39. Zimnoooo

Wieje. Wieje z północy, drzewa tańczą, flagi odfruną za chwilę razem z masztami. Pierwszy raz od wielu miesięcy spałam przy zamkniętym oknie! A wieczorem, przy oglądaniu filmu otulałam się chustą od Kasi. Dużą, ażurową, miękką i fioletową.

Oglądałam Fracture (Słabe miejsce po polsku chyba). Uwaga będzie spam!
Z Ryanem Gosligiem i Anthonym Hopkinsem. Goslinga nie poznałam, bo znam go właściwie z LaLaLand, a tam jest starszy i nie ma już tej młodzieńczo pucułowatej twarzy. Strasznie mi ta pucułowatość na początku filmu przeszkadzała bo jakoś kojarzył mi się z Szycem. A Szyc teraz jest wszędzie, że strach otwierać słoik z dżemem. Potem akcja, podparta pięknymi zdjęciami i sugestywną muzyką mnie wciągnęła.
I nawet niezły to film choć ja od początku podejrzewałam o co chodzi z tą bronią.
Hopkins w roli zimnego drania-psychopaty jak zawsze przekonujący. Inna rzecz, że on w każdej roli jest przekonujący.
Dziś wieczorem jadę z mężem na widowisko Celtic Dans Night. Lubię celtycką muzykę …albo wydaje mi się, że lubię. Zobaczymy. Lubię za to pasjami miasteczko Venerborg, gdzie na to widowisko się udajemy.
Tam ma początek Göta, potężna, ale krótka rzeka z której woda przelewa się z Vener do Bałtyku.
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów będę w teatrze. Czy to się teraz trzeba jakoś specjalnie ubierać? W Szwecji?

38.

Tłumaczę dla Szweda mail od jednego klienta, w którym jest napisane, że inne informacje dośle po 3 maja. Pisze i myślę „zaraz będzie narzekał, że Polacy to ciągle mają wolne”.
I voila! Oczywiście przychodzi właśnie taka odpowiedź.
Zrobiłam zestawienie.
Szwedzi TEORETYCZNIE mają o 2 dni świąt mniej niż Polacy. Ale:
wiele firm ma w porozumieniach zakładowo-związkowych wpisane, że w dzień poprzedzający dzień czerwony pracuje się tylko pół dnia. Oczywiście dotyczy to tych czerwonych dni, które wypadają w tygodniu. Tego w zestawieniu nie ma. Nie ma też tego, że np. w lipcu oraz w okresie pomiędzy 24 grudnia a 6 stycznia większość firm jest po prostu zamknięta i pracują tylko ci, co muszą.
Ale to oczywiście w oczach Szweda jest zupełnie co innego…
Tak samo jak zamawianie różnych urządzeń w Polsce. Polacy mają świetne, doskonale skonstruowane maszyny, często tańsze a zwykle jakościowo dużo lepsze niż szwedzkie. Polscy konstruktorzy są tak otoczeni różnymi kontrolami, że maszyny przez nich konstruowane są zgodne ze wszystkimi wymogami unijnymi.
A Szwed szuka dziury w całym, chce przerabiać konstrukcje, żąda zmian „bo tak jest lepiej” mimo, że tego systemu nie stosuje JUŻ cała Europa. Polacy zastosowali jakąś śrubę, bo nie trzeba do niej specjalnego narzędzia, zwykły śrubokręt wystarczy…Szwed żąda zrobienia innej, do której się zrobi specjalny klucz, bo tak lepiej…
Najbardziej mi się podoba żądanie Szweda by maszyny miały kolor pszenny. Bo kurzu nie widać…No, że w zakurzonym, niedoświetlonym pomieszczeniu maszyny też nie widać, to szczegół.
Nie, nie może być czerwona lub pomarańczowa!
Ma rację Litwinka i Misia, że „szwedzki bonde*” to taki sam stan umysłu jak polska sprzątaczka.
Grrr… czasem naprawdę nie mam cierpliwości do ludzi.

*bonde – rolnik

37. Deszcz nareszcie!

A ten olej…

Ten z konopi to chyba rzeczywiście działa. Niestety – nie działa zapobiegawczo, może powinnam brać go więcej i częściej? Potestuję, choć to dosyć droga opcja.
Wczoraj w nocy znowu koszmarny ból. Polski ibuprofen w kapsułce nie dał rady, wsparłam go dwoma voltarenami.
Wstałam obolała, senna, zmulona. Nie-do-życia.
Na spacerze z psem przypomniałam sobie o oleju.
Łyknęłam kapsułkę, zawinęłam się w koc i zwinęłam w kłębek. Pół godziny później ocknęłam się, wciąż dość senna, ale z „czystą” głową.
Dziś w nocy, około 4, znowu obudził mnie ból. Tym razem pamiętałam, żeby sprawdzić olej.
O szóstej otworzyłam oko. I znowu to uczucie lekkiej, czystej, jasnej głowy, bez bólu.
Ale nie zmienia to faktu, że ten niemal conocny ból bardzo mnie niepokoi.




36.

Pożar strawił osiedle. Szłam licząc domy, przekonana, że nasz się ostał, bo murowany. Widziałam zgliszcza, resztki wypalonych konstrukcji. Naraz gdzieś pomiędzy belkami zobaczyłam fragment ocalałego łóżka a na nim drobną dziewczęcą postać w różowej koszulce nocnej z tiulową falbanką. Wiedziałam, że na przodzie tej koszulki są księżniczki. Leżała zwinięta w kłębek, spokojna, z szeroko otwartymi oczami.
Zawołałam ją, tak po prostu, zwyczajnie. Zeszła spokojnie z nadpalonego łóżka, ostrożnie stawiając bose stopy tuż obok dopalających się resztek i podeszła do mnie. Gdy wzięłam ją na ręce, oplotła mnie nogami w pasie. A ja poczułam ból w sercu. Że poszłam, a ona tam została w tym pożarze, że musiała to przeżyć sama, bez mnie, bez nikogo innego, że jednak przetrwała, przeżyła i nadal jest.

I z tego bólu się obudziłam. I już nie zasnęłam choć nie było jeszcze czwartej.

35. Macho…

Przyjechał ze swoim chaosem, nieogarnięciem, całkowitym brakiem rozeznania we wszystkim choć firmę „ma” od lat kilku.
Na początek poprosił o pomoc w zainstalowaniu apki z podpisem elektronicznym.
Wzięłam jego telefon.
Na ekranie prężyła się, wypinając gołe pośladki przedzielone czarną nitką stringów, jakaś bardzo młoda panna.
Nie zdołałam ukryć konsternacji.
Niestety zdanko „to córeczka? ładna” przyszło mi do głowy za późno…

Pół godziny wcześniej jego żona zadzwoniła z przeprosinami, że ona się z tego wypisuje, dociągnęła do końca miesiąca administrację w jego firmie, ale dalej już nie.
Znalazła w jego telefonie czułe rozmówki z kilkoma paniami. W tym z jedną, której obiecywał oświadczyny za kilka miesięcy jak go obecna żona „nauczy” jak prowadzić jego firmę.

No comments.

34

Pierwsza w tym roku noc przy otwartym na oścież balkonie.
W starym mieszkaniu się bałam spać przy otwartym balkonie. Wybudzałam się w nocy przerażona, że ktoś mógł wejść bo to był parter.
Tosia spała przy tych otwartych drzwiach jak zabita.
W nocy obudził mnie znajomy ucisk w głowie. Wzięłam olej zamiast ibuprofenu. Teraz tylko od czasu do czasu zakłuje w nosie.
Nie wiem czy działa przeciwbólowo, ale na pewno uspokajająco.
Zaraz trzeba się zebrać, pójść na spacerek. Potem tradycyjny, co miesięczny objazd – po polski chleb i kiełbasę.
Z chęcią bym nie pojechała, ale muszę.

33.

To była zła noc. Złe spanie, złe wstawanie. Kłucie w nosie, pod okiem, w potylicy.
Ani spać ani wstać. Najgorszy z możliwych stan.
Poszłam z Tosią -10 minut siedzenia na ławeczce jak posąg podczas gdy Pańcia gorliwie namawiała pieseczka do dalszego spacerku. Wreszcie wiaterek zmusił Pańcię do brutalnych rękoczynów: ściągnęłam Uparciuchę za szelki na ziemię. Wystrzeliła jak z procy, oglądając się na mnie „No chodź prędzej, tam pan w jaskrawym ubranku, na pewno miły, przywitamy się”
Kłucie stawało się coraz dokuczliwsze.
Przyszłam do domu z myślą: zjem płatki, potem wezmę olej.
Zadzwonił klient gdy kończyłam płatki. Przełknęłam, poszłam do komputera po drodze biorąc wodę i olej w kapsułce.
Połknęłam nieuważnie, bo już z nosem w papierach. Jakiś czas potem…nie mam pojęcia, ale jakoś tak po 40 minut, gdy skończyłam jedno zadanie zanotowałam, że ból się ulotnił całkowicie, nic nie muli, nawet senność i zmęczenie przeszło.
Autosugestia? Czy to działa? Będę testować. I donosić.



32.

Zmęczona permanentnym bólem głowy kupiłam kapsułki z olejem z konopi. Właśnie połknęłam pierwszą.

Kapsułek jest 30, w każdej 10mg CBD. Podobno pomaga na bóle różnej maści.

Niestety…takich z THC czyli z marychą nie sprzedają. Spróbowałabym. Już nawet nie dla radochy, którą podobno daje, ale dla sprawdzenia czy faktycznie pomoże na ból.
Palenie mnie nie pociąga, ten dym, fuj…ALe w postaci lizaczka, brownie czy innej kapsułki…czemu nie?