Dziś o 8 rano było -7. Niebo czyste, słońce…
Chodniki pokryte lodem, ale wbrew szwedzkiej tradycji ktoś jednak je trochę posypał żwirem, więc dało się iść z Tosią na spacer bez większych problemów.
Cały tydzień były plusowe temperatury, a na weekend się zebrało i łups. Popadało marznącym śniegiem, powlekło wszystko lodową powłoczką… Widocznie po poprzedniej weekendowej zimie był jakiś negatywny oddźwięk, bo tym razem wysłano w miasto jakieś piaskarki (które sypią żwir) mimo soboty. Mimo wszystko jednak moja uliczka pozostała nietknięta, a że ruch na niej mały to się samo z siebie nie rozpuściło. Ale przynajmniej na chodnikach leży żwir.

Byłam wczoraj w centrum i z niedowierzaniem oraz zgrozą patrzyłam na dwie osoby na motorze! Matko boska, kamikadze! Co z tego, że opony z kolcami, jednoślady są niestabilne latem, na suchej nawierzchni… A zimą?
Podziwem napełniali mnie też rowerzyści. Jak… JAK?! Do licha oni to robią, że jadą rowerem po lodzie i się nie wywalają? Ja na własnych nogach potrafię wywinąć niezłego orła…
Inna rzecz, że jak mi przed samochodem pedałuje taki rowerzysta, to mi siwych włosów przybywa, bo widzę już jak się wywala prosto pod koła, a ja na lodzie nie jestem w stanie zahamować … Omijam wielkim łukiem o ile się da.
Ale zza okna to jest ładnie. Słońce, niebieskie niebo, złoto połyskujące resztki brzozowych listków…
Czy ja się chwaliłam, że tydzień temu odkryłam za wycieraczką mandat?
Za parkowanie po niewłaściwej stronie w dniu sprzątania ulicy.
Tylko, że … tam nie ma żadnej informacji o sprzątaniu, żadnego zakazu, nic. Mandat w wysokości 750kr. Czyli prawie tyle, ile wynosi mój tygodniowy budżet. Odwołałam się, ale. Ja muszę go zapłacić jutro. A oni jak coś, to mi oddadzą, jeśli uznają, że mandat był niesłuszny.
Kiedy rozpatrzą i kiedy oddadzą – tego w pouczeniu nie ma. Może nie przewidują takich sytuacji.
Jakoś nie wierzę, że uznają moją reklamację, bo… nie wiem. Może coś przeoczyłam?
W poniedziałek oddzwoniła Helena weterynarz i powiedziała, że wyniki Tosi są dobre. Więc kontynuujemy ostatnio ustaloną dawkę.
Pies mi odżył. Ostatnio nawet staje na tylnych łapach! Nie było tego co najmniej trzy lata! A na wybiegu ostatnio ganiała za jednym whippetem. Dla nie zorientowanych w psich rasach: whippet to rasa chartowatych używanych głównie do wyścigów. I Tośka za takim jednym biegała. Jasne, że krótki dystans. Jasne, że nie doganiała. Ale nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam ją biegnącą. Na pewno nie w ciągu ostatniego roku!
Na dodatek obywa się bez tabletek przeciwbólowych.
I sierść jej odrasta. Nad ogonem znowu zwijają się loczki.
Pralki jeszcze nie dostałam, nikt się do mnie nie odzywał, w tym tygodniu zadzwonię i zapytam.
Poza tym eMowi spuchła stopa, bolała tak, że nie mógł chodzić, do toalety się czołgał. Trzy dni walczyłam o to by go obejrzał jakiś lekarz.
Wreszcie we środę udało mi się zabukować mu czas. Wizyta… Przyszedł jakiś młody „czarniawy” czyli jakiś Ahmed albo podobny (przepraszam, po każdym oszustwie staję się coraz większą rasistką). Nie przedstawił się, nie miał plakietki więc równie dobrze mógł to być sprzątacz. Na twarzy miał maseczkę, co blokowało dźwięk. A dodatkowo jeszcze mamrotał… i rzucał półsłówkami. Kompletnie nie mogłam się z nim porozumieć. eM poddał się już na wstępie.
A nasza konwersacja wyglądała tak:
– hrgrbrmi – on
– Przepraszam, nie rozumiem cię. Możesz powtórzyć?
– hrgrbr…
– Mówisz, że musisz zrobić badanie krwi?
– pszyyy
– Już było robione, jak weszliśmy, nie masz wyniku?
– przyprszyprszy
– Pójdziesz zobaczyć, tak? Okej. Mamy tu czekać?
Chwilę potem…
– szpszysszz 11.
– Słucham?
– szpszys 11…
– Ale co to znaczy 11?
– rzrsrzrzr….
Metodą pytań zamkniętych udało mi się dowiedzieć, że nie zbadano eMowi poziomu kwasu moczowego i trzeba to zbadać i czy się zgadzamy. Oraz, że eM dostanie kortyzon. Nadal jednak nie wiem co to za jedenaście w wyniku. Być może poziom CRP, ale nadal mi to niczego nie mówi.
Tak, że wiecie. Może ciecie w wynajmowanych mieszkaniach są luksusem, ale opieka medyczna, zwłaszcza ta podstawowa, nie jest już nawet pod psem. Ona jest pod tą pchłą, co na tym psie żyje…
Gdy się człowiek źle czuje i szuka pomocy to nieodmiennie słyszy „Ale wiesz, my mamy naprawdę mało lekarzy”. Tym razem już mnie to naprawdę zniecierpliwiło i powiedziałam „Ale ja nie dzwonię w sprawie kataru! Mąż cierpi, nie może pracować, co według ciebie ma zrobić? Leżeć i czekać aż …co?”
Oczywiście nie jest to wina ani tej pielęgniarki, ani lekarza… Wina jest polityków i złego systemu finansowania.
Dla jasności dodam jeszcze, że w Szwecji praktycznie nie istnieje prywatna opieka medyczna. Tzn jest, ale głównie dla tych, którzy mają płacone przez pracodawców ubezpieczenie na opiekę medyczną. Ci, co nie mają tego szczęścia, dobijają się po wielokroć żeby ktoś ich zbadał.
M wydobrzał, w poniedziałek już chyba wróci do pracy. Ale co dalej – nie wiadomo.
A na mnie już pora.
O 12 szkoła tańca, gdzie tańczy Zuzu ma pokaz, więc trzeba się ogarnąć.












