6/2020

No i nadeszła pora by podać psu tabletkę. Nakroiłam kiełbaski (polskiej) i serka. Z serka zrobiłam kanapkę: serek/tabletka/serek. Wzięłam w rękę, w drugą kiełbaskę. Kombinowałam: bydlę zobaczy, że jeszcze drugie to pierwsze łyknie bez gryzienia. Bo jak wiadomo Tośką jest pieskiem żującym. Ona każde jedzenie rozgryza. Każde. No, ale może jednak to łyknie…
Piesek przyjął serek, kiełbaskę zignorował, zaczął memłać, pociamkał i usłyszałam takie cichutkie „puk”. Aha, tabletkę wypluła. Poleciałam szukać. Pies żuł serek ( ogromne dwa kawały tak 1cm x 1cm , było co żuć, nie?). Żuł. I żuł. Na koniec złapał tabletkę, usłyszałam chrupanie…i było po problemie. Zostałam w miejscu z głupim wyrazem twarzy ,a pies już się kręcił przy desce w kuchni.
Po południu, jeszcze ciągnęła łapę, ale jak eM wrócił z pracy to zaczęłam poznawać swojego psa.
Nasypałam też nowej karmy. Najpierw dosypałam do starej, bo akurat jadła a było niewiele. Powąchała, pokręciła nosem i zakończyła posiłek. Ale potem pożarła wszystko.
A teraz, właśnie przed chwilą, podałam jej kolejną tabletkę. Bez serków i tych innych. Po prostu na dłoni. Zjadła.
Tak sobie myślę, że może ktoś był mądry i zrobił te tabletki z czymś co pieski lubią, albo myślą, że lubią. Ale zobaczymy jak będzie na dłuższą metę.

A poza tym nadal odstawiam prucie moherowego swetra. Ależ to jest robota..! Ktoś inny rzuciłby to kąt. A ja się bawię.
Pamiętam, jak była mała, w pudełku do szycia był kłąb splątanych nitek. Moja matka dała mi je do rozplatania. Zdaje się, że była to jedna z tych nielicznych chwil w życiu, gdy się nudziłam. Nie wiem – biblioteka była zamknięta czy co? Matka dała mi ten kłąb i streściła Poskromienie złośnicy. Tam podobno był motyw rozplątywania takiego kłębu nitek, a bohaterka też była Kasia. A ja podobno do cierpliwych nigdy się nie zaliczałam. Moja matka uwielbiała wyszukiwać historie w których bohaterka miała na imię tak jak ja i często mi te historie opowiadała.
Możliwe, że Wichrowe wzgórza też mi sprzedała jako bajkę bo jak czytałam tę książkę parę lat później to nie mogłam się oprzeć wrażeniu pewnej wtórności tej historii. Dzięki mamuś, że pozbawiłaś mi możliwości zakochania się w najbardziej romantycznej historii miłosne. Łaska boska, że druga z sióstr Bronte dała swej bohaterce na imię Jane, a nie Kasia.
Zatem mać dała mi ten kłąb, zachęciła opowiastką i poszła se, wielka pani, pranie robić albo obiad gotować. A ja zostałam z kłębem. Nie pamiętam ile czasu mi to zajęło, ale nitki rozplątałam. I miałam z tego naprawdę fajną zabawę. A były to nitki do szycia a nie do dziergania, zaznaczę. Matka potem opowiadała na prawo i na lewo, że jaka ta Kasia… Za jakiś czas nitki znowu zmieniły się w wielki splątany kłąb. Matka namawiała mnie znowu do ich rozplątywania, raz nawet się za to wzięłam, ale znudziło mnie szybko. Bo ja ten kłąb już raz rozplątałam.
Ale to od tamtego czasu czuję pociąg do nitek.
Teraz czasem idę na skróty i używam nożyczek, ale zawsze w ostateczności i poczuciem porażki.
Nie wiem co zrobię z odzyskanej nicy, ale pewnie jakieś lekkie poncho, bo nie lubię swetrów, ale lubię wełnę i różnej maści otulacze.
Prując oglądam serial na Amazon Prime Video.
Yankie widząc uśmiechniętą strzałkę Amazona wygłosił tyradę o podłym do kwadratu, najpodlejszym z podłych kapitalistów, bo w Ameryce zmusza ludzi zatrudnionych w jego firmie do szukania pomocy socjalnej gdyż płaci za pracętak mało, że ludziom nie wystarcza na życie. Yankie najbardziej na świecie nie znosi kapitalizmu i demokracji w tej wersji jaką mamy w tej chwili. Twierdzi, że to nie jest żadna demokracja, tylko życie pod dyktando korporacji.
Jak to było? Kto za młodu nie był socjalistą na starość będzie świnią? Jakoś tak, tak?
Serial nazywa się Wspaniała Pani Maisel (Powinno być Wspaniała Pani Maiselowa) i stworzyła go Amy Sherman-Palladino, ta sama która stworzyła „Gilmore Girls” czyli moje ukochane Gilmorki. Autorstwo Amy skłoniło mnie by zobaczyć co to jest, bo o serialu nigdy nie słyszałam. Obejrzałam pilota…i wsiąkłam.
Nawet jak nie lubicie komedii – polecam bo jest to naprawdę dobry serial obyczajowy, ukazujący jak w latach 50 wyglądało życie kobiet z troszkę wyższych sfer i nie tylko.
No i jak ja mam z tego Prime zrezygnować?

12 myśli w temacie “6/2020

    1. Ynakie, nie chwaląc się całkiem mądry. Tylko nie zawsze tę mądrość udaje mu się zastosować w życiu, ale liczę, że za jakieś 20lat dojdzie do jakiegoś balansu 😀
      Od niego się dowiedziałam, że też nie lubię tej aktualnej formy demokracji

      Polubienie

  1. Najbardziej się ucieszylam ze Tosia zjadła pastylke bo ja przeżywałam horror z Billym. Pluł równo. Na siłę trzeba było tak jak pokazał weterynatrz. A co do rozplatywania mam tak samo. Lubię i uspakaja mnie to. Zwlaszcza splatane koraliki i łańcuszki. Nici też. Serdeczności

    Polubienie

    1. Lucia, ja przed Tosią miałam Kocia. Kocio ważył 10 i nie, nie był AŻ TAK tłusty. By po prostu ogromnym kotem, biało-czarnym dachowcem, półdzikim. Znasz ten skecz jak podać kotu tabletkę? Coś w stylu „wyjmij tabletkę zza szafy, opatrz zadrapania i spróbuj po raz 15”. Tak, to o Kociu. Ozłociłabym każdego kto wymyśliłby tabletki, które wściekłe koty będą zjadać dobrowolnie.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ale nie wyczytałam, tę kiełbaskę to dostała w końcu w nagrodę ?;))
    Często czytam na blogach, ze ludzie oglądają seriale. Pomyślałam kiedyś, ze może to naprawdę fajne ? Ale jak się zmusić ? Próbowałam, naprawdę! bez rezultatu:) Jeszcze jeden odcinek albo dwa obejrzę, ale więcej z tymi samymi bohaterami ? Strasznie mnie to nudzi:)

    Polubienie

    1. No oczywiście, że dostała, ty myślisz, że by mi odpuściła?
      Co do seriali…
      Dla mnie film 2,5 godziny to za mało by się prawdziwie związać z bohaterem. Uwielbiam seriale, ale najbardziej lubię obyczajowe. Gilmore Girls, Downton Abbey, Chicago fire – uwielbiam.
      Ale rozumiem, że kogoś może nie wciągać. Ja np. mam tak z książkami fantasy. Doceniam dowcip Terry’ego Pratchetta, naprawdę uważam, że jego każda książka jest genialna. Ale przeczytałam chyba tylko ze dwie, bo nudzą mnie śmiertelnie! Kompletnie nie wciąga mnie fabuła, choć dowcip obecny niemal w każdym zdaniu sprawia, że się śmieję w głos. No po prostu nie.
      Myślę, że to tak jak z potrawami: co z tego, że inni się zajadają, jak mnie nie smakuje. Nie i już. I nie przyzwyczaję się bo próbowałam.

      Polubienie

  3. Miss Maisel jest genialna. Obejzalam cala. Na Prime sa rowniez swietne „Good Omens”. Przebrnelam tez przez dwa sezony „The Man in the High Castle”. Chociaz ten ostatni tylko troche mi przypomina moja ulubiona ksiazke Phillipa C. Dick…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s