Zgasło światło. Ot tak: nagle pstryk i nie ma. W całym domu ciemno, w bloku na przeciwko ciemno, na całej ulicy ciemno. Ciemność widzę, widzę ciemność- chciało się rzec. Nie rzekło się- bo w domu konstrnacja. Światła nie ma? I co teraz? Znalazła się woskowa świeczka co miała się palić w świeta, ale się o niej zapomniało. Znalazły się świece po zeszłoroczbej wizycie księdza.I jeszcze z poprzedniego roku. Ustawione to wszystko na stole dało światła tyle, że można było poczytać. Ale bachory dadzą spokojnie poczytać?
– Mamo, która godzina? –
– Nie wiem- nie ma światła- (nie ma zegarka co świeci na radiu, tudzież innym sprzęcie)
– A płytę z komputera wyjąłeś?- rozmawia siostra z bratem
– Nie zdążyłem
– To wyjmij
– Jak mam wyjąć jak to na prąd?
– Mamo, mogę sobie zrobić twarożku?- pyta córka
– Możesz
– Oooooo, ale w lodóce też nie ma światła…
Przepychanie w kuchni, walka o jedną świeczkę.
– Mamo, weź jej coś powiedz
– Sam sobie coś powiedz…
– I co ja mam teraz robić?-
– No własnie co teraz robić?
– Poczytajcie…
– Pchi..- choć raz zgodnie reagują moje dzieci
– Co oni robili jak nie mieli światła?
– Czytali, wyszywali…
– Pchi…
Szamocza się ze sobę, przepychanki słowne, przepychanki fizyczne…
Dobrze, że tak rzadko gaśnie światło bo by nie przeżyli. Sama bym ich pozabijała.
Bez prądu
Zgasło światło. Ot tak: …