Dziś rano cukier 7,2 czyli w polskich normach to jakieś 130.
Każdego dnia rano mierzę cukier i obiecuję sobie, że dziś ja zwyciężę i jutro cukier będzie poniżej 6.
Ranki niestety wybitnie pokazują, że ta walka jest nierówna.
Mogłabym się poddać. Uznać, że dupatam… są lepsze metody, więc co się będę katować.
BMI + cukrzyca + podwyższony cholesterol uprawniają mnie do skorzystania z terapii ozempikiem i podobnymi… I jak mi tak rano ta cholerna cukrzyca pokazuje paluch to myśę mściwie, że czekaj zdziro już ja cię załatwię.
Ale potem przychodzi refleksja, że jak raz zacznę to będę musiała się kłuć dożywotnio.
I znowu próbuję. Więcej białka, mniej kartofelków. Więcej kapusty.
Szybszy spacer z Tośką, która właśnie okulała, więc cud, że w ogóle chce chodzić. Ćwiczenia w domu. Te zalecane przez osteo i dołożone kilka asan z jogi…
Jedno skonstatowałam: mogę jeść kartofelki, bułeczki, placki oraz inne potrawy, które wywalają mi cukier w kosmos. Ale nie mogę cukiereczków, batoników, czekolady bo wtedy z jakiegoś powodu odpala się ten ból w potylicy. Mogę nawet zjeść przesłodkie szwedzkie torty…
Cukier szaleje i tak i tak, ale ból w potylicy chyba ma związek z tymi przemysłowymi słodkościami. Tak podejrzewam.
A już miałam pomysł, żeby popytać o blokadę nerwu.
Ale skoro ten ból to mój czujnik przecukrzenia to może lepiej go nie wyłączać.
I nie, nie że sobie pozwalam na batoniki, cukiereczki i placki każdego dnia…
Mimo wszystko jest jakiś progres, bo rzadko miewam telepkę z kołataniem serca, a i siódme poty biją na mnie coraz rzadziej.
A teraz nawiązałam kontakt z dietetyczką.
Oto jej odpowiedź na moje pytanie
„Jeśli dobrze podsumowałam to chciałaby Pani zamówić jadłospis z niskim IG, ograniczeniem cholesterolu, bez mięsa, owoców morza, z ograniczeniem ryb, warzyw strączkowych.
Oraz kilku rzeczy Pani nie lubi. Do zrobienia – zapraszam :)”
W kultowym filmie Nigdy w życiu Judyta dostaje pytanie czy da się zdrowo odżywiać bez warzyw, bo są wstrętne. Zatem odpowiedź brzmi: da się. Skoro można zdrowo bez mięsa, ryb, strączków…
Zainwestuję w tego dietetyka. Dostanę jadłospis na 7 dni. Luuuudzie… to i tak będzie bogatszy repertuar niż to, co jem obecnie.
Twarożek przez 5-6 dni w tygodniu na śniadanie.
Kartofelki + jajko/ryba/kotlet + surówka też przez 7 dni.
A na deser i kolację śliwki, nektarynki, truskawki.
Fajne sny mi się śnią.
Np. taki: zdejmuję sukienkę, która jest sztywna, ciasna i zdejmując ją czuję lęk, że się z niej nie oswobodzę.
Pod spodem mam inną sukienkę: miękką, wygodną, ciemnoniebieską.
Albo: jadę samochodem z Panem W. Leje deszcz. W mijanych ogrodach widzę stojącą błotną wodę. A potem jedziemy drogą wzdłuż jeziora. Woda sięga krawędzi jezdni. Ale woda jest spokojna, jasno niebieska, otoczenie jest jasne. Trochę się boję tej wody, ale pan W mówi, że nie ma czego.
Odstawienie sertraliny wyzwoliło we mnie pragnienie tworzenia.
Ale oczywiście moja rozlazłość ADHD sprawia, że tworzę tylko w głowie. Ale kiedyś się wezmę! Nawet pisać mi się chce i znowu mi skaczą po głowie jakieś historie.