Dziękuję za dobre słowa :
wanilce
selenge ( pamiętasz? to Ty mnie znalazłaś, a jak wprawiłaś mnie w panikę dając uprawnienia do bloga , pamietasz? ale ciemna byłam , hehehe),
iksińskiej;
dianulce (spotkamy się, spotkamy, zobaczysz- skoro obie tego chcemy to tak będzie );
Miśkowi Puchatemu ( wiesz Misiek jak to fajnie się czasem choćby przez net wtulić w Twoje futro i poryczeć czasem ze śmiechu, a czasem …wiesz);
Antrimowi, który jak zawsze mnie zawstydza pochwałami, bo boję się , że do nich nie dorastam ;
krogulcowi, którego nie znam ale on najwyraźniej zna mnie, więc wpisuję go na listę blogów "do poznania" ;
ikroopeczce oj prawda, że dobrze…
eli d, choć powinnam jeszcze podziękować losowi, że ją na moje ścieżki naprowadził i teraz czekam na jej bloga jak na przygodę;
kambuzeli ( naprawdę nawet jak jestem zła to się uśmiechasz? ale fajnie! )
Patekku, krócej ? Ja się łapię na zdziwnieu jak uświadomię sobie, że przecież nawet Cię jeszcze nie widziałam "na żywo". Jakośc sie chyba liczy ?
A w ogóle to kajam się, biję w piersi ( a jest w co, oj jest) i wołam : mea culpa. Bo wiem, że zaniedbuje bloxowisko. Piszę coraz mniej , czytam także. Życie realne nabrało tempa. W pracy pracuję (słyszał to kto, że tak pracować, żeby nawet na komentarze nie mieć czasu odpowiedzieć ? ) ale tak jest, naprawdę. Żaba się zaczyna zmieniać w poganiacza niewolników, ale przyznaję się bez bicia : sama ją trochę podpuszczam, bo wiem, że muszę mieć ostrogę, żeby ruszyć, a i naszej Rudej i Stażystce też się przyda trochę wychowania. Żaba mobbingować nie będzie, bo z natury albo za łagodna albo za leniwa (albo na odwrót zbyt pracowita) ale troszkę bata, tak z umiarem, dobrze robi na zapał. A panny, jak im kiedyś przyjdzie pracować dla jakiegoś innego szefa (lub Szeficy, co zresztą daj im boże ) docenią jak im dobrze było w Fabryce, cokowiek by teraz na nią nie gadały. Dla mnie najważniejsze na razie w pracy jest to, że się nie boję, nie rozglądam na boki kiedy i w jakim humorze wejdzie szefostwo. W związku z tym odkrywam, że księgowość to fajna praca jest, wymagająca jakiejś gimnastyki umysłowej, wbrew pozorom – daleka od rutyny.
Jutro szwedzki- znów w domu bedę o 21.30. We czwartek integruję sie z koleżankami…I tak dzień po dniu czas płynie, płynie "jak czas". Nawet nie ma czasu na wkuwanie słówek, nie mówiąc już o czytaniu.
Byle do soboty…