Hehehe, właśnie wróciłam od Doktorzycy. Poszłam bo mi jakiś rzep się wczepił w lewe ramię i boli to jak głupie już od kilku tygodni. Robiłam już różne cuda : nacierałam mądrymi żelami, masowałam rękami męża, próbowałam nie sypiać na lewym boku i nie nosić torby na ramieniu. Bo ja noszę wyłącznie na lewym ramieniu, z prawego mi spada.
Nic z tego. Jak bolało- tak boli.
No to poszłam. Doktorzyca zapytała od kiedy mnie boli i bardzo się skrzywiła jak powiedziałam, że od kilku tygodni.
– Pani doktor- zaczęłam się bronić – Mnie ciągle coś boli, niech pani spojrzy w kartę. Muszę najpierw popróbować czy boli bo chore czy boli zamiast głowy. Bo głowa już prawie nie boli.
– O !- ucieszyła sie doktorzyca skwapliwie przeglądając moja kartę – Faktycznie. I co?
– I chodzę na psychoterapię. To głowa się uspokoiła. Prawie – dodałam uczciwie, bo akurat bolała jak jasny gwint: idzie na deszcz to szaleje.
– A jakieś leki na uspokojenie pani brała?
– Brałam. Ale nie chcę. Mam za dużo nałogowców w rodzinie no i nie można ciągle żyć na wspomagaczach.
– Oooo, mędre podejście- ucieszyła sie Doktorzyca.- To moge dać skierowanie do chirurga albo ortopedy. Tylko tak: ortopeda to może potrwać i z miesiąc, a jak panią boli…Chirurg może też poleczyć, założyć blokadę, skierować na rehabilitację.
– Ja bym wolała od razu ortopedę…Może zleci jakieś ginastyki, zabiegi czy coś a nie od razu prochy-
– No, ale to potrwa. Zresztą, chirug też jakby co skieruje do ortopedy na dalsze leczenie albo na zabiegi, a na razie choćby pomoże uśmierzyc ból – Doktorzyca patrzyła na mnie z uśmiechem. Nie wiem, podobałam się jej czy co?
– Dobra- zdecydowałam- niech będzie ten chirurg.
Podała mi białą kartkę, a potem nachyliła się powiedziała konfidencjonalnym szeptem:
– Tylko jak będzie doktor X, to pani do niego nie idzie, tam jest taki doktor K, albo pani doktor F. To do nich, dobrze?
Zaśmiałam się.
– Wiemy, wiemy, do jakich lekarzy się chodzi w naszym mieście – czy ja się jej podlizywałam?
Poleciałam do rejestracji bo przy okazji przypomniałam sobie, że drugą dawkę tężca muszę wziąć. Znaczy- szczepionki przeciwtężcowej. Pani W. jak zawsze była uśmiechnięta. Ja nie wiem co ci ludzie chcą od tej służby zdrowia: ja zazwyczaj trafiam na życzliwych, uśmiechniętych i kompetentnych ludzi.
Pani W. pytała co to za przyczyna z tym tężcem. Opowiedziałam. Patrzyła ze zgrozą.
– Oj, wie pani- podśmiewałam się sama z siebie, żeby nie pokazać po sobie, jak bardzo boje się strzykawki i igły- jak popatrzę na niego, że taki śliczny to od razu mu wybaczam.
A potem, jak już wróciłam do pracy to stwierdziłam, że skoro będę u chirurga, a z Młodym w Poradni Rehabilitacyjnej bo ma krzywy kręgosłup, i z Młodą u dermatologa bo pryszcze, to ja też odwiedzę dermatologa, bo przebarwienie na rękach i ginekologa bo chyba rok nie byłm. Czyli przegląd kompleksowy.
Zaraz…jak kompleksowo to by się chyba do Zębiarza przydało? Eeee, na pewno się nie dostanę…