Zmory precz!

Zmory mają to do siebie …

Zmory mają to do siebie , że wraz z pierwszym brzaskiem porannego słońca uciekają w popłochu. Kryją się potem po kątach, z tych kątów stroją miny, które mają oznaczać : jeszcze tu wrócimy! Ano wrócą, wiesz to, ale wiesz także, że się im nie poddasz, że władzę nad tobą przejąć mogą tylko w tych nocnych godzinach. Rankiem, wraz z łykiem pierwszej kawy i z uśmiechem przyjaciela znajdziesz w sobie dość siły by tupnąć nogą na zmory i podniósłszy głowę do góry powiedzieć dobitnie: Nie złamiecie mnie. I to nic , że zmory siedzą i tylko czyhają na twoją słabość, na jedna małą chwilę nieuwagi. Z perspektywy dnia myślisz sobie: może to dobrze, że one są, te zmory. Przypominają, że życie to nie tort śmietanowy, nie zawsze słodko i przyjemnie. Czasem trzeba się natrudzić, namęczyć, czasem łez parę wylać, wtedy życie smakuje jak życie, a nie jak przeżuta mdła papka. Pewnie, mówisz sobie, pewnie, że chciałbym żeby czasem było choć troszkę łatwiej, żeby ta góra pod którą pchasz swój codzinny wózek była czasem mniej stroma. Ale wiesz, wiesz, bo już to nie raz przerabiałeś, że za to smak gdy osiagasz cel jest jedyny i niepowtarzalny. I za to kochasz to swoje życie, co czasem z górki, ale częściej pod. I wiesz jeszcze i to, że te górki najczęściej sam sobie wybierasz. I w tej myśli nie ma nic z goryczy, a wiele z przyjacielskiego kiwania głową. Taki jesteś i takiego siebie starasz się polubić.

Dodaj komentarz