O dzieciach, imionach i ukrytym rasizmie

Nie wiem jak długo mi …

Nie wiem jak długo mi się uda popisać.
Zozol jest niestety jest nieodrodnym dzieckiem cywilizacji oraz wnuczką swojej babci. Kocha komputer, szczególnie mój. Bo jak się człowiek mocno uprze to różne rzeczy się wyświetlą na ekranie a i dźwieki można wygenerować nie tylko z własnego gardła. Albo tę klapkę można babci zamknąć i wtedy babcia zajmie się wnuczką- pośpiewa, ponosi, pobawi się w akuku albo w złapięcię.

10 dni jej tylko nie było. Wyjeżdżał dzidziuś, wróciło dziecko.
Rozkoszna jest…

Córeczka Gulsum jest malutka, nie odważyłam się wziąć jej na ręce. Dali jej tureckie imię oznaczające tę, która jest najpiękniejsza i najmądrzejsza – Bihter. Ponieważ było mi trudno zapamiętać, może dlatego, że imię wydaje mi się twarde i mało "przytulne" dla dziewczynki, skróciłam do Bi a po namyśle dodałam lilla i teraz jest Lilla Bi. Pszczółka ( bi to po szwedzku pszczoła) nawet po polsku brzmi nieźle, prawda ?
Namawiałam Gulsum, żeby dała małej jeszcze jedno, bardziej międzynarodowe imię. Szczególnie zachwalając Zofię czyli Sofię. (mała urodziła się 15 maja a stolicą Bułgarii jest Sofia).

No ale z drugiej strony w Bułgarii wciąż prócz nazwisk funkcjonuje "ot’czestwo" czyli przydomek od imienia ojca więc mała Bi w efekcie nazywałaby się Bi Sofia Dżodżowa Cośtam, a oni wciąż rozmyślają o tym, by jednak zebrać jak najwięcej kasy i wrócić, otworzyć restaurację, która póki co stoi i czeka…
Ale jak nie wrócą mała będzie miała utrudnione życie, szczególnie jak zacznie szukać pracy.
Bo w Szwecji oczywiście jest demokracja, tolerancja, równouprawnienie i żadnego rasizmu. Pod warunkiem, że cudzoziemiec-emigrant godzi się na zajmowanie stanowiska wskazanego mu przez system czyli najczęściej tego w niższych strefach stanów niskich. Nawet statystyki mówią, że o "dobrą" pracę łatwiej tym co mają na imię Adreas niż Ahmed. Nawet jeśli Ahmeda rodzina żyje tu od dwóch czy trzech pokoleń a Andreas przyjechał z Anglii – ale to już nasze, emigranckie spostrzeżenia.

Tymczasem chyba wreszcie przestało wiać, więc jest szansa, że będzie można wyjść z Zozolem na dwór bez obawy, że wichura urwie nam głowy. Młody jest znów przeziębiony. Kazałam iść do lekarza. Tak, wiem, najpierw trzeba będzie udowodnić pielęgniarce, że alvedon, picie i łóżko już stosowaliśmy, zasugerować alergię i testy albo badanie krwi czy piorun wie co jeszcze. Bo nie wydaje mi się, że to jest zupełnie naturalne, że człowiek smarka, kicha, prycha, ma bolące gardło i temperaturę co trzy tygodnie. Niestety- na spotkanie z pielęgniarką muszę iść z Młodym, bo Młody sobie spokojnie da wmówić ten alvedon. Oraz brak odporności z powodu braku ruchu na świeżym powietrzu.

Zozol wstał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s