Sobotnie spacerowanie

<span style="FONT-SIZE: …

– To ty?- zapytałam zdumiona, bo głos Marzenki brzmiał niepodobnie.
– To ja – przyświadczyła mi radośnie i dopiero wtedy ją rozpoznałam.
– Chodź za mną na spacer – zaproponowałam.
– Ale ja jeszcze leżę…- wyjaśniła
– To wstań…
– A gdzie ty jesteś?- zaciekawiła się w końcu.
 – Spaceruję po Realu w poszukiwaniu tortilli- poinformowałam ją.
 – Będę za pół godziny.
Pół godziny potem spacerowałyśmy po sklepie razem, potem napiłyśmy się herbatki ( ja) i kawy (ona). Czekałyśmy na Marcepanka, który porzuciwszy mnie na pastwę rekinów handlu, pojechał zarabiać pieniążki. Kupiłam tortille, wykręciłam się od próbowania pysznej czekolady, jogurtu, sera i kociej karmy. Nie kupiłam też owego tysiąca niepotrzebnych rzeczy w promocji. Wcale nie dlatego, że jestem mądra, nie ulegam reklamom oraz manipulacją. Wcale nie dlatego, choć fajnie byłoby powiedzieć, że tak, prawda? Marcepanek nadjechał i przypomniało mi się, że nie kupiłam mięska na obiad, a późno i w Miasteczku sklepy będą pozamykane. Pojechaliśmy do Rastu…
Czy staję się mieszczuchem?

Dzień 6 z 40

Zaczęłam łykać chrom….

Zaczęłam łykać chrom. Ssanie ustąpiło. Nie wiem- czy chrom je uciszył czy też po prostu mój organizm zaczyna się poddawać. W nocy obudziła mnie myśl: rano kupię sobie cukierków.Dobrze, że w domu nie ma cukru waniliowego ani rozpuszczalnego kakao, bo może bym się ocknęła jak Surfinia…
Wciąż jestem rozdrażniona. O byle głupstwo wpadam z złość, aż mnie trzęsie. Nie wiedziałam, że jestem aż taką złośnicą. Wczoraj niepedagogicznie rzuciłam córce:
– Sama jesteś sobie winna- gdy pożaliła się, jak potraktował ją ktoś o kim chciałaby myśleć, że jest przyjacielem. Rzuciłam i w tym momencie znienawidziałam samą siebie za to.Tekst w stylu mojej matki. Jakże łatwo to przychodzi- dokopanie komuś już i tak skopanemu. A z drugiej strony- w przypadku Misi ogarnia mnie taka bezradność, że miotam się pomiędzy pouczaniem a współczuciem i nie wiem czego ona tak naprawdę bardziej potrzebuje: dobrych rad czy poczucia, że cokolwiek zrobi ja zawsze jestem po jej stronie. Głupio gadam: wiem, że to drugie, ale nie mogę patrzeć na jej smutną buzię. A  tak naprawdę chciałabym pewnego dżentelmena złapać za kłaki i na kopie w chudy tyłek wysłać w kosmos.
Mam poczucie, że kłopot z zaśnięciem i marzenie nocne o cukierkach to nic innego jak wyrzuty sumienia. Rano przygarnęłam córkę do siebie i powiedziałam jej przepraszam. A ona mi na to:
– Masz rację, sama jestem sobie winna.
Miałam chęć samej sobie dać w twarz.
– Nieprawda – powiedziałam tylko – nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
Ręce opadają bezradnie.
Kiedy rozbiła kolano na krwawą miazgę, ucząc się jazdy na rowerze cieszyłam, że samodzielnieje, że jest twarda, lałam wodę utlenioną, zmieniałam plastry. Czy ktoś zna plaster na zbolałą duszę? Tak, wiem: czas…
Młody za to chodzi obrażony bo "się czepiamy". Bo zwróciłam uwagę, że przez odkurzenie rozumiem, że podłoga jest czysta a nie powycie odkurzaczem. Bo ojciec się uczepił długich pazurów czy brudnych włosów. Bo dopytujemy się o naukę i nie pozwalamy na siebie wrzeszczeć. Czepiamy się. Nietoperze- ślepe i głuche – to my. Ech, i tak wolę problemy z Młodym niż z Misią. Te pierwsze są jednak łatwiejsze. Nie mam  złudzeń- jeszcze łatwiejsze.

4 z 40

<p class="MsoNormal" …

Nad głowa usłyszałam grzmot. Gdy ją zadarłam zobaczyłam na niebie migające kolorowymi światełkami lecące cygaro. Tuż nad moją głową zniżyło lot. Pomyślałam, że omija inny samolot. Ale obniżka lotu trwała nadal, cygaro leciało coraz niżej. Skręciłam za róg mojego bloku i nadal je widziałam na błękitnym tle rozsłonecznionego nieba. Zza pleców, z ulicy słyszałam szum aut, z podwórka pomiędzy białymi blokami niosły się głosy dzieci. A cygaro wciąż spadało. Pomyślałam- cholera, byle nie zaczepiło o któryś dom. Byłam dwa kroki od drzwi wejściowych, gdy usłyszałam huk a równocześnie z nim błysk. Poczułam ruch powietrza i zobaczyłam srebrne skry wylatujących szyb. Hotel- fala uderzeniowa-uciekać- ułamki sekund wystarczyły na poczucie tego wszystkiego. Drzwi wejściowe stawiły znany opór, tuż za nimi czarnym wybawieniem tchnęły schody do piwnicy. To sen? Pytanie pojawiło się i znikło zgłuszone głosem sąsiadki: schowaj się, zginiesz!

…Usiadłam na łóżku. Za oknem był dzień, wiatr kołysał gałązkami brzozy, Kocio z przeciągłym: „mrauu” wskoczył na białą kołdrę…W środku obudziło się znajome ssanie.
Kawa, czarna i słodka, nieco stępiła ssanie, „Opowieść z perłą w tle” nakierowała moje myśli w inną stronę.
Nie na długo…
 Wciąż jest przy mnie, wierny jak pies, jak kot, jak cień. Chodzi za mną, zagląda mi w trzewia, drażni, wprowadza w stan irytacji, świeci mi w oczy pokusami.
Walczę z nim od czwartku i jeszcze nie uległam. Nie wiem jakie mi jeszcze niespodzianki szykuje, okopuję przed nim, stawiam zasieki, uzbrajam po zęby. Ale wiem, że jest, czai się by wykorzystać każdą chwilę mej słabości czy stępienia uwagi.
On- mój nałóg słodyczowy.

Zawieszam…

<span style="FONT-SIZE: …

Wielki Post skłania do pewnych wyrzeczeń.

[more]

 Marzenka na przykład, patrząc na mnie wczoraj jak konsumuję kanapkę z polędwicą wędzoną rzekła z uciechą:
– Masz szczęście, że nie pracujesz u mnie, już by cię moje koleżanki przywołały do porządku.
Faktycznie- to szczęście, że mi nikt w pracy w kanapki nie zagląda. Pamiętam czasy, kiedy byłam o ponad 20 kilo młodsza, a do pracy na 8 godzin przynosiłam ze sobą co najmniej trzy porządne buły. Jedzenie spożywałam wtedy na tyle wolno, że właściwie w ciągu dnia można mnie było ujrzeć  kilka razy z ową wielką bułą w dłoni. Życzliwi uśmiechali się i mówili, że Kasia jada raz dziennie: zaczyna o 7 kończy o 22 i było w tym jakieś źdźbło prawdy. Ale ile można słuchać uwag na swój temat? Przy kolejnej, poczynionej przez mojego szefa, że znów się obżeram warknęłam niegrzecznie:
– Jem swoje…
Ingerencja w moje jedzenie skończyła się jak nożem uciął.
Ale ja nie o tym…Chodzi o tym, że post ma swoje prawa, ludzie czynią na ten czas jakieś postanowienia. Na przykład nasz rodzinny ksiądz opowiadał, że z okazji Wielkiego Postu zjawiali się na plebanii jego parafianie, na co dzień nadużywający alkoholu i składali uroczystą przysięgę, iż ulubionego trunku wyrzekną się na ów czas.
Cóż, według mnie sens postu jest wtedy, gdy wyrzekam się właśnie tego co najbardziej lubię. Tak więc, kanapka z wędliną w moim przypadku nie jest żadnym grzechem, a wręcz ciężką pokutą.
Zastanowiłam się, co takiego jest na tym świecie, co tak bardzo lubię i bez czego będzie mi trudno żyć i znalazłam, i postanowiłam odmówić sobie tej przyjemności na 40 dni.
A ponieważ wiadomo, że człowiek jest chwiejny i ułomny, wolę ma słabą, zatem konieczni są świadkowie by postanowień wielkopostnych dotrzymać. Toteż ogłaszam na cały blox, że mam dwa nałogi: blox oraz słodycze.
Pytanie: którą z używek zawieszam na kołku do Świąt Wielkanocnych?

Zmory precz!

Zmory mają to do siebie …

Zmory mają to do siebie , że wraz z pierwszym brzaskiem porannego słońca uciekają w popłochu. Kryją się potem po kątach, z tych kątów stroją miny, które mają oznaczać : jeszcze tu wrócimy! Ano wrócą, wiesz to, ale wiesz także, że się im nie poddasz, że władzę nad tobą przejąć mogą tylko w tych nocnych godzinach. Rankiem, wraz z łykiem pierwszej kawy i z uśmiechem przyjaciela znajdziesz w sobie dość siły by tupnąć nogą na zmory i podniósłszy głowę do góry powiedzieć dobitnie: Nie złamiecie mnie. I to nic , że zmory siedzą i tylko czyhają na twoją słabość, na jedna małą chwilę nieuwagi. Z perspektywy dnia myślisz sobie: może to dobrze, że one są, te zmory. Przypominają, że życie to nie tort śmietanowy, nie zawsze słodko i przyjemnie. Czasem trzeba się natrudzić, namęczyć, czasem łez parę wylać, wtedy życie smakuje jak życie, a nie jak przeżuta mdła papka. Pewnie, mówisz sobie, pewnie, że chciałbym żeby czasem było choć troszkę łatwiej, żeby ta góra pod którą pchasz swój codzinny wózek była czasem mniej stroma. Ale wiesz, wiesz, bo już to nie raz przerabiałeś, że za to smak gdy osiagasz cel jest jedyny i niepowtarzalny. I za to kochasz to swoje życie, co czasem z górki, ale częściej pod. I wiesz jeszcze i to, że te górki najczęściej sam sobie wybierasz. I w tej myśli nie ma nic z goryczy, a wiele z przyjacielskiego kiwania głową. Taki jesteś i takiego siebie starasz się polubić.

Marudnie

Kiedy się wstaje o …

Kiedy się wstaje o 6:30 to dzień wydaje sie potem taaaaki długi. A jak jeszcze na dodatek do sprzątania została wyłącznie łazienka, to czas wolnego dnia zaczyna się rozciagać w nieskończoność. Słońce za oknem oszukuje, bo wcale nie jest tak miło jakby się wydawało: mróz co prawda nie wielki, ale za to dość przenikliwy wiatr nie zachęca do spaceru. Książka co miała być taka ciekawa-nudna. Druga- choć napisana przez uznanego autora- jeszcze bardziej. Discavery znów nadaje film z serii "Wielcy egipcjanie".
Co robić?
Kręcę się w kółko po domu. Marcepanek popatruje spod oka i nic nie mówi. On wie czemu mnie nosi i ja też wiem. Niech no tylko Miśka zamelduje, że cała i zdrowa dotarła do Gliwic od razu przestanę marudzić. Ale sza! o tym, bo się znów żachnie , że traktuję ją jak dziecko. Co będę małolacie tłumaczyć, że nie jak dziecko tylko jak skarb większy od Koh-i-Noor’a i nic dziwnego, że w związku z tym każdego człowieka na ziemi podejrzewam o zawistną chęć pozbawienia mnie owego brylantu. Ciekawe, czy to tylko moje schizy czy każda matka tak ma?
Na pocieszenie namówiłam rodzinę na "Rysia", ale bilety były osiągalne dopiero na 21:15. Co ja będę robić tyle czasu???
O-o! Trzeba nasypać ziarna do karmnika bo walają się po nim jakieś nieatrakcyjne resztki. Sikorka zajrzała, przycupnęła i poleciała. Mazurek siedzi, cos dzióbie, ale bez większego przekonania. Rozpuszczone ptaszyska, no!

Dziś Światowy Dzień Kota, podrapcie ode mnie wasze fatrzaki pod brodą.

Mówisz i masz – czyli raport z tłustego czwartku

Powiesiłam wczoraj …

Powiesiłam wczoraj anons bez specjalnej nadziei. A tu proszę!
Dostałam takiego kopa w żołądek, watrobę czy inne podroby, że opadło ze mnie zainteresowanie wszelkimi problemami tego świata. Miłosnymi też. Znaczy- proście a będzie wam dane.
Noc była upojna jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości.

Teraz siedzę w pracy, zamiast kawy mam mietę, w torebce świeży zapas rapaholinu.
I za co? Za co? Za tego pączka z ajerkoniakiem? Czy za te kilka faworków?
No tak- za miłość.

Daj mi tę noc

Jak zafundować sobie …

Jak zafundować sobie upojną noc?
To proste:
Najpierw doprowadzić się do takiego stanu głodu, by umysł i ciało odmówiły współpracy. Potem (najlepiej około godziny dwudziestej) w ciągu niespełna pięciu minut pochłonąć siedem pierogów z kapustą oraz trzy z truskawkami ( z mrożonek). Kapuściane suto polane tłuszczykiem z cebulką , truskawkowe -śmietanką. Poprawić połową chałwy marki Odra.
Połową dlatego, że reszta już nie weszła, a nawet zaczęła wykazywać tendencje do wychodzenia…
Potem nie pomogła już gorąca herbata, rapaholin oraz szałwia.

Kto mi w nocy skopał wątrobę, żołądek oraz inne podroby?!

A wystarczyło w odpowiednim czasie zjeść choćby kromkę chleba z margaryną…