6.

Złoszczę się. Wściekam. Wkurwiam. W zasadzie jestem chodzącą bombą. Byle co i zalewa mnie taka złość, że aż mnie dusi.

Czy jest lek, który pomaga na permanentną złość?

Wściekam się na kolejny spam w skrzynce na listy. Tej fizycznej.
Wściekam na sms o promocji dla członków fanklubu, którego członkiem nie jestem.
Wściekam się na przepisy szwedzkie, które można podciągnąć pod hasło „szwedzka myśl techniczna” czyli jak koncertowo skomplikować coś, co jest proste.

Takie drzwi do klatki schodowej na przykład. Zainstalujmy domofony! Hurra! Będziemy mieli domofony. To, że domofon podłączony jest do telefonu to już drobiazg. Żeby ktoś, stojący pod drzwiami mógł cię zawiadomić, że przyszedł musi użyć domofonu – ty zaś musisz mieć telefon, do którego ten domofon będzie podłączony, żebyś mógł drzwi otworzyć. Bo inaczej to twój gość pod drzwiami będzie chyba krzyczał pod oknem „Kaśkaaaaa!!!! Jestem!!!” a ty jak usłyszysz to polecisz na dół i mu te drzwi ręcznie otworzysz.
Ale co za problem, każdy ma teraz telefon, nie?
Tak, tylko, że większość ma telefony komórkowe. A domofon można podłączyć do jednego numeru. Więc jak podłączę do swojego i wyjdę z domu, a mój mąż zapomni kluczy to mnie zawiadomi, że jest pod drzwiami i nie ma kluczy. Miasto małe, wrócę za 5-10-15 minut, postoi nie? A co jeśli wyjadę na urlop? I po co ma stać ten chłop pod drzwiami skoro w domu siedzi syn i mógłby mu te drzwi otworzyć gdyby wiedział, że ojciec czeka. No oczywiście, ojciec może zadzwonić na komórkę…
Więc w ramach uproszczenia życia utrzymujemy telefon stacjonarny, który robi za domofon w domu.
Nienawidzimy tego telefonu wszyscy, łącznie z psem, bo najczęściej dzwonią na niego różnej maści sprzedawcy. A pies szybko się nauczył, że ten dźwięk to znaczy, że ktoś idzie i trzeba witać w drzwiach i po każdym dzwonku leci pod drzwi. Jak mam suce głupiej wytłumaczyć?
Z tym domofonem najlepiej było jak poszłam do Litwinki. Miała na mnie czekać. Zadzwoniłam na domofon czekam i czekam w końcu odzywa się Litwin.
– Cześć – mówię – To ja, otwórz…
– Ty? A co ty..?
– Otwórz mi, do Litwinki przyszłam…
– Do Litw…Ale jej tu nie ma…
Stoję pod drzwiami i myślę: co on się nagle taki niegościnny zrobił? I jak nie ma, jak ją widziałam przed chwilą w oknie?
– Dobra, już idę…- słyszę.
Czekam. Czekam. Czekam….No kurde, skąd on idzie??? Na parterze mieszka, to 6 schodków. Dzwonię raz jeszcze.
– Kasia? Kasia! A gdzie ty jesteś?
– Jak to GDZIE?! Pod drzwiami!
– Gdzie pod drzwiami, ja ciebie nie widzę!
Cholera! Pomyliłam klatki? …Nie, noż kurde, nie pomyliłam.
– No jak to mnie nie widzisz? Pod drzwiami do waszej klatki stoję!
– Naszej… To ty na domofon dzwonisz?! Poczekaj…
Czekam. Widzę idzie Litwinka i się śmieje.
– Co ten twój chłop? – pytam zdegustowana – Nie poznał mnie? Czemu mnie nie chciał wpuścić?
– Bo on w warsztacie..!
Litwin jest jubilerem. Warsztat ma trzy kroki od mojego domu. A mieszkają na drugim końcu miasta. Ich domofon jest podłączony do jego komórki i gdziekolwiek on by nie był, to połączenie z domofonu odbierze, z tym, że domofon się wyświetla jako zastrzeżony numer. Więc on nie wie, że to domofon. Żeby było weselej – to on owszem połączenie odbierze nawet jak jest na Litwie, ale drzwi nie otworzy bo otwieranie drzwi działa tylko ileś metrów od drzwi.
To jest właśnie szwedzka myśl techniczna.
I tak jest z przepisami urlopowymi.
Na przykład: dlaczego rok urlopowy ma się zaczynać tak jak rok kalendarzowy? Po co? Zróbmy inaczej: niech rok urlopowy zaczyna się od 1 kwietnia. Acha. I jeszcze zróbmy tak, że jak ktoś przyjdzie do pracy po 31 sierpnia to napiszmy, że może wziąć tylko 5 dni urlopu ale bezpłatnego, ale nie napiszmy w jakim okresie. A w ogóle ponazywajmy to jakoś specjalnie, żeby nikt się nie połapał. Na przykład „zarabiający rok”.
No więc teraz się wściekam na ten urlop bo muszę u jednej klientki policzyć a nie wiem jak. …
Ale wściekam się na wszystko inne też i nie wiem jak przestać.
Pod tą złością ewidentnie coś siedzi, ale dokopać się tego nie mogę.





5 myśli w temacie “6.

  1. Ja po wielu latach za Alpami nauczylam sie nie brac zycia na klate.
    A jakbym sie tak dobrze przyjrzala, to sporo spraw by mnie wkurzalo na codzien: sasiadka wytrzepujaca dywaniki i nie tylko z okna nade mna, parkingi w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach zagrazajace bezpieczenstwu, spoznienia, biurokracja itp. Tylko, ze skoro nikt sie o to nie zoladkuje to moze nie ma sensu, zebym i ja psula sobie krew. Wypracowalam sobie metode wg Marka Aureliusza (podobno):
    Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym,
    czego nie jestem w stanie zmienić.
    Daj mi siłę, bym zmienił to, co zmienić mogę.
    I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.
    Sciskam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s