Pojechaliśmy. Okrążając rondo mąż opowiadał mi co i jak dokręcał , poprawiał w Golfiku. Golfik jest wiekowy i coraz częściej potrzebuje troskliwych rąk swego opiekuna.
Wyjechalismy za miasto. Słoneczko się rozpromieniło, radio gra, pietek tuz tuż…
– Bo ja bym chciała jeszcze zajechac popatrzec na bluzy- powiedziałam do męża- Mówiełś, że takie wyprzedaże są, może bym jaką fajna za rozsądną cenę dostała?
– Jasne, że zajedziemy.
– No i może na grille popatrzymy?
– Popatrzymy…
W duchu zaczęłam żywić nadzieję, na zaglądnięcie do jeszcze jednego sklepu, tam, godzie można moje wyczekane Cóś zobaczyć. Chociaż popatrzeć…
I naraz moje rozmarzenie prysło jak bańka mydlana za sprawą dziwnego terkotu w gofiku. Błysnęło złe skojarzenie, odepchnięte natychmiast rozsądnym: Niemożliwe! Nie drugi raz to samo…
Golfik ma w sobie element niespodzianki- jak odmówi jazdy to rzadko dwa razy z tego samego powodu. Wciąż ma inne pomysły.
– Co to?- zapytałam niespokojnie.
– Własnie niewiem- odpowiedział mój mąż bardzo spokojnym głosem. Uuu…chyba mamy kłopoty- pomyslałam na to.
Zjechaliśmy na zatoczke dla autobusów. Mąż wysiadł, otworzył maskę. Ja otworzyłam drzwi, wystawiłam twarz do słońca. Spokojnie, przecież zaraz naprawi- uspokoiłam samą siebie. Zawsze wszystko naprawia. Auto też.
Czas płynął , płynął , płynął …jak czas…Mąż szarpał się z czymś pod maską, jego ruchy stawały się coraz bardziej nerwowe, jego napięcie zaczęło się udzielać mnie. Wsiadł. Przekręcił kluczyk. Zagrzechotało znajomo. Spociłam się.
– Co jest? Pasek rozrządu?- zapytałam.
– Nie wiem, nie wiem, zaraz…- odpowiedział nieuważnie. Znów zaczął grzebać pod maską. Znów zakręcił stacyjką.
– Ja pier*- zaklął – Po samochodzie.
Wtedy poczułam, że za chwile rzuce się z pięściami. Na męża. Że lata wkoło, nic nie mówi, robi się coraz bardziej nerwowy, a mnie pomija.
– Może mi w końcu powiesz co jest?- wycedziłam. Spojrzał nieprzytomnie.
– Pasek?
– Pasek…
– O ja pie*- wyrwało mi się elegancko.- Trzeba kogoś wołać kto nas zholuje?
– O ja pie*- zaklął ponownie mój mąż. – Zostawiłem telefon.
– Ja mam- uspokoiłam go i zaczęłam przeglądać telefon. Mam kogos w Olsztynie. Mam w Krakowie, w Łodzi, Darłowie, Bielsku, Poznaniu…Ale w Miasteczku??? Baśka- szefowa.Akurat przysłała smsa że zaprasza na piwo.
– Jest twój mąż? – zapytałam bez wstępów – Bo nam Golfik padł.
– W trasie…będzie o 23. A ja myślałam , że się piwa napijemy…
– Zapomnij, stoimy w drodze…
Kto jeszcze? Jeszcze jest jeden kolega.