74. Lato

Idzie ochłodzenie…mówią.
Cudowny był lipiec.
Wieczorami jechałam nad jezioro. Brodziłam w wodzie ciepłej jak zupa, przyglądałam się ludziom, otoczeniu, oddychałam świeżym powietrzem… I niewiele więcej było mi do szczęścia potrzebne…

73. Nie wierzę. Ale mam nadzieję

tak mniej więcej można określić mój stosunek do religii. Tak sam stosunek mam do powrotu Tuska.
Ale ponieważ jestem osoba racjonalną do bólu to moja racjonalna część mózgu, patrzy z politowaniem na tę … nazwijmy „optymistyczną”, puka się w czoło i mówi pogardliwie „no proszę cię… kaman… chyba nie dasz sobie wmówić, że..?”.
No i ta maleńka, optymistyczno-wierząca komórka siada w kąciku i tylko nerwowo zaciska ręce… I oczy. Na rzeczywistość.

Dlaczego nie wierzę w to, że Tusk coś zmieni?
Bo wierzę, bo wielokrotnie mi życie udowodniło, że IQ tłumu jest jak IQ jego najgłupszej jednostki dzielone przez ilość owych jednostek.
Bo statystycznie ludzi głupich jest więcej niż ludzi mądrych mówiąc po prostu.
Tu nie chodzi o różne „pincetplusy”. Nie głównie. Tu chodzi o coś zupełnie innego.
Taka analogia mi się nasuwa:
Będąc młodą dzieweczką, zaczęłam pracę w Kombinacie Rolnym Warmia w Zakładzie U.
U. to nie była zwykła wieś. To była osada PGRowska. Do U prowadziły dwie drogi. Jedna od drogi głównej Bartoszyce -Olsztyn. Trzeba było wysiąść z autobusu pośrodku lasu, a potem przez ten las przejść jakieś 4 kilometry. Ostatni odcinek prowadził już skrajem lasu i pól, i biada temu, kto się tam wypuścił jesienią lub wiosną, lub o każdej innej porze roku, po deszczu. Jedynie rosyjski uaz oraz ciągnik Ursus – oba z napędem na 4 koła – dawały radę ten odcinek pokonać. Na piechotę nie było opcji, człowiek zapadał się w gliniane błoto po pas.
Druga droga prowadziła w bok od szosy orneckiej. Mijało się kolejne wsie, kolonie, jechało i jechało aż człowiekowi ukazywała się leśna ściana a pod nią niewielka osada. Tam powinien był stać szyld „Koniec świata” albo wręcz „koniec cywilizacji”. Ale była tylko tablica z nazwą wsi.
Kiedy zaczęłam tam pracę dyrektorem w zakładzie był młody człowiek, tak z 10lat może starszy ode mnie. Pan S. Był to człowiek po studiach w ART w Kortowie. Szczupły, przystojny, zawsze elegancki. Mówił z cicha, powoli i grzecznie.
Gdy chciał, by coś zostało wykonane zwracał się uprzejmie do osoby odpowiedzialnej ze słowami:
– Czy mogłaby pani spowodować, aby…
Gdy szedł przez zakład-wieś i widział porzucone narzędzie, typu widły, zwracał się takim samym grzecznym tonem do napotkanego robotnika:
– Panie Kowalski, czy mógłby pan odłożyć te widły na miejsce?
Lub
– Panie Nowak czy zechciałby pan zaorać dziś ten kawałek pola?
Panowie Kowalski i Nowak wybałuszali oczy, patrzyli na Derektora oniemiali, a gdy ten odchodził, spluwali za nim i mamrotali:
– A sam se weź…
U. było wtedy zakładem stojącym najniżej w rankingu. To była taka Albania Bloku Komunistycznego.
W tymże samym zakładzie był Brygadzistą Polowym niejaki Ryszard Ł.
Szkolony był, miał nie tylko zawodówkę, ale chyba i maturę ze szkoły rolniczej. Ale nie wywyższał -się. Wina się w chłopami napił w polu, a z babami z obory i chlewa też umiał się dogadać.
Kiedy Oborowy (brygadzista od obory) poszedł urlop to zwyczajowo jego zadania przejął Polowy. I tak któregoś dnia Polowy wpadł do biura i powiedział
– No, chodźcie księgowe, zobaczycie te blondynki i krowie ogony, żebyśta wiedziały co liczycie… A przy okazji zobaczycie jaki porządek w oborze zaprowadziłem.
Główna uznała, że co tam, będzie wesoło, idziemy wszystkie i nie ma, że jedna po szkole rolniczej, a inna córka rolnika, więc umieją odróżnić świnię od krowy.
Poszliśmy.
Ledwie wrota obory lekko się uchyliły, a Polowy jak nie wrzaśnie grzecznymi słowy zaanonsował nasze przybycie:
– Gości prowadzę! A wy coście tak p.dy porozwalały? Za.dalać dupy krowom czyścić!
Przepracowałam tam pół roku i z ulgą powitałam propozycję przejścia do innego zakładu. W mieście.
Jakiś czas potem Derektor czyli PanS zrezygnował ze stanowiska. A na jego miejsce powołano…Polowego.
Kiedy nominacja stała się faktem były Polowy wygłosił przemowę do pracowników.
– Teraz ja tu jestem Derektorem. Wiecie jaka to różnica? No taka, że dotąd piliśmy razem, a teraz będziemy pić osobno. A teraz za.dalać do roboty!
Jakiś czas później okazało się, że U. z ogona weszło do grupy zakładów z najlepszymi wynikami. A gdy w latach 89/90 padały kolejne zakłady to jednym z najdłużej trzymających się był właśnie ten zakład pod rządami eksPolowego.

I widzicie Tusk jest jak ten PanS. Bez szans ze swoją kulturą, opanowaniem (nawet gdy się wkurzył pytaniem o nepotyzm, bo syn pracuje gdzieś tam, nie stracił klasy). Zawsze wyważony, zawsze grający fair – nie ma szans.
Nie przekrzyczy tysiąca/milionów takich Polowych. A Polowi nie rozumieją tego co on mówi. Polowym w głowie się nie mieści, że można uczciwie, przestrzegając prawa, trzymając się zasad.
Zastanawiałam się po co mu to?
I doszłam do wniosku… że to idealista. Noż kurde. Ostatni romantyk czy coś takiego.
Nie ma parcia na władzę, a przynajmniej nie chce tej władzy dla samej władzy.
Nie sądzę by mu zależało na kasie czy układach.
Kasę już ma, bo był i premierem, i szefem w Unijnym Parlamencie.
Układy? Po co mu układy w Polsce jak może mieć w całej Europie?
Ambicja? Może…
Kiedy te wybory w Polsce?
Muszę odnowić dokumenty tożsamości i dopilnować bym mogła głosować.
Ja też jestem idealistką. I lubię wariatów co to z motyką na słońce.


72. Odkrycie roku…

to to, że audiobook świetnie zastępuje serial! Można słuchać i „drutować”, szydełkować, pleść a nawet szyć!!! Można zmywać gary, można iść na spacer… można robić wszystko, gdzie mózg nie musi za bardzo kontrolować czynności, a do czego oczy np. są niezbędne.

Odsłuchałam „Trzynastą opowieść” w adaptacji Pauliny Holtz… i wsiąkłam.
Jakim cudem nie odkryłam tego wcześniej?! Dlaczego do tej pory wszystkie audibooki odrzucałam po kilku minutach?
aaaa….już wiem. Bo wybierałam aktorskie adaptacje a, jak to trafnie określił Yankie: potrzebujesz lektora, a nie dubbingu.
Słusznie!
Nie lubię filmów z dubbingiem (poza takimi wyjątkami jak Król lew czy Shrek).
Z książkami to samo: nie potrzebuję w książce cudzych emocji. Czyli im bardziej neutralny lektor, tym lepiej mi się słucha.
No to jadziem z tym koksem!
Słucham teraz „Trzymaj się Mańka” Małgorzaty Kalicińskiej- dlasze losy bohaterki „Lilki”. Czyta Marta Klubowicz.
Po Trzynastej opowieści Diane Setterfild, która jest powieścią mroczną, emocjonującą, wciągającą jak bagno, cudowną, totalną, w stylu najlepszych powieści z XIX wieku – potrzebowałam czegoś całkowicie innego. I dobrze trafiłam.
Słucham, robię kocyk dla nowego synka Gullsum i obmyślam co by tu dalej dziergać, bo kocyk zaraz mi się skończy.
W Polsce nazamawiałam sznurków do makramy, będę pleść 😀 jak eM wróci. Zamówiłam w Polsce, bo za tę samą kwotę w Szwecji kupię jeden motek, może dwa.
A poza odkryłam szydełkowanie metodą Wayuu czyli gobelinowe… No i chcę się tego nauczyć. Tą metodą robi się np. takie torby: (zdjęcie z internetu)

Prócz szydełkowania samej torby, ciekawie robi się też te paski. Kolejny sposób na splatanie nitek…
No bo wiecie: jest tysiąc sposób na splatanie nitek i sznurków. A ja chciałabym znać je wszystkie :D. Choć druty nadal są moimi ulubionymi.

Poza tym wczoraj wróciła Zuzu. I zrobiliśmy jej przyjęcie urodzinowe w ogrodzie. Była cała szwedzka „rodzina” czyli rodzina Mela. Rodzice, brat z bratową i bratanicą, babcia od mamy i dziadkowie od taty. Jesteśmy już wszyscy po szczepieniach, więc nareszcie mogliśmy siedzieć normalnie przy stole obok siebie.
A Zuzu, która wczoraj w nocy wróciła z Polski, przypadła do mamy na długą chwilę i wcale nie miała ochoty się odklejać.
Ale stwierdziła, że podróżowanie tylko z tatą jest fajne, bo ma się go tylko dla siebie przez cały czas.

Poza tym znowu jest upalnie.
Piękne mamy lato w tym roku, tylko susza, że strach!
Yankie pracuje przy rozwożeniu gazet – zaczyna pracę około 2 w nocy, kończy wczesnym rankiem. Mówi, że to najlepsza robota jaką można mieć. Niestety – ma ją tylko do końca lipca. Ale ponieważ jest to robota niewygodna czasowo, nie na pełny etat, i nie najlepiej płatna to może..?


Dobrze. To teraz popracuję, a potem ucieknę w świat „Mańki”.
Jak się młody wyśpi to może namówię go by mi pokazał gdzie się tłucze po nocach?
A jutro obiecał mi, że pojedziemy razem w takie jedne ruinki…

11!

Jedenaście lat temu zostałam babcią.
Uwierzyłby ktoś, że to już jedenaście lat?
Zuzu … Zozo… Zuzanka, Zozol, a czasem „wredna małpa” oraz „wstrętny bachor”.
W każde urodziny myślę, że mocniej już chyba nie można jej kochać.
Jest najlepszym co otrzymałam w życiu!
Kiedy na nią patrzę, kiedy mam ją w pobliżu odczuwam wdzięczność, za to że po prostu jest.
Niczego od niej nie chcę. Nie chcę by była „jakaś” „taka” „kimś”. Mnie do szczęścia wystarcza sam fakt, że istnieje. Jest absolutnie doskonała!
Jedyne czego bym chciała, to żeby było jej w życiu dobrze.


71. Hornborgasjön

Jezioro Hornborga.
Powstało około 10 000lat temu w wyniku cofania się lodowca. Wokół jeziora odnaleziono pozostałości po osadnikach mniej więcej z sprzed około 11 000lat, gdy jezioro było jeszcze morską zatoką.
Około 2000lat temu powstały wokół jeziora pierwsze wsie.
Przez krótki czas, pod koniec XIXw, po jeziorze kursował parowiec Ellen, jednak po 4 latach, gdy jezioro zaczęło się spłycać, żegluga ustała.
Kiedy w XIX wieku w Szwecji zapanował głód postanowiono osuszyć jezioro by uzyskać więcej miejsca pod uprawy i pastwiska.
Do 1933roku zmniejszono powierzchnię jeziora z 28km2 do 4km2.
Natura jednak upomniała się o swoje: tereny wokół jeziora zamieniły się w bagno. Mimo tej polityki do 1933 jezioro było wciąż zaliczane do najbogatszych w ptasią faunę. Dopiero ostatnie osuszanie, w 1933 doprowadziło do wysuszanie mokradeł i zaniku jeziora.
W 1965 zlecono Szwedzkiej Agencji Ochrony Środowiska zbadanie możliwości rekultywacji jeziora.
W latach 1992- 1995 podniesiono poziom wody o około 0,9metra, otwarto pierwotne ujście jeziora, zbudowano tam tamę, zamknięto wiele kanałów, wykarczowano drzewa i trzciny. Głównym sprawcą i pomysłodawcą był lekarz dentysta-ornitolog Olof Swanberg.

Dziś jezioro znowu ma powierzchnię prawie 28kilometrów kwadratowych. Jest długie na około 10km, szerokie na 3km.
Średnia głębokość wynosi 1m, w najgłębszym miejscu jest 1,5m.
Jezioro i otaczający je teren (w sumie 40km2) jest wpisane na listę listę Natura2000. Cały obszar jeziora jest rezerwatem natury. Jezioro jest zaliczane do najbogatszych w ptasią faunę jezior szwedzkich.
Jezioro jest znane najbardziej z tego, że wiosną można tu obserwować tańce żurawi, które tu lądują by odpocząć oraz najeść się przed lotem do miejsc lęgowych w środkowej Szwecji i Norwegii. W dniu 3 kwietnia 2019 naliczono tu rekordową liczbę 27 300 żurawi.
Pod koniec lata, jezioro jest znowu odwiedzane przez żurawie przed ich odlotem na zimowisko do Hiszpanii.
Prócz żurawi jest tu wiele innych gatunków ptactwa wodnego-błotnego oraz łyski, czernice, bielaczki, łabędzie krzykliwe i nieme, czaplę białą, perkozy, bąki oraz orły bieliki. Od kilku lat gniazduja tu także gęsi gęgawy – rocznie wykluwa się tu około 10 000piskląt gęgawich.

Tyle z Wikipedii.

My zwykle jeździliśmy oglądać żurawie pod koniec marca, na stanowisko przy drodze 184, w kierunku Falköping.
Kilka dni temu odkryłam, że jest jeszcze inne miejsce, koło wsi Broddetorp po drugiej stronie jeziora.
I tak znalazłam kolejne moje „smultronsställe” czyli ulubione miejsce.
Było ciepło i deszczowo, prawie bezwietrznie…
Zobaczcie.


Tak było jak wyjeżdżaliśmy…
Zaczęło się przejaśniać
Aleja lipowa jak na Warmii
Nad jeziorem leje…
Ale na parking spadają pojedyncze krople.
Idziemy!
Budynek Naturum – rodzaj małego muzeum z informacją turystyczną i co najważniejsze: z toaletą.
Widok z tarasu wieży widokowej/miejsca piknikowego
Przy wodzie są zbudowane specjalne czatownie gdzie w bezpośredniej bliskości można oglądać ptactwo
Z okienka czatowni
Taras restauracji. To tylko kilka metrów od Naturum, budynek jest przepięknie wkomponowany w krajobraz.
Całe miejsce jest cudownie zachowanym balansem między wygodą a dzikością, między naturą a cywilizacją, jakby udowadniało tezę, że człowiek może żyć w symbiozie z naturą, nie szkodzić jej i korzystać z jej dobrodziejstwa. Niestety , obawiam się, że czasy tworzenia takich miejsc w Szwecji już przeminęły. Mam tylko nadzieję, że nie dotrze do nich tak popularna w całej Europie zaraza betonozy…
A wracaliśmy znowu tak

70. Lato w pełni.

Misia wysyła relacje z Laponii na instagramie. Zatęskniłam za bezkresną przestrzenią, za brakiem ludzi, za naturą i jej odgłosami nie zakłócanymi przez szum cywilizacji.
Dlatego zaczęłam oglądać kanał Jonny Jinton. https://www.youtube.com/channel/UCAk3t7WHs2zjsZpopox8Taw

A tymczasem tkwię przy biurku, rozwiązuję kolejne księgowe rebusy i staram się wyrobić do najbliższego terminu, ze świadomością, że jak skończę to będę się wyrabiać…do kolejnego. Życie (nie)młodej księgowej na rubieży…

W Kanadzie płoną kościoły. Posprzeczałam się z mężem. On:
– Ale po co to aż palić? I przecież nie wszyscy księża są tacy…
Ja:
– Należą do jednej bandy, a skoro do niej należą to znaczy, że się godzą na to, że tak się dzieje
– Ale przecież nie wszyscy są TACY!
– Ale wstępując pomiędzy TAKICH, godzą się co najmniej na to, że to tak się dzieje…
– Nieprawda!
…i weź tu dyskutuj. I jeszcze argument:
– Ale po co to niszczyć, palić, zabytki przecież…
Już nie odpowiedziałam „ch. z zabytkiem, życie ludzkie jest ważniejsze, a te obrzydliwe postępki wciąż się dzieją! A ci świętoszkowaci dranie sądzą, że są bezkarni i się skryją za „sacrum”.
To gdyby ktoś mnie pytał czemu nienawidzę kościoła z całej mocy.
Chyba żadna instytucja nie spowodowała tylko rozmaitych szkód na ziemi jak ta czarna zaraza.

Nie przeczytam 27 śmierci Tobego Obeda ani żadnej innej tego typu książki. Nie muszę wiedzieć ze szczegółami, wiem, że obrzydliwa jest to instytucja.

Oglądam przecudny serial: Opowieści z pętli.
https://www.filmweb.pl/serial/Opowie%C5%9Bci+z+P%C4%99tli-2020-841985
Niesamowite zdjęcia, cudowna muzyka i ten klimat. czas, przemijanie, tajemnica istnienia. Jak macie gdzie – oglądajcie. Bo to zupełnie coś innego.

Czytam „Rozpływaj się” Anny Cieplak.
Ktoś napisał, że to o życiu Eurosierot… No chyba jednak nie, chyba, że moja definicja eurosieroty jest inna.
Póki co – nic zaskakującego… Wyrosłam w takich klimatach choć 20 lat wcześniej niż bohaterowie tej książki i w innym zakątku Polski. Nie było kopalni, był PGR. To gorzej, bo ludzie tam pracujący nie byli pieszczoszkami kolejnych władz.

Ciepło. Fajnie… Trochę pada, ale nawet wtedy jest ciepło. Niech lato trwa. Truskawki tanieją…

69.

We czwartek dali mi drugą dawkę Pfizera.
I dosłownie w momencie wkłucia zaczęło się dziać.
Najpierw tylko ramię. Potem bolały mnie wszystkie stawy i mięśnie, a najbardziej te na karku i w dłoniach. Potem doszedł potworny ból głowy…
I tak się męczyłam jeszcze w piątek.
W sobotę było lepiej, ale nadal z bólem głowy.
eM miał się lepiej, więc rozgrzebał układ klimatyzacji w Astrze. W związku z tym, nawet jakbym miała siłę to i tak nie mogłam nigdzie pojechać.
Misia z Melem pojechali na północ, do Laponii. Dzieci wysyłają mi piękne zdjęcia, pełne pustych przestrzeni, krystalicznie czystych wód, reniferów drapiących się w uszy na środku drogi. Do tego góry większe i mniejsze, wodospady i nieograniczona niczym przestrzeń.
Oraz komary i meszki.
Dostałam filmik na którym Mel w moskiterze a la bluza myje zęby. Naprawdę: rękawy, kangurza kieszeń, kaptur… przypominający worek na głowę :D. Na komary podobno najlepiej działają polskie specyfiki, na meszki…nic. Misia mówi, że z Laponii to można nawet widokówkę z komarem wysłać :D.
Namawiam męża na wyprawę na północ po jego powrocie z Polski, ale zależy jak będę stała z robotą. Strasznie, ale to okropnie chce mi się pojechać w nieznane. Niekoniecznie aż pod Abisko, tak w okolice Hede choćby…
A tak się w zeszłym roku broniłam…zupełnie nie wiem czemu.
Wczoraj byliśmy na krótkim spacerze na Hunneberg, a potem na plaży.
Oraz WOW! Moja komuna napisała na swojej stronie, że ma AŻ DWA (2!) miejsca gdzie się można kąpać/plażować z psem. Normalnie cali dumni i bladzi, oraz oczywiście cali na biało donoszą, które to miejsca, i że należy okazać respekt dla innych i trzymać się z dala gdyby, ktoś sobie nie życzył przebywać w pobliżu psa. Oraz oczywiście można plażować z psem wszędzie tam, gdzie nie jest to wyraźnie zabronione. Łaskawcy.
Zabronione jest plażowanie z psem na plażach. A plaże są wszędzie tam, gdzie jest w miarę dogodny dostęp do wody czyli nie schodzi się po stromych skałach lub kamieniach, albo nie brnie przez błoto lub trzciny.
Nie-psiarze mają więc dla siebie wiele miejsc. Ale nie – polazą tam, gdzie dopuszcza się psy i mają prawo wyrazić sprzeciw, a psiarze mają to uszanować. Grrrr… Szczęście, że Szwedzi rzadko głośno zwracają uwagę, wolą cierpieć w milczeniu i tylko rzucać krzywe spojrzenia.
Moja komuna ma opinię jednej z bardziej rasistowskich komun. Lepsza od mojej jest podobno tylko komuna Mariestad, no ale to chyba tam była główna siedziba faszystów w czasie II wojny.
Jak mówię znajomym, że w sklepach w mojej komunie nie zatrudniają imigrantów to mi nie wierzą. A u nas we wszystkich sklepach łącznie pracuje może ze troje ludzi z innym niż szwedzkie pochodzenie i ANI JEDNA osoba w chuście. Nie mówiąc o banku czy innym takim urzędzie. Obcy tolerowani są wyłącznie lekarze oraz inny persolnel opiekuńczo-medyczny. Pewnie dlatego, że tu niestety nie można sobie wybierać.
Ach, te szwedzkie klimaty…

Kilka zdjęć z wczoraj.

To sprzed kilku dni, ze spaceru z psem po Hindens Rev.
To też.
i to.
A tu już Hunneberg, jezioro Eldmörjan
Kruszczyca złotawka (?) mówi googiel

68.

Poszłąm do secon handu po guziki…
No bo naprawdę…
W całym mieście jest tylko jeden sklep gdzie można kupić guziki. A jeden guzik kosztuje prawie tyle, co jedna bułka. Jak potrzebuję sześciu to się już kostka masła z tego robi, a nawet coś więcej.
Zgłupieli chyba! Zwykłe guziki, nie jakieś tam wypasione…
A w szmateksie za 7 szt zapłaciłam nieco więcej niż za bułkę. Takie same guziki, też nówki, nie śmigane!
A skoro już wyszłam postanowiałam połazić. No bo kupiłabym jakąś bluzkę czy coś… Bluzki są w tej chwili tylko na dwa sposoby: albo bezkształtne worki. Szyte z kwadratu, bez zaszewek, bez rękawów tylko z taką plisą. Bez miejsca na biust, czego ja jak wiadomo potrzebuję.
Albo kuse bluzeczki, z falbankami, bufiastymi rękawami, gumkowanym przodem (też bez miejsca na biust) i dekoltem do pępka. No tak, jak się nie ma cycków to se można takie dekolty nosić.
Nie ma nic po środku.
A nie, przepraszam. Są. T-shirty.
Już nie mogę patrzeć na t-shirty. Tym bardziej, że jak upalnie to bawełniana dzianina słabo się sprawdza.
Wróciłam do domu z trzema parami majtek bezszwowych (hurra! rozmiar 42/44 znowu pasuje na mój tyłek) w kolorach czarnym, szarym i brudny róż(nie mogliby tej gamy rozszerzyć o jakieś zielenie, zółcie i kwiatki?). Oraz z piżamą. Piżama ma długie spodnie, czego nie znoszę, ale obciachałam nogawki na wysokości połowy ud i problem rozwiązany. Owszem, były gotowe krótkie spodenki, ale te do spania są zawsze tak szyte, że nawet eski są wg mnie za szerokie. Ciekawe czy któryś z projektantów tej konstrukcji próbował w tym spać…
Nie lubię jak jak w nocy bielizna owija się wokół ciała. Bielizna ma być w tym miejscu gdzie być powinna, zwłaszcza w nocy. W dzień można poprawić, w nocy wybudza bo ciągnie lub uciska, a jak wiadomo trudno mi potem zasnąć. Teraz sobie pomyślałam, że muszę kupić jeszcze jedną parę tych spodni. Bo to bawełna, dzianina, bez elastiku! Nosiłabym po domu jak cienkie dresy…
No dobra. Przyznam się. Mam szmergla na tle majtek, biustonoszy, piżam, skarpet oraz bielizny pościelowej. Lubię mieć ładne. Ale lubię też, żeby mi było w tym komfortowo. Nic nie uciska, nie ciągnie, nie przegrzewa…
Z biustonoszami to u mnie jak wiadomo problem, bo nie toleruję fiszbin. Więc mam, co mam. Zatem folguję sobie w reszcie.
Pewnie pozostałość po czasach dzieciństwa, gdy w sklepach nic nie było, a i rodzicielka uprawiała kult biedy, i wychodziła z założenia, że po co się stroić tam, gdzie nikt nie ogląda… Czyste, całe… I wystarczy.

I to w zasadzie tyle aktualności.

W Midsommar byliśmy z Tosią w kamieniołomie. Ludzi było mało, więc można było połazić.

67. O wschodzie słońca

czyli kto rano wstaje wstaje temu świat daje 😀

Dzień dobry w pierwszy skrócony dzień roku.
Dziś u mnie dzień krótszy od najdłuższego dnia w roku o dwie minuty.

Nie śpię od 3:30. To pojechałam skorzystać z tego, że cały świat będzie należał znowu tylko do mnie.
Wczoraj w Szwecji był Midsommar Afton. Drugie, po Wigilii Bożego Narodzenia, święto w Szwecji. Tylko w te dwa dni w roku wszystkie sklepy zamykają się wcześniej, a poza sklepami prawie nikt nie pracuje.

Ulice były prawie puste. Prawie bo spotkałam kilkoro młodych ludzi. Dwie dziewczyny na jednym rowerze. Ta w wianku i sukience wiozła na bagażniku koleżankę w krótkich spodenkach i już bez wianka.
Na skwerku leżał jakiś chłopak. Wierny kolega siedział obok.
Trzyosobowy rowerowy peleton jechał środkiem jezdni.
Uśmiechałam się.
Lato. Czas dla młodości. Niech się bawią. (Byle nie pod oknem mojej sypialni 😉 ).

Port Małych Łodzi uśpiony i pełen ptasiej wrzawy. Mewy krzyczały, słowiki kląskały, ostrygojady, te szwedzkie „bociany na krótkich łapach” gwizdały na całego.
A w trawie coś piszczało…

66.2021

Zmagam się z papierami – dziś wypłata trzeba popłacić rachunki, a te się jakoś rozmnożyły, ale i porozłaziły. Tu jakiś podatek za samochód, tam opłata drogowa za wjazd do Goteborga, tam jakaś zapomniana faktura na oporniki za 18koron…
Przywykłam do tego, że wszystko lub prawie wszystko przychodzi elektronicznie – faktura ładuje się na konto bankowe i tylko trzeba zaakceptować płatność.
Mam tabelkę w excelu, tam notuję wszystkie opłaty, które przypadają na dany miesiąc, uzupełniam ją na bieżąco… A w tym miesiącu zapomniałam i nie jestem pewna czy nic nie zgubiłam.
I tak sobie myślę: jakby mnie znienacka szlag trafił to czy mój mąż ogarnie opłaty?
… Nie śpię od 3.
Od 4 męczy mnie migrena. Moja wina: było nie żreć tej babeczki. Była tak słodka, że aż zakręciło mi się w głowie, a w gardle pojawiło się dziwne drapanie. Nie, nałóg zwyciężył. To mam.

Wczoraj była u mnie Helena, dawna sąsiadka.
Schudła 7 kilo, ale widać to tylko po twarzy. Jej ciało nadal przypomina nadmuchany balonik.
Od lat zmaga się z depresją i syndromem wypalenia, brała leki, ale miała silne reakcje uboczne… a ma chore serce.
Rok temu chodziła na jakąś terapię, była w bardzo złym stanie: nie miała nawet siły by sprzątnąć w domu. Jest wrażliwa jak świeżo skaleczona rana. Lekko trącisz – i już oczy zachodzą łzami.
Poza tym jest fajnym człowiekiem, choć może nieco zasadniczym. Ale ja też taka jestem.
Z jakiegoś powodu się lubimy… Może ciągnie swój do swego: robótki, koty, depresje…
Jutro Midsommar Afton czyli Wigilia Nocy Świętojańskiej. Jak prawie wszystkie święta także i to, Szwedzi przenieśli na weekend.
Jeszcze kilka dni będzie tak długi dzień: 18 godzin 20minut.
Wschód słońca o 4.
Zachód o 22.20.
Od soboty zaczyna się skracać. Jeszcze powoli, po minutce rano i wieczorem, ale stopniowo nabierze to rozpędu, niestety.
Chciałabym pojechać w nieznane…