Przeprowadzki ciąg jeszcze dalszy

Mam klucze. Tylko coś …

Mam klucze. Tylko coś się stało z entuzjazmem.
Wszędzie coś: Kuchnia ładna, ale brak wentylatora. Oraz starutkie szafki.
Młodego pokój fajny, ale ma szafy w których są tylko drążki do wieszania.
Duży pokój ładny, ale … okna znów wielkie i jednoskrzydłowe z idiotycznymi lufcikami.
Pokój Miśki nie dość, że najciemniejszy to pokryty tapetą- koszmarem sennym a la wczesne lata 70-te.
W garderobie znów tylko drążki do wieszania.
W małej ubikacji tapeta pt. "ból zębów" oraz szafka nad umywalką pamiętająca chyba czasy prehistoryczne.
W dużej ubikacji wanna a przy niej umywalka ale kran tylko jeden i brak uchwytu na prysznic. Szafka nad umywalką jak w małej ubikacji. Na kibelku deska szpitalna "z miejscem na siusiaka" jak to określił Zięć a obok uchwyty dla niepełnosprawnego. I brak okna! Jak wietrzyć taką łazienkę z wilgoci i zapachów ?
W przedpokoju na wieszaku laska"szwedka" i nie chodzi o dziewczynę. Oraz gumoleum "wczesny Gierek".
W piwnicy pełno różnych staroci – dywany, poduszki i  ciężki, stary drewniany kufer. Choć to ostatnie to akurat jedyny plus.

…ale po za tym to fajnie mieszkanie. W centrum.

Ratunku!
Ja już nie chcę się przeprowadzać. Już będę grzeczna, tylko proszę, nie każcie mi tego robić!

Przeprowadzki ciąg dalszy

Będę monotematyczna …

Będę monotematyczna jakiś czas, kogo znudzi może nie czytać, dla ułatwienia tytuły będę zaczynać od hasła "Przeprowadzka" ;))

Wczoraj miałam chwilę zwątpienia bo zrozumiałam, że klucz mogę dostać i 1 lipca, a stare mieszkanie mam też zwolnić 1 lipca i nieco mnie to przerosło. Tym bardziej, że POSynek 30 czerwca rusza do Polski a Młody 1lipca ma koncert Iron Maiden w Goeteborgu a ojciec  obiecał go zawieźć i poczekać nań…Wychodziło, że do noszenia gratów zostaję ja+ Kocio.
Ale dziś najpierw uspokoiła mnie Madzia (czułam, że coś jednak nie tak zrozumiałam) a potem poszłam do pani oddać podpisany kontrakt i okazało się, że mogę klucze dostać już w ten weekend. Tyle – że mieszkanie nie będzie sprzątnięte…
Zgodziłam się, bo wiem, że nie jest tam brudno.

Dziś lecąc z jęzorem na wierzchu do miasta, z miasta do Marcepanka (bo nie tu podpisał), od Marcepanka do domu – rowerem, potem z domu do miasta i z miasta na piechotę pocieszałam się, że to jeden z ostatnich takich spacerów.

Jutro zaczynam sprzątanie i pakowanie.

I mam pytania do was.
Czym czyścicie piekarniki ? I kuchenki ?
Czy macie pomysł jak usunąć ślady tłuszczu z wnętrza sklejkowej szafki ?

Inne pytania będę zgłaszać w trakcie.

A po za tym to nic u mnie nie słychać.

Update: pomysł na gumoleum ?

13 czerwca – przeprowadzka logistycznie

Nowy kontrakt mam w …

Nowy kontrakt mam w garści. Marcepanek go podpisze, a ja jutro odniosę i będziemy czekać na klucze.
Będzie inne mieszkanie. Większe. Ale czy lepsze? To się zobaczy. Będzie inaczej, będzie się coś działo.
Stresuję się, bo wygląda na to, że klucze możemy dostać nawet 1 lipca a stare zdać najpóźniej 1lipca.
Wynieść wszystko to się jeszcze da, ale jak posprzątać ? Mieszkanie musi być czyściutkie, wylizane w każdym kącie a jak to zrobić przy 5 dorosłych jednem niemowlęciu, które włazi wszędzie, choć przecież chodzić nie umie, oraz jednym kocie ?
Muszę to jakoś ogarnąć, chcąc nie chcąc.
Były pomysły- umówić się na przeprowadzkę później. O ile administrator się zgodzi. Jakbym zapłaciła dwa czynsze to by się pewnie zgodził. A ja tymczasem przez miesiąc z okładem odzwyczaiłabym się od spania.
O nie-nie-nie.
No i oczywiście już słyszę teksty niezadowolenia. Wanna? błe…A nie właśnie, że fajnie, że wanna, ale nie ma miejsca na wózek. I z parkingiem kłopot. I w ogóle, to sam nie wiem jakie to jest, bo nie widziałem: matka zdecydowała.
Matka dostała pełnomocnictwo i od męża i ochoczo zeń skorzystała, zapominając, że decydujący jest adresatem wszelkich utyskiwań.
Zatem egoistycznie uznałam, że skoro całe odium i tak ma spaść na mnie to niech będzie do końca tak, jak JA chcę.
A ja chcę przeprowadzki przed wyjazdem. Żeby urlop był urlopem, bez stresu, że coś tam.
A przy okazji znów nabawiłam się stresu.
Jak to jest, że załatwiam tyle różnych spraw i rozumiem wszystko, i jak tylko zaczynam mysleć: ok, już nie mam problemu z dogadaniem się, to trafiam człowieka, którego nijak zrozumieć nie umiem.Od czego to zależy ? Od tematu rozmowy ? Od doboru słów ? Czy od wymowy ?

W ciemnym, północnym pokoju, gdzie będą niebieskie dywany i niebieskie kanapy, powieszę zasłonki gdzie na białym tle żółte i szare czworokąty i czerwone maki. Na kanapach położę poduszki z dużą ilością żółtego i pomarańczowego. I uszyję sobie patchworkowy pled w żółcie, czerwienie, pomarańcze i jasne zielenie. I poustawiam moje koty.
A do kuchni, słonecznej kupię doniczkę na zioła i będę miała świeżą bazylię i coś tam jeszcze.
Z takimi myślami zasypiam…

Nocne markowanie

No bo mail dziś …

No bo mail dziś przyszedł…

To, co w Szwecji lubię najbardziej, to sposób komunikacji. Każdą niemal sprawę da się załatwić przez internet i e-mail nie jest tylko li i jedynie do tego, żeby była.
E-mailem porozumiewam się z nauczycielami w szkole, biblioteka przysyła mi zawiadomienia o terminie zwrotu książki lub, że moje zamówienie przyszło. Przez internet mogę np. zmienić datę mammografii, sprawdzić stan sprzętu oddanego do naprawy.
Przez internet oglądam mieszkania, składam podania jeśli jestem zainteresowana i e-mailem dostaję odpowiedź od właściciela.
No. I właśnie dziś dostałam taki e-mail.
Że tak, dadzą nam to mieszkanie.
10 metrów więcej. Żadne z pomieszczeń nie jest przechodnie. Kuchnia z miejscem na jadalnię. W centrum, tuż koło sklepu monopolowego (hehe) i koło Madzi. Kilka minut od szkoły mojej i od szkoły Młodego. Dużo bliżej Gulsum.
I… i w ogóle.
Są tylko dwie, nie, trzy sprawy które mnie niepokoją.
1. Mieszkanie jest na linii północ- południe. Kuchnia i najmniejszy pokój są od południa. Dwa inne pokoje od północy – znaczy zawsze dość ciemno tam będzie. Czy fikusy tam się będą dobrze czuły ? I cissus ?
2. Mieszkanie na parterze. Zawsze mieszkałam na 1 piętrze. A jak Kocio wybierze wolność ? A nie będzie zbyt głośno, bo blisko jest ruchliwa ulica ?
3. Wolne od 1 lipca a my 3 wyruszamy do Polski. Jak się nie da nic wcześniej, to do ostatniej chwili będę taszczyć tobołki i szorować zostawiane mieszkanie. No i trzeba te media poprzenosić: telefon, TV i internet. I się przemeldować.  Jak to zgrać ?

Ale i tak się cieszę. Wieszam w duszy zasłonki i zdjęcia. Ustawiam graty i wymyślam dwustronną drabinkę dla Kocia. Może nauczy się wychodzić i wracać a mnie odpadnie obowiązek sprzątania kuwety ?
Tak, wiem, to by już było za wiele szczęścia na raz. Ale pomarzyć można…

I oto …

Prace na komputery …

Prace na komputery napisałam i dostałam zaliczenia obu kursów. Jak jednostka mało ambitna zadowoliłam zaledwie G zamiast co najmniej VG albo nawet i MVG.
Z Carlem od WOSu umówiłam się na przyszły termin.
Wypróbowałam nowy obiektyw i już go kocham.
Uszyłam co mi po głowie chodziło.
Pisaniu pozwalam tuptać po głowie.

I oto : WAKACJE! Już są wakacje, na pewno mam rację, wakacje już tu są.
No przecież mówię, żem dziecinna.
Szwecja ma długaśny długi weekend. Zaczął się dziś jakimś chrześcijańskim świętem ( może mnie ktoś oświeci co zacz, bo nie Zielone Świątki ani Boże Ciało, więc jakie to święto co ma Niebo w nazwie). Piątek prawie wszyscy mają wolny bo…bo tak. Potem sobota i niedziela, a potem poniedziałek, 6 czerwca Święto Narodowe.
Tym sposobem Marcepanek załapał się na mały "semester" który oczywiście natychmiast mu zorganizowałam. Na południe jedziemy, do Skanii. 
Radość mąci mi znów gorączkujący Zozol. Ki diabeł , nie wiem. Jak wrócę to chyba jakieś uroki odczynię.
Jak czytają mnie młode matki to niech mnie oświecą : czy rosnące w te pędy dwójki zębate mogą być przyczyną gorączki powyżej 38 stopni  utrzymującej się od dwóch dni? Dzieciakowi ślina cieknie jak z dziurawej beczki, dziś długo płakała tak żałośnie, że niektórzy byli gotowi jej wtórować. Z innymi niektórymi.
Usiłowałam otrzymać wczoraj w nocy pomoc medyczną, ale śmiech na sali…Nie, nie będę opisywać, bo nie będę sobie na noc ciśnienia podnosić.

Tak czy siak za 12, najdalej, godzin ruszamy.

Pożyczyliśmy nawigację, bo jakbym miała jakiegoś skańczyka (?)prosić o wskazówki to kto wie kiedy i dokąd byśmy dotarli.

 

Gdy upał pada na głowę…

Tak ni z gruszki ni z …

Tak ni z gruszki ni z pietruszki zrobił się wczoraj upał. Idiotyzm jakiś – jednego dnia w kurtce, następnego -cienka bluzeczka za gruba.
Wiola, nasz domowy postrzygacz, spojrzała na mnie:
– Ale zarosłaś! – a ja w popłochu i rumieńcu wstydu rzuciłam wzrokiem na własne nogi, ale schowane były pod spodniami…Aaaa, ona głowę miała na myśli.
– Zapuszczam – oznajmiłam krótko.
– Na lato ?! Będziesz się grzała w taki upał? – sugestywnie machnęła głową w stronę kuchennego okna i przegrzebała mi włosy  nad karkiem.
– A w sumie masz rację – uległam. Możliwe, że połaszczyłam się na to grzebanie we włosach.
Pół tony oskarowych włosów później zasiadłam na krześle.
– Krótko – zaordynowałam. Nie-nie-nie-nie, nic z boba czy czego tam. Krótko ma być. No to krótko.

Mąż spojrzał z uznaniem. Córka krytycznie. Zozol ze zdziwieniem. Zięć parsknął śmiechem, jak wstałam po "głowy-bólowej" drzemce. I ja takiego Synkiem tytułowałam. Młody zignorował fakt jak każdy inny.
Dziś rano pochmurno znowu, na termometrze 12 stopni, a ja zostałam jak ta głupia z letnią fryzurą.

W glorii chwały i oparach zawiści

wychodziła przedwczoraj …

wychodziła przedwczoraj moja córka ze szkoły.
Czekałyśmy na nią – Zozol i ja.
Zozol miał na sobie koszulkę "I love mum" i przytulał do siebie bukiet róż, bo to Dzień Matki był, i moja córka świętowała go po raz pierwszy, więc chciałam, żeby było …pamiętnie.
Ja czekałam z kartką z gratulacjami, bo tego dnia Misia zdała egzamin i zakończyła naukę "Szwedzkiego dla imigrantów" (SFI).

I jak to zwykle bywa w takich chwilach – jedni cieszyli się wraz z nią, zwłaszcza ci, którzy też skończyli. Inni popatrywali z niechęcią, rzucali zdawkowe "gratis" czyli szwedzkie gratulacje, a na twarzach mieli wypisane "no i co się tak cieszysz?" "trafiło się ślepej kurze ziarno" po których rozpoznawałam rezydentów "odwiecznego stoliczka pod oknem".

Tak czy siak – od jesieni idą zmiany.
Jeszcze walczymy o przedszkole dla Zozola. Niby duże miasto, niby przedszkoli dużo…a jedyna placówka w której jest miejsce to szkoła, której absolutnie nie chcemy.
To ta, gdzie na całą grupę przypadało zaledwie dwoje szwedzkich dzieci a na szafkach napisy były po szwedzku i arabsku.
Tymczasem koleżanki córka, nosząca szwedzkie nazwisko bez problemu dostała się do wybranego przedszkola.
Przypadek ?

O dzieciach, imionach i ukrytym rasizmie

Nie wiem jak długo mi …

Nie wiem jak długo mi się uda popisać.
Zozol jest niestety jest nieodrodnym dzieckiem cywilizacji oraz wnuczką swojej babci. Kocha komputer, szczególnie mój. Bo jak się człowiek mocno uprze to różne rzeczy się wyświetlą na ekranie a i dźwieki można wygenerować nie tylko z własnego gardła. Albo tę klapkę można babci zamknąć i wtedy babcia zajmie się wnuczką- pośpiewa, ponosi, pobawi się w akuku albo w złapięcię.

10 dni jej tylko nie było. Wyjeżdżał dzidziuś, wróciło dziecko.
Rozkoszna jest…

Córeczka Gulsum jest malutka, nie odważyłam się wziąć jej na ręce. Dali jej tureckie imię oznaczające tę, która jest najpiękniejsza i najmądrzejsza – Bihter. Ponieważ było mi trudno zapamiętać, może dlatego, że imię wydaje mi się twarde i mało "przytulne" dla dziewczynki, skróciłam do Bi a po namyśle dodałam lilla i teraz jest Lilla Bi. Pszczółka ( bi to po szwedzku pszczoła) nawet po polsku brzmi nieźle, prawda ?
Namawiałam Gulsum, żeby dała małej jeszcze jedno, bardziej międzynarodowe imię. Szczególnie zachwalając Zofię czyli Sofię. (mała urodziła się 15 maja a stolicą Bułgarii jest Sofia).

No ale z drugiej strony w Bułgarii wciąż prócz nazwisk funkcjonuje "ot’czestwo" czyli przydomek od imienia ojca więc mała Bi w efekcie nazywałaby się Bi Sofia Dżodżowa Cośtam, a oni wciąż rozmyślają o tym, by jednak zebrać jak najwięcej kasy i wrócić, otworzyć restaurację, która póki co stoi i czeka…
Ale jak nie wrócą mała będzie miała utrudnione życie, szczególnie jak zacznie szukać pracy.
Bo w Szwecji oczywiście jest demokracja, tolerancja, równouprawnienie i żadnego rasizmu. Pod warunkiem, że cudzoziemiec-emigrant godzi się na zajmowanie stanowiska wskazanego mu przez system czyli najczęściej tego w niższych strefach stanów niskich. Nawet statystyki mówią, że o "dobrą" pracę łatwiej tym co mają na imię Adreas niż Ahmed. Nawet jeśli Ahmeda rodzina żyje tu od dwóch czy trzech pokoleń a Andreas przyjechał z Anglii – ale to już nasze, emigranckie spostrzeżenia.

Tymczasem chyba wreszcie przestało wiać, więc jest szansa, że będzie można wyjść z Zozolem na dwór bez obawy, że wichura urwie nam głowy. Młody jest znów przeziębiony. Kazałam iść do lekarza. Tak, wiem, najpierw trzeba będzie udowodnić pielęgniarce, że alvedon, picie i łóżko już stosowaliśmy, zasugerować alergię i testy albo badanie krwi czy piorun wie co jeszcze. Bo nie wydaje mi się, że to jest zupełnie naturalne, że człowiek smarka, kicha, prycha, ma bolące gardło i temperaturę co trzy tygodnie. Niestety- na spotkanie z pielęgniarką muszę iść z Młodym, bo Młody sobie spokojnie da wmówić ten alvedon. Oraz brak odporności z powodu braku ruchu na świeżym powietrzu.

Zozol wstał.

Jak trzeba

Otwieram oczy i od razu …

Otwieram oczy i od razu widzę niebo. Czasem błękitne jak oczy Zozola a czasem szare. Widzę flagę na szkolnym maszcie i wiem czy znów wieje mocno czy tylko trochę.
Dziś niebo jest w różnych odcieniach szarości aż do białego. Czasem przedziera się odrobina słońca. Flaga na maszcie tańczy na różne strony.
Zatem wieje. I pewnie znów będzie "deszczyć". Szwedzi na deszcz mówią "regn", a kiedy chcą powiedzieć że pada mówią "regnar" czyli deszczy. Rower jest "cykiel" a jazda na rowerze to "cykla"  no to po polsku będzie rowerować. Bardzo się nam, Miśce i mnie, spodobało wymyślanie takich czasowników.
Zatem będzie deszczyć.  Tak sobie notuję po otwarciu "martwej powieki". Ramię mi ścierpło- no tak Kocio znów musiał spać jak najbliżej Pańci czyli nosio do nosia.
Notuję te wszystkie poranne informacje, codziennie te same choć co dzień nie takie same. Dziś dochodzi jeszcze jedna.
Słyszę z drugiego pokoju znajomą śpiewankę, radosne popiskawania i okrzyki.
Zozol wrócił.
Zozol, który właśnie zabiera mi komputer.
I wszystko znów jest jak trzeba