Jak dziecko

Czasem…często czuję …

Czasem…często czuję się jak dziecko w otoczeniu dorosłych. Bo folguję swoim "nie lubię" "nie chcę". Bo pozwalam sobie na naiwne zdziwienia i jeszcze naiwniejsze zachwyty. Bo marudzę i narzekam, gdy nudno, bo nie lubię odrywać się od tego co zajmujące.
Jak dziecko. Na co dzień nie za bardzo lubię tę swoją cechę. Bo nie lubię czuć się jak dziecko które, chcąc lub nie, ster rządów oddaje w obce ręce.
Ale w ranki takie jak dziś mi nie przeszkadza.
Budzę się w swojej sypialni. Na ścianach mam ciepło-żółte tapety- efekt pracy pana malarza. Przed oczami mam żółtą komodę z czerwonymi kwiatkami i zasłonki w podobny motyw. Na oknie stoją moje dwa ulubione koty, trzeci zasnął twardo przy moich nogach.
 Za, nareszcie odsłoniętym, oknem wiatr czochra brzozie włosy i gania chmury po niebie.  Cicho. Nikt nie pogania, nic nie wygania z łóżka.  Kawa wypita.

Dzień dobry! Jak to dobrze nic nie musieć- dziś narodowe święto Szwecji Dzień Flagi.

Brawo!

Jako mistrzyni …

Jako mistrzyni "posuniec doskonalych" nie mozesz przegapic takiej fajnej okazji jak wyjazd w dalekie strony.
Zacznij od tego, ze skumulujesz wszystkie poprzedzajce czynnosci na dwa ostatnie dni przed wyjazdem. Latajac jak z pieprzem pomiedzy zaliczaniem engieskiego, konczeniem kursu
nie zapomnij dolozyc sobie prania, przegladu letniej garderoby, gdyz pogoda bedzie ci sprzyjac i na te dni wlasnie przypadna niespotyka w tym miejscu i o tej porze upaly. Maz w ostatniej chwili zakomunikuje ci, ze dzien przed zamierza uprawiac zycie towarzyskie a corka poprosi o zaopiekownie sie jej dzieckiem. Furia z powodu mezowskiej niefrasobliwosci przeniesie sie na corke, ktorej odmowisz pomocy. To posuniecie zapewni ci dodatkowe wyrzuty sumienia i podniesie furie do czerwonej kreski. Dzieki temu w pranie, ktore normalnie zajmuje ci pol dnia, zrobisz w zaledwie cztery godziny.
Kiedys juz odrobisz pranie, przypomnisz sobie, ze spodnie lniane, jedyne nadajace sie na majowy upal stulecia w Szwecji, wymagaja podszycia. Maszyna zacznie stroic fochy, dzieki czemu poziom twoej furii przekroczy stan alarmowy i para bedzie ci isc z uszu.
Maz wracajacy ze spotkania towarzyskiego, jeszcze odrobinke dolozy do pieca obwiniajac wszystkich w okolo o robienie mu balaganu w plytach do ktorych nikt poza nim nie zaglada oraz zazdajac ci glupie pytanie o powod dla ktorego nie jestes w sosie. Zeby uniknac morderstwa umkniesz do lazienki. Nie zapomnij – taki stan to idealna pora na golenie nog. Zmeczenie i zlosc pewnie poprowadza twa reke do wykonania gustownych sznytow w miesjcach nabardziej ukrwionych i najmniej wygodnych dla plastra.
Tak przygotowana poloz sie spac pilnujac by nie stalo sie to wczesniej niz okolo polnocy. Jesli emocje nie dadza ci zasnac nie zapomnij, ze masz takie fajne biale mloteczki. Polknij jednego rowno o polnocy- nie lekaj sie: furia i stres cie nie opuszcza. Zasniesz wprawdzie, ale snem plytkim i czesto przerywanym miedzy innymi czynnikami akustycznymi w postaci miauczenia kota lub chrapania meza.
Obudz sie godzine przed budzikiem. I tak nie odpoczywasz, wiec nie trac czasu. Mlotek wciaz dziala, wiec normalne czynnosci zajmuja ci dwa razy wiecej czasu. Dopakuj ostatnie rzeczy do torby podroznej. Pozmywaj, zrob kanapki, wynies smieci, zmien kotu zwir.
Wracajac ze smietnika ukryj klucze.
Ostatnie 15 minut przed wyjsciem na ostatni dzien kursu spedz na wpatrywaniu sie w sciane. Wreszcie poloz sie wygodnie na kanapie, zamknij oczy zrelaksuj sie. Kwadrans to doskonala ilosc czasu na zazycie pokrzepiajacej drzemki. Obudz sie nie po 15 minutach a po 25. Sprobuj znalezc klucze od domu. Przeszukuj nerwowo bagaz, torebke, bagaz podreczny, szuflady i szafki. To da ci fory w postaci straty kolejnych minut – moze dzieki temu zniwelujesz dzialanie mlotka. Klucze wreszcie znajdziesz
w torebce, ktora bierzesz na kurs i pobiegniesz w smierdzacy gnojowka swiat tempem spetanego zolwia.

——-
tekst inspirowany Poradnikiem Pierdoly autorstwa iksinskiej

Z poradnika kiepskiej kucharki

Znacie to ? Znacie, …

Znacie to ? Znacie, jeszcze jak. 
Nie jesteś dobrą kucharką, no nie. Ale masz kilka sprawdzonych potraw, które zawsze dobrze smakują. W tych kilku jedną masz szczególnie dobrze opanowaną. Robisz ją w środku nocy, na śpiąco, lewą nogą i zawsze jest taka jak być powinna. Doskonała. Zawsze…no, prawie zawsze. 
Nigdy wtedy gdy robisz dla kogoś, nigdy gdy na bardziej uroczystą okazję, nigdy gdy chcesz zabłysnąć. A przecież robisz tak samo. Albo tak ci się wydaje.

Jutro przedostatni dzień kursu, w piątek wyjazd do Polski więc postanowiłam, że jutro uczęstuję moje koleżanki i kolegów ciastem z rabarbarem.
I co ? 
Rabarbar podszedł z wodą a białko na bezę ubiło się na płynno.
Byłam cwana tym razem. Miałam składniki na drugą blachę, która ma zostać w domu.
Za drugim razem beza była sztywna, a rabarbar suchy. 
Siedzi w piecyku.
…czy coś się nie przypala czasem ???

Eurowizja 2012

Szwedzi sie bardzo …

Szwedzi sie bardzo interesuja festivalami Eurowizji. Od lat wylaniaja swoich kandydatow poprzez ich udzial w Melodifestival – takich scenicznych, chyba cotygodniowych zmaganiach roznych wykonawcow. Transmisja kazdego odcinka gromadzi przed ekranami prawie cala Szwecje. Przysiegam – tym, kto wygra Melodifestival ekscytuja sie Szwedzi chyba nawet bardziej niz wyborami parlamentarnymi.
Moj brak zainteresowania Eurowizja nieodmiennie wzbudza u nich spojrzenia jakby zobaczyli kosmite.
Wczoraj byl pierwszy koncert tegorocznej Eurowizji, o czym dowiedzialam sie na przerwie sniadaniowej. Nie ogladalam. Nie wiedzialam nawet ze jest i , o zgrozo!, nawet nie wiem kto reprezentuje Polske w tym roku.
Przyznaje, ze odkad na Eurowizji Polske reprezentuja "artysci" pokroju Michala Sinobrodego tfu! Czerwonowlosego i w dodatku jeszcze podobaja sie, to Eurowizja wzbudza we mnie raczej zazenowanie i staram sie nie patrzec, nie slyszec i nie wiedziec.  
Niemniej, by nie wychodzic na kosmitke, wolalabym wiedziec kto w tym roku kompromituje reprezentuje moich rodakow.

By życie nie było nudne

Jeśli chodzisz jak …

Jeśli chodzisz jak śnięta ryba cały dzień.
Jeśli gdy tylko warunki na to pozwalają układasz głowę na stole i zamykasz oczy.
Jeśli od chwili porannego dzwonka do późnych godzin popołudniowych marzysz tylko o chwili, gdy zegar pokaże odpowiednią godzinę by zakopać się w łóżku.Sama!
I nie ma tu nic do rzeczy fakt, że w związku z dużym zapyleniem łykasz większą dawkę leku antyalergicznego. 
Jeśli to wszystko się dzieje, a chcesz, żeby przestało to rada jest prosta: z miejsca publicznego, w którym spędzasz większą część dnia (szkoła, praca, jakikolwiek inny dom publiczny) zapomnij swoją nową, wymarzoną, śliczną i ukochaną zabawkę elektroniczną. W moim wypadku to jest czerwona Nokia. Gwarantuję ci, że sen minie jak ręką odjął, a ty spędzisz wieczór na naprzemiennym biciu się z myślami czy aby na pewno jej nie brałaś z dzwonieniem na własny numer z telefonu domowego.
Zasapanie nazajutrz masz w gratisie jako naturalną konsekwencję braku budzika, którego dzwonek zazwyczaj wyprzedzasz o parę minut.
 

bo znów zapomnę o tytule

Kurs dobiega końca. …

Kurs dobiega końca. Zostało ostatnie 5 dni. 
Kurs dał mi trochę wiedzy ale jeszcze więcej pewności siebie. Dziś już jestem przekonana, że mogę tu pracować w moim zawodzie. Nie żebym zaraz chciała zostać dyrektorem administracyjnym, czy inną główną księgową. Nie, takich ambicji nie posiadałam nawet w Polsce, spokojnie mogę obrabiać jakiś tam kawałek księgowości, ale rządzenie i wielka odpowiedzialność to nie dla mnie. Nie lubię tego, nie czuję pokusy i wszelkie nagabywanie w tym kierunku irytują mnie dogłębnie.
No, ale na razie nikt mnie nie nagabuje zawodowo, niestety.
Wysłałam niezliczoną ilość podań, moje listy dzięki pomocy koleżanek – kursantek stają się coraz lepsze, ale wciąż ani jednej rozmowy. Sekret tkwi zapewne w braku doświadczenia na szwedzkim rynku a często pewnie też w obcobrzmiącym imieniu i nazwisku. Niestety – o ile imię mogę zmienić bez kłopotu, o tyle z nazwiskiem będzie problem. Jest nieprzetłumaczalne, choć typowo polskie.
Następnym krokiem będzie trzymiesięczna współpraca z trenerem (coach) od szukania pracy. W tej chwili ci trenerzy pracują nie w szwedzkim biurze pracy, ale w różnych firmach współpracujących, zajmujących się rekrutacją. A zainteresowany, czyli bezrobotny może sam zdecydować o wyborze. No to wybrałam Manpower bo na 10 wysłanych aplikacji, 8 wysyłam do nich. Opiekunka z Biura Pracy zapewniła mnie, że taki coach ma rozmaite kontakty i może mi pomóc znaleźć praktykę. Może, może. Na razie myślę o tym co powiedziała moja znajoma, gdy Biuro pracy zaproponowało jej współpracę z coach’em:
– Ja widzę, że powinnam się przyuczyć na trenera. Bo wy  szukacie pracy nie dla bezrobotnych ale dla nich. Więc jak zostanę trenerem to wtedy i dla mnie znajdziecie pracę.
I coś w tym jest. Z drugiej strony – nie wiem co niby ten zatrudniak miałby robić ? Zmuszać firmę by wzięła tego a nie innego pracownika ?
Nigdy wcześniej nie byłam zmuszona szukać pracy tak naprawdę. Jak musiałam otwierałam gazetę, wynajdowałam ogłoszenie, szłam na rozmowę i zostawałam przyjęta. To prawda, że nie pretendowałam nigdy do jakiegoś nadzwyczajnego stanowiska, brałam co było, nawet za niewygórowana płacę i chętnie zrobię to samo tutaj. Jestem zdecydowana wyprowadzić się nawet do Kiruny na jakiś czas, byle tylko dostać referencje i zyskać staż.
Co bardzo cieszy moją opiekunkę z zatrudniaka.

Tymczasem kurs się kończy. 
Miałam zyskać sobie jakąś szwedzką koleżankę, która zostanie mi na dłużej, ale chyba się nie udało. Nie sądzę by którakolwiek znajomość przeniosła się na grunt towarzyski. 
Właśnie sobie uświadomiłam, że może zamiast czekać aż któraś poprosi o telefon czy inne prywatne namiary w celu kontynuacji może powinnam sama to zrobić ? Dlaczego ufam pomniejszaczowi w głębi mnie, który przekonuje, że mam niewiele do zaoferowania ? Owszem – szwedzki mam kulawy, ale mimo tego potrafię powiedzieć mądre, ciekawe rzeczy, zrobić coś fajnego.
Trzeba się przełamać a nie robić z siebie Kopciuszka.

A tymczasem zastanawiam się czy w moim mieście działają jakieś grupy wsparcia dla walczących z tuszą. Chętnie bym do jakiejś przystała, bo obawiam się, że mam zbyt słabą wolę by samodzielnie poddać się rygorowi diety i ruchu. A moje ubrania coraz częściej zaczynają mieć kształt worka na kartofle.

Powody bezsenności

Poziom frustracji …

Poziom frustracji mi rośnie.
Po pierwsze mam ciągle problem z routerem (tak sądzę, że to to) zrywa mi połączenie co jakiś czas i długo trwa nim to połączenie odzyskam. Jak odłączam router nic się nie zrywa, ale wtedy internet tylko w kablu i tylko dla jednego komputera. 
Nie szukam pomocy bo nie wiem gdzie. 
To, co znalazłam w internecie, jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe nawet jak piszą po polsku.
Po drugie bolą mnie stawy i kości. Wszystkie. Mam wrażenie, że czuję każdą najmniejszą kosteczkę w ciele, ze szczególnym uwzględnieniem kostek prawej stopy. Kiedy po dłużej chwili wstaję ruszam się jak połamaniec. Chyba deszcz i ja przestaniemy być przyjaciółmi.
Po trzecie rodzina. Nie da się tego opisać, ale rodzina wciąż się stara żeby mi życie uatrakcyjnić różnymi niespodziankami. 
Ciekawe jest to, że takie sprawy jak ta z internetem potrafią sprawić, że się gotuję ze złości aż mi pokrywka skacze i dym idzie uszami.
Sprawy rodzinne natomiast powodują ciężką rezygnację, poczucie bezradności, uczucie braku kontroli a więc i zagrożenie. 
A po za tym to wszystko świetnie.

Deszcz

Szarosc wlewa sie …

Szarosc wlewa sie przez okna. Ranne swiatlo, przefiltrowane przez niebieska siatke zabezpieczakaca oraz folie na okanch niknie w zakamarkach mieszkania. Kot zaspany patrzy nieprzytomnie. Kawa, wyjatkowo dobra tego ranka, strzasa z rzes resztki snu i budzi zmysl wechu. Taaak..powietrze pachnie jakos inaczej a dzwieki sa lagodnie stlumione.
Powolne wchodzenie w dzien z ranna toaleta, szykowaniem jedzenia i ubran. Termometr pokazuje tylko 10 stopni.
Wreszcie dzwonienie kluczy, zgrzyt zamka, trzasniecie drzwi…
Tak. Powietrze jest inne, pachnace deszczem, mokra ziemia, mokrymi dzrewami. Mewy z krzykiem ganiaja sie po niebie, z parku slychac ptaki. Samochodowy halas jest stlumiony. Na galeziach niskich lip przy Torget wisza krople deszczu. Nie ma wiatru. Jest miekko, srebrzyscie, przytulnie.
Deszcz.Deszcz.

Wystawiwszy twarz do drbniukich kropelek, z usmiechem wewnatrz i zewnatrz wkraczam w dzien.
…wszystko sie moze zdarzyc…Dzis w to wierze.