9 kwietnia

Rano.
Słońce …

Rano.
Słońce zagląda w okna, tańczą na podłodze i ścianach złote plamy. Kot się przeciąga w jednej z nich.
Zza ściany dobiega poranny śpiew Zuzi.
Za oknem, na szkolnym maszcie powiewa flaga, ale brzozie włosy nie są rozwiane, to znaczy, że wiatr nie jest zbyt mocny.
Kawa pachnie.
Tyka zegar. Słychać oddech śpiącego Marcepanka.
I mruczenie zapadającego w sen kota.
Sobotni poranek, tak sam jak zawsze.
A jednak nie taki sam.
Czegoś brak.
Brak chrobotu pazurów, łagodnego klepania puszystej kity, ciepłych liźnięć na powitanie. Brak przymusu szybkiego wypicia kawy, ubrania się, bo trzeba wyjść na ranne siku.
Smycz wciąż wisi na wieszaku, żałośnie pusta. Potykamy się o nią każdego dnia, ale nikt nie ma siły jej ani schować ani wyrzucić.
Jemy, pracujemy, uczymy się. Nawet się śmiejemy, czasem nawet do rozpuku. Żyjemy dalej.
Tylko ze zdziwieniem notujemy, że kot jakby posmutniał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s