Czekam na Boże Narodzenie

– Pojedziesz ze mną …

– Pojedziesz ze mną do Kętrzyna?- zapytał mnie mąż wczoraj około południa.
– Pewnie, że pojadę – zgodziłam się od razu.
Noc ciemna się rozciąga gdy wychodzę z pracy i człowiek ma wrażenie, że jest później niż zegar wskazuje. A  mąż musi godziny pracy dostasować do ludzi którzy z tej pracy wracają. Jasne, że mógłby wzorem  innych znanych mi reprezentantów innych firm powiedzieć :
"Mogę być u pani w dnia tego i tego około godziny tej tej." i mieć w nosie czy to komuś komplikuje czy nie komplikuje życie. Ale nie, to nie on. Bo człowiek już ma kłopot, bo coś mu się popsuło, nie działa jak należy. A mąż ma fioła na tym punkcie. Nie ma że coś od biedy może być. Nie. Ma być porządnie zrobione. Pamiętam jak mnie wkurzała ta jego dokładność. No bo np. święta za pasem, gorączka pieczenia i gotowania w kuchni i nagle np. zaczyna mi zgrzytac w robocie.
Niczego nieświadoma wołałam męża:
– Zobacz, co on tak dziwnie chodzi?
I się zaczynało: pieczołowite rozkręcanie każdej śrubki a czyszczenie, a dokręcanie, a regulowanie…Czas mijał poganiając mnie batem, a ten każdy po kolei trybik musiał obejrzeć, przesmarować, wyczyścić. Na moje sugestie, że to może potem, warczał:
– Albo robię porządnie albo wcale.
Normalne jest też dla mnie i to, że wprawia moje nieposiadające faceta na stanie koleżanki w zachwyt.
Bo w trakcie miłej pogawędki, pomiędzy łykiem kawy z kęsem ciasteczka rzuca :
– W łazience ci uszczelka puściła, zaraz ci naprawię.
– O, poczekaj, zaraz przyniosę śrubokret i ci to przymocuję
– Tu ci coś źle działa, daj ustawię…
Skrzynka z narzędziami ( hyh, skrzynka- skrzynia!) pojechała z nami nawet do Chłapowa oraz Bielska. Jeździ do mojej matki i siostry. Wszędzie. Już się przwyczaiłam.
Wiem też, że jak mąż idzie do domu klienta to ja muszę się uzbroić w cierpliwość. Bo on musi zrobić porządnie.
Zatem wczoraj, gdy  poszedł do klienta, a noc ciemna była za oknami i wiatr hulał po polach, nakryłam się kurtką, włączyłam Marina Opanię i jego ( moje ulubione) "Cukierki dla panienki mam" i tak sobie tkwiłam w aucie uzbrajając się w cierpliwość. Wiedziałam, że znów naprawi nie tylko to, po co go wezwali, ale przy okazji zlustruje inne urządzenia pochodzące od "jego" firm, naprawi co będzie trzeba i dopiero wyjdzie. A jak  nic nie trzeba to tylko zamieni parę miłych słów, pogłaszcze psa, pochwali kota …
Ludzie są chyba spragnieni ludzkiego, życzliwego traktowania, bo zwykle odwazajmniają się mężowi też życzliwością. Oraz często- dzielą się tym co mają. Pamiętam panią z Pisza co specjalnie na wizytę męża i moją upiekła pączki z różą. Jakiś pan stomatolog podarował nam reklamówkę przepysznych jabłek "z drzewa". Państwo w Gołdapi obdarowali nas flaszką dobrej wódki oraz druga z domowym, kilkuletnim ,wiśniowym winem… Ot, taki niby drobiazgi, ale świadczące o tym, że wystarczy odrobina dobrej woli i cały świat robi się przyjazny.
Tkwiłam zatem wczoraj w aucie, trochę się żzymać zaczęłam, bo długawo to trwało a mnie się zachciało siku. Opania wyśpiwał cztery piosenki nim mąż stanął przy samochodzie.
– Troche długo co? Ale wiesz, tam im ciekło, musiałem…- tłumaczył się skruszony. Nie specjalnie słuchałam, bo tłumaczenia znam jak samą siebie a na dodatek mąż w miał obie ręce zajęte. W jednej trzymał dobrze mi znaną skrzynkę, ale w drugiej…
Pomyślałam: no przesadza, śmieci jeszcze będzie ludziom wynosił? Bo w drugiej dłoni trzymał ogromny karton.
Zauwazył mój wzrok i parsknął śmiechem.
– Łapówka!
– Co tam masz?- zapytałam podejrzliwie.
– Zdziwisz się…Sam zdębiałem.
– Ale co to? – 
– Chodź zobacz, bo nie uwierzysz.
Wylazłam z auta, okrążyłam je, zajrzałam…zdębiałam
W świetle ulicznych latarni lśniły do mnie piękne, okrągłe, różnej wielkości i koloru bombki na choinkę.

In vino veritas

No ja …

No ja nie wiem czy tej szkoły nie trzeba na pewno zreformować.
Dziecko starsze przyszło do mnie i rzekło:
– Mamo, a ty wiesz co to jest anakreontyk?
– Dziecko, a czy ty mnie czasem nie obrażasz? Pewnie jakie świństwo bo tak się nazywa…- zaoponowałam.
– Żadne świństwo, mamusiu- dziecko miało sam chaber bławatny w oczętach. Postukała moim palcem w gógla i wyszło, że ten ankreo..ten, to ni mniej nie więcej tylko nasza współczesna piosenka biesiadna. Takie :
"w piwnicy mnie pochowajcie
 w piwnicy mi kopcie grób
 i tam głowę odwracajcie
 tam gdzie jest od beczki szpunt".

A teraz dziecko musiało się wykazać talnatem i samo stworzyć dzieło równe wyżej przytoczonemu. Zatem wezwało matkę na pomoc. Dumałam zatem , dumałam i wymysliłam:
Hej napitku
od przybytku
nie zaboli głowa
gdy w kufelek
piwo leje
szynkareczka młoda
Dziecko popatrzyło na mnie z nieukrywaną pogardą.
– A co to jest: napitku?
– A co to jest szynkareczka?
– Za mądre! Od razu będzie ( nauczycielka) wiedziała, że to nie ja – orzekło dziecię na koniec. -Wymyśl inne- zażądało.
Mózg mi się zagotował.
– No npisz, że wino się leje, jest biba i że jest fajnie…
Napisałam:
Niech nam dzisiaj wina leją
Niech nam gęby się zaśmieją
Na tym rżysku
przy ognisku
w ten młodości czas

Dziecko miało  znów minę skrzywioną.
– No coś ty…A co to jest rżysko? Eeeee…inni to pisali, że wujek się uchlał i że ogórek lata, a gorzałka się leje…
O matko kochana! Ależ my mamy wymagającą młodzież.
Skupiłam sie raz jeszcze:
Wino nam smakuje
urżnął się nim wujek
zamiast tego z rana

damy mu banana.
Dziecko znów nie było zachwycone. Zbuntowałam się: głupszego już nic nie wymyślę, niech se pani polonistka sama imprezy alkoholowe sławi.Dziecię wlapiało bławatki oczu we mnie.
– Dobra,zawołam Taishę- ruszyło mnie sumienie.
I Taisha pomogła.

—-
Bo mieć dzieci to największa przygoda ;p 

A mnie z tego wszystkiego wina się zachciało. O!
Wasze zdrowie! Żeby nam się dzieci samolotów nie czepiały!- jak mawiał mój tata.

Damy radę!

Nieuzasadniony wzrost…

Nieuzasadniony wzrost optymizmu po porannym przygnębieniu.
Może to las? Takie piękne, miękkie światło było…Las , mimo listopada w brązach , żółciach, zieleniach.
…A może…?
Nie, nie może. Na pewno: nie mam poczucia osamotnienia. Mam takie niezwykłe przeświadczenie że mam wkoło siebie wielu życzliwych ludzi. Przyjaciół. Rodzinę. Newet nie wiecie jaką wiarę to daje, jakie przekonanie, że będzie dobrze.
A prócz tego- to chyba wymierny efekt rocznej terapi- mam poczucie, że mogę być wartościowym pracownikiem. Mam sporą wiedzę teoretyczną i równie bogatą praktykę. Jestem w wieku kiedy kobieta jest najbardziej produkcyjna – dzieci mam odchowane, na kolejene już się nie zdecyduję, jeszcze nie dotyczą mnie problemy wieku średniego a umysł wciąz chłonny  łatwo przyswaja nowości.
…No!
To teraz podnoszę głowę do góry i mówię sobie: będzie dobrze, dam radę. Mam 6 tygodni na znalezienie innej pracy. I znajdę ją. Bo na dodatek wierzę, że gdzies tam czeka mnie coś lepszego.

A teraz znikam- moja teściowa przyszła z życzeniami do swojego syna.

O kurwa!

No to teraz już naprawdę…

No to teraz już naprawdę nic a nic mnie tu nie trzyma.
Właśnie się dowiedziałam, że z dniem 31.12. zostaję bezrobotna. Umowa była tylko do tego dnia i ze względu na stan firmy- nie zostanie przedłużona.

Wygląda na to, że listopad w tym roku będzie dla mnie miesiącem wyjątkowo bogatym w pożegnania.
Czuję się nieco przytłoczona, ale…No cóż. Właściwie mogłam się tego spodziewać zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.

Zerżnięte od Patekku

<div …

APEL!!!

Kochani! Sprawdźcie swoje skrzynki gazetowe!

Włączajcie się do akcji i powiadamiajcie o niej innych 🙂

Jeśli ktoś został przez nieuwagę pominięty i maila z tekstem protestu nie dostał, a chciałby w nim uczestniczyć, niech da nam znać – niezwłocznie to nadrobimy.

Pamiętajcie – dziś o 12:00 – tytuł notki "Protest"

Do roboty!

Ranek w pracy. …

Ranek w pracy. Powolne rozpędzanie lokomotywy po porannym zaspaniu. Wbrew własnym zamiarom zasnęłam wczoraj  a własciwie już dzisiaj. "Monster" z Charlize Theron sprawił, że sny , gdy w końcu nadeszły były niespokojne.
Zza ściany tupot obcasów koleżanki.Chyba w końcu znienawidzę ja za ten tupot, który słyszę po nimal całych dniach. Podłogi są w kafelkach a pomieszczenia niemal puste. Jej tupot niesie się po całym budynku. A ja się wkurzam jak mi buty skrzypią…
Gram sobie  składankę Dire Straits.
Teraz jeden z moich ulubieńszych wśród ulubionych "Private Investigations".
Uwielbiam ten rytm jak bijące serce i dźwiek gitary jak strzały z broni palnej.

A czego Wy słuchacie w pracy?

Listopad znów przechadza się ulicą, ten biedaczysko z szeleszczącą miotłą

Wczoraj, ledwie po …

Wczoraj, ledwie po omacku dotarłam do kawy, ranek to był wczesny i szary, Młody przyczłapał za mną. Opadł ciężko na stołek. Westchnął. Po chwili znów westchnął.
Udawałam, że nie słyszę. Odwrócona plecami do całego świata jeszcze dosypiałam psychicznie pomimo szeroko otwartych oczu wlepionych w zielony czajnik.
Westchnienia Młodego przybierały na sile, że zaczęłam się obawiać czy mnie nie wydmuchnie przez nieszczelne okno.
– Mamooo…- jęk za plecami.
– Myyy? – z natury jestem rozmowna, ale kurcze, no nie przed pierwsza poranną kawą, na listość boską.
– Brzuch mnie boli…
Mój umysł jak stara parowa lokomotywa zaczynał nabierać obrotów.  Brzuch? Go? Boli? A…brzuch…Paluszek i główka…A nie, to nie o tym.
– Jakie masz lekcje dziś? – zapytałam z rezygnacją, bo już instynkt macierzyński podpowiadał mi, że nie da rady hiobowej wieści zignorować.
– Eeeee, tam…spoko…
– Klasówka jakaś?
– Nie…Niedobrze mi- mruknął Młody i pognał tam gdzie król piechotą chodzi.
Czajnik zagotował wodę. Zalałam kawę. Udało mi się łyknąć ze dwa razy.  Lokomotywa nabrała rozsądnych obrotów. Młody wyszedł z łazienki. Westchnął. Opadł na stołek jak podcięty kwiat. Taki też koloryt prezentował- zwiędłego kwiecia.
– Łeee, mdli mnie – stęknął.
Poranne mdłości – skojarzyło mi się.
– Może jesteś w ciąży? – spytałam.
Popatrzył na mnie z nieuzasadnioną obrazą w oczach.
– Dobra – skapitulowałam- To już nie idź do tej szkoły.
Udawałam, że nie zauważyłam radosnego rozbłysku w oku.
– Ale jak jesteś chory to leżysz w łóżku. Zero komputera.- dpdałam po kolejnym łyku kawy.
– Yhy- zgodził się podejrzanie za szybko.
No tak- zapomniałam o telewizorze. Trudno. Znów popiłam kawy…
Wieczorem Młody rozmwiał z koleżanką na gadu. Czemu nie był w szkole?- zapytała. Wyjaśnił, że brzuch.
– Ach te trudne dni – odpowiedziała.
No, też uważam, że listopad jest trudnym miesiącem.

 

CichoSza!

Dwa dni nam upłynęły …

Dwa dni nam upłynęły niemal w ciszy zupełnej. Mąż był wyjechany na szkoleniu zatem wprowadziłyśmy z Miśką terror wobec Młodego. Bo Młody to tak: ledwie oczy przetrze pyta:
– Mogę do komputera?- ale to jest pytanie twierdzącym tonem wygłaszane. I siedzi potem przy monitorze, blady, przejęty, czasem miotający inwektywy, z oczami jak zombie. Jakby go nie odgonić mógłby tak bez przerwy. Ale odganiamy.
Miska bo pogadać z kimś musi, ja- no bo nałog blogowy, a nuż ktoś coś napisał u mnie albo u siebie. To Młody odgoniony od komputera włącza telewizor.  Ale żeby włączył np. Discavery czy coś… Nie, Młody włącza kanał z kreskówkami. A w kreskówkach bez przerwy coś wrzeszczy, piszczy, łupie, strzela…Szału można dostać, nie pomaga sciszanie bo to się drze nawet gdy jest sciszone, gorsze od reklam nawet. 
No to napadłysmy na Młodego:
– Ja się nie mogę skupić jak to się drze. A jutro mam klasówkę – Miśka
–  Wyłacz to, weź się za książki, albo idź z psem , głowa mnie boli, nie rozumiem co czytam – ja.
Pies i Kot przezornie milczeli a Mąż był daleko.
Młody nadąsany- wreszcie się ugiął.
Poszedł z psem.
Przez godzinę usiłował uczyć się z fizyki zagadując mnie co chwila.
– Nie mogę się skupić.
– Głowa mnie boli
– A wiesz jaką grę ma Piotrek?
– A czy ty wiesz jak brzmi I zasada dynamiki?
– Nic mi do głowy nie wchodzi…
Dopiero po nieco dosadnym wytłumaczeniu, że jak się gada i mysli o niebieskich migdałach, Młody zamilkł. Na kolejne 30 minut.  W spokoju dokończyłam "Dziewczyny z Portofino", które trzymały mnie przy sobie przez cały weekend. Siedziałam potem, z zamknięta książką na kolanach. Pies spał w rogu kanapy przy moich nogach. Kot mruczał za kanapą, Miśka cicho tkwiła przy biurku, szeleszcząc kartkami. Młody w fotelu wkuwał zasady dynamiki Newtona.
A za oknem pociemniało niebo. Powietrze zrobiło się szkliste, wyszły gwiazdy i ucichł wiatr.
W domu panowała cisza. Bez szumu komputera. Bez grającego radia. Bez wrzeszczącego telewizora.

Ranek zbudził mnie bólem głowy.
Za dużo ciszy??