Ciężko pracowałam ostatni tydzień. W dodatku z mojej własnej winy. Bo gdybym zaczęła od razu po powrocie – miałabym dwa tygodnie. Tylko, że nijak nie mogłam zmusić swojego mózgu do pracy. Noż co za uparty stwór. Co masz zrobić dziś – zrób za tydzień. Będziesz mieć tydzień wolnego. Oto system w jakim działa.
Po co sprzątać kuchnię każdego dnia jak można raz na trzy dni… Zmęczymy się tylko raz a nie trzy. A że kuchnia wygląda jakby w niej coś wybuchło…
Nie patrz.
I tak ze wszystkim.
Odkąd mieszkam sama coraz bardziej poddaję się entropii. Próbuję z tym walczyć, ale na mnie działa tylko bat nad tyłkiem, chyba…
Nie lubię tego ale nie umiem zapanować.
Ktoś powie, że to lenistwo.
Ja wiem, że to nieumiejętność zmuszenia się. I nie – nagradzanie nie działa. Albo jeszcze nie znalazłam odpowiedniej nagrody.
No i co z tego, że powiem sobie (mózgowi): jak to zrobimy to ci pozwolę scrollować insta przez 15 minut. Wtedy mózg (ja?) wystawia mentalny język i mówi: Goń się, sam sobie wezne.
Ktoś to nazwie brakiem silnej woli, ja mam poczucie, że tkwi we mnie jakiś inny twór, który mnie nie lubi i dlatego torpeduje wszystkie moje zamierzenia.
Kurde.
Niektórzy mówią, że to ADHD.
Ja już nie szukam literek, tylko kurde chciałabym czasem nie musieć tak wszystkiego wymuszać na samej sobie (na nim?).
No ale w piatek byłam na tyle wyrobiona, że mogłam pójść na zakończenie szkoły Zuzu. 9 klasa za nami. Nasza malutka, słodka dziewczynka niespodziewanie została licealistką.



Za kilka godzin usunę zdjęcia, ale tymczasem muszę się pochwalić.
No muszę! Od 16 lat Zuzu dzielnie trzyma palmę mojego ulubionego człowieka. Tak, tak. Za miesiąc stuknie jej 16 lat.
Nie wiem kiedy to zleciało.
W sobotę byłam u Heleny pomiziać Basila.

On mnie nie zapomina, cieszy się jak przychodzę. Ale gdy widzi, że się zbieram do wyjścia – chowa się. Nie chce iść ze mną. Całuję go w łebek i mówię, że zaraz znowu przyjdę. A potem do wieczora walczę z piekącą skórą, oczami oraz glutami w nosi. W samą porę przeprowadziłam go do Heleny.
Moja alergia na jego sierść i trawy z roku na rok staje się gorsza.
Podejrzewam, że Tośczyna sierść też swoje robi, ale nie będę o tym myśleć.
A potem pojechałam z synkiem na średniowieczny jarmark.
Były potyczki rycerskie, kubki ręcznie robione za 400kr, filcowe peleryny i paski tkane na tabliczkach (sama potrafię). Za to nie było kawy. Już.
A prowadzący krzyczał po polsku: Uwaga… Atak!





A teraz jest niedziela. Tośka czeka na spacer. Ja bym jeszcze pospała i pewnie to zrobię, jak wrócę.







































