Wypaliłam się. Po prostu.
Od wczoraj łykam sertralinę i zastanawiam się co jeszcze mogę zrobić.
Ma się do mnie odezwać ktoś z oddziału zdrowia psychicznego.
Zrobiono mi też badanie krwi. Ciekawe co badali i czy dostanę jakąkolwiek odpowiedź inną niż „wszystko wygląda normalnie”.
Lekarz chciał mnie wysłać na zwolnienie – ale co niby mam zrobić z klientami? Kazałam mu znaleźć inny sposób.
Sama próbuję znaleźć inny sposób
Na początek…
Myślę, że praca sprzątaczki będzie trochę pomocna. Zmusi do wyjścia z domu, do ogarnięcia się, do spotkania ludzi, różnych ludzi. No: każe wziąć się w garść.
Zmusi do aktywności fizycznej.
No i da dodatkowe wsparcie finansowe.
Oraz emocjonalne na zasadzie, że jak odpadnie mi klient to nie będę miała wizji eksmisji z mieszkania.
Poza tym Tośka ma znowu cieczkę. Tak, po 6 tygodniach od skończenia poprzedniej. Oczywiście byłyśmy u weterynarza, Tośka przy okazji ma znowu infekcję skóry, więc dostała antybiotyk.
Jak skończy antybiotyk będziemy z lekarką Heleną zastanawiać się nad dalszą diagnostyką dróg rodnych, choćby po to by wiedzieć czego się spodziewać i ewentualnie się jakoś na to przygotować.
Ale Tosia w marcu kończy 9 lat. Od co najmniej roku żyje „na kredyt”.
Średnia długość życia berneńskiego psa pasterskiego to 5-8 lat…
Acha.
W zeszłym tygodniu był u mnie pan i montował nową umywalkę. Dołączył do niego Bjorn – cieć.
Tośka oczywiście witała obu jak najlepszych kumpli no bo głaskacze zawsze mile widziani.
Bjorn śmiejąc się pokazał mi kartkę zdjętą z drzwi (wisiała tam chyba ze dwa tygodnie). Zapytał czy widziałam i co ja na to.
No to mu powiedziałam, że się z początku zestresowałam, ale później uznałam, że skoro psy nie szczekają bez przerwy, nie szczekają po nocach to w zasadzie nie powodu do narzekań.
Bjorn się tylko śmiał, pytał czy wiem kto to napisał, bo to głupek jakiś. I że właśnie mam rację i mam się nie przejmować.
On tu bywa często i wie jak jest z psami. Gość się czepia, ale tyle tego.
Ale jak się pojawi kolejna kartka to i tak się zestresuję…
Poza tym klienci znowu powysyłali papiery na ostatnią chwile oraz niekompletne, więc jestem przyspawana do biurka (to tyle w temacie higieny pracy). Gdyby nie Radio357 to nie wiem jak bym dała radę. Naprawdę. Płacę im 25zł miesięcznie i są to równie dobrze wydane pieniądze jak te na Legimi. Rozważam zwiększenie kwoty, bo 25zł to kwota śmieszna, to nawet nie połowa abonamentu Netflixa. A kudy tam Netflixowi do 357.
Ale też uczę się.
Nad jednym klientem spędziłam ponad 9 godzin. W liczniku miałam 9 tylko, bo nie pamiętałam o uruchamianiu gdy pisałam do nich kolejne maile o uzupełnienia lub dzwoniłam z pytaniami.
No i gdy przyszedł czas wystawianie faktury to mi ręka zadrżała. Poprzednio było 7 godzin, pomyślałam, a teraz 9. Może lepiej napiszę te 7. Wpisałam 7. A potem się zbuntowałam.
Nie, halo! Ale dlaczego?! Ja te godziny uczciwie przepracowałam przekładając i układając dokumenty, szukając wpłat, drukując potwierdzenia itd… Dlaczego mam nie wziąć za to pieniędzy?
Przecież tak naprawdę to powinnam jeszcze doliczyć za wydrukowanie wszystkiego tego co powinno być a nie było…
I poprawiłam fakturę na 9 godzin i tak wysłałam.
Byłam równie przerażona (może pewnie to moja wina, że taka ślamazara jestem, może powinnam to robić szybciej?) jak i dumna z siebie.
PS. Właśnie zadzwonił lekarz, że mam bardzo wysoki cukier i mam iść na badania.
Za mało ruchu…









