grom

<p …

 – Wszystkie baby to chuje
– mawiał kiedyś Jot i zaciągał się papierosem. Oburzałam się
– Ona też ? – wskazywałam na  jego partnerkę,
a moją koleżankę, Aśkę.
– Ona najbardziej.
Aśka machała ręką , śmiała się i wyganiała go z papierosem na balkon, bo sama
nie paliła. Jot też się śmiał i na balkon wychodził . Ilekroć dzwoniłam, w
słuchawce słyszałam wołanie Jota :
– Kasizda ,wredna małpa, kiedy mnie odwiedzisz?
– Jak bozia da – odkrzykiwałam , a Aśka wiernie powtarzała.
– Bo ja ciebie aj lawju! – wyznawał mi J. 
z lekką papierosianą chrypką. Ten papieros był mu nieodłączny. Mogło nie
być na chleb, na kawę, ale na papierosy- musiało.
Jot był pełen sprzeczności. Nigdy nie potrafiłam tak jasno określić czy lubię
go czy nie. Gotowa byłam go pokochać na wieść o tym, że z gniazda rodowodowych wilczurów
wybrał sobie psa z widoczną wadą, bo wiedział, że tego nikt nie weźmie. Ale
potem widziałam jak w przypływie złości krzyczał na tego psa, gdy ten nie
rozumiał polecenia. Często, gdy u nich bywałam Jot był pijany, czułam wtedy do
niego antypatię, do czasu gdy się okazało, że w kolejnej pracy , kolejny Wielki
Boss znów mu nie zapłacił. A Jot bez złego słowa pomagał Aśce spłacać długi
które powstały, gdy jeszcze była singlem. Wiadomo- w pojedynkę trudniej.  Uznać go chciałam za nieczułego drania, bo
Aśce nigdy czułości nie okazywał, ale widziałam jak zajmował się ich córeczką.
I wiem, że walczył w sądzie o prawo do widywania dzieci z poprzedniego związku
przez lata.
Zatem Jot jest niejednoznaczny. I w dodatku z jakiegoś powodu chyba mnie lubi.
Dziś, gdy zadzwoniłam, usłyszałam w słuchawce znajome:
  O małpizda wredna , kiedy
przyjdziesz?- a zadzwoniłam po raz pierwszy od roku. Rok temu umawiałam się z
Aśką na spotkanie i ciągle coś. A czas leci jak głupi.
– A ten czemu nie w pracy? – zapytałam kąśliwie. Bo Jot rok temu pracował w
Anglii. Ciekawe czy na czarno, tak jak przedtem tu, w Polsce: bez ubezpieczenia,
bez umowy, bez badań okresowych. Aśka się zaśmiała, a mnie się włączył dzwonek.
Znam ją ponad dziesięć lat. Wiem, ze najbardziej się śmieje, gdy ma chęć
płakać.

– Napracował się ? –
zapytałam.

– Jest
chory…Raka płuc ma.- wyrzuciła z siebie niemal jednym tchem.Oczywiście lekkim, niemal żartobliwym.
Trzy razy ją prosiłam by powiedziała, że żartuje. Nie powiedziała. Dotarło do
mnie, że głos Jota w słuchawce był mocno chrapliwy.
– Za kilka dni idzie na kolejną chemię- dodała ona.
– Jakie są rokowania ?
– Eeeee tam… Jakieś tam… – dukała jakoś dziwnie
– Nie wiesz czy nie chcesz teraz mówić? – domyśliłam się.
– O właśnie – powiedziała z wyraźną ulgą.



Nowe? Stare? Trzy po trzy

Patrząc wczoraj na …

Patrząc wczoraj na frekwencje w wyborach z lat ubiegłych miałam wrażenie, że dwa lata temu Polacy powiedzieli :
– Gorzej być może…- i za chwilę usłyszeli radosną odpowiedź od rządu:
– Może, może!
 A w związku z końcem IV RP to ja mam pytanie :
czy teraz będziemy V RP budować, czy może po chwilowej zmianie kursu wracamy do III RP ? III to mnie się źle kojarzy…
Osobiście na na stołku premiera chciałabym zobaczyć panią Hannę. Bo to księgowa i kobieta, i w dodatku ma doświadczenie w zarządzaniu. Szkoda, że Donald mnie nie posłucha. A przecież nie zagarniając najwyższej funkcji dla siebie, miałby z tego same korzyści : udowodniłby, że nie zależy mu na stołkach,  w razie czego pozostałby nadal człowiekiem o czystych rękach, no i miałby większą swobodę działań. Ale może emerytura z premierowania go kusi, w końcu starość nadchodzi zawsze szybciej niż się jej spodziewamy.
Chyba stałam się cynikiem, ale nie wierzę w niczyje czyste intencje. W cud uczyniony przez PO też nie wierzę.
Pan premier ( już wkrótce, na szczęście, były) błysnął jednak formą na koniec, stawiając  w jednym rzędzie : Tuska, jego wyborców oraz morderców ks. Popiełuszki. To się nazywa zakończyć sprawę z honorem i zasadami.
Szkoda tylko, że nie zobaczyłam miny smutnego Romka. Raz chciałam popatrzeć to nie dali. Na szczęście oszczędzono mi także widoku uroczego uśmiechu Andrju oraz ulizanej grzywki sprawiedliwego Zbynia.
Wczorajszy wieczór obfitował w  emocje jednak, czego efektem jest  dziesiejszy ból głowy. A tymczasem poniedziałek , listę płac czas zacząć, słówka szwedzkie powtórzyć…
—-
Żaba, wiem,wiem,  piszę w godzinach pracy, przysięgam – to przedostatni raz.Musiałam odreagować.
A teraz idę. Do tych list…

Miło kończy się tydzień

" Nie odzywasz sie …

" Nie odzywasz sie od tygodnia. Już mnie nie kochasz" rozpłakałam się smesem do Marzenki. Milczała pół dnia! Pół długiego dnia targało mną przekananie, że coś się jej stało strasznego i w ogóle: siedzę bez sensu zamiast lecieć i ratować…
Odpowiedziała wreszcie , @ jedna.
" Był u mnie W. dałam mu cos dla ciebie. Bądź w ZENie po 16."
" Co mu dałaś?- zapytałam podejrzliwie- Bombę?"
" Bombę. Mam nadzieję, że będziesz z Marcepankiem" – odpowiedziała.
No nie, mogło mi paść na mózg, ale na spotkanie z W, podrywaczem wszystkiego co żyje, na dodatek człekiem nie słyszącym słowa NIE, nie pójde bez obstawy. Nawet jesli całe życie miałam, jak moja koleżanka Sylwia, napis na czole "nie prosić do tańca".
" Z Marcepankiem i ze Szczypiorem" odpisałam.
Drugie pół dnia strawiłam na rozmyślaniu co też ta Marzenka wymyśliła i czemu nie mogę owego czegoś odebrać w firmie W. Wymysliłam w końcu uzadanienie dla ZENu – bo u W. w firmie śmierdzi stęchlizną na "półkilometra" i mi prezent by zaśmiardł. Ta Marzenka…o wszystkim pomyśli…
Tak dumałam stojąc na Okopowej z moimi chłopakami. W środku nie było ani śladu po W. Wyszłam skensternowana, bo na dodatek nie było wolnego stolika.
– Może trzeba zapytać, może zostawił ? – zasugerował mąż.Wróciłam. zapytać, jasne..ale co ?
"Przepraszam czy nikt nic tu dla mnie nie zostawił ?". Wdałam się w zawiłe tłumaczenie do pani, która patrzyła na mnie oczami wilka, bo jej przerwałam konwersację z dwoma przystojniakami…Wyszłam z miną na kwaśno, i w samą porę bo Marcepanek już machał do mnie ręką
– Chodź, chodź, idzie…
Wyjrzałam i wpadłam w jej rozwarte ramiona.
– Cześć małpo, długo czekacie ?- przywitała mnie. – Co gadałas, że ci brzydko po fryzjerze, znów jesteś sliczna? – skrytykowała mnie.
A ja poczułam, że strasznie się za nią stęskniłam…
A to @! Tak mnie w maliny wpuścić!

Klin

– Żaba jest @ – …

– Żaba jest @ – zameldowałam Adze ( też Żabie) na gadu.
– Se poszła na zwolnienie. I teraz będę musiała sama zrobić listę płac. Narobię błędów i ludzie mnie zlinczują – dodałam tytułem wyjaśnienia.
Słyszałam tę fałszywą słodycz  jak czytałam jej odpowiedź:
– A o samospełniających się przepowiedniach słyszałaś ?
– A w ogóle – jakie błędy? Przecież wszystko co robisz, robisz świetnie, a błędy jakie popełniasz nie są wcale wyjatkowe, mieszczą się przecież w granicach normy.
Zastopowało mnie…No tak, od jakiegoś czasu gdy robię coś, co chcę zrobić bezbłędnie powtarzam mantrę: żebym tylko zrobiła to dobrze. Mantrę powatarzałam zawsze, tyle, że kiedyś ona brzmiała: żebym się tylko nie pomyliła. Nie wiedziałam wtedy, że  umysł nie rozumie słowa "nie". Ktoś mi nie wierzy ? To wykonamy proste ćwiczenie, jakie kiedyś przeprowadziła na mnie Marzenka.
Skupcie się.  Zwracając uwagę na własne skojarzenia, przeczytajcie uważnie zdanie :

NIE MA RÓŻOWYCH SŁONI

I co zobaczyliście ? Bo ja wtedy zobaczyłam słonia. W dodatku różowego.
Odkąd Marzenka to na mnie przećwiczyła, zmieniłam sposób myślenia.
No tak, ale Aga…
ta Aga "to po prostu jest okropna. Nie dość , że rozumie, co mówię to
jeszcze mnie nakręca. Wyciąga mi króliki z kapelusza. Zmusza mnie do
odpowiadania sobie nie na pytanie „co o tym sądzę? ale  „dlaczego tak sądzę?”.
 
Ona nie podaje, skubana, reguł. Rzuca od niechcenia stwierdzenie i zmusza mnie do gimnastyki umysłowej. Wszystko fajnie, tyle, że czasem muszę się znów dokopać do tego co boli i odkryć, że gdyby ceną za brak bólu miałoby być zapomnienie, to nie chcę. Albo się okazuje, że wcale nie myślę tego co sądziłam, że myślę. A najgorzej, że ona jednym słowem potrafi mi zabić klina na cały weekend. A potem jeszcze mnie chwali, że to ja JĄ zmotywowałam do myślenia.
I co ja mam z nią zrobić ? zabić ? pokochać ?

Oddaj babci kapcie- niech nie głosuje na Bosaka – taki opis na g.g. przeczytałam

Marcepanek ze Szwecji …

Marcepanek ze Szwecji przywiózł mi Dzieci z Bullerbyn- w oryginale oczywiście. Ale tylko pierwszą część. Moja ulubiona książka z dzieciństwa, jedna z pierwszych, którą czytałam maniakalnie, w kółko, kończąc i zaczynając na nowo.
Teraz mam oryginał na zachętę do nauki. Książka ma format starego elementarza Falskich, jest kolorowa , na dobrym papierze…śliczna! I już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła przesylabizować choćby jej pierwsze zdania. Pani Małgosia- lektorka obiecuje , że pod koniec kursu powinnam sobie poradzic już z czytaniem jej. To się nazywa zachęta! Aaaale ja jestem niecierpliwa, ja bym chciała już , teraz…
Wczoraj (wreszcie!) odbyłam pierwsza lekcję. Umiem powiedzieć jak się nazywam i skąd pochodzę i wiem jak jest nauczyciel po szwedzku. I czuję się jak dziecko w pierwszej klasie : jestem podekscytowana i zaciekawiona i drugą lekcję chciałabym już, już, teraz!
Na razie zamówiłam sobie książkę …
W grupie jest nas cztery- niestety nie ma ani jednego pana. A już marzyłam o uroczych konwersacjach :P:P:P. Żeby było śmieszniej, w grupie jest pani z księgarni językowej, którą onegdaj sterroryzowałam Ustawą Konsumencką i zmusiłam do przyjęcia zwrotu kupionego przed chwilą podręcznika do niemieckiego, wbrew napisowi głoszącemu, że zwrotów nie przyjmują. Na dodatek pani w nieuchwytny sposób kojarzy mi się z Selenge, choć ta ostatnia jest o nieeeeebo ładniejsza…A mimo to użyłam szantażu. Inna rzecz, że Miśka była kiedyś na jakimś szkoleniu z praw konsumenta i to ona mi powiedziała, że takie wywieszki są bezprawne.Zawstydziła mnie niedawno w sklepie gdy zwróciła uwagę sprzedawczyni, że nie ma prawa odmówić przyjęcia zwrotu od pewnego dzieciaka. Zawstydziła mnie podwójnie, bo z jednej strony sklep to mój codzinny i nie fajnie jest wpadać w konflikt z personelem, co zawsze może starą szynkę sprzedać. A z drugiej strony zawstydził mnie mój konformizm, który nie pozwolił mi się odezwać w obronie mojego i obcego dziecka.
Ale ja nie o tym chciałam…
Chciałam o tym, że 27 coraz bliżej. A jeszcze bliżej 21.czyli Misiowe urodzinki i Wybory 2007. I teraz to już z całym przekonaniem postawię krzyżyk, który miał być tylko przeciw, ale wobec TEGO kandydata będzie także ZA. Bo ten pan to pedagog, dyrektor szkoły, gdzie uczyły się moje dzieci. Człowiek wielkiej mądrości i takiegoż serca. Żaden niedowartościowny nieudacznik. Takich ludzi bym chciała widzieć w rządzie, a nie te człekopodobne, ziejące nienawiścią do wszystkiego co inne…
Misia się gniewa na los i na mnie. Bo czemu jej nie urodziłam rok wczesniej? Przecież to najważniejsze wybory- tak twierdzi. I byłbym jeden głos więcej PRZECIW. Sterroryzowała ojca, że w ramach prezentu urodzinowego ma iść i głosować. Dla niej.
A co u Was?

czasem do Ciebie piszę listy choć ty na sposób oczywisty wyrosłeś z tego co już było miłość nietrwała jest…

W rytmie …

W rytmie "Tańcz!" Mirosława Czyżykiewicza.
W dźwiękach gitary Gary’ego Moore’a.
No bo wyszłam z psem i gwiazdy były tak blisko, że na wyciągnięcie ręki. I mrozkiem ciągnęło od ziemi. A z kominów unosiły się dymy i pachniało palonym drzewem. I liście, opadłe na ziemię pachniały. I było rześko, jesiennie i nostalgicznie.
…a dziś dostałam osobisty-firmowy adres mailowy…

Jeszcze
to widzę jeszcze się dziwię
jak w niemym kinie widz
życie na niwie niezbyt prawdziwej ostry dla serca wikt
z wierszy przeważnie bardzo poważny ckliwy tren
znów szron na szybie a ja tym tkliwiej
zaśpiewać tobie chcę
że:
Bywam sam na sam
z tobą bo tylko ciebie mam
dla której wszystko i nic
której oczu i lic chociaż tęsknię nigdy więcej
bywam sam na sam
i to mój wierny fart
i mówią o nim linie na dłoni śpiewa wiatr.

Jakoś
nie wyszło ze złotą rybką
czas nie chciał dla mnie stanąć
i można błysnąć tu złotą myślą lecz woli milczeć Amor
szukałem przecież po całym świecie siódmego nieba
dziś dawnym echem z dna swoich piekieł
chcę ci zaśpiewać
że:
Bywam sam na sam…

Było co
było zdarzeń zawiłość 


magicznych spięć szarada


na taką miłość tak się złożyło że tak się właśnie składa


jedną nadzieję mam że się śmiejesz gdy proszę przebacz


i że mój Boże na twojej drodze


stanę by już nie śpiewać


że:


Bywam sam na sam…

Uwarunkowania

Capo di tutti capi …

Capo di tutti capi wkurzył dziś Żabę.
… najpierw siedziałam czekajac na grom z jasnego nieba.
…potem poczułam znajomy ucisk na głowie.

Pytanie : za dużo empatii  czy uwarunkowanie z poprzednich miejsc  pracy gdzie zły humor szefa był równoznaczny z  naganą za cokolwiek?
I jak się tego pozbyć?
Nie chcę się bać w pracy.

Torebki foliowe

Sobota, zatem poszłam na…

Sobota, zatem poszłam na zakupy. W mięsnym kupiłam trzy różne kawałki mięsa, które sprzedawczyni zapakowała mi w oddzielne foliowe torebki. Na rynku kupiłam pomidory, cytrynę, marchew, selera i pietruszkę. Każdą z tych rzeczy otrzymałam w foliowej torebce. Chleb, mleko- też. Bluzkę w odzieżowym i szampon w chemicznym…Tak wygląda nasz łup codzienny :
torby,torebki, torebeczki. Gdybym brała je wszędzie tam, gdzie mi je dają, przynosiłabym do domu więcej torebek niż zakupów. Na szczęście już dawno temu kupiłam wygodny wiklinowy koszyk i to z nim chadzam na zakupy. W torebce- plecaczku staram się też mieć zawsze jedną torbę- reklamówkę, w jaką zawsze pakuje się ubrania kupione w elegantszych sklepach. To na wypadek, jakbym wracając z pracy przypomniała sobie, że trzeba coś kupić. Żeby mi sprzedawczyni znów nie wetknęła znienawidzonej przeze mnie "jednorazówki".
( Nie tak dawno przeczytałam, że foliowe śmieci pływające w morzach są połykane przez wieloryby stając się przyczyną ich śmierci)
Plastykowe śmieci , których rozkład trwa setki lat zalewaja nas nieubłaganie. Są wszędzie: wiszą na drzewach, leża pod nogami, pływają w wodzie , fruwają w powietrzu. Są wszędobylskie, łatwie w dostępie, tanie. Sięgamy po nie bez namysłu, odruchowo : pakujemy kanapkę do pracy,ksiażkę dla koleżanki, dodatkowe skarpety dla syna.
Kiedyś utopimy Ziemię we własnych śmieciach.

Po za tym wszyscy zdrowi…

Z Miasteczka do Fabryki …

Z Miasteczka do Fabryki jeździ Grześ. Od razu, pierwszego dnia zaoferował mi swoje auto jako środek lokomocji i kategorycznie odmówił przyjmowania jakichkolwiek pieniędzy. Naprawdę: szlachetny , młody człowiek ( rocznik 81). Jeździmy sobie zatem co rano, ciesząc się lub martwiąc gdy na remontowanej drodze wlacze się przed nami jakaś zawalidroga bo rano minuty ciekna jak z dzirawego garnka. Gadamy sobie o tym i owym. O polityce, o studentach, o pracy…
Dziś w trakcie przemowy katem oka zobaczyłam wyzłocony  liśćmi las, zasnuty mgłą rozpraszająca promienie wschodzącego złońca. Zamurowało mnie w pół słowa, zatchnęło zachwytem aż wyrwało mi się:
– O boże jak pięknie!
Grześ zerknał na mnie, chyba sprawdzał czy ze mną wszystko w porządku.
…Dobrze mi tam. Moje biurko w moim pokoju, mój wieszak w szafie i moja herbata malinowa oraz kawa, moja koleżanka pokojowa, moje koleżanki zza ściany… Taki mały światek, dość bezpieczny choć nie zawsze spokojny. Tylko dziwnię się czuję w gronie ludzi których nazwiska poprzedzają magiczne literki mgr. Niby nic…a jednak.Dobrze mi tam, nikt  w żaden sposób nie daje mi odczuć tego ‚braku", zresztą większosc pewnie sie nawet nad tym nie zastanawia, ale czuje się jakbym była na miejscu, które do mnie nie należy, które zawłaszczyłam sobie po znajmości i nieprawnie. Znów to przeklęte "Ja? Ja, Kopciuch spod komina? W imię Ojca! W imię Syna!".
Studia by trzeba, choćby I stopień, ale jak ? Kiedy życie inne plany na razie układa …
Marcepanek wraca 15. Znów nie wiem na jak długo. Znów nie pojadę do krainy Trolli.