Zdjęcie kiepskie, bo z telefonu i na szybko, ale co tam. Pochwalę się.
Balerina
Zdjęcie kiepskie, bo …
Zdjęcie kiepskie, bo …
Zdjęcie kiepskie, bo z telefonu i na szybko, ale co tam. Pochwalę się.
W drodze z …
W drodze z przedszkola, o 16.30.
Za oknami ciemna noc, jak to grudniu.
– Ciemu tak ciemno? I ciemno? Kiedy będzie jasno? Kiedy będzie wiosnaaaa?
Poszliśmy na basen. Babcia z przyczyn fizjologicznych niestety wyłącznie jako dama do towarzystwa.
Dzieciak się chlapie, zjeżdża ze zjeżdżalni, wpada bombą do wody i się zaśmiewa. Dziadziu łapie jak zdąży, jak nie zdąży jest kolejna okazja do śmiechu. Potem ciepły, ale za to głęboki basen. Łaska boska – tam są wygodne fotele i dobre światło, więc można jedno oko zatopić w książce.
Naraz koło fotela wyrasta mała, mokra osóbka.
– Babciu…bo ja chciałam ciebie potulić…Ale jestem moklaaaa
Babcia przytula, trudno, będzie miss mokrego podkoszulka.
– Zuziu, a ty napisałaś list do Mikołaja?
– Nie. Psiecies nie umiem pisać.
– No tak, prawda. A to może razem napiszemy? Albo może ty narysujesz?
– Nieeee, ja nie umiem tak pięknie rysować.
– To nie szkodzi, narysujesz jak potrafisz
– Nieeee…
– A co byś chciała dostać od Mikołaja?
– Motylka! -odpowiedź jest natychmiastowa i zdecydowana.
– Motylka? Jakiego motylka?
– Niebieskiego!
– Babciu a ty widzis jak ja urosłam?
Babcia z westchnięciem:
– No widzę, widzę. Zupełnie nie wiem po co ty tak szybko rośniesz.
– Żeby móc jeździć na koniku. Na białym!
(Powtarza to od wiosny)
Wracamy z muzeum razem z Tymkiem.
Tymek marudzi.
– Nogi mnie bolą
– No, mnie teś – sprawiedliwość musi być. Jak dziadek nosił Zuzię na barana to zaraz potem musiał i Tymka. Jak babcia słuchała Tymka to natychmiast musiała i Zuzi.
– Chciem ciekoladkę – Dziadek ma zawsze schowane Ptasie Mleczko dla wnusi i ukradkiem wydziela po dwie kostki.
– Dobrze dostaniesz czekoladkę jak przyjdziemy do domu – obiecuje babcia.
Tymek wzdycha…
– Moim nogom stończyły się baterie – (nie wymawia K).
– Moim teś, moim teś – przypomina Zuzia
– I co ? Trzeba naładować te baterie? – domyśla się babcia- Ale czym się takie baterie ładuje
Zgodny dwugłos:
– Czekoladką!
Cztery lata temu …
Cztery lata temu zostałam babcią.
I jak dotąd – była to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała.
Zuzia jest …Nie umiem nawet tego ubrać w słowa.
Każdego dnia dziękuję Stwórcy za to, że jest.
Czasem zapominam o tym. I wtedy dziękuję raz jeszcze.
Pokazałam Zuzi zabawę…
Pokazałam Zuzi zabawę z pluszakami. Pluszaki gadają między sobą, jedne robią głupie rzeczy: plują albo puszczają bąki, inne je strofują, niektóre się obrażają, biją, płaczą, bawią się w chowanego, berka, tańczą, śpią, kłócą i godzą. Wszystko co tylko wpadnie nam do głowy.
…Zuzia od tego czasu nie chce ani bajek, ani ipada tylko „bawić się”. Nie wiem cieszyć się czy pluć sobie w brodę. Bo już sobie spokojnie nie posiedzę.
Dziś do mamy Zuzia odjechała z torbą pełną starych pluszaków. W tym z naszym ulubionym Łobuzem.
Wczoraj, zmęczona bieganiem w Małpim Gaju ( lało nieprzerwanie od piątku) Zuzia siadła w kąciku i… zaczęła prowadzić dialog. Bez pomocy jakichkolwiek zabawek! Mając postaci tylko w wyobraźni!
Hurra! Jednak się cieszę.
<img …
Nieodrodna wnuczka swojej babci. Na drugie ma NIEZALEŻNA.
Zuzia nauczyła się …
Zuzia nauczyła się nazywać i rozróżniać kolory. Choć czasem zapomina. Jak dziś w samochodzie w drodze na basen.Ogląda rajstopy.
– Tu mam serdusko! – melduje.
– Lózofe. I tu teć. I tu…I tuuuu – kończy z wysiłkiem, bo usiłuje wyciągnąć rajstopki z buta bo tam się ukryło jeszcze jedno serduszko i tylko krawędź wystaje.
– Ale masz jeszcze inne – podpowiada Babi. – O tu..jakie to jest?
– Białe!
– A tu?
Zuzia skonfundowana.
– Ziaponiałam…
Babi podpowiada
– Nie…
Nic.
-Nie…bie…
Rozbłysk i triumfalny okrzyk:
– Bloa!(Blå!)
…Ale różowy jej się nigdy nie myli. I jak może wybrać – wybiera różowe.W czasie zabawy na basenie byłyśmy różowymi konikami. A Dziadziu był kotkiem. Różowym
Weszłam, rozejrzałam …
Weszłam, rozejrzałam się za ochraniaczami na buty i już nie zdążyłam ich założyć bo po podłodze zatupotały małe stópki i w drzwiach stanęła mała figurka odziana w kolorową sukienkę. Pół sekundy później małe rączki oplatały mą szyję, a małe nóżki mą talie (No, dobra, miejsca, gdzie inni mają talię)
Znad mojego ramienia wykrzykiwała radośnie do pani, która pojawiła się w szatni z tyłu z nią.
– Mormor komit! Mormor! Titta! (Babcia przyszła! Babcia! Patrz!)
A jeszcze kilka dni temu było mi przykro bo Zuzia mówiła, że „nie jubim babi”. Lubi, lubi jak widać. Tylko babi przegrywa w konkurencji z dziadziem. W konkurencji z dziadziem przegrywa każdy. Tata i mamuś zwłaszcza.
Miałam pierwszą okazję posłuchać szwedzkiego mojej wnuczki. Jest lepszy niż polski! Ale dzieciak przeskakuje z języka na język bez zastanowienia.
W szwedzkim właściwie jedyne co zdaje się nieprawidłowe to wymowa głoski R. Po polsku jest dużo gorzej. Przede wszystkim masa błędów gramatycznych.
– Tata kupiła.
– Mamuś kupił. (no, w tym wypadku to wydaje się logiczne).
– To ja mówim.
– Titi siame (takie same)
– To ja byłem.
– Ja ciem otak
Ale to nic nie szkodzi. Latem, mam nadzieję, tata znowu zabierze ją na trochę do Polski. Pobędzie wśród sióstr ciotecznych, posłucha polskiego naokoło i znowu przyjedzie z buzią pełną polskiego.
Na razie zachwycam się, że jej szwedzki jest lepszy od mojego.
A mnie dopadła zaraz. Pierwszy raz w życiu odebrało mi głos, kaszel wywołuje ból w piersiach, gorączka zbijana lekami wraca regularnie co 6 godzin. Więc na zmianę leży i telepię się pod pod kołdrą i kocem a godzinę później czuję się jak w saunie i spływam potem. Wczoraj umieraliśmy jeszcze oboje. Mąż przywlókł zarazę z pracy kilka dni temu. Na tyle zjadliwą, że dzień po nim zapadłam na zarazę ja.
Nie mogę czytać, bo oczy bolą. Filmów też nie mogę oglądać bo wszystkie mam z napisami.
Więc leżę.
– Cio to?
– …
– Cio to?
– Alarm
– A ciemu?
– Jak ktoś upadnie i nie może wstać to naciska ten guzik i wtedy ktoś inny przyjdzie i pomoże
– A cio to lobi?
– To tak piszczy, pipipip
– A dzie?
– Nie wiem, pewnie w pokoju gdzie siedzi personel
– A daciego?
– Bo w innym miejscu ktoś mógłby nie zauważyć
– A ciemu…? ooooo, pani psisied…Bojem pani!
– Pani się boisz?
– On patsi…Oś do dziadziu
– Zuzia, oddaj mi moją ściereczkę
Zuzia zwędziła mi moją ulubioną, służącą mi od lat wielu ściereczkę do okularów.
Ściereczka jest również ulubioną Zuzi od zawsze. Kiedyś wycierała w nią nos. Teraz służy jej do czegoś innego.
– Posiekaj tosiećke…Ja konik cielam. Tu, dziś? Tu ma mokle wosy. Musiem cielać.
( Wyciera konikowi grzywe i mówi przy tym do niego)
– No posiekaj. Maś mokle tu. Tu musiem ci cielać. To nie boli. Musim cielac, bo będzie mokle. O juś.
– Juś babi. Maś – oddaje mi ściereczkę.
Odwraca się do konika, łapie go za ogon. Namysł na buzi.
– Oj, oj, oj , tu teć mokle. Cieba cielać. Daj – wyciąga rączkę.
– Oooo, jaka ziećna babi! Ziećnie mówi! Ja teć ziećna!
Czyta. To znaczy trzyma przed oczami kartkę z przedszkola z informacją, że wkrótce ferie zimowe. Mruczy pod nosem a potem nagle:
– Tu nie wiem…
( Jak czytamy pisma po szwedzku to zdarza się nam, że jakiegoś zwrotu nie rozumiemy, wtedy pada „tu nie wiem” albo „tego nie wiem”)
Wyciąga zdjęcie z przedszkola, na którym jest podpis, że to ona.
– Tu jest napisiane JA!
Księżniczka przy …
Księżniczka przy kuchni

– To moj dziadziu, …
– To moj dziadziu, nie fuj! – awanturuje sie Zuzia gdy jakies dziecko popatrzy.
– To moj babi! – jak wyzej.
Na basenie szalala z dziadkiem. Ale w pewnej chwili cos poszlo nie tak.
– Nie jubie cie, to moj woda – powiedziala do dziadka. I dziadek sobie poszedl.
Zuzia cieszyla sie tylko przez chwile.
– Dzie dziadziu ?
– Nie ma – odpowiedziala Babi.
– Mi ma..? A dzie?
– Nie wiem. Poszedl. Powiedzilas, ze go nie lubisz?
– Nie jubie! To moj woda!
– No to dziadziu sobie poszedl…
Dziecko sie nie przejelo. Ale posterowalo w strone murku odgradzajacego zjzad dla wozkow. Moze dziadziu schowany za murkiem peka ze smiechu i zaraz wyskoczy, zeby nastraszyc. Albo wyplynie spod wody. Ale dziadziu sie nie pojawial.
Zuzia wziela babi zaq reke.
– Os. Mozie tu je ?- Poprowadzila do brodzika, ale dziadka tam nie bylo.
– O, tu je, tu je! – ucieszyla sie na widok duzego „doroslego” basenu. Ale tam tez dziadziu nie bylo.
Pociagnela Babi za reke do sali z goracym basenem.
– Dziadziu! – wolala. Dziadziu nie bylo. Weszla do wody nadal trzymajac Babi za reke. Sprawdzila, ze nie ma tego dziadziu.
-No widzisz, nie ma – powiedziala zmartwiona Babi. – Chyba bylo mu smutno, ze go nie lubisz i sobie poszedl.
Dziecko nie tracilo fasonu. Wyszlo z goracej wody, poszlo z powrotem, zagladajac w kazde miejsce.
– Mozie tu..Mi ma…A mozie tu…Te mi ma…
Tak doszlo do basenu z ktorego wyszla. Mina nietega.
– Mi ma dziadziu…- oj, jeszcze chwila zrobi sie podkowka.
Babcia nerwowo rozglada sie dookola i mysli „no zglupial, gdzie on lazi!”
Nareszcie widzi na schodkach prowadzacych do wody znajoma sylwetke.
Zuzia rozglada sie w kolo i jest tak zmartwiona, ze nie rozpoznaje albo nie zauwaza dziadka.
– Mi ma…Posied…
Babcia nachyla sie i mowi cichutko
– A zobacz kto tam ?
Buzia Zuzi sie rozjasnia, ale nie biegnie do dziadziu patrzy na babcie wyczekujaco
– To moze idz i powiedz dzidziadu, ze go lubisz, co ? Bo na pewno bylo mu bardzo smutno.
Dziadziu odwraca glowe i usmiecha sie. (No laska boska ze sie naprawde nie pogniewal, mysli babcia)
Zuzia pakuje sie dziadkowi na kolanka. Obejmuje za szyje i szepce
– Psiepjasiam
Siedzimy w samochodzie, pora jechac do mamus, do domku.
– Nie cie omku, nie cie mamus – protestuje Zuzia.
– Ale mamus sie za toba stesknila i na pewno bardzo sie ucieszy jak cie zobaczy – tlumacza na przemian babcia z dziadkiem.
Ale oto niesforny promien listopadowego slonca wpada przez szybe samochodu…
– Fieci f oko! – krzyczy Zuzia.
– Laly daj! Ty tes – nakazuje chowajac oczy za szklami okularow przeciwslonecznych.
– Dziadziu tes.
Bo nie ma, ze sie nie chce. Wszyscy musza miec te same akcesoria. Inaczej Zuzia jest gleboko zdegustowana brakiem rownowagi w przyrodzie