…i tyle.
Memento mori
…i tyle.
…
…i tyle.
…
…i tyle.
ze strzępiących się …
ze strzępiących się myśli.
Że starość jest straszna. Ale choroba jeszcze straszniejsza. Oraz: co zrobić by zasłużyć sobie na łaskę szybkiej śmierci? Na zawał czy wylew. Tak pstryk i po wszystkim?
I jeszcze.
Co sądzę o eutanazji? Chyba bym chciała mieć taki wybór.
Tola wkrótce skończy …
Tola wkrótce skończy 10 miesięcy.
Jest duża, grzbietem sięga mi do połowy uda, ma wielki łeb i grubaśne łapy. Jest trochę nieproporcjonalnie długa, berneńczyki są chyba bardziej kwadratowe, Tola jest prostokątna. Ma niezbyt długą sierść, pofalowaną, puszystą, miękką jak kocia, lekką, fruwającą wszędzie. Ani Sary, ani Kociej sierści nie znajdowałam np. w szufladach górnych. Toli sierść jest wszędzie i nie sposób tego opanować. Jeden dzień bez odkurzania i dom wygląda na zapuszczony. Może powinnam ją regularnie czesać?
Oczywiście umaszczenie Tola ma typowe dla berneńczyka. Białe skarpetki, krawat, czubek ogona i kufa. Od kufy do czoła przechodzi biała kreska, która przedzielona czarną kępką, zmienia się w białą plamkę. Kufa jest poznaczona czarnymi i brązowymi kropkami. Biel sięga do połowy warg, dalej jest brąz. Nad oczami brązowe plamki, jak brwi. Brązowe są też łapy przednie i tylne, brąz przechodzi też lekko na brzuch i klatkę piersiową. Pod ogonem ma brązowy krzyżyk, którego środek wyznacza odbyt.
Ogon jest lekko wygięty, Tola nosi go wysoko, jak chorągiewkę.
Charakter.
Na razie ma przydomek Wariatka, co mówi samo za siebie.
Jest postrzelona, trochę nieobliczalna, radosna i pełna miłości do wszystkich. Wystarczy jedno spojrzenie, słowo, gest a już kocha całym sercem, daje buziaki i przytulaski.
Jest też moim pierwszym psem, który ma swoje zdanie!
Jeśli na spacerze idziemy nie tam, gdzie ona chce to się kładzie i nie ma siły, która ją ruszy. Na szczęście łatwo ją oszukać. Jest czujna, ale nie szczekająca. O tym, że do bloku wchodzi ktoś obcy informuje jednym szczeknięciem lub warczeniem. Na pukanie czy dzwonek do drzwi reaguje radością. Na szczęście wyrażaną skakaniem i merdaniem ogona, a nie szczekaniem.
Generalnie jest cichym psem.
Uwielbia być w centrum zainteresowania. Ona i ludzkie stado dookoła sprawia, że traci głowę ze szczęścia, rzuca się na wszystkich z miłością, potrafi wtedy nawet dość boleśnie uszczypnąć zębami, co zdaje się jest jej sposobem na nadmiar uczuć. Jak dziecko, które ściska z całej siły, żeby pokazać jak mocno kocha.
Ulubione rzeczy to Toli to wszelkiej maści szmaty i papiery. Rwanie, szarpanie, tarmoszenie, żucie. Szmaty są pyszne, ale papier to przysmak! Szczególnie biały. Na spacerach trzeba pilnować i w porę wołać „fuj” bo inaczej pożarłaby wszystko białego co napotka na swojej drodze.
Tola uwielbia też gałęzie. Nawet najgrubszą potrafi rozgryźć w try miga.
Na spacerach uwielbia myszkować dookoła. Puszczona wolno znika w chaszczach, ale co chwilę wraca. Gdy stado się rozdzieli – Tola biega od jednego do drugiego i wydaje się być zaniepokojona tym faktem.
Uwielbia włazić na różne podwyższenia: ławki w parku, wielkie głazy, zwalone pnie. Lubi być wyżej, chyba ma to związek z łatwością obserwowania otoczenia.
Jest też nieco strachliwa. Boi się odkurzacza, nie przejdzie obok jeśli na ziemi, na jej drodze, leży kabel od odkurzacza. Boi się także mopa. Ciekawią ją duże maszyny, ale nie ma odwagi podejść bliżej niż na odległość kilku metrów. Myślę, że jej strachliwość bierze się ze słabej socjalizacji we wczesnym szczenięctwie. Tola, do czwartego miesiąca, wyrastała w psim raju. Ogromny wybieg, towarzystwo koni, kucyków, ptactwa domowego, yorka oraz mamy i taty. Teraz położony na osiedlu w lesie, gdzie poza mieszkańcami nikt nie przyjeżdżał. Miała spokój, wolność i przestrzeń. Ale za mało bodźców, za mało ludzi i obcowania z ludźmi. To sprawia, że jest trochę bojaźliwsza oraz trudniejsza w opanowaniu, tak sądzę.
Jest zazdrosna o Zuzię. Kiedy Zuzia jest u nas Toli największym dylematem jest: co zrobić, żeby Zuzia nie siedziała ani koło pańci, ani koło pańcia, czyli innymi słowy: jak sie rozdwoić, żeby odseparować Zuzię. Mimo zazdrości, Zuzia jest członkiem stada, tylko Tola spycha ją na najniższe miejsce hierarchi. Za jakiś czas zapewne się nauczy, że Zuzia jest wyżej od niej, ale póki co walczy o swój status na przykład kładąc się dokładnie w tym samym miejscu gdzie leży Zuzia (czyt.na Zuzi).
Generalnie pies jest kochany, zabawny i przytulny. Choć myśląc o dużym psie nie wzięliśmy pod uwagę tego, że fizycznie rośnie szybciej niż psychicznie. W związku z tym, że pies ma posturę psa dorosłego, a umysł szczeniaka są jeszcze czasem kłopoty z utrzymaniem jej w ryzach podczas spaceru po mieście.
Uwaga!
Znowu …
Uwaga!
Znowu można sobie zamówić powiadomienia o nowych wpisach na mail.
Na stronie główne, w menu, na samym dole pod kategoriami. Jakby ktoś był zainteresowany to się polecam.
Śnią mi się te same …
Śnią mi się te same miejsca.
Okrągła góra, z niecką w środku i bokami schodzącymi coraz niżej. Tak jak np. schody w filmach kostiumowych, albo kielich kalii.
Rozległe łąki, widziane z wyższego punktu. Łąki puste, bo zima, lub jesień. Rzeka, a za nią znów puste połacie, za którymi wiem, że jest szosa.
Miasto, którego odległych dzielnic nie znam, ale wiem, że wiele ulic położonych jest piętrowo i równolegle. Ta najniższa z nich jest nieco mroczna, bo rosną wzdłuż niej stare drzewa, chyba kasztany…
Dziś w nocy znów pracowałam u kultowej Szeficy. Tylko jej firma nazywała się Brylancik.
Tę wielką, rozrosłą do rozmiarów korporacji sprzedała. Biuro mieści się kątem u jakiejś innej firmy. Pracownicy patrzą krzywo, bo łazimy i im przeszkadzamy. Schody są wykonane z kratownicy, w którą wciąż zapadają się obcasy.
A potem ktoś mówi mi, że on idzie ze swoimi dokumentami. A ja jestem w drodze do toalety. Wzruszam beztrosko ramionami. Myję jakiś wielki dzban. Wychodzę na korytarz w samą porę by zobaczyć jak on i jego wspólnik niosą wielkie kartony pełne dokumentów. Idą do sąsiedniego pokoju. Biegnę za nimi i mówię, że to pomyłka, że JA pracuję w pokoju obok. Posłusznie przenoszą kartony, ale kiedy wchodzę do pokoju widzę, że już z nimi rozmawia ktoś inny. Elegancka blondynka, perfekcyjna po każdy kosmyk włosa i perfekcyjny makijaż. Piękna. Zazdrość ściska w żołądku.
Tymczasem On podnosi głowę i zadaje mi pytanie jak likwidator wycenia niedokończony dom…Dom, myślę, jaki dom, zacząłeś budować dom?
Nie wiem, mówię, ale się dowiem i dam znać.
Patrzę na niego.
Widzę go pierwszy raz od dawna. Bardzo dawna. Ma twarz okrąglejszą niż kiedyś.Przytył. Włosy srebrne, a na nosie prostokątne okulary w srebrnych oprawkach. Na twarzy kilka brązowych plamek…Jest starszym panem!
Patrzymy na siebie z jakimś milczącym porozumieniem. I nie chodzi tu o nawiązanie romansowych relacji, ale…Porozumienie dwojga bliskich sobie ludzi..? I nie ma znaczenia, że tak naprawdę to pytanie powinno iść do tamtej: młodej, pięknej, perfekcyjnej, na pewno wiedzącej od razu i więcej…
Ma znaczenie to, że sobie ufamy, że mamy wspólną historię. Mówię, że wkrótce na rynku pojawi się taka firma KONKRET, i że to ja. On patrzy, wiem, że jest zadowolony, nabiera oddechu, mówi „ale Kasiu..” ,a ja wiem, że chce zapytać o Szwecję, i wszystko inne, ale wchodzi Szefica i woła mnie do siebie na rozmówkę.
Wiem o czym. Wiem idąc po schodach z kratownicy. I się już nie boję.
Ona mówi, że dopiero Bożena jej powiedziała, ja myślę, ciekawe która, jakby to miało znaczenie. Ona pyta: czemu się nie przyznałaś, czemu nic nie powiedziałaś
Patrzę na nią i wiem, że teraz mogę powiedzieć całą prawdę. Że była to swego rodzaju lojalność, żeby nie stawiać jej przed trudnym wyborem.
Co miałam Pani powiedzieć? Że zakochałam się jak nigdy w życiu? Całym sercem, na zabój, na całe życie? Że „miłuję waćpannę tak, że dychać nie mogę. Miłuję na piechotę i konno i boso…”Parskamy śmiechem obie. Ona rozumie.
…i w tym momencie jak bomba wpada na mnie Tola, liże, podgryza, domaga się wyjścia na dwór.
Jest 5:50.
Wkładam kurtkę na piżamę, zakładam psu obrożę, wychodzimy. Poranny chłód liże bose stopy. Część umysłu jeszcze we śnie, jeszcze widzi to dziwne biuro, ludzi w nim siedzących, eMa gdzieś w tle tego wszystkiego…
Pies zagapia się na chwilę, potem ciągnie do klatki.
Zamykam drzwi i spływa na mnie motto, które brzęczy mi w głowie od 27 sierpnia.
Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia.
Tolla to po fińsku …
Tolla to po fińsku bateria.
Po norwesku to coś w stylu „żartujesz sobie”
Tak przynajmniej mówią niektórzy. Jak czyta to ktoś z Finlandii lub Norwegii to bardzo proszę o sprostowanie w razie czego.
Faktem jest, że Tola, przynajmniej dla mnie jest rzeczywiście baterią.
…..
Tu były długie dywagacje na temat firmy, psa, mamy, moich lękach i tęsknocie ….
Ale blox mnie wylogował zapisując tylko zdania powyższe.
Drugi raz tego nie sklecę.
Sorki.
Zamiast tego dam Tolę.
<img …
Dzień dobry, nazywam się Tola i chyba będę tu często gościć.
Tydzień zakończony, …
Tydzień zakończony, ucinasz sobie wreszcie wymarzoną popołudniową drzemkę, z planem przeciągnięcia jej na noc.
Przychodzi, wkłada nos do ucha, mówi MIAU rozdzierającym tonem.
Wstajesz, idziesz do kuchni, czekasz kilka minut, wracasz do sypialni…I widzisz kota siedzącego na łóżku. Nie poleciał za tobą do miski?! To znaczy, że co?
„Mamoooo, wyspałaś się już? Bo mi się nudziiiii”
<img …

M. w szpitalu. …
M. w szpitalu. Choroba utrzymywana przez ostatnich kilka lat w ryzach przy pomocy Remicade daje ostatnio taki popis, że…Patrz wyżej.
Poproszę o trzymanie kciuków.
Piszę to łykając mrożoną pizzę bo zaraz lecę do szpitala.