155.

Ślub się odbył.
Czy ja pisałam coś na temat szwedzkiej elegancji?
Nie? To posłuchajcie.
Wszyscy znają ten słynny skandynawski styl: oszczędne barwy, proste formy, dominacja bieli…Minimalizm. Prawda?
Jak się idzie ulicą jakiegokolwiek szwedzkiego miasteczka o zmroku to oczy same lgną do cudnych okien, do tej niesamowitej harmonii i estetyki widocznej w oświetlonym kwadracie okna. Idzie się tak ślizgając wzrokiem od okna do okna i myśli się, że o matko boska, ależ ci Szwedzi mają wrodzone poczucie piękna i elegancji. No bo skoro okna są takie cudne to i mieszkania pewnie też.
Generalnie Szwecja „uliczna” czyli oglądana ze strony ulicy może zachwycić i zadziwić, zwłaszcza w takich małych pipidówkach jak moja. Na przykład jak się poczyta polskie media to się wydaje, że w Szwecji dominuje rasa arabska, powszechna większość kobiet chodzi w chustach a nawet w burkach, a bomby i gwałciciele czyhają na każdym rogu a szyldy sa pisane wężykami od prawa do lewa.
Otóż powiadam wam teraz, że tak nie jest. Nawet w osławionym Malmo.
To prawda, że są dzielnice, gdzie nagromadzenie imigrantów z Bliskiego Wschodu jest większe. Raz przypadkiem znaleźliśmy się z eM w jakimś centrum handlowym w Angered, to faktycznie było jakbym nagle się w innym kraju znalazła. Ale jak się idzie ulicami Goteborga czy Sztokholmu to jednak dominuje styl „multi-kulti”. To w dużych miastach.
Tu, w moim Pcimiu, jest jednak inaczej. Tu wciąż dominuje rasa nordycka: wysocy, smukli ludzie z jasną cerą i jasnymi włosami niebieskimi oczami. Trzeba przyznać, że natura w przypadku Szwedów się postarała. Szwed czy Szwedka bez żadnych starań sami z siebie wyglądają niesamowicie elegancko. To, co ludzie innych ras muszą wypracować w pocie czoła na siłowni, odmawiając sobie wszelkich przyjemności kulinarnych, Szwedzi dostali w pakiecie z ciemnościami i jednodniowym latem.
Nawet najbardziej zapuszczony Szwed przy przeciętnym Europejczyku wygląda, nie bójmy się tego słowa, zajebiście. Przede wszystkim przewyższa go wzrostem i to znacznie. Dodatkowo jest szczupły i długonogi. To sprawia, że cokolwiek na siebie włoży wygląda dobrze. No wyobraźcie sobie ulice miast w których chodzą same klony Alexandra Skarsgarda.
Mam wrażenie, że Szwedzi myślą sobie tak ” ha, tacy jesteśmy przecudni, no zajebiści po prostu, że naprawdę powinniśmy dołożyć starań, żeby ludzie innej rasy nie czuli się przy nas źle.”
I tu dochodzimy do clou…
Nigdy nie zapomnę wrażenia jakie robiły na mnie prezenterki telewizyjne w pierwszym okresie mojego mieszkania w Szwecji. Nie mogłam się napatrzeć! Bez względu na to czy to był środek dnia czy nocy czy piątek-świątek czy Boże Narodzenie – prezenterki szwedzkie nieodmiennie kojarzyły mi się z gospodynią domową. Gospodyni gotuje obiad, robi pranie i odkurza ubrana w chustkę i fartuch. W pewnym momencie ktoś woła „Anna Karin, czas na nagranie!” i rzeczona Anna Karin ściąga owo przybranie, przygładza włosy, leci do studia i prowadzi program. W ostatniej chwili ktoś jej pomaże pędzlem po twarzy, żeby się nie świeciła. I tyle. Anna Karin jest tak zajebista, że doprawdy, gdyby jeszcze ubrała się nieco bardziej elegancko to na bank, nie tylko przyćmiłaby urodą treść programu, ale też pół świata wprawiła w głębokie kompleksy. Po co? Wystarczy t-shirt i dżinsy rurki. No chyba, że upał, to zamiast spodni – spódnica dżinsowa + legginsy. Jak jest święto to legginsy są wykończone koronką. I tyle.
Garnitury męskie to też przesada. Toż jakby taki gość w typie Alexandra S. założył garnitur to cały, nie tylko babski, świat rzuciłby się na gościa z okrzykiem „zaludniać!”. Zatem panowie na wizji telewizyjnej wyglądają jak gość, który przed chwilą zeskoczył z kosiarki, ściągnął słuchawki z radiem z uszu lub „keps*” z głowy i sio na wizję!
Po jakimś czasie odkryłam, że taki sam stosunek do elegancji mają wszelkiej maści urzędnicy. Nieważne: bank czy urząd miasta NIKT nie nosi garnituru, żadna kobieta nie chodzi w szpilkach! Normalne jest, że urzędnik przyjmie petenta w …kapciach-klapkach i pogniecionej dżinsowej koszuli.
Dowolność jest i brak nadęcia.
Powiem szczerze: moja matka uważała mnie za abnegatkę bo moim ulubionym strojem zawsze były trampki/kamasze, spodnie oraz workowate wdzianka. Stroju dopełniała nijaka fryzura, tylko dlatego nie kojarzona z kołtunem, że włosy mam proste i sztywne jak druty. To dlatego w Szwecji poczułam się jak w raju, bo wreszcie przestałam się wyróżniać na ulicy. No, przynajmniej strojem.
I naprawdę przez wszystkie te jedenaście lat uważałam, że to jest cudne. Ten luz, ten brak sztywnych norm ubiórowych. Że doprawdy świecie: UCZ SIĘ!
Do piątku.
Gdyż w piątek ślubu udzielał Pan Urzędnik.
My wszyscy na galowo, bo ślub to uroczystość. Kobiety ufryzowane, umalowane (tak, ja też!) sukienki, narzutki, torebki, kwiaty. Litwinka miała nawet buty na wysokim obcasie!!! Panowie w garniturach, pan młody z muchą i poszetką!
A tu w progu wita nas pan. Wymięta, zgrzebna koszula, zwykłe spodnie typu chinos, na nogach rodzaj zimowych trampek. Byłam pewna, że to jakiś pomocnik. Ale nie. To był urzędnik, który udzielał ślubu!
Oczywiście, że był miły! Oczywiście, że ceremonia była w ogóle nie ceremonialna! Ot, weszli, stanęli. Urzędnik zapytał Litwina czy chce Litwinkę za żonę. Litwin powiedział z zapałem:
– Absolut!
Litwinka pouczyła przyszłego męża, że powinien odpowiedzieć „Ja, jag vill”.
Sama odpowiedziała prawidłowo, gdy przyszła jej kolej. Acha, jeszcze zamieszanie, na które ręce złożyć obrączki. Bo u Szwedów się nosi na lewej, a u nas przecież na prawej. Wybrali lewą.
I…to było tyle. Nawet podpisu nikt nigdzie nie składał. Acha i mogłam nawet ja z eMem udawać Litwinów, bo nikt też nie spojrzał w dokumenty.
I wiecie co? Sympatycznie było, ale…Nie sądzicie, że ślub to jednak uroczystość jest i powinna mieć jakąś szlachetniejszą oprawę?
A może to prywatna rzecz i jak ktoś chce oprawę to niech ją sobie sam organizuje, a nie żąda od komuny wydatków na garnitur dla urzędnika?

Z miłych rzeczy: Litwini są razem od co najmniej dziesięciu lat. My znamy ich jakieś osiem lat. I fajne jest to, że widać iż nadal są w sobie zakochani.
Jakim cudem?!

*keps – czapka z daszkiem, bejsbolówka

15 myśli w temacie “155.

  1. Mnie by troche przeszkadzal brak ceremonialu, ale moze to wynika z wychowania w takim a nie innym kraju. Gdyby formalnosci dopelniali w konsulacie, mieliby bardziej tradycyjnych urzednikow.

    Piszesz, ze zapatrzeni w siebie… moze nawet nie zwrocili uwagi na wyglad urzednika? Niech im sie wiedzie!

    Polubienie

  2. nie, no bo generalnie dla ludzi ceniących sobie wygodę ubioru Szwecja jest krajem idealnym. Najbardziej cierpią tutaj dziewczyny, które w Polsce pracowały jako urzędniczki. Przywożą szpilki, eleganckie kozaczki na podeszwie jak listek, płaszczyki, sukienki, garsonki…i kompletnie nie mają gdzie tego nosić.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Brakowało tam jednej z moich ciotek (której wszyscy unikamy jak ognia). Na bank wyciągnęłaby urzędnika na korytarz, wyjasniła, że „A W MOIM KRAJU TO”…, przebrała w stosowne rzeczy i zaprowadziła przed młodych 🙂
    Przypomniało mi się, bo parę lat temu byliśmy na ślubie cywilnym naszej wspólnej kuzynki. Urzędnik, który miał udzielać ślubu, nie miał krawata. Ciotka wyprowadziła biedaka, zorganizowała krawat ( chyba wujka, męża znaczy, oskubała) i ceremonia ruszyła. Zaskoczonym gościom wytłumaczyła, że przecież taki bezkrawaciasty urzędnik fatalnie wyglądałby na zdjęciach i zepsuł młodym fotki….
    Ciotka ma swoje lata, ale….

    Polubienie

  4. Faktycznie, ci co udzielaja slubow cywilnych, to istoty jakby wziete z powiesci Dickensa. „Baba” co przyszla udzielac slubu (tego co ja widzialam na wlasne oczy) ubrana byla byle jak, na glowie fryzura, jakby jej piorun we wlosy strzelil, albo nie posiadala grzebienia, mialo sie wrazenie, ze jakas taka niedomyta. Slubu udzielila, ale niesmak po niej zostal, co chyba nie powinno miec miejsca w takiej chwili, ktora jest wazna dla mlodych a takze ich gosci.
    Jezeli chodzi o ubiory osob w TV, to od kilku lat panowie nosza garniutry, nawet ten „pan pogodynka” a panie czesto zakiery i eleganckie bluzki oraz szpilki albo pantofelki na wysokim obcasie, co widac, bo teraz juz nie zawsze siedza przy biurku, tylko czesto przechadzaja sie po dziennikowym studio. Dotyczy to kanalu 1, 2 i 4. Kiedys to bylo roznie, ale zmiany sa ogromne.
    Z tymi blond Szwedkami to bylabym ostrozna nazwac je blondynkami. To raczej Finki sa naturalnymi blondynkami a takze duza czesc slowianek (tych prawdziwych). Szwedki rozjasniaja wlosy juz od mlodych lat. Prawdziwa Szwedka jest szatynka, albo bardzo ciemna blondynka. Wsrod moich sasiadek zadna nie jest blondynka. No nie, jest jedna, ale utleniona.
    Panowie, natomiast, czesciej sa blondynami albo jasnymi rudzielcami i maja czasem krecone wlosy.
    Na codzien Szwedzi (wg moich spostrzezen) nosza sie swobodnie, czysto i bez specjalnych pretensji, byleby bylo wygodnie. Panujacym kolorem jest czern albo jakis inny szaro-bury, zeby sie nie rzucac w oczy. Na bialo ubieraja sie latem i do slubu a reszte czasu jak wyzej na czarno albo szaro-buro :-))

    Polubienie

    1. Wiesz, Kristofko, telewizji nie oglądam od jakichś 8 lat więc możliwe, że w między czasie coś się zmieniło, ale w pierwszym roku pobytu wciąż przezywałam szok. Tym bardziej, że nie znając języka mogłam tylko bezmyślnie patrzeć.
      Co do pana urzędnika to Litwinka zauważyła żółte plamy pod pachami…

      Polubienie

  5. To ja jestem zupelna abnegatka 🙂 i nie ma dla mnie znaczenia jak kto jest ubrany. Po latach twoja Litwinka bedzie pamietala, ze malzonek powiedzial z zapalem „absolut”, a nie, ze urzednik mial sprana koszule. Generalnie nie jestem za udawaniem kogos innego niz sie jest. Sluby, z pannami mlodymi przebranymi za ksiezniczki, sa dla mnie takim klasycznym przykladem.
    Moja amerykanska przyjaciolka uczestniczyla pare lat temu w artystycznej konferencji w Norwegii. Uczestnicy zostali zaproszeni na wystawe prac (drukow) Norweskiej krolowej, ktora towarzystwo przyjela w zgrzebnej sukience. Nikt nie mial wrazenia, ze to bylo z braku szacunku 😉 Bo moze to wlasnie o to chodzi.

    Polubione przez 2 ludzi

  6. Będąc na ślubie w dowolnej roli oczekiwałabym jednak eleganckiego stroju od urzędnika. Przez swoją niedbałość w wyglądzie obniża range ceremonii, a to przecież na całe życie (przynajmniej teoretycznie:).
    Osobiście muszę przyznać, że bywając okazyjnie w naszych urzędach, choćby nawet na poczcie lub w banku, a nawet w recepcji marketu, widzę bardzo schludnie ubranych pracowników, czystych i pachnących. W piątek odbierałam z marketu budowlanego zamówiony wcześniej chodnik i w obsłudze klienta wydawał go pan tak elegancki, że aż się zawstydzilam, że poszłam w dżinsach i kurtce hi hi 😉
    Natomiast klienci.. cóż, długo by opowiadać:)

    Polubienie

  7. No to Włochy są zupełnym przeciwieństwem Szwecji. Tu powiedzenie jak cię widzą tak cię piszą sprawdza się na 100%. Wszystko jest na pokaz, wszystko jest kreacją wygląd, dom, auto. Ukazała się zresztą taka książka: Włochy, życie to teatr. Przeczytaj kiedyś.
    Tyle, że we Włoszech mogłaby wyznaczyć sobie takiego prywatnego „udzielacza ślubu” w zastępstwie urzędnika np. spośród znajomych. I wtedy mogłaby ustalić szczegóły ubioru oraz teksty i czytania.

    pokaz

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s