21. Wróciłam

W niedzielę po południu wróciłam. Tosia czekała na mnie na lotnisku wraz z EksM. W domu czekał Basil.
Dwie godziny się snułam po chałupie nie mogąc ani się zmusić do zrobienia czegokolwiek, ani do spokojnego siedzenia na kanapie. Wreszcie o 18 wylądowałam w łóżku i spałam do 4 rano następnego dnia.
Potem wstałam, wypiłam ziarenka, wyszłam z Tosią… i poszłam dalej spać.
Czułam się połamana, obolała, zmarznięta i chora. Wstawałam na godzinę -dwie, a potem znowu zasypiałam.
Ale to chyba było tylko zmęczenie, bo dziś jest lepiej. Choć znowu najchętniej poszłabym spać, ale nie mogę bo o 9 terapia online.

W Italii widziałam:
– Wenecję: przebierańców, Wielki Kanał, Bazylikę Św. Marka. Pływałam Vaporetto oraz zgubiłam się w labiryncie uliczek.
– Mediolan: katedrę Duomo, miasto z dachu katedry, jeszcze jeden kościół, zamek Sforzów, platan bez liści oraz trzy dworce kolejowe
– Como oraz Torno nad jeziorem Como.
– Klasztor świętej Katarzyny nad jeziorem Maggiore, ale jeziora nie widziałam, bo była mgła.
Poza tym zmarzłam do szpiku kości, zostałam przepędzona po górach i wspięłam się na wysokość 50pięter. Jeździłam skrajem przepaści i umierałam ze strachu. Chodziłam bez kurtki i nadal było mi za ciepło, wystawiałam twarz do słońca i cieszyłam się pięknymi widokami oraz pięknymi ludźmi. Jadłam same dobre rzeczy i nie tylko pomidory.
Jadłam ser, jeszcze więcej sera, a nawet parmezan. Jadłam mięso różnych zwierząt. Jadłam też węgolowodany. Nie miałam migreny, zgagi i spadków cukru.
Doznałam zadziwiającej ludzkiej życzliwości od zupełnie obcych ludzi, dostałam kawę „na piekne oczy” i byłam wpuszczona tam, gdzie nie wolno.
Doznałam też życia rodzinnego w nieznanej mi postaci, troski i serdeczności w takiej ilości, że zgłupiałam i nie potrafiłam nawet podziękować.
Naładowałam baterie.
Zdjęcia będą ale po trochu, bo nie da rady tak pstryk i ogarnąć ponad 500 zdjęć. A to tylko w Nikonie.

20.

Z kronikarskiego obowiązku spieszę donieść, że w dniu 11 lutego 2025roku sąd powiatu Skaraborg zdecydował się zwrócić mi wolność.
Zatem byłam mężatką równe 34lata (bez 12dni).

Nie wiem co czuję.
Ale wiem czego na pewno NIE CZUJĘ: wątpliwości co do słuszności decyzji.

18. Biegiem

10 firm do zaksięgowania w całości, 3 do doksięgowania resztek. Z tych dziesięciu- trzech nie dostarczyło dokumentów do dziś. A dwunasty już jutro. Może i dobrze, że nie dostarczyli, bo i tak nie mam szansy się wyrobić…
Pełnia. Mróz. I słońce.
W duszy już pakuję walizkę.
Do Italii 4 dni.

17.

Kolejny kandydat.
56lat, a więc młodszy.
Ponieważ ma jakiś problem z pisaniem, przenieśliśmy konwersację na komunikator.
Okazało się, że zdjęcie profilowe ma jakieś 20lat.
Powiedziałam z uśmiechem, że widzisz, wy panowie dajecie stare zdjęcia, ale jak kobieta użyje filtru to krzyczycie, że oszukujemy. Jakbym ja wrzuciła zdjęcie sprzed lat 20, to zaraz by się pewnie kolejka chętnych ustawiła.
Pan na wieść, że mam psa, zasypał mnie poradami jak utrzymać tego psa w zdrowiu.
Gdy usłyszał o cukrzycy – znowu otrzymałam listę porad.
Przy czym nie wiedział czym się zajmuję zawodowo, a przecież mogłam być lekarzem ludzkim lub zwierzęcym, on uznał, że wie lepiej.
Nie słuchał co mówię, przerywał, żeby powiedzieć swoje.
Uznałam, że może po prostu chciał zrobić dobre wrażenie i bardzo się starał zabłysnąć. Postanowiłam dać mu drugą szansę.
Ale.
Na obiadek jadł pierożki. Taki delikatny.
Posłał mi zdjęcie małego kota a potem rzekł „No taka jesteś znawczyni zwierząt, a nie widzisz, że to nie jest zwykły kot?” (Ale ja wcale się nie uważam za znawczynię wszystkich i nie przypominam sobie by w ogóle padło coś, co mogłoby o tym świadczyć. Ja znam MOJE zwierzęta).
Ogólnie cały czas miałam skojarzenia z JM, bo on też wszystko wie lepiej…
Zakończyłam rozmowę grzecznym że do usłyszenia.
Ale już wiem, że nie będę tego ciągnęła.
Skasowałam konto.
Już mi się nie chce w to bawić.
Obserwując siebie odkryłam ciekawe rzeczy:
1. Ja wcale się nie starałam robić dobrego wrażenia. Zero stresu, zero presji.
2. W myślach usiłowałam sobie wyobrazić, że ktoś pomieszkuje u mnie… I nie. No nie, nie potrafię znaleźć miejsca w moim życiu i małym mieszkaniu. Może jakbym się zakochała… ale chyba za trzeźwo myślę.

Tak więc kończę przygodę z randkami.
Aaaale zastrzegam sobie prawo do podjęcia kolejnych prób, w razie gdyby mi przyszło to głowy raz jeszcze.

I to by było na tyle.
Do Italii 7 dni i 17 raportów.

15. I od nowa…

20lat minęło i znowu psychoterapia.
Wtedy kompletnie nie wiedziałam co mnie czeka.
Dziś wiem. Mniej więcej. Pewnie dlatego mam myśli, że e po co mi to na stare lata…
Dziś było pierwsze spotkanie zapoznawcze.
Kolejne za trzy tygodnie, bo muszę się skupić na robocie, a potem urlop…
Cały dzień byłam rozwalona.
A teraz myślę tylko, żeby zasnąć.
Ale jeszcze wieczorne rytuały…

14.



W poniedziałek mam spotkanie online z terapeutką. I zobaczymy co dalej.
Póki co po prostu unikam spędzania czasu z JM.
Dziś wykręciłam się z wyjazdu do polskiego sklepu. Po prostu … czułam, że nie dam rady siedzieć z nim w samochodzie przez dwie godziny. Wyszłabym z tego poobijana bez względu na to czy w ciszy i bez komentarza zniosłabym różne teksty, czy zdobyłabym się na odpyskowanie.
JM nie ma najmniejszej refleksji nad tym co mówi i że jego słowa mogą ranić. Nie ma sensu mu o tym mówić, bo albo w ogóle nie posłucha albo będzie odwracał kota ogonem i udowadniał, że jego słowa nie mają prawa boleć… w obu wypadkach i tak to ja obrywam podwójnie.

W randkach…
Jeden czterdziestolatek z uporem maniaka wysyłał emotki, aż w końcu napisałam wprost: „mam 60 lat, a ty 40 więc to nie mnie szukasz.” Odesłał kolejną emotkę i zamilkł.
Mario – na zdjęciu pan szczupły, w normalnych okularach, rówieśnik. Jedno zdjęcie z wodospadem było bardzo ładne. Zapytałam gdzie to.
Odpisał, ale po trzech wiadomościach napisał, że dzieli nas zbyt duża odległość i nic z tego nie będzie. Podziękowałam za uczciwość.
Posłałam kilka obszerniejszych wiadomości do jeszcze dwóch… ale żaden nie odpisał.
Dostałam kilka emotek od kilku panów, ale żaden nie napisał, choć po kilku emotkach wysłałam alternatywny adres email.
I tyle.
Zamykam konto 7lutego. To bez sensu.
Choć w końcówce książki „Najgorsze randki świata” autorka zachęca do nie poddawania się.
Ale chyba wolę myśleć, że nie jest mi już to pisane, niż czekać z jakąś nadzieją. I bez mężczyzny mam dobre życie, a że czasem brakuje czułości… Nie jest to przecież stan nowy, dałam radę przez większość życia, dam i przez resztę, nie?

13. Peany

W ramach unikania Jeszcze-Męża pojechałam w niedzielę do znajomych. 25km ode mnie, wąską boczną dróżką, z górki, pod górkę, zakręty.
Ale droga pusta, żaden kretyn nie uznał, że moje 70km (taka jest prędkość dopuszczalna na większości takich dróżek) to prowokacja i cios w męskie ego.
Spędziłam kilka godzin w przytulnym domku, z ludźmi, którzy traktowali mnie jak najmilszego i bardzo oczekiwanego gościa.
I mają dwa cudne koty oraz fajnego psa.
Tego mi było trzeba. Tego poczucia czy nawet dowodu na to, że nie, nie jestem taka ostatnia, najgorsza i w ogóle do niczego, skoro wciąż są ludzie, którzy znają mnie od lat a cieszą się z mojej wizyty.
Teraz jest mi to bardzo potrzebne, bo są chwile, gdy moje poczucie wartości spada poniżej poziomu mułu.
Na pożegnanie zostałam obdarowana dwoma pomidorami malinowymi.
Wróciłam inną drogą, na czuja, bo zapomniałam ustawić nawigację, nazwy mijane nic mi nie mówiły i aż do drogi głównej właściwie nie wiedziałam czy dobrze jadę, czy nie wyląduję w Mariestad.
A mój śliczny samochodek prowadził mnie pewnie, trzymał się drogi, ostrzegał i korygował, gdy najeżdżałam na linię. W którymś momencie zaczął mi pokazywać żaglówkę a poziom zużycia paliwa spadł do 5l/100km.
No dobra, nie jest to przesadnie imponujący wynik, ale nie jest też zły.
Tośkę i jej spacer zrzuciłam na głowę JeszczeMeżowi (JM). Gdy wróciłam pies był z powrotem w domu, a ja miałam całe popołudnie tylko dla siebie.
Dzień wcześniej, w sobotę byłam u Olgi- Ukrainki, której nie widziałam ponad rok, choć przecież mieszkamy w tym samym mieście. Przeprosiłam ją, że tak się odsunęłam, ale rozumiała chorobę. Timi urósł i zapowiada się na przystojnego chłopaka. A uśmiech ma szelmowski… Z tymi błękitnymi oczami, za ciemnymi firankami rzęs – wszystkie panny będą mu ich zazdrościć, bo gęste i długie- oj będzie łamał serca…
Olga się znowu przeprowadziła. Wynajmuje teraz piękne mieszkanie w nowiutkim budynku. Absolutne cudo. Jasne, przestronne, z wielkim balkonem. I ciepłe. Niestety – budynek stoi w takiej bliskości do innych, że sąsiedzi sobie w okna zaglądają.
A wieczorem, też w sobotę, była u mnie inna koleżanka – moja imienniczka. Gadałyśmy o nawiązaniu współpracy.
Ona teraz robi co innego, ale w Polsce pracowała w korporacyjnych księgowościach. Teraz chciałaby wrócić do zawodu. Zaproponowała mi spółkę, ale TADAM! Brawa proszę! ODMÓWIŁAM.
Spółki rzadko kończą się dobrze. Możemy współpracować, niech ona otworzy sobie swoją własną firmę, mogę jej zlecać robotę, której nie dam rady zrobić, możemy na spółkę kupić sobie jakieś kursy, możemy siebie zastępować w razie urlopu czy choroby – ale każda ma mieć własne rozliczenia, bo tak jest zdrowiej.
Uznała, że to ma większy sens bo ona też zbyt sobie ceni naszą relację, by ryzykować.

A teraz gonię z robotą, bo 12 lutego blisko, a rozliczam teraz ostatni kwartał, więc roboty jest dużo.
Posłusznie piję siemię lniane rano i wieczorem. I DZIAŁA!
Skończyły się bóle brzucha, a cukier ranny zastygł na poziomie 5,9mmol.
Zaczęłam jeść mięso bardziej systematycznie. Czyli co najmniej raz-dwa razy w tygodniu. Ułatwia to przygotowywanie posiłków, ale waga znowu idzie w górę.
Pewnie skończę to, co mam w domu i znowu odstawię.
W temacie randkowym cisza.
Jakieś pojedyncze zaczepki, ale bez nawiązywania kontaktu, mimo wysyłanych wiadomości z adresem email.
Mówiłam, że mam na czole „Nie prosić do tańca”?

Z sądu jeszcze nic nie przyszło.
Rozważam powrót do panieńskiego nazwiska…
Ale firma jest na nazwisko „po mężu”. Czy to ma znaczenie?
No i … zniknie moja 35letnia historia. W ten sposób nie odnajdzie się ktoś, kogo zgubiłam dawno temu… Za to mogą się znaleźć ludzie z zamierzchłych czasów, których nie mam chęci znać.
Pomyślę o tym kiedy indziej… Bo podejrzewam, że za tą chęcią stoi brzydka potrzeba dokopania JM.



12. Scena rodzajowa

Osoby:
JeszczeŻona
JeszczeMąż
Przyjaciele
JeszczeMąż rzuca w przestrzeń pytanie.
JeszczeŻona odpowiada.
Przyjaciele, którzy pracuja w branży powiązanej z tematem pytania, milczą.
JeszczeMąż ponawia pytanie.
JeszczeŻona podaje tę samą odpowiedź.
Przyjaciele -milczą.
JeszczeMąż pyta po raz trzeci.
JeszczeŻona odpowiada.
Przyjaciele- nadal milczą.
JeszczeMąż mówi:
– To ja sprawdzę w internecie.

Kurtyna.