Fabryka na dzisiejszy weekend zaplanowała integrację. W ramach integracji przewidziano : wyjazd na Mazury, kłady ( quady?), painboll ( paintball?), oraz wszelkie inne przyjemności jakie się odbywają na tego typu imprezach. Zaraz na samym początku zostałam zapytana czy chcę, a ja równie spontanicznie odparłam , że nie chcę brać w tym udziału. Potem dopiero się zastanowiłam dlczego. Dlatego, że alkoholu nie pije, tańczyć nie umiem i nie lubię, zabawa w wyścigi czy wojnę mnie nie bawi. Gdybyż jeszcze aparat był, to bym mogła liczyć na urokliwe zdęcia twarzy śpiących w sałatkach lub romantycznych wschdów słońca.
Zamiast integracji masowej wybrałyśmy z Żabą-Łopatką integrację indywidualną. Ciepło było, lazłyśmy przez Starówkę nieco niemrawo. Żaba w charakaterze schodzącej na przeziębienie i katar, ja nieco żywsza dzięki wypitemu wcześniej lekarstwu. Ale było tak ciepło, i takie słońce, aż żal było iść prosto do domu. Myślę, że może będzie z kim odnowić ideę łajdackich czwartków. Tyle, że chyba będzie trzeba je przenieść na sobotę co by łajdaczyć się w większym gronie: Aga wraca na studia- pierwszy zjazd już za tydzień.
Tymczasem walki z katrem ciąg dalszy. Oraz walki z Miśką. Bo panienka nie potrafi uwierzyć, że jak matka mówi, że nie ma pieniędzy to nie ma, a pożyczać zwyczajnie nie chce. Niestety nawet wojna z Miśką nie zmusiła mnie do posprzątania. Usmażyłam piętnaście naleśników na obiad. Po 5 dla każdego. A potem zaległam ciążko zmęczona.
…i teraz tak siedze. Na powórku ciepło słońce, a ja nie mam siły zejść z psem na dół. Dzieciom do głowy nie wpadło. Nawet nie mam siły z nimi dyskutować.
Szczypior się chyba zakochał i to z wzajemnością. Ciekawa jestm wybranki, bo wiem tylko, że "nie żadna disco-laska, bardziej z tych na czarno". Dzięki ci Boże i za to.
A w Agorze maraton bloxowy. Chciałam tam być. Coś mnie powstrzymało. Teraz już wiem: przeczucie, że będę się nie nadawała do użytku.
Integracja z katarem – czyli bredzenie ciężko chorej
Fabryka na dzisiejszy …