Od kilku dni wieje, a każdego dnia wieje jeszcze mocniej niż poprzedniego. Niebo zszarzało, wszystko zszarzało. Niby +6 (w porywach do +8) ale zimno jak cholera.
A skoro wieje – to ja jestem niespokojna. Mam problem z zasypianiem, więc po dłuższym czasie wiercenia się i wybudzania co chwila, wreszcie układam się na brzuchu i zasypiam. Niestety 2-3 godziny później budzi mnie ból głowy. Ten znany.
I tak od poniedziałku.
Szfak.
Dziś na dodatek zobaczyłam że samochód sąsiada (Głupka -tego od psów) zjechał parkingu i stoi w poprzek uliczki. Szkoda samochodu, szkoda też kogoś, kto na niego wpadnie, a jak jakieś służby go zobaczą to może wlepią mandat. Głupkowa jeździła, co poznałam wieczorem po tabliczce „Nauka jazdy” i pewnie nie zaciągnęła ręcznego. Albo coś…
Chwilę zajęło mi odszukanie numeru Głupka bo okazało się, że nie mam go zapisanego. Potem chwilę zanim ustaliłam co mu napisać. Potem chwilę biłam się z myślami czy może jednak lepiej zadzwonić np. domofonem…
Potem jeszcze miałam inne pomysły. I tak zrobiła się 3 nim zasnęłam. Dwie godziny snu szlag trafił.
Obudziłam się równo o 7 i tylko dlatego, że Tośka zaczęła drzeć japę.
No więc galopem…
I tak cały dzień.
Bieżącej roboty nie tknęłam, bo gasiłam pożary stare i nowe…
Napisałam skargę do autoryzowanego na sposób pracy jego pracowników i zażądałam zmniejszenia faktury. Bezczelnie napisałam, że długi czas pracy może być wynikiem barku kompetencji i doświadczenia, bo co innego mam sądzić, jeśli pytają mnie o to jest zaksięgowane na koncie, którego nazwa stoi jak byk.
Maila wysłałam do wiadomości Sarze, która stwierdziła, że jestem odważniejsza od niej. I tu na mnie spadły wątpliwości, bo może przegięłam? Mój szwedzki jest mało finezyjny, do tego mój naturalny talent do dyplomacji (nawet po polsku) jest na poziomie -(minus) 8.
Inna rzecz, że tylko dzięki przytomności Sary dowiedzieliśmy się, że ci gamonie nie wysłali dokumentów do urzędu. Oni sami z siebie nie raczyli nas poinformować. A ja przyjęłam, że skoro coś się robi to od początku aż do końca a jak nie to się dopilnowuje by klient zrobił to, co do niego należy. Co też wytknęłam w mailu. A oni „nie wysłali, bo tego nie ustaliliśmy” noż… Nawet Sara mówi, że stawiali głupie pytania, że autoryzowani księgowi o takie głupoty to pytać nie powinni. Oraz, że cała ich usługa była poniżej wszelkiej krytyki.
A zapłacić kazali sobie bardziej niż słono.
P i K z którymi od niedawna też współpracuję aż się zatchnęli słysząc kwotę. A oni wiedzą jak ja pracuję bo też jeden bokslut mi robili.
Do pokazania zostały mi ostatnie zdjęcia, ale nie wiem kiedy dam radę, bo padam na pysk. A będzie jeszcze gorzej…
Byle do maja…