36.

Pożar strawił osiedle. Szłam licząc domy, przekonana, że nasz się ostał, bo murowany. Widziałam zgliszcza, resztki wypalonych konstrukcji. Naraz gdzieś pomiędzy belkami zobaczyłam fragment ocalałego łóżka a na nim drobną dziewczęcą postać w różowej koszulce nocnej z tiulową falbanką. Wiedziałam, że na przodzie tej koszulki są księżniczki. Leżała zwinięta w kłębek, spokojna, z szeroko otwartymi oczami.
Zawołałam ją, tak po prostu, zwyczajnie. Zeszła spokojnie z nadpalonego łóżka, ostrożnie stawiając bose stopy tuż obok dopalających się resztek i podeszła do mnie. Gdy wzięłam ją na ręce, oplotła mnie nogami w pasie. A ja poczułam ból w sercu. Że poszłam, a ona tam została w tym pożarze, że musiała to przeżyć sama, bez mnie, bez nikogo innego, że jednak przetrwała, przeżyła i nadal jest.

I z tego bólu się obudziłam. I już nie zasnęłam choć nie było jeszcze czwartej.

4 myśli w temacie “36.

  1. obudziłabym się mokra…
    ale też miałam dziwne sny dzisiaj: w pewnym momencie przyszła jakaś kobieta (z fundacji czy stowarzyszenia), by zabrać z domu resztki jedzenia, bo dokarmia zwierzęta. Opowiadała o tym, jak to nie należy marnować jedzenia, bo na przykład poświąteczny makowiec bardzo zasmakowałby rybom w jeziorze…
    ale pojawiła się też taka malutka dziewczynka, kilkumiesięczna – jakby moja i jakby nie moja… jakbym tęskniła, może pragnęła? ale ja nie chciałam córeczki 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s