Wróciła moja zmora czyli nocne bóle głowy.
Ile bym prochów nie zapakowała – nie pomaga, póki nie wstanę i nie wypiję kawy.
Nie wiem dlaczego zmora wróciła. I nie wiem czemu chce tej kawy w środku nocy…
Wczorajsze popołudnie spędziłam z Eksem bo wybraliśmy się do polskiego sklepu w Goeteborgu.
Jest nieco komicznie, bo on wykorzystuje każdą chwilę, żeby opowiadać o nowej pani. Daj mu boże żeby wreszcie trafił.
Niby się jeszcze nie spotkali, ale prawdopodobieństwo większe od zera (jak mówi mój W), że na świecie pojawi się jeszcze jedna pani nazywająca się identycznie jak ja. I co teraz? Bo to jednak może być mylące.
Np. dla ludzi szukających mnie – księgowej. Lub dla kogoś z przeszłości… Kogoś, kto liczę, że któregoś dnia się odezwie i powie: pamiętam cię, chciałem zobaczyć co z ciebie wyrosło…
Mogłabym odezwać się pierwsza, bo udało mi się wystalkować osobnika, ale nie chcę, bo nie wiem czy nie zburzę spokoju, a tym bardziej czy zostanę przyjęta życzliwie.
No i pytanie: po co mi to? Po co kusić los i wywoływać wilka z lasu?
No dobrze, więc może dodam sobie przydomek „Stara” Albo „Była” 😉
Nazywałabym się np. Katarzyna „Była” Trollowska
Lub Katarzyna Trollowska Stara.
Dowcipkuję, ale to naprawdę może być kłopotliwe… No ale póki co „Jeszcze Jasiu w …”
Inna rzecz mnie zaciekawiła. Bo oto w którymś momencie eks opowiadał, że Tośka sypia u niego na nieużywanym łożu, jakie zakupił jakoś rok temu. On łoża nie używa, gdy ma psa u siebie, sypia na starej kanapie.
Ale dlaczego?
Bo mu zakłaczy i zaślini całe prześcieradło. A to jest wielka płachta. I ciężko ją prać, a jeszcze gorzej prasować.
– Po co ty prasujesz pościel?!
I tu Eks się nadął
– Bo ja lubię mieć uprasowane
Już się w sobie zebrałam żeby coś sarknąć… I naraz sobie uświadomiłam: Jego życie, jego praca, jego zasady. Zaśmiałam się i powiedziałam coś w ten deseń. I odpłynęłam w jakieś inne rejony, więc nawet nie wiem czy nadęcie mu przeszło od razu czy dopiero po chwili.
Wyjdzie na to, że stanę się najlepszą kumpelą mojego byłego męża.
A gdy wieczorem zasypiałam przypłynęło wspomnienie.
Kucałam przy grobie siostry i nie mogłam powstrzymać łez. Drżącymi z emocji dłońmi usiłowałam zapalić znicz. W. podszedł, powiedział cicho coś w stylu „daj, zapalę” . Podał mi zapalony znicz, bym go postawiła na grobie. Wstałam, a on otoczył mnie ramionami. Przytuliłam się i łzy przestały płynąć.
Dał mi wsparcie. A ja je przyjęłam i nie poczułam się zagrożona.







































