Że idzie wiosna, poznaję po unoszącym się w powietrzu "zapachu" gnojówki napływającym z otaczających miasto pól.
Oraz po warkocie motoru stojącego przed garażem pod moimi oknami.
Zupełnie nie rozumiem, na co ja w takim razie tak czekałam…
Że idzie wiosna, poznaję…
Że idzie wiosna, poznaję po unoszącym się w powietrzu "zapachu" gnojówki napływającym z otaczających miasto pól.
Oraz po warkocie motoru stojącego przed garażem pod moimi oknami.
Zupełnie nie rozumiem, na co ja w takim razie tak czekałam…
P_Sunia jest bardzo …
P_Sunia jest bardzo chora.
Musimy się przygotować do najtrudniejszego, które już nie jest kwestią "o ile" "jeśli", lecz kwestią "kiedy".

Próbowała już kilka …
Próbowała już kilka razy, ale od dzisiaj już jej na pewno wychodzi. Zuzia samodzielnie siada.
…Kocio się okopuje na wyższych partiach mieszkania…
Żeby nie było, że tylko …
Żeby nie było, że tylko na tę Szwecję narzekam.
Muszę przyznać, że są rzeczy, które tu lubię. Najbardziej lubię to, że nie ma ochrony danych osobowych co zdecydowanie ułatwia załatwianie wielu spraw. Na przykład – kupno samochodu.
POSynek postanowił kupić auto od znajomego. Trzeba wiedzieć, że w Szwecji samochód kupuje się z numerem rejestracyjnym.
Na stronie Transport Styrelse Synek wpisał numer rejestracyjny auta i mógł obejrzeć wszystkie dane tegoż. Zdaje się, że nie tylko techniczne ale też cywilno prawne – jak na przykład termin i wysokość podatku drogowego.
Kupno polega na podpisaniu umowy oraz ubezpieczeniu.
No właśnie ubezpieczenie. Trzeba było to załatwić następnego dnia po zakupie, bo ubezpieczenie jest związane tak z samochodem jak i właścicielem, więc wygasa następnego dnia po sprzedaży.
Znów była to urzędowa sprawa, w której musiałam wziąć udział chcąc czy nie. Szłam spięta, bo nie wiedziałam czego się spodziewać, a raczej wiedząc, że znów spotkam się z językiem kompletnie dla mnie obcym, bo prawniczo-urzędowym, szeregiem pytań, które nawet po polsku zapewne sprawiłyby mi kłopot.
A tymczasem padły cztery pytania.
Numer rejestracyjny samochodu, personnummer właściciela. Ubezpieczenie całe czy połowa (całe to pakiet AC+OC, połowa prócz OC zawiera jakieś warianty AC, ale dokładniej wie Marcepanek). Następne było najtrudniejsze. Ile kilometrów w roku chcemy przejechać. Yyyyyy…
– Zazwyczaj wpisujemy 15 tysięcy, to ja tyle wpiszę. Jakby było za mało to zmienimy – podpowiedziała pani.
Jak chcemy płacić ? Jednorazowo, co kwartał czy co miesiąc ? Dodatkowo możemy upoważnić ubezpieczyciela, który sobie sam pobierze z konta stosowną kwotę w stosownym okresie.
I już.
– Już ? Nic nie trzeba podpisywać ? – zdziwiłam się mniej więcej w pięć minut po wejściu. Nic nie trzeba podpisywać, nie drukuje się żadnego papieru, nie stawia żadnych pieczątek. Ochrona zaczyna się od chwili podpisania choć płatność ubezpieczyciel pobierze w odpowiednim czasie.
– E, tak to ja mogę ubezpieczać samochód codziennie – stwierdziłam na koniec.
Zuzia dziś rano wykonała…
Zuzia dziś rano wykonała pierwszą, nieśmiałą próbę zrobienia mamie "papa".
Po za tym od tygodnia pełza i pełno jej w całym domu. A ja się zastanawiam, jakim cudem nie wiedziałam, że mój dom to amazońska dżungla z dzikimi zwierzętami. W roli dzikich zwierząt występują na zmianę Kocio i Zuzia.
P-Sunia na wszelki wypadek dwóm rozszalałym bestiom schodzi z drogi.
Kocio za to jest prowokator. Dobrze wie, że jego obecność w zasięgu wzroku tego małego Potwora wzbudza ogromny entuzjazm i generuje naddźwiękową szybkość w poruszaniu się w jego stronę. Siedzi, czeka do ostatniej chwili, gdy mała łapka już-już ma sięgnąć do jego ogona lub łapy i wtedy z miną pod tytułem "eee, nie chce mi się z tobą bawić" odchodzi. Czasem jednak Kocio traci refleks, zagapia się i ja się zagapiam. Wtedy dochodzi do bliskiego spotkania III stopnia czyli nosio do nosia. Kocio wtedy podnosi łapę, usiłując pacnąć Potwora po głowie, syczy przy tym i prycha na tę niewczesną poufałość.
Taaaa…bywa zabawnie.
Zuzia odkrywa coraz to inne kąty w domu. Dziś np. odkryła piaskownicę w dracenie po raz kolejny. Dotąd nie reagowała na wołania, ale gdy dzisiaj rano wyciągnęłam do niej rękę i powiedziałam:
– Chodź do mnie – odwróciła się, popatrzyła z uwagą, zastanowiła się jakby rozważała czy jej się opłaca i…widać uznała, że jej się opłaca, bo przypełzła do mnie.
Skończyła 7 miesięcy, ma dwa dolne zęby i chętnie je pokazuje w uśmiechach. Tyle, że od kilku dni nie lubi obcych, a obcy jest każdy nie widywany co dziennie. Gdy w szkole czekam na Misię, jej obecność jak zawsze wzbudza zainteresowanie, ludzie przechodzą, zagadują, uśmiechają się…a Zuzi oczy wypełniają się łzami jak małe jeziorka.
Wciąż ma niesamowicie niebieskie oczy, na zdjęciach wychodzą wręcz szafirowe.
….
No tak, a miałam tylko jedno zdanie o tym "pa-pa" napisać.
A jednak się poddałam. …
A jednak się poddałam. To dziwne jak czasem poddanie się oznacza, że się na powrót staje na placu boju.
3:20 znów mnie wyrwała ze snu. Myślę o tych wszystkich złych i smutnych rzeczach, które mi się ostatnio przytrafiają i zbieram siły by dotrwać do rana. Muszę przetrwać, wytrzymać jeszcze tylko trochę, na szczęście mam tę nadzieję. I Zuzię.
Anita z Johnem w słuchawkach. To dobra pora na pierwsze słuchanie płyty której nigdy wcześniej nie słuchałam. Lubię głos Anity. I bluesowy styl gitary Johna, w którym pobrzmiewają tony jeszcze z Helicopterów. Czy gra na gitarze jest jak odręczny podpis ? Ma swoje charakterystyczne brzmienie, tak trudne do ukrycia i do naśladowania.
Już 4. Może sen przyjdzie.
Może mnie odwiedzisz ?
jest do obejrzenia <a …
Jak przyszłam pierwszego…
Jak przyszłam pierwszego dnia do szkoły, ponad dwa lata temu, w grupie wyższej, tej, do której skierowano mnie początkowo, zastałam „stoliczek pod oknem”. Dziewczyny z Bałkanów i Bliskiego Wschodu.
Ci co czytają od dawna, wiedzą, że uznałam iż wyższy poziom to pomyłka więc wróciłam do grupy początkowej. Po dwóch miesiącach znów awansowano mnie do wyższej grupy, wraz ze mną jeszcze parę osób i wtedy znów spotkałam „stoliczek pod oknem”.
Po następnych dwóch miesiącach awansowałam do najwyższej grupy. Wraz ze mną jeszcze parę osób, w tym kilka ze „stoliczka pod oknem”.
W najwyższej grupie spędziłam niemal pół roku, napisałam trzy razy egzamin, za trzecim razem, po równo roku nauki uzyskałam wreszcie żądaną ilość punktów po czym opuściłam wysokie progi SFI.
”Stoliczek pod oknem” został. I trwał wraz ze swoimi nawykami. Z nieodrabianiem zadań, spisywaniem od siebie na testach, z przedłużającymi się nieobecnościami tłumaczonymi potem przeziębieniem. Z pogawędkami we własnym języku na lekcjach i spóźnionymi powrotami po przerwie. Oraz z notorycznym narzekaniem na nauczycielkę, że mówi niezrozumiale, że nie umie nauczyć, że wredna bo znów oblała na teście no, a w ogóle to jest głupia…
Zaglądałam czasem do szkoły i widziałam jak stan „stoliczka pod oknem” się nie zmienia i zastanawiałam się czy nauczycielkę nie nuży ten sam od niemal trzech lat widok. Rozmyślałam przy tym, jak to księgowa, nad kosztami. Myślałam sobie : w Szwecji jest 290 komun a to zapewne oznacza, że mniej więcej tyle samo jest tych „stoliczków pod oknem”. Przy stoliczku od 4 do 8 osób (no bo chodzą rotacyjnie i rzadko się zdarza, że wszyscy na raz). Ile to musi kosztować? I, że to kasa wywalona w błoto, bo jak ktoś nie chce się uczyć, to każdy nauczyciel będzie dlań zły.
I oto…tadam!…Miśka przyniosła ze szkoły rewolucyjną wiadomość. Rząd znalazł rozwiązanie problemu. Widać był palący skoro zdecydowano coś z tym zrobić.
Ten, który w odpowiednim czasie zaliczy kurs może dostać całkiem sporą premię. Jeśli to będzie kurs najwyższy to ma to być 12 tysięcy koron. (12 tysięcy koron to prawie jak jednomiesięczna wypłata). Wolne od podatku. Ale nie dla wszystkich. Wyłącznie dla uchodźców i potrzebujących ochrony.
Może nagroda w końcu zmobilizuje rozmaite „stoliczki pod oknem” do nauki języka kraju, który sobie wybrały za miejsce do życia. Bo za tak za darmochę się starać ? Po co ?
Wysypka.
W sobotę …
Wysypka.
W sobotę byłam na basenie. Balsam mam bezzapachowy, a wysypka jest w miejscach balsamem nie tykanych. Więc to chemia basenowa…chyba.
Hydrokortyzon nie pomaga na swędzenie i pieczenie.
Jutro wizyta kontrolna.
Ciekawe czy mi znów zalecą alvedon ?
A może to reakcja na alvedon ? Cały tydzień bolała mnie głowa, łykałam po 2 tabletki, bo polski ibuprom dopiero miał nadjechać. Trochę pomagało.
Zima.
Się zbiesiła i mrozi.
Kuriozum z wczoraj:
-18 za oknem, +18 w środku.
Anioł rozkłada bezradnie ręce. Dziwne, że nie zaleca alvedonu.
Nieustające bóle głowy …
Nieustające bóle głowy mówią mi, że codzienność zaczyna być coraz trudniejsza do zniesienia.
Na to alvedon nie działa…