Skarpety na drutach

Ogólne zasady robienia …

Ogólne zasady robienia skarpet na drutach są następujące:
Nabieramy opowiednią liczbę oczek (podzielną przez cztery) i rozkładamy na cztery druty. My dla przykładu weźmy liczbę 48. Na każdym drucie będziemy mieć wówczas po 12 oczek.
Przerabiamy ściągaczem kilka centymetrów, np. 8. (Ściągacz to 2 oczka prawe, 2 lewe itd.) Następnie 6 cm przerabiamy ściegiem pończoszniczym (wszystkie oczka prawe). Zdejmujemy oczka z dwóch drutów na dużą agrafkę. Z pozostałych będziemy wyrabiać piętę.

Pięta.
Na dwóch drutach robimy prosto 6 cm. (Aby wzór był taki sam musimy 1 rząd przerabiać na prawo, następny na lewo itd.)Teraz zaczniemy wyrabiać zaokrąglenie pięty. Dzielimy oczka na 3 części i przerabiamy tylko 8 oczek środkowych. Ale uwaga! Zawsze ostatnie oczko rzędu (czyli ósme) przerabiamy razem z oczkiem z bocznego druta. Gdy przerobimy już wszystkie oczka z bocznych drutów, będziemy miały 8 oczek na drucie. Musimy teraz na brzegach pięty dobrać po 12 oczek i połączyć z oczkami na agrafce (tworzą wierzch skarpety). Mamy razem 56 oczek. Przerabiamy dookoła. W co drugim rzędzie zmniejszamy po bokach po jednym oczku, aż znów będziemy ich mieć 48.

Przerabiamy prosto aż do zakrycia małego palca. Zaczynamy wtedy spuszczać oczka.
Oczka spuszczamy tylko po bokach, ale na czterech drutach (w każdym rzędzie 4 oczka). Gdy zostanie 8 oczek – zakończamy igłą.

Przepis ściągnęłam ze strony Zaradne Babki

Artysta czy dzieło ?

Mam takie widzimisię, że…

Mam takie widzimisię, że nie łączę dzieła z artystą personalnie.
Inaczej mówiąc : lubiłam i lubię piosenki Michaela Jacksona i ani dziwactwa artysty, ani oskarżenia o pedofilię nie miały na to wpływu. Tak samo jak czytając Ballady Mickiewicza nie myślę o tym, że był okropny dla żony i podły wobec Słowackiego.
A tfurczości …ups…twórczości Michała Wiśniewskiego nie lubię nie za kolejną żonę (nawiasem mówiąc – matko, jakim cudem w jednej, małej Polsce tyle naiwnych w dziedzinie showbiznesu) i pretensjonalne imiona nadawane dzieciom, nie za kolor włosów i image „późny Preslay” ale za brak jakiegokolwiek poziomu zarówno w tekstach i muzyce  jak i wykonaniu.
Jest takie powiedzenie „prawdziwa sztuka obroni się sama” i to jest prawda. Dzieło żyje swym własnym życiem. Raz stworzone i puszczone w świat nabiera innego wymiaru. Gdybym miała oceniać dzieła poprzez pryzmat twórcy nie mogłabym podziwiać erotyków Leśmiana. Wyobraźcie sobie, że młodzian o wyglądzie autora, szepcze:
 „I nie mogę cię pieścić i nie pieścić nie mogę,
tylko patrzę w zmierzch za tobą i nie pragnę widzieć nic”
No we mnie żądz gorących by raczej nie wzbudził. Niewysoki, z okrągłą czaszką i ptasim nosem. Dobrze mi wydaje, że chyba nawet utykał ? Erotyk powinien wszak szeptać ktoś na czyj widok brakuje tchu, prawda ?
Zatem wracając do początku – oddzielam artystę od jego dzieła. A skoro tak, to działa to też w drugą stronę.
To, że czyjeś dzieło jest genialne nie może dawać autorowi palmy męczeństwa z powodu nałogu w jaki popadł. Ale my tak lubimy. Ach ten Wołodia! Taki biedny, wrażliwy, taki cudowny człowiek, brat łata.
Ach, Agnieszka, ta cudowna eteryczna, nadwrażliwa kobieta.
Ach Rysiek, cóż to był za człowiek, teraz już nikt takich nie ma.
Na pomniki z nimi, dajemy im wieńce laurowe i koronę cierniową bo wszak cierpieli w tym nie rozumiejącym, podłym świecie, dlatego musieli pić albo ćpać.  I w uwielbieniu dla dzieł które powyżsi stworzyli zaczynamy uwielbiać autorów, rozgrzeszać i stawiać im pomniki.
Nie zgadzam się.
Kiedy ktoś z łezką w oku wspomina jak z Wołodią pił wódkę, ja nie słyszę w tle Wołodi i jego schrypniętej, cierpiącej duszy. Ja widzę przerażoną, osamotnioną Marinę Vlady.
Nie wiem dlaczego mamy skłonność do apoteozy. Potrzebujemy bohaterów ? Ideałów? Tylko jakimże ideałem może być zaćpana czy zapita osoba? Czy naprawdę stworzenie czegoś pięknego może usprawiedliwić małość autora, jako zwykłego człowieka? Czy geniusz robiący świństewka najbliższym naprawdę zasługuje na pomnik ? Może lepiej skupić się na dziele, a osobę autora na wszelki wypadek zostawić w cieniu?
Bo z drugiej strony wyobraźmy sobie taką sytuację.
Ktoś jest nijakim artystą. Ale adoptował dzieci, każdy zarobiony grosz oddaje na jakiś szczytny cel, działa w pożytecznych organizacjach, żyjąc sam jak eremita. No ale – kiepskim jest poetą/malarzem/aktorem. Czy tylko z powodu podziwu dla działalności tego człowieka okrzykniemy jego wyrazy artystyczne jako genialne ?

Zimnoooo

Świetnie, po prostu.<br …

Świetnie, po prostu.
Spadło to białe tałatajstwo, ułożyło się i leży.
Lidan zamarzł.
Nad Venerem nie byłam już chyba ze dwa miesiące i się nie wybieram. A już na pewno – nie w ciągu najbliższych dni.
Od tygodnia wieje, wieje i wieje. Śniegiem nie sypie, ale wiatr przy minusowej temperaturze to nic miłego. Zaczęło się od niewinnego -1 w nocy.
Teraz nocami dochodzi do -8, a w dzień do -3, jak świeci słońce.
I wieje. Nie, to nie jest taki sobie wietrzyk, powiew. To zimny, wicher, który szarpie za ubranie, wciska się w każdą szczelinę, gwiżdże w szparach murów.
No właśnie…Szpary w murach.
W zeszłą zimę, gdy wraz z nowym rokiem nadciągnęły mrozy wspomagane wiatrem w moim salonie zrobiło się…rześko. 17 w porywach do 21 stopni. Wzywany Anioł rozłożył w końcu bezradnie ręce – kaloryfer grzeje, okna szczelne, a że ściana gipskartonowa to on nic na to nie poradzi trzeba czekać do lata.
Owinięci w swetry i koce dotrwaliśmy, ciesząc się na zapas.
Minęła wiosna, lato, jesień…No prawda, krótka był nadspodziewanie. Kpiąc sobie z kalendarza w Szwecji rozsiadła się zima. I mój salon znów jest rześki.
"17 stopni, to jest najbardziej optymalna temperatura w sypialni" -suchym głosem informował mąż Judyty.  Nasz salon jest teraz także naszą sypialnią. I temperaturę mam taką właśnie optymalna.
Pominęłam Anioła, poszłam do biura zarządcy. Oczywiście, jak sto osób wcześniej, gdy poskarżyłam się na zimno, zaczął mi udzielać instrukcji odpowietrzenia kaloryferów. Wyjaśniłam, że kaloryfery to ja mam gorące, okna uszczelnione , ale ściana ..itd.
Zapowiedział wizytację dziś – jutro.
Droga przez mękę.
Czy naprawdę doczekam kiedyś chwili, że zimą w domu będę mogła siedzieć bez grubego swetra i wełnianych skarpet na nogach najlepiej jeszcze pod kocem.
W dodatku w ostatniej parze wełnianych skarpet zrobiła mi się dziura na pięcie. W związku z tym wełnianych skarpet właściwie nie posiadam.
A wiosna dopiero za 4 miesiące (to JEST wersja optymistyczna).
…Ciepły piach nad ciepłym morzem śnią mi się po nocach.
A póki co szukam innego mieszkania.

Dupa z tyłu

We wstępie należy …

We wstępie należy zauważyć, że dupa staje się motywem przewodnim moich wpisów.
Pogoda jest do dupy.
Ubrania są do dupy – jakiekolwiek kto chce nadać temu zdaniu znaczenia.
A dupa jak dupa – zawsze z tyłu a czasem jeszcze i blada. Tak w bonusie.
Zastanawiałam się wczoraj jakim cudem zawsze gdy tylko trochę wyjdę na prostą udaje mi się znów sobie życie skomplikować.
Ot. Daleko nie drążąc.

Po latach szarpania się z różnymi Bossami, Pryncypałami oraz Głupimi Renatkami znalazłam robotę gdzie płacili nie najgorzej i w dodatku wszystko na liście płac, traktowali w miarę po ludzku, czas pracy wynosił 40 godzin w tygodniu i te godziny wystarczały na obowiązki i służbowe i towarzyskie. Mogłam tam zostać. Może nawet na dłuższe lata. To nie – emigracji mi się zachciało i tak się bujam…
Po dwóch latach, gdy zaczęła nam się stabilizować sytuacja na tyle, że stać nas było na zmianę samochodu oraz zakup raz na miesiąc ciucha niekoniecznie z wyprzedaży, kiedy już w domu mogłam sprzątać w dowolnie wybranym czasie, obiady mogłam gotować na dwa dni lub wcale, to sobie wymyśliłam ściągnięcie córki. I też się bujam i jeszcze w dodatku nie wiem jak długo będę.

Jestem zmęczona.
Szkoła pochłania więcej czasu niż się spodziewałam, a żeby otrzymać pieniądze muszę w wiosennym semestrze mieć tyle samo lub więcej zajęć.
Przestawiły mi się godziny i w związku z tym, normalną porą wstawania jest dla mnie godzina ósma i nie ma innej opcji.
Od października jestem niemal non stop przeziębiona, nie pomaga vitamina c, czosnek i owoce.

Tak jestem zmęczona, że wyjazd do Polski na Boże Narodzenie jawił mi się jak zło konieczne. Bo tyle godzin  w drodze, potem na miejscu załatwianie, gotowanie w dodatku w-już-nie-mojej-kuchni, święta z rodziną POSynka co oznacza brak leżenia bykiem na kanapie z komputerem na kolanach…No i wizja zostawienia Młodego samego na Wigilię (konsekwencja posiadania psa i kota).
Zrezygnowałam. Nie pojadę.  Młody też nie. Zostaniemy w domu i będziemy się integrować ze sobą przez gg.

Jak mnie najdzie chęć zmian w zyciu, niech znajdzie się jakaś życzliwa osoba co mnie kopnie w dupę.

No i jak to w życiu – od dupy się zaczęło i na dupie kończy.

Zaskoczenie roku –

wynik wyborów w …

wynik wyborów w Olsztynie.
Były prezydent Czesław Małkowski, skompromitowany oskarżeniem o molestowanie seksualne dostał największą ilość głosów.

Po 1. Temat dla socjologa : czy głosując na niego olsztynianie głosowali za czy przeciw ?
Po 2. Ech, gdzie te czasy, gdy samo oskarżenie zmuszało człowieka honoru do palnięcia sobie w łeb ?

Problem do d…-czyli jak się ubierają Szwedki

Noc, całą noc dzisiaj …

Noc, całą noc dzisiaj zdrowo padało
Pierwszy zimowy spadł śnieg
I zasypało mnie wszystko na biało
spadł zdrajca nocą i cicho legł…

Biało za oknem. Nie napawa mnie to radością, ale zawsze to jakiś inny kolor niż wszędobylski szary.
Tyle, że znów wychodząc z domu będę miała dylemat. Ubraniowy dodam dla jasności.
Bo tak:
Nie (z)noszę rajstop. Tych cieniutkich jak pajęczynka, bo te bawełniane, z dodatkiem lycry mogą być, byle nie te zwykłe, cienkie, elastyczne, elektryzujące się bez względu na ilość i jakość płynu do płukania. Noszenia ich unikam jak ognia i gdy nadciągają zimne dni wolę marznąć w nogi i tyłek zamiast draństwo na siebie naciągnąć. Najbardziej w związku z tym nie lubię pogody nijakiej. Czyli takiej pomiędzy +5 a 0 z wiatrem lub dużą wilgocią bo wtedy to już naprawdę dylemat co na tyłek naciągnąć. Same spodnie ? Zimno. Spodnie i bawełniane rajstopy ? Za ciepło. Po za tym po godzinie w szkole w takim zestawie tyłek mi się ugotuje.
Po dwóch latach spędzonych w Szwecji, z czego jedna zima była spędzona w towarzystwie Szwedek, znalazłam wreszcie radę.
Spodnie zakładane na spodnie. Nie no…Nie chodzi o dwie pary dżinsów. Szwedki mają w swych szafach spodnie –ocieplacze. Takie same jak w Polsce noszą dzieci …lub osoby wyczynowo uprawiające sporty typu narciarstwo. Z nieprzemakalnego materiału, ocieplane, często z odblaskami. Ubierają się w nie przed wyjściem z domu a pracy zdejmują.
Pomysł genialny w swej prostocie. Ma tylko jeden mankament, bo sylwetka w takim ubranku niestety nie wygląda najlepiej. Ale kto by się przejmował wyglądem na ulicy gdy dookoła i tak ciemno.  Zresztą – Szwedki mają pragmatyczne podejście do ubrań. Moja córka twierdzi wręcz, że Szwedki to czereśniary i nie mają ani stylu, ani gustu. Ja bym się  nie zgodziła – wszak o gustach się nie dyskutuje. Szwedki mają swój własny gust, ale mają też zazwyczaj specyficzną figurę.
Większość znanych mi Szwedek ma szczupłe ramiona, niewielki biust i szerokie biodra na masywnych udach. Stąd zapewne w sklepach zatrzęsienie jest bluzek-tunik, długich, zakrywających biodra, suto marszczonych na biuście oraz swetrów-peleryn często wydłużonych na bokach. Jak się do tego doda dżinsy oraz buty na masywnej podeszwie ma się zimowy obraz przeciętnej, pracującej Szwedki.  
Szwedki lubią biżuterię i moim zdaniem naprawdę potrafią  ją nosić. Nie spotkałam ani jednej Szwedki która byłaby obwieszona świecidełkami jak choinka. Jeśli złoto to niewiele – po jednym delikatnym pierścionku na każdej ręce, jeśli łańcuszek to jeden, delikatny. Jeśli bransoleta to nie łańcuszek. Masywniejszą biżuterię noszą ze srebra lub plastiku.
Mają zwykle zadbane głowy i dłonie. Włosy zazwyczaj mają nieźle ostrzyżone, jeśli farbowane to bez odrostów i nie popalone. Nie spotkałam ani jednej dłoni uzbrojonej w długie paznokcie lub jaskrawe paznokcie. Nie widziałam czegoś takiego ani w szkole gdzie się uczę , ani w szkołach gdzie pracuję.  Nie widziałam nawet w sklepie gdy z wrodzonym wścibstwem zaglądałam do cudzego koszyka żeby zobaczyć co kupili.
Letnia odzież szwedzkiej kobiety nie odbiega specjalnie od tej zimowej. Zamiast swetrów królują cienkie bawełniane lub kretonowe tuniki, zamiast spodni –legginsy, zamiast ciężkich butów – sportowe sandały na bosych stopach, nawet jeśli temperatura jest w granicach 15 stopni.
Co mnie zadziwia: Szwedki nie używają okularów przeciwsłonecznych, nawet w najbardziej słoneczne dni. Nie używają tez parasoli. Zamiast parasoli mają peleryny lub kurtki przeciwdeszczowe i UWAGA: gumaczki.
W gumaczkach – jaskrawo zielonych do różowej, kwiecistej sukienki  wystąpiła kiedyś nawet Leila Lindholm* w swoim programie „Leila na wsi”.
Podsumowując – trudno może przyznać Szwedkom opinię ikon mody. Raczej można stwierdzić, że Szwedki, tak jak i w każdej innej dziedzinie życia, tak i w ubiorze, cenią sobie wygodę i praktyczność. Niemniej nie odznaczają się jakimś szczególnie złym gustem. I trzeba im oddać sprawiedliwość: ani latem, ani zimą, nie widziałam wylewającego się ciała spod przykrótkiej bluzki lub z przyciasnych spodni.  

PS.
Niedawno zobaczyłam spodnie –ocieplacze zapinane na zamek wzdłuż zewnętrznej linii nogawek. I to jest mój przedmiot pożądania na nadchodzącą zimę.

*Leila Lindholm – szwedzki odpowiednik Nigelli Lawson ( wg Nigella może Leili buty czyścić – spójrzcie  np. tu : http://tvplaneten.tv4.se/1.868753)

Dylemat

Śmiać się czy płakać …

Śmiać się czy płakać ?

Dodatkowe lekcje angielskiego a jakże. W małej grupce. Raz albo nawet i dwa razy w tygodniu. Mała grupa: prócz mnie jeszcze cztery osoby. Wesoło jest. I przytulnie. Bo się każdy na dzień dobry i na do widzenia przytula do nauczycielki.
Wesoło jest. Wszystkie cztery są upośledzone. Jeszcze weselej – umieją więcej niż ja.

Mniejszość ?

Na piętnaścioro dzieci w…

Na piętnaścioro dzieci w grupie dwoje miało jasne oczy, włosy i twarze, dwoje miało oczy skośne i oliwkową cerę, jedno było było  ciemnoskóre, z barankiem na głowie. Pozostałych dziesięcioro wyglądało jak spod jednej sztancy…