Wczoraj zadzwoniła do mnie pani z administracji. W sprawie psa, bo „ktoś” się poskarżył.
Spokojnie opowiedziałam moją wersję:
– pies w zasadzie nie szczeka w godzinach nocnych. Bywa, że szczeknie raz -dwa, gdy roznosiciel gazet za bardzo trzaska drzwiami. Dzieje się się tak, ale bardzo rzadko. Ostatni raz było to ponad miesiąc temu.
– pies nie szczeka długo. Samą mnie to irytuje i reaguję na to natychmiast.
– pies szczeka, gdy ktoś przychodzi, nim przejdzie od drzwi od klatki do naszego mieszkania. Szczeka, gdy wracam skądś i podjeżdżam pod blok. Parking mam pod balkonem. Szczekanie trwa tyle, ile trwa wyjście z auta, zabranie rzeczy i dojście do mieszkania. Ile to zajmuje? 3 minuty? 5 minut? Jak często wychodzę? Średnio raz dziennie. Wychodzę bo muszę: zrobić zakupy, iść do lekarza czy do klienta.
– zdarzyło się, że pies szczekał gdy wyszłam. Zapewne trwało to dłużej niż 5 minut. Ale nie dzieje się tak każdego dnia. Nawet nie raz w miesiącu.
– pies to zwierzę – nie da się nad nim zapanować całkowicie, zwłaszcza podczas nieobecności.
– takie są uroki mieszkania w budynku wielorodzinnym: psy szczekają, sąsiedzi trzaskają drzwiami, ktoś rozmawia na schodach, dzieci hałasują.
Póki dzieje się to bez zakłócania ciszy nocnej trzeba to znosić.
– drzwi mojego mieszkania w ogóle nie izolują dźwięków. Mówiłam cieciowi, ale rozłożył ręce „stare drzwi” i tyle.
– paniusia z góry, bo podejrzewam, że to ona, jest upierdliwa i czepialska. Poprzedni lokatorzy mówili, że ich też się czepiała. Gdybym była złośliwa powiedziałabym „pracuj poza domem, może w firmowym biurze – tam na pewno masz komfortowe warunki i bezwzględna cieszę”
Na koniec zapytałam czy jest coś co wg mojej rozmówczyni mogę zrobić żeby nie zaogniać sytuacji? Pani orzekła, że widzi, że ogarniam i zgodziła się ze mną, że póki nie ma zakazu trzymania psów, oraz że to co się dzieje nie wykracza poza zwykłe, codzienne hałasy w bloku.
Ale domyślam się, że konflikt będzie narastał.
Naprawdę próbuję Tośkę nauczyć, ale to chyba przekracza i moje i jej zdolności.
W tej chwili mam ambiwalentne odczucia: z jednej strony chcę zrobić na złość, z drugiej – wolałabym zażegnać konflikt.
W ramach diabolicznej zemsty wymyślam np. takie działanie: wieszam na klatce informację, że trenuję psa do ciszy i że niestety na początku oznacza to, że pies będzie szczekał dłużej i częściej, ale to proces edukacji, więc proszę o wyrozumiałość. I nie tylko pozwalam, ale wręcz z premedytacją prowokuję Tośkę do jazgotu. Na telefony z administracji odpowiadam: uczę psa, to wiąże się z tym, że pies musi sam zrozumieć że cisza jest nagradzana. ITp…
Ogólnie cholernie mnie to wkurza i deprymuje.
Oczywiście pani z administracji nie powiedziała kto naskarżył. A ja wiem, że to jedna osoba z tej świętej trójcy: dziunia z góry, gostek zza ściany, lub ten dzidek co mieszka obok dziuni.
I niby nic, niby wzięłam na luziku, a wieczorem grzmotnęło po głowie jakby mi ktoś pałą przywalił.
Trzymaj się i Ty i Tosia. Uściski
PolubieniePolubienie
Jak mieszkałem w Szwajcarii to miałem takie same przygody z czepialskimi sąsiadami. Co mnie tam urzekało że pisali do mnie listy i wrzucali mi do skrzynki pocztowej 😂 a z dopiero z czasem dostawałem telefony z administracji. Znam ten poziom frustracji.
Skargi upierdliwego sąsiada potrafią człowieka naprawdę wkurzyć i przygnębić. Pani z administracji zadzwonić musiała, bo taka jest jej rola, ale z tego, co opisujesz, mam wrażenie, że ona rozumie całą sytuację i podchodzi do niej rozsądnie. Powiedziała przecież jasno, że skoro nie ma zakazu trzymania psów, a szczekanie nie wykracza poza zwykłe odgłosy życia w bloku, to właściwie nie bardzo jest się czego czepiać.
Sąsiadka pewnie będzie dalej narzekać, tak jak Twój pies będzie czasem szczekał i chyba niewiele możesz z tym zrobić. Rozumiem, że korci Cię, żeby jej trochę dopiec i sam w takiej sytuacji miałbym ochotę zrobić coś, co bardzo dobitnie pokazałoby, co myślę o takim czepianiu się 😄 ale chyba najlepiej już z nią nie dyskutować i nie dać się wciągnąć w konflikt. Najważniejsze, że administracja zna Twoją wersję i wygląda na to, że podchodzi do sprawy zdroworozsądkowo. No i masz po swojej stronie prawo.
Zasady dobrosąsiedzkiego współżycia rozumiesz i widać, że naprawdę próbujesz nad Tośką pracować. Ale są rzeczy, których po prostu nie da się całkowicie przeskoczyć. To pies, nie robot na pilota. Trzymaj się i nie daj się temu bardziej zdołować. ❤️
PolubieniePolubienie
Trollo, rozumiem i współczuję, bardzo. z jednej strony aż by sie chciało babie nagadać…albo chłopu, a z drugiej….widomo szkoda zdrowia. ale pamiętaj, że twoje sensowne argumenty nie docierają. bardzo często to sa ludzie, którzy lubią ograniczać, pouczać innych, lubią sie kłócić, lubią stawiać na swoim…Albo pisz do administracji donosy, że ciebie mobinguje babsko pisząc i nagabując, gdy tylko Tośka szczeknie a przecież Ty jesteś w pracy !!! odwróć sytuacje. Napisz jej że zawiadomisz policje i złożysz zawiadomienie o nękaniu. mieszkasz w bloku, gdzie ludzie mają prawo mieszkać z psami i kotami. prawo jest po twojej stronie. i wreszcie na prawdę zawiadom policję …
PolubieniePolubienie
a wiesz, że na to nie wpadłam? żeby naprawdę pójść na policję. Na razie sie powstrzymam, ale przy następnym donosie odpowiem, że składam wniosek na policję o nękanie. I faktycznie jeśli się nie uspokoja to to zrobię.
PolubieniePolubienie
Pozwól, ze ci coś opowiem. Gdy się przeprowadziliśmy na wieś wzieliśmy Erne, owczarkę. moją miłość największą. kochałam ją, że mogłam z każdym iść na wojnę. Była ogromna, ustawiała inne psy, nienawidziła koni ale ludzi Kochała. i dzieci 🙂 Wszyscy ją znali w naszej wiosce. Przed naszą chałupą jeździł dziadyga na rowerze, to na niego szczekała a właściwie to na rower…ale krzywdy by mu nigdy nie zrobiła.
dziadyga sie na nią zamachnał kosą, kiedy chciała się z nim przywitać…no może się zwyczajnie bał. więc pilnowaliśmy, żeby nie wyskakiwała za płot samopas. ale kiedy nawrzeszczał na mnie na polu, podczas naszego spaceru, że sobie nie życzy żebyśmy spacerowały tam gdzie on jeździ rowerem, oraz oskarżył Ernę o to, że mu zryła pole nieogrodzone(dziki, sarny, wilki)to mi się przelało. zawiadomiliśmy straż gminną, dzielnicowego i policję, że zagraża naszemu psu i nam w zasadzie i poskutkowało. wyobraź sobie. A jeszcze mu powiedziałam że go osobiście zaszlachtuję, gdy mojej suce cokolwiek się stanie, na przykład ktoś jej rzuci przez płot zatrutą kiełbasę.
PolubieniePolubienie
znajoma mi opowiadała, że ona ma podobnie. Mieszka na odludziu, działkę ma ogrodzoną, bo psy. A wiesz, że w Szwecji płot to rzadkość (bo od płotu tez się płaci podatek od nieruchomości). Obok płotu idzie droga. No i psy obszczekują… Też jakiś dziad się do niej czepia, że psy szczekają.
Kurde, jak im krowa na pastwisku zaryczy to też lecą z awanturą? Ludzie są powaleni wszędzie
PolubieniePolubienie
Przełóż sobie racjonalne myślenie- pies szczeka od czasu do czasu, w mieszkaniu gdzie jest na to pozwolenie, przy wiedzy administracji-na swoje emocje. Zastanów się kto ma problem- Ty czy ten ktoś komu to przeszkadza? Nie musisz być miła i zadowolić wszystkich mieszkańców, powinnaś być tylko w porządku w stosunku do przepisów. Tak naprawdę co mogą ci zrobić? Pomyśl jak facet i olej to😉
PolubieniePolubienie
staram się racjonalizować, ale wiesz: emocje biorą górę. Na razie zapisałam się do związku mieszkających na wynajmie. Zwrócę się do nich z pytaniem co robić teraz i na przyszłość.
Babie zablokowałam telefon, niech se klei karteczki, jak chce.
PolubieniePolubienie