– To ty?- zapytałam zdumiona, bo głos Marzenki brzmiał niepodobnie.
– To ja – przyświadczyła mi radośnie i dopiero wtedy ją rozpoznałam.
– Chodź za mną na spacer – zaproponowałam.
– Ale ja jeszcze leżę…- wyjaśniła
– To wstań…
– A gdzie ty jesteś?- zaciekawiła się w końcu.
– Spaceruję po Realu w poszukiwaniu tortilli- poinformowałam ją.
– Będę za pół godziny.
Pół godziny potem spacerowałyśmy po sklepie razem, potem napiłyśmy się herbatki ( ja) i kawy (ona). Czekałyśmy na Marcepanka, który porzuciwszy mnie na pastwę rekinów handlu, pojechał zarabiać pieniążki. Kupiłam tortille, wykręciłam się od próbowania pysznej czekolady, jogurtu, sera i kociej karmy. Nie kupiłam też owego tysiąca niepotrzebnych rzeczy w promocji. Wcale nie dlatego, że jestem mądra, nie ulegam reklamom oraz manipulacją. Wcale nie dlatego, choć fajnie byłoby powiedzieć, że tak, prawda? Marcepanek nadjechał i przypomniało mi się, że nie kupiłam mięska na obiad, a późno i w Miasteczku sklepy będą pozamykane. Pojechaliśmy do Rastu…
Czy staję się mieszczuchem?
Sobotnie spacerowanie
<span style="FONT-SIZE: …