34/2020

We środę Zozo dopadło przeziębienie, Misia zadzwoniła czy bym mogła ją zabrać ze szkoły.
Poszłam. Oczka szkliste, ciepła głowa, ciąganie nosem i brak chęci do życia. Zaległa na fotelu, owinięta w koc, gapiła się komputer. Powiedziałam, że jak nazajutrz będzie tak samo to niech lepiej przywiozą ją do mnie, niech odpocznie dzień-dwa.
Przywieźli wczesnym rankiem, tuż po siódmej. Wpakowała się do niepościelonego łóżka i gniła w nim do południa. Ale już widziałam, że ma się o wiele lepiej niż poprzedniego dnia. Ogarnęłam co pilniejszą pracę i zapytałam co chciałaby robić.
– Zdjęcia!
To poszłyśmy.
Było słonecznie, ale wiało z północy więc dość rześko.
Na Torget zaciekawiła ją kałuża.
– Co tam widzisz?
– Bo tam się tak odbija…Ale patrz babciu nie zdążyłam …
– To może ci pomogę? Powiedz gdzie mam stanąć, tu? Dalej? Jeszcze dalej?
I zrobiła.

foto by Zozo

Ludzie się nam troszkę przyglądali, bo kto to widział dzisiaj z takim dużym aparatem latać. I to jeszcze dziecko!
Ale Zozo już wie, że świat „przez dziurkę” wygląda inaczej niż własnymi oczami. I że fotografowanie aparatem a telefonem to całkiem inna jakość.
Nie marzę, że zostanie fotografką, najlepiej światowej sławy. Ale wszystko jest dobre by pokazać dziecku, że świat jest taki niesamowity. Może dzięki temu wyjrzy czasem zza monitora..?
Na rzeką wiało jeszcze mocniej. Kwiatki kwitły. Zozo się zachwyciła.

foto by Zozo

Fotografuje moim starym Nikonem d3100, który niestety nie ma ekraniku uchylnego, więc fotografowanie przy ziemi wymaga sztuk ekwilibrystycznych. Na przykład takich:

foto by Trolla

A co chciała złapać? Kaczkę.

foto by Zozo.

A to moje łupy z tego dnia.

33/2020

Tośka leży na podłodze i łypie na mnie znacząco.
No bo kawę już wypiłam, to czemu się nie zbieram? BO ZA WCZEŚNIE! Suka rozumie? Jest 7:20 a na spacer zbieramy się o 8.
Zrozumiała, przestała łypać.
Książkę wczoraj przeczytałam taką, że o-matko-boska! Walerianę łykałam, bo mną szarpało i nie mogłam zasnąć. Głupia baba, po co to czytać takie rzeczy? Ale zaczęłam i okazało się, że jest nieodkładalna.
Zabawka nowa przyjechała a ja zamiast potestować jak to-to pierze i odkurza na mokro popatrzyłam czy wszystko jest i czy aby nic nie uszkodzone i poszłam do książki. Podam tytuł, czemu nie, ale żeby nie było potem, że to moja wina, że ktoś nie może spać lub zaniedbał swoje obowiązki.
„Idealne dziecko”. Pamiętajcie, że ostrzegałam.
Nie lubię thrillerów. Omijam wielkim łukiem kryminały, horrory i rollercastery. Moje życie było wystarczająco emocjonujące jak usiłowałam w Polsce związywać koniec z końcem z różnymi atrakcjami pobocznymi w pracy i rodzinie. Od tamtej pory jedyne czego chcę to święty spokój. I żeby było ładnie, najlepiej w kwiatki.
Ale czasem się skuszę a potem mam.

Dobrze.
W Goteborgu byliśmy. Czy złapaliśmy koronę to się okaże bo podobno okres wylęgania to jakieś 14 dni. Paniki nie zauważyłam. Ludzie w maseczkach nie chodzą, sklepy nie wymiecione z towaru, choć podobno żel spirytusowy się dobrze sprzedaje. Nawet nie zauważyłam, żeby jakoś ruch zmalał.
W Szwecji wypłaty są najczęściej każdego 25 dnia miesiąca, więc weekend był powypłatowy. Co się dało zauważyć np. w takiej Ikei. eM chciał tam zajść po pudełka obiadowe. Zaszłam i ja, bo wymyśliłam, że jednak kupię drzwi do regałów z książkami …kiedyś tam, ale już chciałam zobaczyć co jest.
W sklepie sportowym szukałam też butów na wyprawę urlopową. Bo wiadomo, że będzie dosyć ciepło, ale czy nie będzie deszczowo? Z gumakami nie będę się woziła, trampki palladium ileś tam wody tolerują, ale nie ulewny deszcz – wymyśliłam buty z goretexu. Nie było nic ciekawego w ofercie. Bo wyprzedaż i końcówka butów bardziej zimowych, za kostkę. Takie mam, śmigałam w nich przez całą, pożal się boże, zimę. Ale jak temperatura wzrasta ponad 7-8 stopni to zaczyna mi w nich być za ciepło, nogi puchną, zwłaszcza ta prawa, co to ją mam bardziej. No nic, schowam pieniądze i popatrzę za miesiąc. Ja wiem co chcę, a jeszcze bardziej czego nie chcę: nie chcę czarnych butów! Nie i koniec. Najlepiej to takie wściekle niebieskie lub pomarańczowe.
…znowu się gapi, futrzak jeden. Nie może zrozumieć, że ja po prostu wstałam za wcześnie!
Obejrzałam Siedlisko po raz chyba 150. Szczerze mówiąc to w filmie jest niby rok 1996 ale scenarzystom się coś pomieszało i wlepili tam kilka scenek jak z lat 50-tych. Ale niech im tam…Cały polski gwiazdozbiór, Ania Dymna taka jeszcze młoda i śliczna mimo tuszy. Cielecka jako młode dziewczę… Agnieszka Wagner i Renata Dancewicz oraz mój ulubiony męski typ Paweł Deląg. No i Mazury. Jeziora i jeziorka, pagórki…
Ych.
Takie moje tęsknoty nie do zrealizowania. Mazury też już stały się obce.
No to się zbieram, pójdziemy wcześniej , niech ma Psisko.

32/2020 Aaaaa już jest wiosna, już jest wiosna


Aaaa
dłuższe dnie, dłuższe dnie
Aaaa
kwiaty rosną, kwiaty rosną
A-a… głupie, nie?

Idzie sobie wiosna
słychać świergot ptaka
ładna to piosenka
tylko głupia taka…

budzi się przyroda
już zielono wszędzie
bać się nie ma czego
znowu refren będzie...
wiosna jest po zimie 
w myśl ludowych przysłów
ja już nie mam zdrowia
do tych idiotyzmów
kończy się piosenka
śniegu nie ma prawie
pisać głupie teksty
nawet ja potrafię!

31/2020

W Goteborgu pierwszy przypadek koronawirusa. Chory umieszczony w szpitalu. To tak z kronikarskiego obowiązku.
Co ja myślę? Myślę, że ktoś ma interes w tym by zasiać panikę spowodowaną epidemią. Czytałam gdzieś statystyki, że śmiertelność jest poniżej 1% wśród zarażonych. Więc nie jest to taki wirus jakiego nam serwują seriale: ktoś kicha, kropelka leci w zwolnionym tempie na kogoś innego i ten inny natychmiast pada rażony na podłogę i umiera w męczarniach w ciągu pół minuty.
Tak się w każdym razie pocieszam bo dziś jedziemy do Goteborga do polskiego sklepu i nie tylko. eM każe używać rękawiczek, maski i spirytusu w żelu. „Ty to się wywiniesz, bo ten wirus wykańcza najszybciej takich jak ja, co mają z jakiegoś powodu osłabiony organizm. I kto cię wtedy utrzyma?”. Zapewniłam go, że utrzymam się sama, bo… „Pójdziesz płakać do socjalu?” nie dał mi dokończyć.
W połączeniu z tekstami o tym, że nie pracuję, które padają przy różnych okazjach ciekawie wygląda jego pojęcie o moim życiu zawodowym i moim wkładzie w gospodarstwo domowe.
Zaczęłam w tym miesiącu zbierać paragony za zakupy, które robię, bo już mnie to wkurza. Nie mówiąc o tym, że kredyt na samochód, ubezpiecznia i telefony to się pewnie same finansują…grrr…
Ych…nigdy nie dojdę z tym człowiekiem do porozumienia…
Z tego mniej więcej powodu znowu szukam mieszkania, tylko mniejszego i tańszego. Jednak wynajmę pokój w mieście – gdy już się przeprowadzimy, będę „chodzić do pracy” i może wtedy przestanę słyszeć, że nie pracuję.

30/2020

…Kurde. Rok temu o tej porze to był już koniec lutego. A marzec to marzec. Marzec to wiosna, mniej lub bardziej udana, ale wiosna.
Choć u mnie, zgodnie z moimi przewidywaniami, zima przyszła na wiosnę. Wiało i przymroziło. Słabo bo słabo, ale przy wietrze o prędkości 17m/s temperatura -1 zmienia się w zupełnie inną. Posypało śniegiem, który natychmiast stopniał prawie wszędzie, a gdzie nie stopniał zamienił się w lód.
Jak te biedne wczesnowiosenne kwiatki przeżyją, to nie wiem, bo prognoza mówi, że jeszcze co najmniej tydzień takie małego mroziku.
No mówiłam: latem była jesień, jesienią była jesień, zimą była jesień to na wiosnę przyszła zima.
Javla-mać!
Na jednym fecebooku przeczytałam o mieszaniu języków i było takie przekleństwo. To taka szwedzka wersja „szfak”. Jävel – to diabeł po szwedzku i słówko to, użyte w odpowiednim kontekście, zmienia się w naszą damę podejrzanej konduity. Zozo słowa jävel nie wypowie za żadne skarby świata, ale diabeł nie przysparza jej problemów.
Z rzeczy miłych to Yankie w zasadzie powinien się teraz nazywać Roommate czy inny Współlokator. Bo jak mówi przyjaciel Atypowego: skoro płacisz czynsz to twoi rodzice już nie są rodzicami a współlokatorami. Yankie dostał wypłatę za styczeń. Nie powiem, żeby to było dobre wynagrodzenie, jest tego żenująco mało za miesiąc ciężkiej (naprawdę ciężkiej) pracy. No, ale cieszymy się, że w ogóle coś.
Poza tym obejrzałam najnowszą wersję Narodzin gwiazdy.
Nie znam wersji najstarszej, a tę z Barbrą Streisand pamiętam jak przez mgłę.
Ta współczesna jest…nudna. Jak flaki z olejem. Muzyka nie porywa. Miłość nie przekonuje. I nie jest to wina aktorów moim zdaniem. Lady Gaga ma fajny głos – ale muzycznie jest kompletnie nie w mim stylu.
Na Netflixie jest fajny serial: Półbrat na podstawie książki otym samym tytule. U mnie jest on tylko ze szwedzkimi napisami, ale postanowiłam się przemóc i oglądam. Co prawdę co chwilę muszę zatrzymywać i sprawdzać w translatorze niektóre słowa, bo pada tam masa nieznanych mi.
Książkę sobie ściągnęłam z Legimi i mam zamiar czytać ją równocześnie z filmem.
Poza tym czekam na nową zabawkę.
Kupiliśmy odkurzacz wodny do prania i odkurzania z wodą lub bez niej. Nie, nie, nie, nie rainbow, jeszcze tacy bogaci nie jesteśmy. Karcher.
Mus był – bo ten kupiony 6 lat temu ma dziwne narowy: nagle silnik zwalnia, przycicha, przestaje ssać. Rączka się mu ułamała. Znaczy – swoje przeżył. Póki działa to będą dwa. A z tym okrągłym co dostałam od dzieci na gwiazdkę – trzy. Okrągłego nie używam, bo wiesza się na krawędziach chodników, albo odbija o kanty mebli, ale niech sobie będzie. Kto wie, może kiedyś do czegoś się nada?
O zakupie piorącego myśleliśmy już dawno, bo przy psie różne tekstylia szybko wyglądają byle jak.

28/2020

Internety z wczoraj pełne pączków. A, tłusty czwartek – zajarzyłam wreszcie. Żyję w takim oderwaniu od rzeczywistości, że różnej maści „dni” docierają do mnie z opóźnieniem.
Szwedzi nie mają tłustego czwartku. Oni mają semlasdag albo raczej fettisdag czyli tłusty wtorek, który powinien przypadać na 47 dzień przed Wielkanocą. Teraz częściej słychać o semladag bo semle zdominowały rynek.
Co to jest semla?
Semla to drożdżowa, niesłodka bułeczka z kardamonem nadziewana płynnym marcepanem i bitą śmietaną. Można kupić gotowe, zazwyczaj pakowane po dwie. Można kupić oddzielnie bułki, oddzielnie masę i bitą śmietanę w sprayu i udawać, że się zrobiło samemu. Można też oczywiście upiec bułki samemu…reszta jak wyżej.
Jak smakuje semla? Wyobraź sobie, że kupujesz bułkę maślaną (albo inną pszenną, byle miękką i neutralną w smaku) smarujesz ją grubo miodem lub masą marcepanową i napełniasz ją bitą śmietaną bez cukru. Tłuste, słodkie… i bez wyrazu.
Cóż… obawiam się, że entuzjastką szwedzkiej kuchni to ja już nie zostanę. Poza potatissallad oraz ris a la malta nie znalazłam na ich stołach nic, co by mi przypadło do gustu.
Zozo dziś przychodzi na noc. gdyby to był inny czas może bym z nią faworków nasmażyła. Dzieciaki zawsze miały zabawę z wałkowania, nacinania i przewracania ciasta. Ale Zozo jak większość współczesnych dzieci nie jest zainteresowana taką zabawą. Z grzeczności powałkuje, pougniata przez pięć minut, a potem pyta czy może już przestać i iść robić coś innego. Coś innego sprowadza się do oglądania filmów na YT. Przy czym nie są to filmy fabularne tylko amatorskie filmiki dzieciaków gdzie ktoś komuś coś… Najdziwniejsze jest w tym to, że Zozo potrafi oglądać to całymi godzinami, ale kompletnie bez reakcji.
Każdemu z nas zdarza się godzinami przeglądać demotywatory, czy 5_minut_craft czy słodkie kotki czy cokolwiek z innych zabijaczy czasu. Ale zazwyczaj te filmy wywołują jakieś reakcje, nie?
Zozo nie reaguje. Nie śmieje się, nie woła „wow”, nie marszczy buzi…Straszne to, bo nasuwa podejrzenie, że ona się gapi bezmyślnie.
Uwierzycie, że nudzą ją w zasadzie WSZYSTKIE filmy fabularne? Są za długie, wymagają skupienia przez zbyt długi czas.
Nie mam pojęcia jak to zmienić, co dać dziecku w zastępstwie.
Próbowałam pokazać jakieś ręczne robótki – dzieci zawsze to lubiły – druty, szydełko, plecenie bransoletki…nie. To może szycie? Maszyna do szycia? Nie.
Możemy w coś pograć – w chińczyka, w karty -w wojnę, w bierki – byle nie za długo, w pociągi…za długo. Możemy porysować. Możemy pofotografować, ale interesujący jest tylko proces naciskania migawki. Oglądanie na ekranie zrobionych zdjęć jest nudne.
Cokolwiek byśmy nie robiły najdalej po półgodzinie pada pytanie „a mogę coś pooglądać?”.
A słyszę, że Zozo nie jest wyjątkiem, że wiele dzieci z jej pokolenia jest właśnie takich. Nie umieją skupić uwagi na niczym na dłużej, mają problem z wyrażaniem siebie słowami, nie umieją rozmawiać.
Nie wiem jak to zmienić. I nie, nie chodzi mi o zbawienie świata tylko o moją wnuczkę. Nawet taniec przestał ją interesować.
Opad rąk.

27/2020

Kiedy tak wieje i leje Tosia wyraźnie źle się czuje. Nie cieszy się tak żywiołowo na hasło „spacerek” a potem idzie powoli, łapa za łapą, przystaje, namyśla się co chwila nim ruszy dalej.
Wczoraj było słońce i słaby wiatr i pies się znarowił: albo znowu szła szybciej niż ja albo zatrzymywała się gwałtownie a ja, na drugim końcu smyczy, zagapiona na słońce, notowałam to dopiero jak poczułam szarpnięcie.
Poza tym pies uwielbia ludzi w tych jaskrawych ubraniach roboczych. Od zawsze. Pamiętam, taką młodą raz odpięłam ze smyczy na placu zabaw w parku. Plac zabaw częściowo ogrodzony, częściowo obsadzony żywopłotem, wydawało mi się to bezpieczne. A ta wariatka dostrzegła daleko jakiegoś pana w owym ubranku. Widziałam jak nieruchomieje, widziałam jak się w niego wpatruje, ale nie zdążyłam dojść i załapać. Wystrzeliła jak z procy i jak po sznurku pognała do pana. Dopadła go szczęśliwa, w podskokach usiłowała dać mu buziaczka, a słusznych rozmiarów już wtedy była, choć każdy kto choć trochę miał do czynienia z psami od razu rozpoznawał w niej szczeniaka.
Pan na szczęście był domyślny i miły, przytrzymał wariatkę, śmiejąc się z niespodziewanych psich awansów.
I tak jej zostało. Widok jaskrawego ubranka coś budzi w moim psie i zawsze jest to uparte „chodź tam””chcę tam”. Mijając takiego człowieka wdzięczy się okropnie. A nierzadko jest tak, że widząc ludzi coś robiących na ulicy, zapiera się łapami i ciągnie do nich.
Zgaduję, że tam gdzie się urodziła ktoś chodził w takim ubraniu, musiał ją głaskać i dlatego tak lgnie. Bo z jednej strony urodziła się w cudownym miejscu – na ogromnej posesji, pełnej różnych zwierząt i ptactwa. A z drugiej – chyba mało miała do czynienia bezpośrednio z człowiekiem, bo dzika była okropnie. A berny to psy które potrzebują człowieka w bliskim, stałym kontakcie. To nie jest pies do trzymania tylko na podwórku i w kojcu. One potrzebują człowieka fizycznie – ciało do ciała, że się tak wyrażę z braku innych słów.
Teraz Tosi kontaktu z „ludziem” nie brakuje, ale czym skorupka za młodu i tak dalej.
Inna rzecz, że ten pies jest tak nastawiony na człowieka, że idąc ulicą wyłapuje kto patrzy na nią życzliwie i się do tego kogoś wdzięczy i chce witać. Ja sama czasem nie widzę objawów zainteresowania, a ona wie i sama ciągnie, ale z drugiej strony jak się ktoś ZA BARDZO przytula to odskakuje. Bo co innego zebrać hołdy, a co innego dać się np. objąć.
Jest taki pan, czasem go mijamy. Ja go nie rozpoznaję – on rozpoznaje Tosię. Zagaduje nas czasem.
– Ty jesteś z Polski tak? I to czasem twój syn chodzi z psem? Piękny pies. Miałam takie dwa kiedyś. Piękna rasa…
Ostatnim razem zaprosiłam do witania się z Tosią za każdym razem jak ma na to chęć.
Starsi ludzie bardzo często nas zaczepiają i często chcą się przywitać. Od tego zaczyna się rozmowa i wspominki ich własnych psów. Widać jak tęsknią za własnym psem, ale siły nie te, domy opieki też nie zawsze zezwalają na trzymanie zwierząt – czego zupełnie nie rozumiem. W Szwecji, póki taki starszy człowiek mentalnie jest sprawny, żyje we własnym mieszkaniu choć w specjalnym budynku. Albo i w normalnym mieszkaniu, na terenie miasta z dochodzącą raz-dwa razy dziennie pomocą. Nie rozumiem dlaczego tacy ludzie nie mogą mieć swoich zwierząt.
Chyba to jest najgorsze w starości: że po prostu po kolei wszystko tracisz, mniej lub bardziej dobrowolnie rezygnujesz ze wszystkiego co dotąd stanowiło sens twego życia. Na koniec zostaje ci już tylko łóżko i nawet kapcie są zbędne.
Starość jest okropna. A jednak … każdy z nas ma nadzieję, że jej dożyje.

26/2020 Hindens Rev

Hindens Rev to półwysep o długości około 5km i szerokości pomiędzy 100 a 25m. Powstał jako morena czołowa w czasie ostatniego zlodowacenia ponad 10 000lat temu. Zbudowany głównie z kamieni, porośnięty lasem jest od 1986roku rezerwatem przyrody w związku z czym ludzka ingerencja ogranicza się do minimum: co jakiś czas wymienia się tablice informacyjne lub oczyszcza ścieżkę ze zwalonych drzew. Poza ścieżką, po obu jej stronach niepodzielnie panuje roślinność. Ze względu na dość surowe warunki najwięcej tu powykręcanych sosen i olch.
Latem panuje tu dość ożywiony ruch mimo bardzo wąskiej i jedynej drogi dojazdowej. Zimą jest spokojniej, ale w weekendy na parkingu zawsze stoi kilka samochodów.

Znalezione obrazy dla zapytania: hindens rev

(żródło: https://twitter.com/nlt_se/status/1014490783297122306)

Wczoraj pojechaliśmy tam z Tośką, pierwszy raz od wielu tygodni.
W zasadzie przywykliśmy do widoku mniejszych i większych kawałków drzew leżących dookoła, ale to co ujrzeliśmy wczoraj było zaskakujące.
Las wygląda tak, jakby szalał po nim jakiś szalony kosiarz z kosą elektryczną. Pełno świeżych, powalonych drzew i drzewek, połamane zarośla, ogromne konary i mniejsze gałęzie.
Widać, że ostatnie wiatry dały się tutaj przyrodzie naprawdę we znaki. Dodatkowo brzegi są pozalewane tak, jak jeszcze nigdy w ciągu ostatnich 11lat. Wszystko to tworzy naprawdę smutną i złowrogą atmosferę.

Wydaje się, że niewiele już trzeba by Hindens Rev stał się wyspą, oby nie na zawsze.
A rano, w parku odkryłam złamane drzewo. Wichura po prostu ułamała koronę, już jej nie ma – służby porządkowe już ją obcięły, ale na pniu widać obdartą korę. Teraz stoją obok siebie dwa ułamane kikuty – jeden sprzed kilku lat i drugi sprzed kilku dni.
A tymczasem po kilku dniach słonecznych i bezwietrznych znowu deszcze i wichury…
Rzeka sięga drewnianych pomostów umieszczonych na nabrzeżach dla ludzi cumujących na niej łodzie latem. Kiedyś wlewała się na Torget ale to było jeszcze przed budową zapór na Gotcie a teraz wygląda, że nawet one nie pomagają ujarzmić żywiołu.
Nie wygląda to dobrze…