14 kwietnia – Wielki Test

Połączenia komunikacyjne…

Połączenia komunikacyjne między uczuciami a mną wciąż szwankują.
Dziś Wielki Test ze szwedzkiego, coś w rodzaju polskiej matury. Tyle, że ocena z tegoż jest częścią składową oceny z całego kursu a nie oddzielną oceną, jak to się ma przy maturze. No i do dyspozycji mam czas od 9 do 15. Oraz dwa tygodnie temu dostałam do domu skoroszyt z tekstami.
Ale ja się wcale nie denerwuję. Nie-e! No bo czym ? Teksty znam, bezbłędnie nie napiszę, ale Maja zapewniała, że nawet Szwedzi robią błędy a najważniejsze jest napisać na temat. To chyba potrafię. Chyba.
Zatem nie ma się czym przejmować, bo nawet jak dostanę IG – szwedzki niedostateczny- to najwyżej wpłynie to na moją ocenę końcową, ale nie wydłuży czasu nauki.
No to się nie ma czym denerwować.
Zatem nie rozumiem, dlaczego zasnęłam dopiero o 2. I spałam jak zając na miedzy. I teraz mam telepkę z niewyspania, a za kilka godzin zapewne będę miała ból głowy jak stąd do Warszawy.
Bóle głowy to ostatnio nie nowina. Boli co dzień. Za dużo stresu czy cukru?
TenMój rzucił palenie jakiś czas temu. Tak zupełnie nie chcący, po spotkaniu z rodakiem w ramach zespołu dnia następnego wytrzymał jeden dzień. Potem stwierdził, że zobaczy czy przeżyje jeszcze jeden. I jeszcze jeden. I jakoś tak już chyba ze dwa-trzy miesiące.
Widać taki czas był sprzyjający bo mnie odstawiło od słodyczy. I w ogóle od objadania się. Waga uprzejmie wyświetlała coraz to niższe cyferki, co prawda powoli, ale sukcesywnie.
I naraz się zaczęło.
Zachowuję się jak nałogowiec. Ciastka, babeczki, muffinki, żelki mam zakopane w szafkach kuchennych. Specjalnie tam, żeby nie pod ręką, bo wtedy podjadałam nie wiedząc kiedy. Teraz podjadam w nocy. Waga się pogniewała i zaczyna mi robić na złość.
Za dużo tego stresu.
Zasłodzona jestem okropnie, w ustach mam ten lepki smak, błe, mam wrażenie, że się lepię. Niech mi nikt nie mówi, że słodycze nie uzależniają.
Ale ja się przecież nie denerwuję. No bo czym?

Zozol od kilku dni staje na nogach oraz raczkuje jak na wzorcowego dzidziusia przystało. Kot zrezygnował z walki. W razie konfrontacji udaje się na wewnętrzną emigrację pod łóżko. Mały Potwór jeszcze nie odkrył, że pod TO łóżko też da się wejść.
No dobra.
Czas.

12 kwietnia – Zamiast bocianów – żurawie nad Hornborgsjön

Było ciepło i …

Było ciepło i bezwietrznie. I tłumnie.


Wg tablicy żurawi było już tylko około 20 000. Mało. Dwa tygodnie temu było dwa razy tyle.
Łabędzi, kaczek, gęsi oraz innego ptactwa liczby nie podano.
Ludzi było za to na pewno więcej niż przed dwoma tygodniami ale ptakom to chyba nie przeszkadzało. Być może z powodu zachowanego odstępu i zakazu przekraczania ogrodzeń.

9 kwietnia

Rano.
Słońce …

Rano.
Słońce zagląda w okna, tańczą na podłodze i ścianach złote plamy. Kot się przeciąga w jednej z nich.
Zza ściany dobiega poranny śpiew Zuzi.
Za oknem, na szkolnym maszcie powiewa flaga, ale brzozie włosy nie są rozwiane, to znaczy, że wiatr nie jest zbyt mocny.
Kawa pachnie.
Tyka zegar. Słychać oddech śpiącego Marcepanka.
I mruczenie zapadającego w sen kota.
Sobotni poranek, tak sam jak zawsze.
A jednak nie taki sam.
Czegoś brak.
Brak chrobotu pazurów, łagodnego klepania puszystej kity, ciepłych liźnięć na powitanie. Brak przymusu szybkiego wypicia kawy, ubrania się, bo trzeba wyjść na ranne siku.
Smycz wciąż wisi na wieszaku, żałośnie pusta. Potykamy się o nią każdego dnia, ale nikt nie ma siły jej ani schować ani wyrzucić.
Jemy, pracujemy, uczymy się. Nawet się śmiejemy, czasem nawet do rozpuku. Żyjemy dalej.
Tylko ze zdziwieniem notujemy, że kot jakby posmutniał.

31 marca – Odezwa do narodu

Wy, którzy tworzycie …

Wy, którzy tworzycie polskie napisy do anglojęzycznych filmów, jakim cudem znacie angielski lepiej niż swój własny język ???!
Jestem wdzięczna, że wam się chce, ale na litość boską!

Polacy ! Nie wstyd wam, że tłumaczonego z angielskiego słowa nie potraficie poprawnie napisać w języku, którym się posługujecie od urodzenia? Że piszecie "majom" "obcioł" "kuje" (zamiast kłuje) "przyszłem" "wzionć"  i "siądnij". Już nie czepiam się tego, że piszecie "puki co", "porzar" "chuśtać". Jeśli jednak mówicie tak, jak piszecie to nawet w waszej mowie słychać błędy ortograficzne.

24 marca – Inwazja

Kocio ma dylemat. Jest …

Kocio ma dylemat. Jest przy tym nieco rozgoryczony. Tak!
Kto do niedawna był pieszczoszkiem Pańci ? Kto miał niekwestionowane prawo do wylegiwania się w najbliższym sąsiedztwie Pańci ? Kto miał monopol na pieszczoty, zachwyt i uwagę ? Kto ? No kto ? ON. Kocio. Miał. Tak właśnie – czas przeszły. Bo już nie ma.
Jak się w domu pojawili kolejni osobnicy to Kocio pokornie milczał. Nic nie powiedział, nie zaprotestował, choć przecież miał do tego pełne prawo. Bo to wszak jego, Kocia, eksmitowano z ulubionego miejsca, ale nie. Kocio ugodowy jest, nie kłócił się, ustąpił, bo rozumie. Chciał się nawet przywitać z nowymi domownikami, zwłaszcza z tym najmniejszym, ale Pańcia nie pozwoliła.
Nie, to nie. Kocio postanowił dystans zachować. I zachowywał przez kolejne dni. Nie będzie się napraszał, prawda ? Godność trzeba mieć.
Tylko czasem, jak nikt nie widział to Kocio przysuwał swój nos do tego …czegoś. Nazywał to to COŚ bo nie bardzo wiedział, co to. Tak, tak…P_Sunia to myśli, że wszystkie rozumy zjadła. „Człowiek” – mówi. Akurat! Co jest człowiek, to Kocio wie, bo zna. Spotyka przecież. Więksi są. Chodzą. Mówią. I zupełnie inaczej pachną. A to coś…
Małe. Leżące. Czasem hałasowało, ale dźwięki jakie się z tego wydobywały nie były miłe dla kociowych uszu. I jeszcze jedno. Kocio może się nie zna, może ślepy jest, ale innych dwunożnych Pańcia tak nie traktowała. Nigdy. A tu – proszę – na usługi tego Czegoś. Ledwie To-to piśnie, a Pańcia już tańczy jak jej zagrają. Jak nie przymierzając P_Sunia za swoich najlepszych lat, na dwóch łapach, za kawałek ciastka.
Kocio obserwował zjawisko i wreszcie któregoś dnia pojął.
Coś zaczęło od jakiegoś czasu częściej przebywać na podłodze. Czemu ? A kto to wie ? I któregoś dnia, gdy Kocio sobie spokojnie przechodził obok do własnej (to znaczy p_suniowej, ale to prawie jak własna, prawda?) miski usłyszał z tyłu za sobą głos mrożący krew w żyłach:
– Iiiiiiiiiiiiiiiii!-  i coś go capnęło za łapkę. Wyszarpnął się w panice, jednym susem dopadł krzesła, z krzesła wskoczył na stół i dopiero z bezpiecznej wysokości obejrzał się co to było. Z dołu patrzyło na niego dwoje niebieskich oczu! NIE-BIES-KICH jak niebo w lato. Niebieskich jak ekran pańciowego komputera, wtedy jak mówi te brzydkie wyrazy. Niebieskich jak… jak Kocio nie wie co, bo nic tak niebieskiego nie widział. A już na pewno – nie widział takich oczu u człowieka. Więc to na pewno nie człowiek. Ale co to jest ? Kocio wtedy jeszcze nie wiedział.
Od tego dnia Kocio czuje się jak zwierzyna łowna. Jak tylko na chwilę zejdzie z wyżyn pańciowego łóżka natychmiast słyszy ten mrożący krew w żyłach okrzyk bojowy i Coś zmierza w jego stronę z prędkością światła. Człowiek …?! Akurat! Człowiek się przemieszcza na dwóch łapach. TO łap prawie nie używa. Jakoś tak przednie wyrzuca do przodu, brzuchem szoruje po ziemi, tylnymi się odpycha. Tak się przemieszcza. I krzyczy przy tym, a oczy ma zmrużone i taką minę, że…A wszyscy w domu wciąż tylko temu się przyglądają. I wciąż tylko mówią o tym czego to cos potrzebuje. I zabawiają je. Ciągle coś innego pod nos podsuwają, żeby tylko zadowolone było.
Skoro takie małe potrafi zmusić ludzi do robienia tego czego ono chce to to musi być jakaś potężna siła- zrozumiał to Kocio wreszcie.
Nie ma co owijać w bawełnę. W domu Kocia zalągł się Mały Potwór. Za wiedzą i zgodą ludzi! I teraz Kocio ma dylemat. Obrazić się na niewdzięcznych i nic nie robić, niech mają za swoje,  czy jednak stanąć do walki, przepędzić Małego Potwora nim stanie się Dużym Potworem, odzyskać splendor, miejsce na kolanach u Pańci i na jej poduszce ?

20 marca – A słowo ciałem się stało

Jednak interwencja, a …

Jednak interwencja, a jakże by inaczej, pokojowa w Libii.
Oczywiście w imię obrony szarych obywateli.
Oczywiście popieram rugowanie tyranów z ich stołków. Tylko jakiś głosik z tyłu głowy złośliwie mi szepcze…
Że są inne kraje gdzie trwa wojna domowa, gdzie łamie się prawa człowieka, gdzie władzę sprawuje autokrata, gdzie wciąż wybuchają konflikty, ale "siły sprzymierzone" jakoś nie spieszą na pomoc.
Dlaczego, na przykład, z interwencją w Afganistanie czekano kilka lat? 
Co ma Libia, Irak, Kuwejt, a czego nie ma Afganistan ?

18 marca

Ok. Aluzju poniał i …

Ok. Aluzju poniał i przepraszam bardzo. Przepraszam!!!

Żeby mi uświadomić na co czekam, naprawdę nie trzeba było od razu tych 5 cm śniegu. Wystarczyło parę płatków. Albo odrobina cierpliwości i szansa bym sama zrozumiała.

Przepraszam! Wracaj!

PS. Biała w połączeniu z niebieską wywołuje migrenę. Co robić, panie doktorze ?