Ku pamieci

– To moj dziadziu, …

– To moj dziadziu, nie fuj! – awanturuje sie Zuzia gdy jakies dziecko popatrzy. 
– To moj babi! – jak wyzej.

Na basenie szalala z dziadkiem. Ale w pewnej chwili cos poszlo nie tak.
– Nie jubie cie, to moj woda – powiedziala do dziadka. I dziadek sobie poszedl.
Zuzia cieszyla sie tylko przez chwile.
– Dzie dziadziu ?
– Nie ma – odpowiedziala Babi.
– Mi ma..? A dzie?
– Nie wiem. Poszedl. Powiedzilas, ze go nie lubisz?
– Nie jubie! To moj woda!
– No to dziadziu sobie poszedl…
Dziecko sie nie przejelo. Ale posterowalo w strone murku odgradzajacego zjzad dla wozkow. Moze dziadziu schowany za murkiem peka ze smiechu i zaraz wyskoczy, zeby nastraszyc. Albo wyplynie spod wody. Ale dziadziu sie nie pojawial.
Zuzia wziela babi zaq reke.
– Os. Mozie tu je ?- Poprowadzila do brodzika, ale dziadka tam nie bylo.
– O, tu je, tu je! – ucieszyla sie na widok duzego „doroslego” basenu. Ale tam tez dziadziu nie bylo.
Pociagnela Babi za reke do sali z goracym basenem.
– Dziadziu! – wolala. Dziadziu nie bylo. Weszla do wody nadal trzymajac Babi za reke. Sprawdzila, ze nie ma tego dziadziu. 
-No widzisz, nie ma – powiedziala zmartwiona Babi. – Chyba bylo mu smutno, ze go nie lubisz i sobie poszedl.
Dziecko nie tracilo fasonu. Wyszlo z goracej wody, poszlo z powrotem, zagladajac w kazde miejsce.
– Mozie tu..Mi ma…A mozie tu…Te mi ma…
Tak doszlo do basenu z ktorego wyszla. Mina nietega.
– Mi ma dziadziu…- oj, jeszcze chwila zrobi sie podkowka.
Babcia nerwowo rozglada sie dookola i mysli „no zglupial, gdzie on lazi!”
Nareszcie widzi na schodkach prowadzacych do wody znajoma sylwetke.
Zuzia rozglada sie w kolo i jest tak zmartwiona, ze nie rozpoznaje albo nie zauwaza dziadka.
– Mi ma…Posied…
Babcia nachyla sie i mowi cichutko
– A zobacz kto tam ?
Buzia Zuzi sie rozjasnia, ale nie biegnie do dziadziu patrzy na babcie wyczekujaco
– To moze idz i powiedz dzidziadu, ze go lubisz, co ? Bo na pewno bylo mu bardzo smutno.
Dziadziu odwraca glowe i usmiecha sie. (No laska boska ze sie naprawde nie pogniewal, mysli babcia)
Zuzia pakuje sie dziadkowi na kolanka. Obejmuje za szyje i szepce
– Psiepjasiam 

Siedzimy w samochodzie, pora jechac do mamus, do domku.
– Nie cie omku, nie cie mamus – protestuje Zuzia. 
– Ale mamus sie za toba stesknila i na pewno bardzo sie ucieszy jak cie zobaczy – tlumacza na przemian babcia z dziadkiem.
Ale oto niesforny promien listopadowego slonca wpada przez szybe samochodu…
– Fieci f oko! –  krzyczy Zuzia. 
– Laly daj! Ty tes – nakazuje chowajac oczy za szklami okularow przeciwslonecznych.
– Dziadziu tes.
Bo nie ma, ze sie nie chce. Wszyscy musza miec te same akcesoria. Inaczej Zuzia jest gleboko zdegustowana brakiem rownowagi w przyrodzie 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s