Bez prądu

Zgasło światło. Ot tak: …

Zgasło światło. Ot tak: nagle pstryk i nie ma. W całym domu ciemno, w bloku na przeciwko ciemno, na całej ulicy ciemno. Ciemność widzę, widzę ciemność- chciało się rzec. Nie rzekło się- bo w domu konstrnacja. Światła nie ma? I co teraz? Znalazła się woskowa świeczka co miała się palić w świeta, ale się o niej zapomniało. Znalazły się świece po zeszłoroczbej wizycie księdza.I jeszcze z poprzedniego roku. Ustawione to wszystko na stole dało światła tyle, że można było poczytać.  Ale  bachory dadzą spokojnie poczytać?
– Mamo, która godzina? –
– Nie wiem- nie ma światła- (nie ma zegarka co świeci na radiu, tudzież innym sprzęcie)
– A płytę z komputera wyjąłeś?- rozmawia siostra z bratem
– Nie zdążyłem
– To wyjmij
– Jak mam wyjąć jak to na prąd?
– Mamo, mogę sobie zrobić twarożku?- pyta córka
– Możesz
– Oooooo, ale w lodóce też nie ma światła…
Przepychanie w kuchni, walka o jedną świeczkę.
– Mamo, weź jej coś powiedz
– Sam sobie coś powiedz…
– I co ja mam teraz robić?- 
– No własnie co teraz  robić?
– Poczytajcie…
– Pchi..- choć raz zgodnie reagują moje dzieci
– Co oni robili jak nie mieli światła?
– Czytali, wyszywali…
– Pchi…
Szamocza się ze sobę, przepychanki słowne, przepychanki fizyczne…
Dobrze, że tak rzadko gaśnie światło bo by nie przeżyli. Sama bym ich pozabijała.
  

Po sobocie

Córunia wróciła około…

Córunia wróciła około pierwszej w nocy. Usiłowałam spać, ale doleciał mnie dialog:
– Piłaś –
– Nie
– Jak to nie, przecież czuję
– No troszkę…
Rano Młoda zdumiona o co nam chodzi. Przecież były ostatki.A mnie jest przykro, że nie rozumie.

A swoją drogą czy ja się kiedykolwiek nauczę nie czekać na powrót domowników? Pamiętam jak mnie to denerwowało u mojej matki, że pomimo tego, że wiedziała gdzie jestem nie mogła zasnąć póki nie wróciłam. Nawet jak miałam ponad 23 lata.
Ktoś jeszcze tak ma?

Sobota, sobotunia leniwa…

Sobotni plan na dziś:…

Sobotni plan na dziś: Miśka z klasą we Fromborku na jakichś modłach z okazji bierzmowania. Młody z ojcem pojechali wydawać kasę na ubrania. Zostałam sama. Mam zamiar sprzatnąć (już nawet odkurzyłam, teraz tylko podłogi i kurz) Po domu snuje się zapach gotowanych pieczarek bo wymyśliłam pierogi z pieczarkami na obiad. Wymyśliłam też pączki serowe. Mąż kupił za dużo twarogu to część pierogów będzie ruskich, kartofle też się gotują.

***

Pisałam i zaniepokoił mnie dziwny zapach. Coś jakby ognisko…Ognisko? W lutym?…Moje kartofle!
Ruskich nie będzie ;( ciekawe czy uda się uratować garnek.
Z robotniczym pozdrowieniem. 

Koszmar minionych lat

Nic się nie zmieniło….

Nic się nie zmieniło. Te same zielone fronty szafek i blaty stoliczków pomocniczych. Podłoga uginała się jak zawsze pod naciskiem stóp, a pod ścianami pietrzyły się sterty skoroszytów wypełnione dokumentami. Wokół panowała ta sama , znana od lat atmosfera gorączkowej pracy-dzwonił telefon co chwila, stukały otwierane i zamykane drzwi,  drukarka OKI321 ze zwykłym zgrzytem wypluwała kolejene zadrukowane arkusze papieru.  Świerki za pouchylanymi oknami kołysały się miarowo na wietrze, zza ich koron dobiegał nieco stłumiony ale nieustanny szum aut zlewający się w jedno z szumem komputerów w pomieszczeniu.
Jedynym obcym elementem w całej tej scenerii był granatowa tablica z wypisanymi na niej cyframi. Po tej tablicy suwała biała damska ręka z jednym pierścionkiem. Pierścionek był z jasnego złota, prosty, z ascetycznym białym kamieniem bez jakiegokolwiek zbędnego elementu. Kamień był za to najprawdziwszym brylantem i posiadał nawet certyfikat.
– Widzisz- mówił nieco skrzypiacy głos właścicielki dłoni z brylantem- zobacz tu tylko. Jak ktos przychodzi -to mam tylko taka stawkę. Tobie też moge dac taką. Najniższą. Wracasz po tylu latach i muszę cię uczyć na nowo.
Poczułam że ogarnia mnie beznadzieja: tak ciężka praca, tyle godzin za takie pieniądze?

Z tego wrażenia się obudziłam.
Uff…

Motto na dziś

Wódka- 30zł<br …

Wódka- 30zł
Kieliszki – 10zł
Spojrzenie żony gdy wracasz z garażu- bezcenne. 

***

Tak, moi mili. Moje życie zatoczyło krąg i wróciło do stanu sprzed roku.Tylko- ja jestem już inna. I już nie schylę pokornie głowy. Już nie powiem to moja wina. Bo nie jest to moja wina. Starałam się, naprawdę .Przez pół roku- walczyłam o odbudowanie. Znów się zwaliło. Że co? Że niepotrzebnie straciłam pół roku? Nie uważam tego czasu za stracony.
A teraz- znów jestem na zakręcie. A może nigdy z niego nie wyszłam?
Kiedyś wyjdę na prostą, zobaczycie.

Jak sobie problem wymyslić zastępczy

No i teraz to uamrł w …

No i teraz to uamrł w butach. Napaliłam się. Napaliłam jak łysy na grzebień, szczerbaty na suchary. I teraz będzie za mną łazić.
Od lat – z zapałem noszę spodnie, buty na traktorze, luźne bluzki i swetry. Jeszcze latem, gdy upał – to czasem nawlekałam na siebie coś zwiewno-przewiewnego. Kiecek akurat w mojej szafie tyle , że w sam raz wystarczało na zaspokojenie niecodziennych chuci: jedna sukienka bez rekawów i jedna spódnica. A teraz mnie naszło: na ulicy widzę spódnice, na wystawach widzę spódnice, w gazetach i na stronach internetowych. Chce mi sie spódnicy. Ale nie byle jakiej dżinsowej , typu worek. O nie! Ja zachorowałam na taftową spódnicę za łydkę, z falbanami, noszoną do grubego swetra, do grubych rajstop i moich ulubionych kamaszy. Że co? Że nie pasuje? Pasuje, pasuje, byle tylko nosić z odpowiednim przekonaniem.  Problem  w zasobach finasowych i w znalezieniu odpowiedniego rozmiaru i kolorytyki. Jak znam siebie to się skończy kompromisem w postaci sztruksowej, falabniastej..ale ja nieee chcę takiej…

Paranoja jest goła

Dopada mnie …

Dopada mnie paranoja…Prześladuje mnie ptactwo.
Jak w starym komunistycznym dowcipie:
Otwieram gazetę-Kaczor
Otwieram interent- Pingwin Kazio
Otwieram radio- Kaczor
Otwieram telewizję- Pingwin
…boję się otworzyć puszkę dla Kocia… 
Mało oryginalnie , mówicie?
Hm..zastanawiam się czy nie być jeszcze mniej oryginalna i nie zastrzeć tego bloga na pewnien czas. Oooo, wtedy to sobie będę mogłą popzwalać…Nagą prawdę będę mogła wywalać.
Jakby chętni na klucz byłi- to proponuję zgłoszena mailowe…

Kiedy ranne wstają zorze…

Noc spędzona na walaniu …

Noc spędzona na walaniu się po łóżku. Każde porusznie, każda zmiana pozycji jak  i zmiana każdej godziny skwapliwie odnotowana przez umysł…Gdy w końcu przysnęłam na dobre -wybudziła mnie skoczna poleczka z telefonu męża. Nie cierpię poleczek z telefonu, a najbardziej nie cierpię ich o 5 nad ranem…Znów miotanie się łóżku w poszukiwaniu wygodnego miejsca i wygodnej pozycji, poduszki zostały eksmitowane, tak samo jak P-Sunia. Tylko ból kręgosłupa się nie dał..zupełnie nie wiem dlaczego tak bardzo mnie polubił i nawet na zdecydowane "won" się nie obraził. Cóż, czasem jednak to co uważamy za obrazę dla innych jest wyłącznie zachętą pełną aprobaty.
Wstałam jak z wieży kościelnej piszczałki rozdarły się radosnym "Kiedy ranne wstają zorze". Ten kto te piszczałki montował na kościele stającym w centrum miasteczka musiał być wyjątkowym sadystą.
Oczywiście nie ma tak dobrze- komputer wstał za piątym odpaleniem – widać też nie wyspany. Ale ja sobie obiecuję, że już za chwileczkę już za momencik… ukrócę tę samowlę komputerową. W sposób dowolny co również może oznaczać radykalny.
Aaaaa, dziś Walentynki. Znaczy imieniny mojego ojca. Każdy inny inny powód do świętowania tego dnia uważam za głupi. Ojciec nie żyje od lat ponad dwudziesty zatem w ogóle nie widzę powodu do świętowania. Dobra…ja rozumiem, że nastolatki pokroju Córki mojej jedynej mogą mieć powód-jak się ma (niespełna) 16 lat to każde zaurocznie wydaje się miłością wieczną i chciałoby się cały świat o tym zawiadomić. Jak się ma lat więcej to już nie za koniecznie- głupio się potem wycofywać z deklarcji trwania po grób. No, chyba, że chodzi o grób uczuć… Dobra, wiem, stary cynik mi się włączył.
Znów zawrzeszczał budzik Miśki: wstawaj, ku.., wstawaj! a tuż po nim drugi, tym razem Młodego : pipip, pipip…
Miśka skonsumowała śniadanie i na karku niemal czuję jej dyszenie: no, kiedy ona mnie puści…Jeszcze ją chwilę potorturuję…a co?
Dziś będę się w cywilizowanym świecie ZUS i US obracać zatem trzymajcie kciuki by mnie smoki ( no, chyba, że Chiński) nie pożarły.
Dzień dobry!
I dobra niech wam: miłych walentynek wam życzę.

Dlaczego

Dlaczego znów psuje …

Dlaczego znów psuje się pralka?
Dlaczego zamiast słońca z nieba się sypie to białe paskudztwo?
Dlaczego wczoraj w portfelu miałam stówe a dziś już tylko dwie dychy?
Dlaczego czosnek , taki pyszny, daje takie niecne objawy?
Dlaczego Kocio walający się  po służbowych papierach waży dwa razy tyle co normalnie?
Dlaczego ciasto pleśniak ma "tyle" kalorii, a mimo to jest pyszny?
 

Chyba mija kolejny dzień pełen dylematów.
 

Statystyki domowe

Przez miesiąc zbierałam …

Przez miesiąc zbierałam pracowicie wszystkie paragony ze sklepów gdzie robiłam zakupy. Części zapewne nie mam- bo nie osobiście dokonywałam sprawunków tylko np. dzieci kupowały to chleb, to mleko…
Dziś, czekając na wizytację  ( tfu!co ja gadam!), na WIZYTĘ księdza wszystko pięknie podliczyłam, doliczyłam ten nieszczęsny ominięty chleb i mleko i wyszło…no, zastraszające sumy.
Wygląda na to, że na utrzymanie rodziny, bez opłat, wydałam miesięcznie około 700złotych.
Z tego 68% – jedzenie ( w tym kawa, herbata, soki, owoce, woda mineralna);
8,10% to słodycze- czyli- słodkie napoje, gazowane paskudztwa, daktyle moje i orzechy męża oraz inne ciastka i cukierki;
10,5%-  na jedzenie zwierząt (a było ich w tym miesiącu o jedno więcej);
na mydło, szampon, papier toaletowy oraz inną chemię domową wydałam 7,20% w/w kwoty;
5,2% wydałam na rozrywkę w postaci książki dla syna, płyt do nagrywania muzyki oraz gazety z programem;
1% to wydatki inne- np. kolejny, całkiem niepotrzebny kubeczkek, ale śliczny był i nie mogłam się oprzeć.
Ale widzę tu luki. Nie ma np. kosztu żwiru dla Kocia, nie ma dwóch paczek proszku oraz mojej ulubionej gazety, nie ma mojego kremu, skarpet i bielizny…No jakbym to doliczyła…
Ciekawe jak jest u innych? Czy tylko ja jestem taka rozrzutna?