35.

Zatem: lipiec.
A tak sobie obiecywałam, że w czerwcu nadgonię wszystkie ogony…
A przez większość czasu tylko się kręciłam w kółko. Nie mogłam się skupić na niczym. Szłam do kuchni po szklankę a godzinę później orientowałam się, że w międzyczasie ogarnęłam pranie leżące od tygodnia na fotelu, podlałam kwiatki, umyłam pół wanny oraz odbyłam kilka rozmów, nie zawsze koniecznych w tej właśnie chwili: „ale mi się przypomniało”. I siadając do biurka konstatowałam, że nadal nie przyniosłam szklanki, więc znowu szłam do kuchni…
Można rzec, że jakiś feler jest albo w kuchni albo w tych szklankach. Może powinnam pić wprost z butelki?
Jednocześnie ciągle czuję się senna, bez energii, z rojem brzęczących pszczół w głowie. Jak dodam do tego codzienny ból głowy to będzie komplet..? A nie, bo jeszcze dochodzi wybudzanie się o godzinie 3-4 nad ranem.

Nie wiem co z tym zrobić. Wygląda na ciężki atak ADHD… Ma ktoś jakieś sposoby? Silna wola nie działa, bo… wymaga silnej woli chyba.

Dziś w końcu spałam do 6:15. A tak chciałam pogadać z panem W o poranku. Ale sen był silniejszy. Ale dzięki temu czuję, że może w końcu przerwę ten dziwny krąg.

Eks wrócił z Polski, po spotkaniu z kolejną kandydatką. Rozanielony… Odbierałam od niego lek, bo coś mi wlazło w plecy, a w Szw jest na receptę i nie ma w kapsułkach.
W duszy na ten temat coś mi się mieli. Mam poczucie, że oto właśnie definitywnie nasze drogi się rozdzielają i gdzieś tam na dnie siedzi maleńki cień żalu. Mimo wszystko..?!

Do wyjazdu do PL 9 dni.
Tęsknię za Panem W.

Dodaj komentarz