12. Dieta, ach dieta

Nie lubię mięsa.
Nie wiem czy to wynik wyrastania w komunie przy pierdołowatych rodzicach czy wybór mojego organizmu. Nie wiem więc czy nie lubię mięsa dlatego, że za rzadko je jadałam i nie przywykłam czy dlatego, że np. mój organizm jest trawożerny. Tak siak: nie lubię i nigdy nie lubiłam.
Są oczywiście nieliczne wyjątki: smalec ze skwarkami na przykład. Najlepiej żeby te skwarki były wysmażone na czipsa i żeby było ich niewiele, za to żeby było dużo cebulki. I jabłka.
Lubię też schabowe. Najlepiej cieniutko rozbite, jak papier z grubą warstwą panierki. Albo pyzy ziemniaczane z mięsem po wydłubaniu mięsa.
Żeby było weselej jestem człowiekiem z fobią żywieniową. Niedawno się dowiedziałam, że bycie „francuskim pieskiem” ma właśnie taką nazwę.
Fobia żywieniowa to znaczy, że wiele produktów nadających się do zjedzenia jest dla mnie równie atrakcyjna jak dla wielu szarańcza czy ośmiornica.
Np. taka dynia. Normalny człowiek widzi coś takiego co jest pomarańczowe i słodkawe. Ja widzę pomarańczową papkę, która przypomina wymioty.
Albo np. taka ryba węgorz. Ja widzę glistę, dżdżownicę, tylko większych rozmiarów. NIE MA OPCJI żebym tego spróbowała. Nie i koniec. Nie pomaga zamykanie oczu i myślenie o Francji (czy może to Anglia była?). Pewne rzeczy są obrzydliwe i nie wezmę ich do pyska…póki ktoś nie pokaże mi jakiejś innej formy owego czegoś, która mnie do tego przekona.
Acha, żeby było JESZCZE weselej to jestem uczulona na białko krowie. Żółty ser i jogurt naturalny idą, póki co, bez problemu. Twaróg spożyty więcej niż raz w tygodniu wywołuje ból brzucha i wysypkę. Mleko świeże śmierdzi, dodane do kawy też daje objawy somatyczne po tygodniu stosowania.
Mleko sojowe śmierdzi! Każde.
Mleko migdałowe i owsiane – też, dodatkowo po owsianym boli mnie język, jakby był pokaleczony.
Od gotowanych jajek dostaję czasem bólu głowy…
Od nadmiaru ryb morskich dostaję wysypki i parchów. Suplement w postaci chrząstki rekina? Zapomnij.
Wymieniać dalej?
Czy może szybciej będzie jak powiem co mi NIE SZKODZI?
Mąka pszenna, kartofle, włoszczyzna, pomidory, papryka, ogórki świeże ale bez skórki, kiszonki polskie czyli kapusta i ogórki.

No.
Jadłam mięso, bo mnie tego nauczyli w dzieciństwie, ale odkąd sama zaczęłam gotować to z mojej kuchni powoli zniknęła wołowina (śmierdzi!) oraz drób (jest obrzydliwy!). Od kilku lat gotuję wyłącznie z wieprzowiny, przełamując odruch wymiotny przy obróbce, jak ognia unikając gotowania bo śmierdzi. Zupy gotuję na maśle lub NA OLEJU!
Nie smażę i nie piekę na smalcu bo smalec śmierdzi. Olej li i jedynie.
Smażyłam kotlety na oleju odkąd…od bardzo dawna nic rodzinie nie mówiąc. Na oleju rzepakowym wyłącznie. Przez wiele lat. Aż któregoś dnia eM wszedł do kuchni i zobaczył. Zdębiał.
– Co robisz? Przecież będą niedobre! – prawie krzyknął.
– Co niedobre? – nie załapałam.
– Kotlety! Będzie czuć je tym olejem, czemu nie smażysz na smalcu?
– Bo śmierdzi. A oleju nie poczujesz.
– Poczuję – upierał się.
Wtedy mu powiedziałam, żeby się nie wygłupiał, bo je smażone na oleju od zawsze i nigdy nic nie zauważył. Sarkał, mamrotał, ale co miał zrobić z upartą babą?
Na wszelki wypadek jednak póki nie muszę, nie mówię mu, że jak nie ma w domu śmietany to zabielam zupę jogurtem bo jak mu raz zaproponowałam jogurt jako zastępnik śmietany to reakcję miał taką jakbym choremu na raka zaproponowała szeptuchę białostocką zamiast chemioterapii. ZGROZA i NIEDOWIERZANIE.
Aż tu kilka tygodni temu przeczytałam artykuł o świnkach. Że to milusie zwierzątka, bardziej inteligentne niż psy, szybciej się uczące i przywiązujące się do opiekuna.
Przeczytałam.
Ojtam, ojtam…
Poszłam zrobić sobie śniadanie. Spojrzałam na szynkę. Potem na warującą Tośkę. I na szynkę…I znów na Tosię.
Właśnie mija dwa tygodnie. A ja nadal nie mogę…
Chyba zostaję wegetarianką.





11. Chcę w plener

Będę w Polsce w lipcu. Jeszcze nie znam dokładnego terminu, ale tak mniej więcej od 14 do 20lipca. Muszę znaleźć sobie lokum na ten czas.
eM będzie u swojej matki. Ja sobie wymyśliłam, że szkoda zmarnować najpiękniejszy letni okres na siedzenie w mieście. Z teściową i mężem w dodatku.
Szukam spokojnego lokum, gdzieś na wsi, żeby w zasięgu nóg lub roweru była woda, las, łąka, pagórki. Żeby było gdzie robić zdjęcia i żeby było gdzie wygodnie usiąść w cieniu z książką lub komputerem. I żeby nie było stada wrzeszczących dwunożnych w rozmaitym wieku drących ryje. Tak, dzieci też nie. Mogą być ludzie, ale nie w tłumie. Mogą być zwierzęta, może nawet być zapaszek odzwierzęcy bo to i tak „perfuma” w porównaniu do śmierdzącego piwnymi sikami chodnika pod hotelem.
Znacie takie miejsce w północnej, północno-wschodniej Polsce? 
Kompleksy hotelowo-rekreacyjne od razu skreślcie.
Agroturystyka, ale mała! Jakieś domki w mało popularnym ośrodku? Owszem. Pokój u jakiegoś rolnika w ładnym miejscu – jak najbardziej. Takie klimaty.
No ale cena, cena też jest ważna. Nie więcej niż 100PLN/noc (czy to w ogóle realna cena?). Lokalizacja: Taki prostokąt: Od Słupska do Chojnic. Od Chojnic do Olsztyna. Od Olsztyna do Bartoszyc.
Pomożecie?



A najlepiej to było, jak…

w niedzielę wrzuciłaś na fejsową grupę „Polacy w…” ogłoszenie, że pomagasz w rozliczeniach podatku rocznego. Podałaś cenę oraz dane kontaktowe na telefon oraz maila, wyraźnie zaznaczając, że nie na messengera bo ten jakoś kaprysi przy przekazywaniu wiadomości od osób nieznajomych.
I jak dwie godziny później, nadal w niedzielę, dostałaś wiadomość…na messengera z pytaniem o cenę to w pierwszej chwili nie mogłaś się oprzeć wrażeniu, że ktoś cię chce strollować.

8.

Zawsze mnie zadziwia gdy spotykam rodzinę trzymającą się razem. Dla mnie to jakieś kuriozum i węszę podstęp, zastanawiam się kiedy „wyjdzie szydło z worka” i okaże się, że to tylko pozory.

Oczywiście natychmiast też zakochuję się w takiej rodzinie na amen i możliwe, że to wyczekiwanie na owe szydło to tylko proces obronny. Bo co, jeśli oni wcale tacy fajni nie są? Tacy idealni, zgodni i zawsze się wspierający?
To okropne jak bardzo spatynowały mnie relacje a raczej ich brak w rodzinie mojej matki oraz ten fałsz i wzajemne szczucie się w rodzinie męża.
Przecież wiem, że każdy, nawet najbardziej kochający się ludzie mają konflikty, i nie rzecz w tym by się nie kłócić, ale w …No właśnie w czym?
Może w tym by mimo złości nie przegiąć, nie powiedzieć o jedno słowo za dużo, by pamiętać, mimo złości, że się kocha tę drugą osobę, mimo złości – zachować szacunek. I jeszcze umieć przeprosić i się pogodzić.
Czy to, że nie umiem wybaczyć pewnych słów, które padły kilka lat temu świadczy o tym, że jestem pamiętliwa? Czy może o tym, że były krzywdzące, głęboko obraźliwe i niesprawiedliwe, że zraniły do żywego? I po takich słowach to już żadne przeprosiny nie mają sensu bo pewne słowa są jak granat wrzucony do zamkniętego pokoju: nie ma już czego zbierać. Można tylko zmieść na szufelkę i wysypać.

Chłopak mojej córki kończy 30lat. Wczoraj było przyjęcie na którym zebrali się wszyscy bliscy tego chłopaka. Mama, tata, dwie babcie, jeden dziadek, brat z bratową, brat -bratowej z partnerką, jakiś kolega z dziewczyną, jakaś koleżanka. No i my.
Wpadłam jak śliwka w kompot. Pierwszy raz widziane „babcie” ściskały mnie serdecznie, tata zapraszał na wspólne rozrywki, mama z którą się dało gadać o wszystkim i pewnie gadałybyśmy całą imprezę gdyby nie hałas.
Patrzyłam na Mela czyli na powód owego zamieszania, na to jak z moją córką wymieniają uśmiechy i subtelne czułości, patrzyłam jak moja wnuczka przełazi z kolan „babci” na kolana „dziadka” by za chwilę wygłupiać się z „wujkiem” i tulić do którejś „prababci” a w końcu wylądować kolanach „ojczyma”*.
Słuchałam jak moja córka śmieje się i swobodnie żartuje z „teściową”, widziałam jak serdecznie traktują ją pozostali członkowie rodziny.

Więc moje dziewczyny mają wokół siebie ludzi, którzy je akceptują i co najmniej lubią. Jak mam tych ludzi nie pokochać?

*piszę „babcia” „dziadek” bo prościej, PannaS mówi im wszystkim po imieniu tak jak wszyscy to mają w zwyczaju w Szwecji.



7. A po nocy przychodzi dzień

Rozwalił mnie wczorajszy dzień emocjonalnie, położył na łopatki, przeżuł i wypluł.
Tłukłam się do 2 w nocy. Obejrzałam Sweet home Alabama, skończyłam „Rdzę” Małeckiego (Świetna!), rozłożyłam trzy pasjanse, kilkanaście mahjongów. I nic. A, jeszcze zanim to łyknęłam dwie waleriany.
I nic. Oczy jak stare piątki z rybakiem.
Włączyłam muzykę w słuchawkach. Archive Lights . Potem Noise.
Wreszcie o 1:30 zjadłam kromkę chleba z dżemem…i dopiero zasnęłam.
O 6.30 obudził mnie ból z lewej strony potylicy. Połknęłam paracetamol. Zasnęłam.
O 8 nieprzytomna naciągnęłam majtki, umyłam zęby, wzięłam kawę ale pies mi się rozwalił na fotelu i tylko łypał okiem więc siadłam na łóżku, otworzyłam komputer, łyknęłam kawę.
I zadzwonił firmowy telefon. Nie chciałam, ale odebrałam bo to była klientka co mi ostatnio u niej ciągle coś.
-Zobaczyłam, że jest Pani aktywna na fejsbooku, znaczy nie śpi – to dzwonię – usprawiedliwiła się na wstępie.
– Skąd on wie, że nie śpię skoro go nie włączyłam? – zdumiałam się.
Gadałyśmy kilka minut, bardzo sympatycznie, w tle słychać było głos jej synka, ona się śmiała, podpytywała o emerytury, ja jej na to, że w sumie to nie wiem, bo założyłam, że to jeszcze nie pora, ale to chyba jednak już…
Ona mi przytaknęła…
Ja się pośmiałam.
Poszłam z psem na spacer i odkryłam, że dziś świat wygląda jakoś tak lepiej.
No to lepiej.


6.

Złoszczę się. Wściekam. Wkurwiam. W zasadzie jestem chodzącą bombą. Byle co i zalewa mnie taka złość, że aż mnie dusi.

Czy jest lek, który pomaga na permanentną złość?

Wściekam się na kolejny spam w skrzynce na listy. Tej fizycznej.
Wściekam na sms o promocji dla członków fanklubu, którego członkiem nie jestem.
Wściekam się na przepisy szwedzkie, które można podciągnąć pod hasło „szwedzka myśl techniczna” czyli jak koncertowo skomplikować coś, co jest proste.

Takie drzwi do klatki schodowej na przykład. Zainstalujmy domofony! Hurra! Będziemy mieli domofony. To, że domofon podłączony jest do telefonu to już drobiazg. Żeby ktoś, stojący pod drzwiami mógł cię zawiadomić, że przyszedł musi użyć domofonu – ty zaś musisz mieć telefon, do którego ten domofon będzie podłączony, żebyś mógł drzwi otworzyć. Bo inaczej to twój gość pod drzwiami będzie chyba krzyczał pod oknem „Kaśkaaaaa!!!! Jestem!!!” a ty jak usłyszysz to polecisz na dół i mu te drzwi ręcznie otworzysz.
Ale co za problem, każdy ma teraz telefon, nie?
Tak, tylko, że większość ma telefony komórkowe. A domofon można podłączyć do jednego numeru. Więc jak podłączę do swojego i wyjdę z domu, a mój mąż zapomni kluczy to mnie zawiadomi, że jest pod drzwiami i nie ma kluczy. Miasto małe, wrócę za 5-10-15 minut, postoi nie? A co jeśli wyjadę na urlop? I po co ma stać ten chłop pod drzwiami skoro w domu siedzi syn i mógłby mu te drzwi otworzyć gdyby wiedział, że ojciec czeka. No oczywiście, ojciec może zadzwonić na komórkę…
Więc w ramach uproszczenia życia utrzymujemy telefon stacjonarny, który robi za domofon w domu.
Nienawidzimy tego telefonu wszyscy, łącznie z psem, bo najczęściej dzwonią na niego różnej maści sprzedawcy. A pies szybko się nauczył, że ten dźwięk to znaczy, że ktoś idzie i trzeba witać w drzwiach i po każdym dzwonku leci pod drzwi. Jak mam suce głupiej wytłumaczyć?
Z tym domofonem najlepiej było jak poszłam do Litwinki. Miała na mnie czekać. Zadzwoniłam na domofon czekam i czekam w końcu odzywa się Litwin.
– Cześć – mówię – To ja, otwórz…
– Ty? A co ty..?
– Otwórz mi, do Litwinki przyszłam…
– Do Litw…Ale jej tu nie ma…
Stoję pod drzwiami i myślę: co on się nagle taki niegościnny zrobił? I jak nie ma, jak ją widziałam przed chwilą w oknie?
– Dobra, już idę…- słyszę.
Czekam. Czekam. Czekam….No kurde, skąd on idzie??? Na parterze mieszka, to 6 schodków. Dzwonię raz jeszcze.
– Kasia? Kasia! A gdzie ty jesteś?
– Jak to GDZIE?! Pod drzwiami!
– Gdzie pod drzwiami, ja ciebie nie widzę!
Cholera! Pomyliłam klatki? …Nie, noż kurde, nie pomyliłam.
– No jak to mnie nie widzisz? Pod drzwiami do waszej klatki stoję!
– Naszej… To ty na domofon dzwonisz?! Poczekaj…
Czekam. Widzę idzie Litwinka i się śmieje.
– Co ten twój chłop? – pytam zdegustowana – Nie poznał mnie? Czemu mnie nie chciał wpuścić?
– Bo on w warsztacie..!
Litwin jest jubilerem. Warsztat ma trzy kroki od mojego domu. A mieszkają na drugim końcu miasta. Ich domofon jest podłączony do jego komórki i gdziekolwiek on by nie był, to połączenie z domofonu odbierze, z tym, że domofon się wyświetla jako zastrzeżony numer. Więc on nie wie, że to domofon. Żeby było weselej – to on owszem połączenie odbierze nawet jak jest na Litwie, ale drzwi nie otworzy bo otwieranie drzwi działa tylko ileś metrów od drzwi.
To jest właśnie szwedzka myśl techniczna.
I tak jest z przepisami urlopowymi.
Na przykład: dlaczego rok urlopowy ma się zaczynać tak jak rok kalendarzowy? Po co? Zróbmy inaczej: niech rok urlopowy zaczyna się od 1 kwietnia. Acha. I jeszcze zróbmy tak, że jak ktoś przyjdzie do pracy po 31 sierpnia to napiszmy, że może wziąć tylko 5 dni urlopu ale bezpłatnego, ale nie napiszmy w jakim okresie. A w ogóle ponazywajmy to jakoś specjalnie, żeby nikt się nie połapał. Na przykład „zarabiający rok”.
No więc teraz się wściekam na ten urlop bo muszę u jednej klientki policzyć a nie wiem jak. …
Ale wściekam się na wszystko inne też i nie wiem jak przestać.
Pod tą złością ewidentnie coś siedzi, ale dokopać się tego nie mogę.





178. Uszczelnianie granic

Podjęłam decyzje. Nie przez ę tylko przez e. Bo kilka decyzji podjęłam. A w sumie to dwie.
Po 1. W związku z zamykaniem się bloxa ludzie masowo wyemigrowali na wordpressa lub blogspot.
I odkryłam, że wcale nie muszę płacić za domenę, za swoje własne miejsce w sieci, miejsce przyjazne i rozpoznawalne. W związku  z tym ta witryna będzie zamknięta, a blog będzie/jest pod adresem: http://www.krainatrolli.home.blog . Zapraszam tam od teraz
I od razu mówię: będą tam też notki, których nie da się odczytać bez hasła. To też był argument ZA wordpressem. Mieć w jednym miejscu wersję oficjalną i prywatną. Chodzi o to, że czasem potrzebuję miejsca gdzie upuszczę złość, żal i różne inne takie frustracje. Bez cenzury i oglądania się przez ramię by nie dotarło do kogoś niepowołanego.
Więc wybaczcie jeśli hasłem do tej części wpisów się nie podzielę.
Po 2. Powoli też porzucam googla. Ostatnie zmiany w wyglądzie maila sprawiły, że ta usługa irytuje mnie niezmiernie. Mam wrażenie, że każda kolejna zmiana jaką google wprowadza powoduje, że obsługa ich witryn staje się coraz mniej przyjazna.
Adres oficjalny, zawierający imię i nazwisko mam od dawna na koncie Microsoftu.
Adres mniej oficjalny, powiązany z blogiem też tam utworzyłam. Więc jakby ktoś chciał maila to bardzo proszę: trollatrolla@outlook.com
Po 3. Coś muszę zrobić z fejsbookiem żeby oddzielić prywatne życie od firmowego. Ale jeszcze nie wiem co, bo może wystarczy po prostu ograniczyć swą obecność tam…
Po 4. Telefony mam dwa. Jeden służbowy, dla klientów, który w piątek wieczorem wyciszam. Drugi dla wszystkich innych.