W niedzielę Zuzu miała przedstawienie…
To znaczy nie ona sama, tylko jej szkoła tańca przygotowała pokaz.
Mieliśmy do wyboru dwa terminy, wybraliśmy ten w samo południe, zgodnie z życzeniem Zuzu, która nie chciała by tata siedział sam na widowni.
Zabrałam eM z domu i podjechaliśmy pod starą cukrownię, którą przerobiono na… wszystko. Jest tam i centrum młodzieży i biuro pracy i jakieś biuro rachunkowe, a także teatr.
No i w tym teatrze był pokaz.
Jeszcze zdążyliśmy się pokłócić na parkingu bo eM swoim zwyczajem zarządzał moją jazdą, a na koniec wmawiał mi, że tam gdzie jest wolne miejsce parkingu nie ma… Skończyło się tekstem ” Twój samochód” oraz ” i moje mandaty”…
Szedł za mną nabzdyczony, a że od września tego nie było, więc i mnie lekko ruszyło.
Sala tonęła w półmroku, eM wypatrzył ojca Zuzu, który nam zajął miejsca w drugim rzędzie. Kobieta siedząca z brzegu wystawiła stopę…
Potknęłam się najpierw o stopień, którego nie zauważyłam, potem o tę wystawioną stopę, poszukałam oparcia w ścianie, ale ściana okazała się być kurtyną. Poleciałam z hukiem, walnęłam lewym pośladkiem i lewą krawędzią dłoni…
No. Przedstawienie dałam że hej!
Zbiłam tyłek, ale kości chyba na szczęście wciąż jeszcze mam mocne.
I tak zaliczyłam spektakularny upadek roku 2023.
A już liczyłam na to, że w tym roku mi się uda tego uniknąć…
Najwięcej aplauzu zebrały maluchy, które nie do końca wiedziały co i kiedy mają robić, ale były słodkie w swoich cekinowych kostiumach.
Obserwując te tańce nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że w tańcu też się cofamy. Większość tego co prezentowano przypominała mi tańce „dzikich”, a i muzyka do tego była mniej więcej podobna: bębny, piszczałki i od czasu do czasu jakiś okrzyk.
Taka moda…
Zaskoczyło mnie też to, jak wiele dziewcząt ma nadwagę. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że nadwagę i to znaczną mają niektóre instruktorki…
Po przedstawieniu wzięliśmy psa na spacer, a Zuzu została w teatrze, bo dwie godziny później było drugie. Nie chciała z nami jechać, mówiła, że będą ćwiczyć.
Gdy ją zabrałam o 16 była nakręcona, pełna takich pozytywnych wibracji. Mówiła, że to było coś wspaniałego. Nie tylko występ, ale i to co za kulisami. To, że nareszcie zaczęły ze sobą rozmawiać, bo dotąd na treningach praktycznie się do siebie nie odzywały (witamy w Szwecji).
Teraz trema przed i adrenalina po sprawiła, że się otworzyły na siebie.
Zuzu była cała roziskrzona aż miło było na nią popatrzeć. Potem w domu, gdy już wszystko z niej zeszło, stała się milkliwa i wycofana, więc zostawiłam ją w spokoju.
A w poniedziałek po południu zaczął sypać śnieg. Wczoraj sypał cały dzień. A teraz znowu sypie. Zza okna słyszę jeżdżące pługi.
Na popołudniowy spacer poszłam z Tosia na wybieg, bo pies czując śnieg pod łapami dostaje głupawki. Chce biegać, wierzgać i brykać.
Na tym wybiegu odebrałam telefon od administracji, że jeden pan się wybiera, żeby sprawdzić czy da się u mnie postawić pralkę.
Zebrałam psa i poleciałam do domu.
Pana znam, to ten sam który robił kontrolę mieszkania. Wszedł do łazienki, spojrzał … i powiedział, że się tej pralki wstawić nie da.
O! Ale jak to… w centrum łazienka była podobnej wielkości…
No, i według niego to głupota, że tam powstawiali pralki. Bo prąd za blisko wody, a woda za blisko urządzenia. Wszystko razem jest mało bezpieczne i dla człowieka i dla sprzętu.
O!!! Jednak! Czyli miałam rację, że nie do końca czułam, że to bezpieczne…
No tak, tylko co teraz?
Latanie z Tośką do pralni jest naprawdę upierdliwe. A jeszcze latanie dookoła budynku, by przejść przez piwnicę, bo królewna po schodach w dół nie za bardzo… Do wejścia schodzi się stromym podjazdem, teraz zimą gdy śnieg i lód równa się gwałtownemu zjazdowi na tyłku…
Gdyby eM jednak choć jeden dzień w tygodniu zabrał psa na popołudnie do siebie, byłoby prościej. Ale eM jest typowym polskim tatusiem lat 90. Kocha bardzo, góry przeniesie, w ogień wskoczy… tylko nie zajmie się samodzielnie przez kilka godzin w tygodniu.
Wiem, że jestem zgryźliwa, ale tak to wygląda.
Rozważam więc zakup czegoś takiego. Na poważnie

Jest małe, lekkie, nie wymaga podłączania na stałe. Wypierze i odwiruje zwykłe pranie typu majtki, skarpety, lekkie spodnie czy koszulki.
Większe i cięższe rzeczy będę zbierać i prać w pralni raz w miesiącu lub rzadziej.
Zastanawiam się całkiem serio…
No a teraz chyba pora się zbierać. Może Zuzu da się odwieźć do szkoły. Bo śnieży, chyba wieje i nie jest fajnie.
Malutkowi zamarzają spryskiwacze mimo, że ma płyn zimowy… Co robić?

Malutek robi za bałwanka













