Zatem dziś spokojne siedzenie w domku. Ból , uspokojony wczoraj wieczorem nurofenem plus jeszcze śpi. Wstanie zapewne gdy się za dużo poruszam. Za to dzis mam nową atrakcję na twarzy. Ty razem jest to opuchlizna pod okiem. Śmiesznie mi się patrzy na własny policzek…
Wczorajszy PanChirurg obejrzał sobie moją głowę, obejrzał sine oczko, kazał przemyć ranki PaniPielęgniarce, a sam stał i się przyglądał
– Czy pani zdaje sobie sprawę, że niewiele brakowało do oka?- zagderał znienacka
– No, wiem, wiem…Ale na szczęście nie trafił- westchnęłam, bo bez sensu jest "gdybać" przeżywać coś co się nie stało, choć mogło.
– Wie pani, tak? I co?
Wzruszyłam ramionami. No bo jak to- co? Mam zabić kocia? Przecież to wypdak a nie agresja. To tak jakbym miała karać dziecko za to, że mu się szklanka stłukła.
– No, zastanawiam się nad przycięciem pazurów- powiedziałam żeby się nie czepiał.
– I już?
– No przeciez nie zabiję mojego ślicznego Kocia!- oburzyłam się.- On naprawdę nie chciał, bał się i uciekał na oślep. Człowiek w takiej sytuacji też nie patrzy…
Pokiwał głową, nie wiem czy nad moją domniemaną głupotą czy ze zrozumieniem.Poszedł. Ale na twarzy miał uśmiech. A wcześniej zapytał czy to prawda, że koty są fanberyjne bo jego kolega ma takiego co żre surowe ogórki. Potwierdziłam, bo mi się przypomniało jak Kocio lata z listkiem laurowym, jak się o niego wyciera i jak na niego warczy, hihi.
Środa
Zatem dziś spokojne …