Ja nie mogę!
Mąż dziś pojechał do architekta w sprawie projektu przłożenia instalacji gazowej. Instalację gazową musimy przełożyć z dwóch powodów:
1) ponieważ chcemy przenieść kuchnię w miejsce dużego przedpokoju, a w jej miejsce urządzić pokój dla dzieci; stosowne pozwolenia od ZBK i Burmistrza posiadmy,
2) bowiem dwa razy do roku PaniPrezesWspólnoty urządza przegląd kominów i zawsze jest ta sama historia- kominiarz ma do mnie pretensje, że piecyk gazowy w łazience umieszczony jest zbyt daleko od komina i zachodzi obawa zatrucia spalinami; piecyk jest umieszczony zgodnie z projektem z lat 50.
Sądziłam, że w tej sytuacji- zrobię po prostu wymagany projekt, kuzyn mający stosowne uprawnienia ten projekt zrealizuje i już.
Architekt niestety nie jest optymistą.
Najpierw trzeba uzyskać zgodę na przeróbki od wszystkich lokatorów kamienicy, którzy są właścicielami zajmowanycyh mieszkań, w imieniu lokatorów najemnych taką zgodę musi wyrazić ZBK.
Kiedy lokatorzy wyrażą zgodę- muszę poprosić o opinię kominiarza. Do tego- miejsce gdzie postawię kuchenkę musi spełniać wymogi kubatury.
Jak już te warunki spełnię mogę się ze stosownymi dokumentami zgłosić do architekta. Pan architekt uda się z tymi dokumentami gdzieś tam i poprosi o zgodę. Na zgodę można czekać dwa tygodnie, jak się zgodzą- to wtedy pan sporządzi projekt a dalej to już droga prosta…
Ja nie mogę…Pół roku się będziemy z tymi babami użerać, dwie zlośliwe bezinetersownie, jedna głucha jak pień, inna boi się Pani Prezes, a druga inna jest z Panią Prezes skłócona, a jeszcze inna nie lubi mnie…
W łeb sobie palnę! Projekt ma kosztowac 500złotych. Kurcze! Za taką kasę to ja mogę się naprawdę pobawić w dobrym kabarecie.
Chyba sobie w łeb palnę! Mąż co prawda twierdzi, że on sie tym zajmie, ale ja wiem, że to tak nie ma. Teraz każdej jędzy razem i z osobna po 5 razy będę musiała tłumaczyc, że tak ,śmak i owak.
Was dziwi, że mówię o sąsiadkach "jędze"? To i tak najłagodniejsze określenia.
Parę dni temu spotkałam byłą sąsiadkę, kobietę w moim prawie wiku. Latem, ona i jej mąż, zmęczeni ciągłym nachodzeniem przez Panią Prezes, zakazami, nakazami, komisjami, ekspertyzami oraz awanturami za przyjmowanie gości po godzinie 20 – sprzedali działkę budowlaną, zlikwidowali zebrane oszczędności lokując je w mieszkaniu w innej kamienicy. Bo już nie mogli ani jednego dnia dłużej wytrzymać. O szykanowaniu kobiety utrzymującej siebie i dwójke nastoletnich dzieci jedynie z przemytu też kiedyś pisałam. Nie pisałam natomiast, że kiedyś wiecznie napadały na dzieci i czepiały sie ich za każdy papier na podwórku, i każde błoto na klatce, do tego stpnia, że dzieciaki nim wyszły z domu najpierw sprawdzały czy nie ma żadnej w pobliżu.
A teraz muszę się z tymi jędzami dogadać.
Trzymajcie mnie !!!
Palnąć sobie w łeb!
Ja nie mogę!
Mąż…