Odpowiedzi

Madika – …

Madika – prawie, prawie trafiłaś.

placekziemski – a nie, nie, Zuzia to Świętość, gdyby Tola coś jej zrobiła byłby dramat. Na szczęście Psica choć durna to serce ma złote a poziom agresji minus 10.

ola grab – jak już wyjaśniłam iksi – aparatu miejsce jest w specjalnej szufladzie. Gdy jednak czasem, z jakichś powodów go tam nie odłożę, to leży na stole bądź na komodzie, daleko od krawędzi, tak, żeby nawet pasek nie zwisał. Bo ilekroć go zostawiałam w miejscu mniej bezpiecznym natychmiast wyświetlała mi się wizja np. Kocia, który czymś spłoszony, zeskakuje z łóżka, zaplątuje się w pasek i aparat ląduje na podłodze. Z rozbitymi lustrami i rozbitym obiektywem.
Brrrr…Brzmi jak koszmar senny.

Krystynka – tak. Właśnie tak. To wstrętne bydlę, ta durna małpa zeżarła mi książkę.

O.

Co z tego, że już ją czytałam wiele razy? Że kupiłam w Biedronce za 10złotych?
Rozumiecie? Samą mnie zaskoczył poziom złości i żalu.
Okej, zawsze wiedziałam, że wartościuję rzeczy nieco inaczej niż przeciętny człowiek, ale żeby jednak aż tak?

I wiecie co? Noc minęła. Zracjonalizowałam sobie stratę (Kupisz sobie drugą w Pl oraz Dobrze, że to nie dokumenty)  ale i tak złość mnie bierze jak patrzę na te zwłoki.

Podobno nie jestem normalna

Obraziłam się na psa….

Obraziłam się na psa. Mocno. Na zawsze. Do końca świata. A na bank do jutra.
Bo tak:
Jak nosi nasze buty w zębach, to spokojnie zabieram. Te bardziej ukochane lub delikatniejsze chowam. Bez złości, bez irytacji, wiadomo: pies w domu, buty w niebezpieczeństwie.
Jak zeżarła Marcinowi Samsunga Xcover wzruszyłam ramionami. Oj, oj tam..stary był, eM szukał pretekstu do wymiany na nowsze wersję.
Ale dziś…Dziś miałam chęć ją zamordować. Albo się rozpłakać.
Co upolował sobie dzisiaj mój „słodki pieseczek”, zgadniecie?

Zamieszczone w Tola

Stenbrottet-owe inspiracje

<img …

Szwedzi wychodzą z założenia, że mądremu człowiekowi wystarczy przestroga a głupiego to i płot pod prądem nie przekona. W związku z tym wszystko co może być choćby trochę atrakcyjne jest udostępnione dla gawiedzi, mimo, że nie jest jakoś specjalnie zabezpieczone, ogrodzone, osiatkowane, choć może być niebezpieczne. Oczywiście w granicach rozsądku. Tam, gdzie o wypadek naprawdę łatwo bez specjalnych starań, tam siatki są (np. nad śluzami w Trolhättan) w kamieniołomie formę ostrzegawczą pełni wał z gruzu i ziemi usypany około krawędzi.
A zdjęcie powyżej być może choć trochę ukaże perspektywę.

I zawsze zastanawia mnie co sobie taki badylek myśli. Przebija się między tymi skałami, chyba tylko po to by udowadniać, że chcieć to móc, a wola życia jest siłą największą na świecie.

 

Pamiętam jak pierwszy raz trafiłam nad to jeziorko. Szmaragdowy kolor wody wydawał mi się przekłamaniem starego canona. A jednak nie. Zawsze w kwietniu, gdy okolica zaczyna się zielenić, woda na głębinie przybiera właśnie taki odcień.

Dwujęzyczność

-Babciu, a jak to się…

-Babciu, a jak to się mówi po polsku stenars samling?
-Yyyy…Co takiego?
-No jak to się mówi po polsku. Jak ktoś ma dużo kamyczków…
– Ale że gdzie? W butach?
– Nie! W domu. No jak ktoś ma dużo kamyczków, różnych…
– Aaaa, kolekcja?
– O, noooo, kolekcja.
– A czemu pytasz? Zbierasz kamienie?
– Nie, tak tylko…

Dziadek, kilka dni wcześniej orzekł sentencjonalnie:
– Nadzieja matka głupich
Teraz Zuzi się przypomniało.
– Dziadku a co to jest nadzieja?
-Yyyyy…Babciu, chodź pomóż
-Nadzieja? Nadzieja…
Matko kochana, filozof mi rośnie. Jak wytłumaczyć coś takiego?
Babcia zaczyna mętnie tłumaczyć o oczekiwaniach, o wierze, w to, że coś może się stać i naraz odkrycie:TADAM!
-To to samo co jag „hoppas”
-Aaaaaa! – i Zuzia zrozumiała.

 

– Patrz babciu! – pokazuje mi jak się wspina po siatce między zjeżdżalniami.
– O. Umiesz!
– A jak byłam mała to nie umiałam, prawda?
– Prawda.
– Bo ja musiałam poćwiczyć. Jak się ćwiczy to się można wszystkiego nauczyć.
No proszę, dziecko zrozumiało to, czego wielu dorosłych nie potrafi.
Mam najgenialniejszą na świecie wnuczkę.

Na koniec zagadka:
Kiedy jest dzień wnuczki?

A poniżej zapomniane zdjęcia z Kramfros

 


Widział kto, kiedy taki znak: uwaga na skutery śnieżne?

Wiem, wiem, prawie „załatwiłam” sobie aparat. Z bólu człowiek głupoty robi

Złośliwie

Zainspirowana wpisem …

Zainspirowana wpisem Elizy Michalak pomyślałam, że to może wreszcie byłaby dobra droga by mężczyznom wybić z głowy raz na zawsze durne teksty. Tym w czarnych kieckach też.
Dorzucę garść sugestii od siebie – parafraza tych, z jakimi najczęściej spotykałam się w życiu.

Jakiś facet koło ciebie mówi o jakiejś kobiecie, że pewnie jej chłopa brakuje, dlatego takie głupoty gada?
– A tobie nawet posiadanie kobiety u boku inteligencji nie podnosi – odpowiadamy kulturalnie.
Lub mniej kulturalnie
– Sperma ci chyba szare komórki zalewa- lub na wszelkie inne możliwe sposoby dajemy rozmówcy do zrozumienia, że uważamy iż jego seksualność odbiera mu zdolność właściwej oceny sytuacji.

– Fajny masz tyłek.
– Masz tutaj sporo (znacząco spoglądamy na spodnie) a umiesz dodać dwa do dwóch?
– Jesteś tak fajnie zbudowany, na pewno masz chęć iść ze mną do łóżka  (najlepiej jak mówi to kobieta w dojrzałym wieku, po której dość dobrze widać oznaki upływu czasu)
Wersja dla odważniejszych dziewczyn zakłada nie tylko słowa ale i czyny. Wdziałam takie coś na jakimś filmiku. Tylko tam było to wykonywane przez chłopaków gejów lub udających gejów.
Macanie po tyłku, przesyłanie buziaków zdalnie lub też rzucanie się z nimi na faceta, głaskanie, dotykanie wszędzie.
Dziewczyny. A może by tak przestać się czaić i zacząć chamskim facetom odpłacać pięknym za nadobne?
Ech…Piękne by to było…

Feministycznie – niesprawiedliwość dziejowa.

Ostatnio przebywam …

Ostatnio przebywam dość często w rozmaitych przybytkach lecznictwa i dokonałam pewnego spostrzeżenia.
Otóż.
Chory mężczyzna zawsze! ma przy sobie jakąś kobietę, nawet jeśli nie przy łóżku szpitalnym, to w poczekalni.
Chora kobieta jest zazwyczaj sama.
(Oczywiście wykluczam tu sytuacje, gdy osoba chora ma jakiegoś osobistego asystenta z racji wieku czy też niepełnosprawności.)
Obserwacje czyniłam i w Polsce i Szwecji. Tak, w Szwecji, gdzie zrównanie kobiet i mężczyzn jest tak oczywiste jak wschody i zachody słońca.
Nie macie wrażenia, że w ogóle w naszej kulturze jest tak, że mężczyznę zawsze wspiera jakaś kobieta, ale za kobietą to już rzadko kiedy stoi jakiś mężczyzna?
Daleko nie szukając – popatrzmy na polską scenę polityczną.
Prezydent w kampanii, a i teraz też,  bardzo często ma przy sobie żonę. A premier, która jest kobietą, jakoś nie jest specjalnie wspierana przez jakiekolwiek mężczyznę.(Heh, inna rzecz, że nawet panowie, którzy tę panią na stołku posadzili, wsparcia jej nie udzielają). Tak samo było za czasów poprzedniego rządu.
Panią Tusk znali wszyscy. Ktoś zna pana Kopacz?
To jak to jest? Kobieta ma swojego mężczyznę wspierać, gdy on walczy o zdrowie/o pozycję/o zbawienie świata, ale w odwrotnym kierunku to już nie działa? Bo co? Bo to jest okej być żoną swojego męża, ale mężem swojej żony to już nie?
Ciekawa jestem ile z was, dziewczyn odwiedzających mój blog, w trudnej chwili miało przy sobie swojego partnera, tak naturalnie, bez proszenia i negocjacji, bez napomykań i pytających sugestii? A ile z was tak samo, niemal odruchowo stawia się u boku swojego partnera, gdy to on ma trudną sytuację? Powiecie mi, że przecież panowie uczestniczą w porodach? Tak? A popytajcie znajomych, ile z nich praktycznie tę obecność na partnerach wymogła odwołując się do ich chęci spotkania potomstwa już w pierwszej chwili, do kontroli czy aby żadna położna potomka na podłogę nie upuściła? Jak wiele z was/nas odwołało się do zwykłego wsparcia?
Nic dziwnego, że zdanie „śpij, ja pobujam” wydaje się być wyznaniem miłości piękniejszym i o wiele bardziej romantycznym niż to z „Pretty Woman”.
Tylko…czy jeśli mężowi w środku nocy przypomni się, że być może zostawił w aucie włączone radio to deklaracja żony „śpij, ja sprawdzę” wywoła taką samą reakcję?
Zajrzyjcie do poczekalni u ginekologa i urologa i policzcie nie-pacjentów.

Naszła mnie taka refleksja, bo sama jestem nieustannie w takiej sytuacji. Mój mąż nie czuje się nawet w obowiązku napomknąć, że na badanie ze mną nie pójdzie. Bo to jest OCZYWISTE, że nie pójdzie. Bo po co? Tłumacza nie potrzebuję, szpital w odległości 10minut spacerem, to po co? A wiecie co jest jeszcze gorsze? Że ja tego też już nie oczekuję. JUŻ nie. Że wolę sama. Że jak już coś, to potrzebuję męża tylko jako wsparcia logistycznego – zawieź, odwieź, podnieś, przynieś. Wsparcia psychologicznego dostarczam sobie sama lub dostaję od przyjaciółek.
Naturalna rzeczywistość czy smutny nawyk?

Kronika boleści

Droga na i z północy …

Droga na i z północy była drogą przez mękę. Siedzenie tyle godzin, nawet na tak wygodnym fotelu, nawet z kilkoma różnymi poduszkami to zabójstwo dla obolałego kręgosłupa.
Chciałabym powiedzieć, że warto było, bo północ jest przepiękna, ludzie sympatyczni, koty przymilne, ale za blisko jestem traumy podróżnej. Może za jakiś czas.
Jedną korzyść odniosłam. Dowiedziałam się, że w Szwecji można znaleźć kręgarzy.
Znalazłam. 10minut spacerkiem od mojego domu.
Kręgarze w Szwecji są zrzeszeni w związku i tylko takim warto zaufać, bowiem ich wiedza jest jakoś tam weryfikowana. Moja Ulrika, cudowna Ulrika, też.
W poniedziałek poszłam pierwszy raz.
Potem we środę.
Wczoraj.
Idę znów w poniedziałek.
Chyba działa choć zobaczymy jak będzie w dalszym czasie.
Na razie ból prawie zniknął. Powróciła niemal całkowita ruchomość głowy. Ból wraca, okropny na poziomie 10 na skali bólu kilka godzin po przyniesieniu ze sklepu ładunku w postaci 1,5 l wody oraz mleka. Długi odpoczynek, w kołnierzu z ręcznika oraz lodowym okładem, ból uśmierza.
Aha. Wreszcie coś co uśmierza ból, bo żadna chemia tego nie zdołała zrobić.
Niestety te wizyty bolą w portfelu. Pierwsza 650kr. Następne 450kr.
Ale wygląda na to, że warto.
We wtorek mam badanie kamerą magnetyczną (rezonans magnetyczny?)
Wybłagałam receptę na jakieś silne opiaty, zobaczymy czy zadziałają, bo boję się, że nie uleżę spokojnie przez co najmniej 20 minut.  Oraz jestem na zwolnieniu do 22kwietnia. Zwolnieniu ze sprzątania, ma się rozumieć.
Z księgowania zwolnienia nie wezmę, bo to oznacza utratę klienta. Dobrze, że mogę to robić tak, jak dam radę. Kilka minut, przerwa, kilka minut, przerwa. I jakoś idzie.
Pisanie dłużej też boli.
I obrabianie zdjęć. I robienie zdjęć. I to boli najbardziej.
Ech…
A tu taka WIOSNA!
Więc powoli coś dłubię.
O tak.

Wiosna

jest ciepło, …

jest ciepło, słonecznie, ptaki się wydzierają od rana. Kaczki w parku spacerują parami. I nie tylko kaczki.
Moja dusza ma się dobrze.
Rozpiera mnie radość życia, poczucie, że wszystko będzie dobrze, mam chęć robić dużo rzeczy.
Coś mnie uskrzydliło.
Zmierzam do pożegnania się z sertraliną.
Tylko dysk daje popalić. Dwa dni lepiej, dwa dni gorzej. Kiedy jest gorzej moje dobre samopoczucie pierzcha z krzykiem. Łażę skrzywiona, zła i czepliwa. Bo boli. Bardzo boli. Bardzo, bardzo boli.
Lecz ogłosiłam, że idę na zwolnienie. Więc od dziś mam wolne od mopa. I zobaczymy czy dzięki temu będzie więcej dni dobrych czy gorszych.
5 kwietnia mam rezonans.
Oraz zamówiłam sobie z Polski taki aparacik co smyra prądami.  Ponieważ żadne tabletki bólu nie likwidują, a podobny aparacik miałam okazję wypróbować dzięki mojemu fizjo. Działa.
No a skoro działa, to warto mieć alternatywę dla prochów

 

resztę zeżarł blox, świnia