Ostatnie wieczory po prostu leżała, nie wstawała w ogóle. Zostawiona w kuchni szczekała – bo chyba nie mogła wstać a sama być nie chciała.
Ale wczoraj jakby lepiej. Też nigdzie nie pojechaliśmy, nie będę jej zmuszać do skakania. A na ręce się wziąć nie daje – robi się jak kamień, przyklejona do podłoża, bezwładna, dwa razy cięższa.
Poszłyśmy sobie na spacer. Teraz szła wolniej, spokojniej. I w domu potem była żywsza – ukradła mi kapcia! Zjadła nawet całą michę kulek. Bo przez ostatnie dni jadła mniej, takie miałam wrażenie.
Trzymajcie kciuki, módlcie się czy coś. Niech to się okaże zwykły stan zapalny/uraz, na który pomoże czas i ew. coś przeciwbólowego/przeciwzapalnego.

Z codzienności to wykopałam z czeliści szafy stary moherowy sweter, lekko pofilcowany. Sweter jest z cieniowanego moheru w kolorze od oliwki do ecru. Pruję. Swetra nosić nie będę, tego w każdym razie na pewno nie. Coś sobie zrobię z tej wełny, choć nie wiem jeszcze co. Poncho? Kamizelkę? Chustę…Na to najbardziej mam chęć. Ale pruje się mozolnie.
Prując rękaw obejrzałam prawie cały 1 sezon The Expanse. Dla tego serialu zalogowałam się na Prime Amazon. The Expanse jest jak dla mnie przerażający – bo całkiem prawdopodobny obraz przyszłości pokazuje. Nie chodzi o podbijanie kosmosu, ale o jakość życia ludzi na przeludnionej planecie. Straszny film… Nie wiem czy chcę widzieć resztę.
Samo Prime wydaje się mieć potencjał i może robić konkurencję dla Netflixa. Dla mnie ważne jest to, że po 1. większość filmów ma napisy po polsku.
Po 2. Jakie są dostępne opcje językowe widać już przy przeglądaniu oferty.
Na Netflixie wkurza mnie, że w Szwecji mogę oglądać większość filmów z napisami szwedzkimi, choć w Polsce te same filmy mogłam mieć z napisami polskimi. W dodatku nie ma właśnie opcji by zobaczyć czy dany film ma owe napisy po polsku, nim się go nie włączy. Co dla osoby mało cierpliwej jest dodatkową upierdliwością.
I w dodatku od początku roku zdążyłam już przeczytać 1,5 książki. Dobra, POWIEDZMY SZCZERZE: Proust to to nie był. Mogę się pokusić o stwierdzenie, że ta pierwsza to nawet Mniszkówna nie była. Doprawdy, wygląda na to, że teraz naprawdę każdy pisać może.

UPDATE: Artretyzm, artosis…jak to się po polsku nazywa: wytarta okładzina w stawach. Prawdopodobnie. Katarina obmacała łapy, kazała się przejść kilka razy, szybko przejść, wejść na schody (Tosia odmówiła), kazała wstawić psa na stół (Tosia odmówiła, ale nikt jej nie słuchał, bo założyli jej kaganiec i złapali za kark). Katarina ugniatała grzbiet, nie stwierdziła problemów z dyskami, obmacała łapy, stwierdziła opuchliznę w kolanach. Pies dyszał mi w biust, śliniąc go obficie, ale dała sobie zbadać łapy.
Nowa karma ale tej samej firmy więc jest szansa, że nie będzie awantur + leki przeciwbólowe. Ale najpierw nakręcić film jak wchodzi po schodach i ciągnie łapę. Za dwa tygodnie do kontroli. Jak nie będzie poprawy – znieczulenie i dalsze badania choć Katarina sądzi, że nie będzie takiej potrzeby.
Uff. Trzeba iść do apteki.

3/2020 Zimowe światło

Wieje. Bardzo wieje. W nocy przymroziło leciutko, a potem wyszło słońce.
O tej porze roku słońce wschodzi trochę około dziewiątej, a zachodzi w pół do czwartej. W efekcie, jeśli pogoda ładna, to niemal przez cały czas jest tzw „złota godzina”.
A skoro wieje to wiadomo, że las odpada jako miejsce spaceru. Poza tym, w związku ze zgłupieniem szysznki z braku światła, zażądałam otwartej przestrzeni, żeby się choć trochę doświetlić.
Pojechaliśmy do Kamieniołomu czyli na Stenbrottet. W porze deszczowej unikamy tego miejsca, bo błoto panuje tam straszne, Tośka wraca cała w czerwonej glinie i trzeba ją prać. Ale nad ranem lekko przymroziło, więc była nadzieja, że i tam zamarzło.
Zamarzło i nawet posypało śniegiem. Niewiele ale zawsze coś.
Tosia od razu zapomniała, że jest poważną, straszą panią, w dodatku chorą (weterynarz we wtorek). Śnieg pod łapami! Galopka, kopanie, drapanie lodu na kałużach.
Wyjechaliśmy za późno, bo choć słońce na równinie jeszcze świeciło, tu, w wyrobisku już było tuż, tuż nad krawędzią. I wiało jeszcze mocniej. Oraz wszędzie był lód.
Wdrapaliśmy się na wzgórze w nadziei na dogonienie słońca, ale było szybsze.

W zimowej szacie kurort nurza się bogaty…


Złapałam tylko kilka migawek…A wiatr skutecznie psuł każde zdjęcie.
Tośka szalała. I w sumie to było najlepsze.
Ale coś tam wybrałam – tradycyjnie klikamy w zdjęcia by zobaczyć większe.

Na koniec zajechaliśmy na punk widokowy, ale też nie za wiele było widać.

Tosia ma problemy ze wstawaniem jak poleży. I nadal nie wchodzi na łóżka i kanapy. eM kombinuje podesty/pochylnie. Ja… w razie czego rozmontuję ramę łóżka, położę materac na podłodze, bo chory pies potrzebuje przytulania jeszcze bardziej niż zdrowy.
…martwimy się…

167 czyli 2/20

Jednak mam rację: Photoshop 15elements masakruje zdjęcia przy zmniejszaniu. Oglądałam te z wczorajszego postu i w telefonie i na kompie „zabawowym” a teraz na „pracowitym”, który ma duży monitor i wciąż te zdjęcia mają kiepską jakość.

System mi się rozregulowuje coraz bardziej. Nadal ciemno, bo pochmurno. Zasypiam o dziwnych porach. Jak zasnę przed północą to po 2-3 godzinach budzę się i nie mogę zasnąć ponownie przez kilka godzin. Pół biedy jeśli budzę się przytomna i trzeźwa. Wtedy po prostu wstaję, biorę książkę czy film albo siadam do pracy. Gorzej jak jestem na pół śpiąca – wstać nie daję rady, zasnąć też coś nie pozwala. Wolę więc przeczekać do 12-1-2 w nocy. Wtedy zasnąć i spać nieprzerwanie do 7-8 rano.
Bo wiadomo, że żaden psiarz nie może spać dłużej. Cokolwiek by się działo, bez względu na pogodę i stan zdrowia najpóźniej o 8-9 trzeba psa wziąć na siku.
Zatem system zasypiania po północy jest lepszy, bo daje lepszy sen i lepszy wypoczynek. Jest tylko jedno ALE. Nie chcę być sową latem! Bo latem o 7-8 to już jest środek dnia! Słońce wysoko, za wysoko żeby np. zdjęcia robić.
Z jakiegoś powodu wolę zdjęcia poranne niż wieczorne.
A tymczasem jest 2 dzień nowego roku. Znowu dywagacje czy już mamy nowe dziesięciolecie czy dopiero za rok?
Oddalam się do pracy nucąc:
„Lata dwudzieste, lata trzydzieste, kiedyś dla wzruszeń będą pretekstem…”

1/2020 czy 166?

Ponieważ jak wiadomo tytuły wpisów są upierdliwe, ale pomagają zachować porządek to ja zamiast tytułów numeruję wpisy. I tak się zastanawiam, czy od nowego roku ciągnąc numerację czy wystartować od 1/2020 i mieć co podliczać na koniec roku ;)?
Można się wypowiadać w tym temacie. Co wolicie?
A poza tym to wczoraj wyszło słońce. Na chwilę. A że Sylwester czy Wigilia to psu się spacer należy jak psu miska to pojechaliśmy do lasu. Miało być co innego wyszedł Omszały Las i Las Trolli.
No i popatrzcie tylko na te sztuki
” …któ­re robi słoń­ce,
gdy się za­cznie ba­wić ko­lo­ra­mi;

i gdy czło­wiek wej­dzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięć­dzie­siąt, czy dzie­więć…”


Klikamy w pierwsze zdjęcie – otworzy się galeria

165

Nie mogę spać. Możliwe, że powodem jest Tośka rozwalona na środku łóżka. Centralnie na środku i w poprzek. Co te zwierzaki mają, że się właśnie tak kładą?
Ale chyba w ogóle nie mogę spać. Zmuli mnie pewnie jak wypiję kawę i będzie trzeba psa na spacer zabrać. …Ych…jeszcze ze dwa miesiące. Może mniej.
Ach! Sylwester!
Jak spędzasz Sylwestra? Czekam aż sam zejdzie.
Wiem, suchar, ale to o mnie. Dialog taki z eM przeprowadziłam:
– Otwarty jutro System? (chodzi o System Bolaget – sieć sklepów z alkoholem, jedyne miejsce gdzie można się zaopatrzyć w alkohol)
– Tak, to nie będę się teraz pchał, jutro sobie kupię tego szampana. Ale małego. Lubię szampana.
– A ja zależy kiedy…Co innego pić w cieple, a co innego na Torget jak pizga…To już bym wolała glogg.
– A mi nie przeszkadza.
….
– Wybierasz się na Toregt?
– Tak, a co?
– Ale chyba nie oczekujesz, że ja…
– Nawet mi do głowy nie przyszło.
– Ok. To spoko.

Szczerze to nie wiem czy cieszyć się z wypracowanego po 30latach małżeństwa porozumienia czy smucić. Nic nie muszę. I nie mam zamiaru.
I tylko czasem wyrzuty sumienia, że moja samotność i odstawanie zmusza kogoś innego do tego samego. Ale czy zmusza?
Dylematy jak zawsze.
No, ale co zrobić jak ja już nie mogę i nie chcę zmuszać się do życia pod durnowate dyktando większości. Większość chce imprezy z okazji zmiany daty, z okazji cyferki na koncie życia, z okazji czort wie czego jeszcze. Bo 2000 lat temu ktoś się najpierw urodził, a potem zmarł(podobno). I pyta mnie ta większość z uporem godnym lepszej sprawy, że skoro nie wierzę to czemu świętuję.
Bo mnie, k.a, zmuszacie! chciałoby się odrzec. Rodzina, system itd.
I teraz ten durny Sylwester. Dla większość powód by imprezować. Koniecznie głośno i ze strzałami. A jak rano wyjdę z psem na wymiecione z ludzi ulice to będę się potykać o śmieci, plastikowe rozgniecione kieliszki, rozbite butelki i rzygowiny. :/ Ale musi być FUN, nie?

Więc bawcie się z umiarem, nie śmiećcie i na litość boską: nie strzelajcie!

A podsumowanie roku to najlepiej oddaje piosenka Krzysztofa Daukszewicza. Inna rzecz, że taka stara a wciąż aktualna.
Pan Styczeń plany miał genialne
Lecz Luty je podobno schrzanił
A Marzec premię za nich zgarnął
I miesiąc był na bani

Zaś Kwiecień tylko kombinował
Jak zostać równym wojewodzie
A Maj pierwszego wyszedł z domu
Do dzisiaj jest w pochodzie

Pan Czerwiec duże wziął kredyty
I mieszka w Wiedniu – głosi fama
Wczasował Lipiec, milczał Sierpień
Bo czegoś się załamał

A każdy dalszy to bohater
Więc z miejsca tracisz cały tupet
Bo jak tu karać, gdy historia
Tym mocniej biła w dupę

Wiktorie tylko albo cięgi
A wszystko inne im się biesi
Więc szkoda, Nowy, twej mitręgi
Ja idę się powiesić

A Nowy na to – Dam se radę
Bo na ich wzór jam jest poczęty
Z Kowalskich była moja Mama
Więc znam się na szajbniętych

164.

Tosia mi się popsuła.
Od nadejścia zimowych ciemności przestała się znać na zegarku. Już mnie nie budzi o odpowiedniej porze, żebym wstała jak trzeba o 7, wypiła kawę i o 8 poszła z nią na spacer. To nic takiego, ale zaniepokoiło, że chyba się starzeje.
Ale od kilku dni przestała wchodzić na łóżka i kanapy.
Widzę, że chce, podchodzi, postoi, postoi…i odchodzi. Na początku jeszcze kładła lewą łapę i tak, jakby się chwilę namyślała, a potem wchodziła. Potem była już tylko łapa po czym rezygnowała. Teraz już nawet tej łapy nie kładzie.
Dziś w nocy spała u mnie pod łóżkiem.
Nie wiem co się dzieje.
Kilka dni temu zjechała mi po tych cholernych schodach. Mówię cholernych bo nawet dla ludzi są bardzo śliskie. Każde z nas już się na nich kilka razy potknęło, a Tosi się łapki rozjeżdżają. Wychodząc z nią – puszczam ją bez smyczy by szła swoim tempem i przypominam cały czas: powoli, powoli.
Ona to rozumie. Ale i tak ostatnio zjechała, bo eM był na dole i się do niego spieszyła.
Martwię się. Tosia w marciu kończy 5 lat.*
Obserwuję ją. Nie widać by ją coś bolało. Na spacerze zachowuje się normalnie. Choć ostatnio jak jej pozwoliłam się pobawić z młodym goldenem to zrobiła jedno kółko wokół boiska a potem już tylko uskakiwała, lub odbiegała, ale krótko.
Pozwalam jej brykać na piasku na boisku do siatkówki plażowej – zawsze to uwielbiła. Teraz też. Tylko, że więcej na tym piasku leży niż biega.
Zastanawiam się czy brać ją do weta. Wet to straszny stres. Nie jest nauczona, nie dało się jej nauczyć spokoju u lekarza, tym bardziej, że podczas pierwszej wizyty praktykantka źle przycięła pazura, zabolało ją chyba, bo zapiszczała. I tyle było z oswajania psa. Zapamiętała sobie i od tamtej pory klinika to straszne miejsce.
No nic. Na razie obserwuję. Ale martwię się.

To straszne być psem i się starzeć.

* Berny żyją średnio około 8lat, niektóre źródła mówią nawet o 6, ale o tym to ja nawet słyszeć nie chcę. Zgodziłam się na 8, umówiłam się na 8!

163. i tyle…

Chyba byłam grzeczna bo Mikołaj przyniósł mi prezent zupełnie nieoczekiwany, a bardzo trafiony: okrągły odkurzacz co sam chodzi.
Umówmy się: odkurzacz jest wersją „luksus dla ubogich” więc nie ma wszystkich funkcji, jakie mają roboty za kilka tysięcy. Ale.
Misia i Mel mają taki w domu od kilku miesięcy. Oraz mają koty, w tym długowłosego Helmera. I to maleństwo sobie z kłakami radzi. Tyle, że jeździ 40minut a ładuje się 3 godziny, ale co tam.
Nie sprawdza się podobno na włochatych dywanach, ale u mnie leżą gładkie maty – ze względu na Tosię. Tosia ma problem z podnoszeniem się z gładkich podłóg, czasem się jej się łapki rozjeżdżają jak za bardzo się ekscytuje. Dlatego te maty. Ale jak to pies/zwierzę: zdarzają się choroby – biegunki, wymioty. Na gładkich matach łatwiej sprzątnąć niż na kudłatych.
Puściłam odkurzacz wczoraj na próbę u siebie w sypialni – bez problemu porusza się na macie i na podłodze.
Prócz odkurzacza dostałam książkę Jojo Mojes – nie znam tej autorki, kojarzy się z romansidłami i wyciskaczami łez…Ale ucieszyłam się szczerze :D. Czasem lubię przeczytać i coś takiego.
Zozo razem z Birgittą – babcią (farmor) Mela zrobiła mi naszyjnik z pereł. Piękny!
A do wszystkiego doszły perfumy White Tea -Elisabeth Arden. Sama wybrałam, sama zapłaciłam, fakt, że z mężowskiego konta…

W świętach najlepsze jest to, że…mijają. Okopuję się teraz u siebie w pokoju. Znowu czytam Wiedźmińską Sagę. Bo zaczęłam oglądać film, wydał mi się z lekka tandetny, za bardzo w stylu…kreskówkowym lub też teatralnym.
Pomyślałam, że aby móc uczciwie ten serial skrytykować powinnam odświeżyć lekturę. Zatrzymałam się więc na 3 odcinku i nie pójdę dalej póki nie przeczytam całej Sagi od początku do końca.
Za oknem szaro i wilgotno, bezwietrznie. Poziom w rzece i jeziorze wyjątkowo wysoki.
Kiepsko sypiam.
Mama o takim spaniu mówiła „Diabły się budzą”. Po latach, zastana na siedzeniu po ciemku mruczała tylko „Diabłyyyy”. W ciemności żarzył się czubek papierosa.
Moje dzieci mają te same dolegliwości: bóle głowy i problemy ze spaniem, zwłaszcza w czasie pełni.