Za to wreszcie rankiem temperatura 5 stopni. I przestało wiać.
Byłam z Tosią o 4:30 na spacerze. Świtało, pachniało deszczem, pojedynczy ptaszek (jakiś ranny ptaszek) śpiewał.
Obudził mnie początek migreny. Czego się spodziewałam, bo bardzo zgrzeszyłam uczynkiem i zaniedbaniem.
Najpierw było zaniedbanie.
Nie wiem czy rozkojarzona byłam, czy co. Zatrzymałam się przecież wyjeżdżając z mojej podporządkowanej uliczki, na ulicą główną, którą chciałam przeciąć. PUSTO było! Droga prosta jak drut, bez żadnych ograniczeń w widoczności. Nic nie jechało! A potem nagle nie wiadomo skąd przed maską wyrósł mi czołg. Poderwałam nogę z gazu, ale na hamulec już jej nie zdążyłam opuścić. Przywaliłam.
Od razu mówię: nic się nikomu nie stało, Malutek ma poturbowany przedni zderzak, i odrapany lakier powyżej grilla. Czołgowi (potem się okazało, że to Volv o XC90) uszkodziłam błotnik nad tylnym kołem.
Facet wyskoczył do mnie z pytaniem:
– Nie widziałaś mnie? (odpowiedź: oczywiście że widziałam, ale pomyślałam, że tak nudno, może w coś przywalę – przyszła do mnie później, tak samo jak pytanie: a ty mnie?! Ja ciebie miałam z boku, ale ty mnie na wprost! jak szybko jechałeś?)
Ale refleksje przyszły później, bo byłam tak zszokowana, że kompletnie odebrało mi rozum.
Wymieniliśmy się danymi i każdy pojechał w swoją stronę.
No, ale telepke miałam cały dzień taką, że musiałam łyknąć ze dwie zielone tabletki.
A wieczorem nie mogłam zasnąć, a gdy zasnęłam to mnie wyrwało ze snu… Zjadłam 4 pralinki (odwykłam od takich „rarytasów” i odkryłam, że smakują chemią i wcale nie są dobre).
A wcześniej jadłam pomidorka. I kartofleki. To były te uczynki.
No i nad ranem mnie wybudziło. Ale wystarczył jeden ibuprofen i 1/2 trypka. A potem zasnęłam i obudziłam się przed ósmą. Oj, dawno tego nie było!
Zgłoszenie do ubezpieczyciela wysłane. Resztę załatwią urzędnicy.
Pewnie będę musiała pokryć jakieś ryzyko własne, oraz podniosą mi stawkę ubezpieczenia. To nie koniec świata, to tylko kasa.
Najbardziej mnie przeraża fakt, że ja tego samochodu nie widziałam. Dlaczego? Jechał szybko? Czy ja się zgapiłam?
I dlaczego on – mając mnie na wprost, widząc, że jestem na jego pasie nie zahamował?- a musiał mnie widzieć z daleka? Nie było słońca, nic go nie oślepiało. Nie było ruchu bo było bardzo wcześnie. Pewnie nikt mi na to nie odpowie…



