Pomór jakiś czy co?
Wyszłam z pracy pozałatwiać różne służbowe sprawy a to w Urzędzie Miasta, a to w banku, na poczcie czy w Urzędzie Pracy. Jako, że idąc z Urzędu Pracy mijałam po drodze sklep w którym onegdaj nabyłam mój komputer postanowiłam wstąpić w celu zasięgnięcia jezyka. No bo skoro komputer nie ma nawet dwóch lat, a posypały się w nim kolejno: wiatrak, klawiatura, cd-rom i mysz oraz wygląda, że psuje się napęd tudzież jakiś zasilacz to chyba nie jest to dobry objaw.
Pan się do mnie pousmiechał jak i ja do niego, bo oczywiście taka dupa wołowa jestem, że zamiast warknąć: zabierać mi tego bubla i dawać mi moją kasę to ja się uśmiecham i pokornie proszę:
– Panowie…ale proszę, obejrzyjcie ten sprzęt porządnie, bo mnie już cierpliwość się kończy…
Ledwie wyszłam za drzwi jak zagrał mi telefon w kieszeni. Szefowa.
– Gdzie jesteś?
– Na Krótkiej…
– A możesz zajść do komputerowców? Bo wiesz…twój komputer padł…- chodziło oczywiście o służbowy. O w mordę Kazia! Mój komputerek pracowy? Ja tam miałam umowę zrobioną, czekała sobie na zatwierdzenie, jak komputer padł to się do niej nie dostanę…Buuuu!
Pan orzekł, że zajechać może, a i owszem, ale i tak skrzynkę będzie musiał zabrać.
A zabieraj sobie jak taka twoja wola , dobry człowieku, tylko nie bądź prosię i nareperuj do poniedziałku, najlepiej tak, by danych szlag nie trafił…
Pan się nie pojawił. Ja nie wiem, to bezrobocie to naprawdę jest? Bo jak patrzę na podejście większości ludzi to mam wrażenie, że to tylko wroga propaganda…
Dobra, Prezes ma kolesia , Dżony jest podobno maniak i zapaleniec – może co poradzi.
W pracy został sobie drugi komputer. Po długim zastanawianiu, przeniosła Szefowa modem od internetu do tego komputera, podłączyła…I komputer zaczął krzyczeć, że nie może się uruchomić, że ma uszkodzony plik, że coś tam…Niby ruszył, ale kto wie co mu się zechce w poniedziałek.
Cholercia…Może ja nic niewiem, a jestem sobie wirusem komputerowym? Popsułam domowy, pracowe oba…
Uwaga- nadciągam!
Złośliwy wirus
Pomór jakiś czy co?<br …