Dziwne uczucie.
Wstać bez poczucia obowiązku. Pić kawę bez pośpiechu. Pić ziarenka. Umyć głowę. Powoli i bez przymusu wchodzić w dzień. Zastanawiać się czy na spacer pójść teraz czy jak głowa wyschnie.
Dziwne uczucie ulgi.
Nic nie trzeba.
Zmusiłam wczoraj eM do zabrania Tośki. Powiedziałam, że na razie na tydzień.
Byłam wykończona. Huśtawką nastrojów, pracą, stresem. Szarpaniem się z Tośką, żeby przestała tkwić 10 minut z nosem przy jednej trawce, żeby szła dalej mimo innego psa po drugiej stronie, żeby wstała z trawy i poszła do domu. Zmęczona jej szczekaniem. Zmęczona tym, że nawet wyniesienie śmieci muszę planować. Oraz tym, że jestem uwiązana do domu jak, nomen omen, pies do budy. I nie mogę sobie ot tak, wsiąść w samochód i pojechać dokądkolwiek na kilka godzin…
A wszystko to w chwilach, gdy nie mam siły żyć, albo gdy czuję, że się duszę w domu, że muszę wyjść na powietrze, do jakiegoś człowieka albo do przyrody, zrobić cokolwiek byle oderwać głowę od smutku i bólu.
Mam oczywiście wyrzuty sumienia. Bo ona tęskni i nie rozumie.
Bo on BĘDZIE MUSIAŁ brać ją na spacery rano, przed pracą i to pewnie będzie niewygodne. Bo pewnie część, znaczną część, spacerów będzie musiał odbyć Yankie.
A tak, bo Yankie tymczasowo mieszka u ojca. Szuka własnego mieszkania, ale jak ma się niski budżet to mieszkanie nie znajduje się tak od razu.
I oczywiście mam chęć, wbrew sobie, zabrać ją wieczorem. Ale nie – zacisnę zęby i wytrzymam do soboty. Bo powiedziałam: na razie na tydzień. Przez ten tydzień muszę wymóc na eM konkretne zobowiązanie na opiekę. Niech to będzie choćby jeden dzień w tygodniu, ale po prostu ja też muszę mieć możliwość odetchnięcia od psa.
A poza tym wielką uciechę sprawiła mi wiadomość, że coś z naszej kłótni go ruszyło na tyle, że rzekł do naszej córki coś o spalonych mostach. Acha, znaczy, że choć raz trafiłam celnie, zabolało go. I dobrze. Mnie bolało przez tak wiele lat.
Choć oczywiście, mój cel nadal jest taki, żeby nie czuć już potrzeby odegrania się, dokopania i czucia satysfakcji z tego, że mu źle. No ale na to trzeba czasu. Wierzę, że ten przyjdzie, na razie pozwalam sobie czuć i złość, i żal, i żałobę. Choć najbardziej podoba mi się złość, bo daje mi siłę.