Być kobietą elegancką

Od czwartku kolędowanie …

Od czwartku kolędowanie po sklepach. Oglądanie kurtek. Obejrzałam ich już chyba setki. W końcu wczoraj, w jakimś sklepie, złapałam się na tym, że nawet jak znajdę jakąś fajną to też mi się nie spodoba, bo wszystkie wydają mi się jednakowo nijakie – bezkształtne, bezbarwne worki. Czy naprawdę wszyscy zajmujący się krawiectwem uważają, że jak się przekracza magiczny rozmiar 38 to już człek powinien zadowolić się workiem najlepiej dla niepoznaki ozdobionym ciekinami, koralikami lub futerkiem albo wszystkim na raz.
Ech…
Sobie szłam przez Dąbrowszczaków, nawet nie zła, raczej zrezygnowana i tak sobie myślałam. Deszcz siąpił coraz mocniej, zamszowe butki zaczęły przemakać, bo oczywiście – optymistka  – zrezygnowałam z ciężkich buciorów "zakopiańskich". Czasu miałam jeszcze chwilkę…No nie wiem zresztą co i dlaczego mnie natchnęło, żeby wejść do tego małego sklepiku, wciśniętego w jakąś niby-bramę pomiędzy księgarnią a drogerią. Weszłam. Spojrzałam. Zakochałam się. Na amen. Na zabój. Już wiedziałam, że to jest TO. Na dodatek – mój rozmiar . No cud!
Niestety- moja zdobycz, mój łup, mój przedmiot pożądania okazał się niedostępny z prozaicznego powodu: pani nie przyjmowała zapłaty talonami, a gotówki nie miałam.
Wyszłam ze smętnie opuszczoną głową. Rano napadła mnie myśl : jak będzie coś na koncie – to idę po pracy i natychmiast łapię moje cudo. Żeby mnie tylko nikt nie ubiegł. Zajrzałam na konto- coś było. Jakmiś kącikiem umysłu usiłowałam jednak samej sobie wyperswadować zakup. A może nie koniecznie muszę ? A Święta za pasem. A może powinnam coś innego, na przykład Marcepankowi ?
Nie. NIE! -zakrzyknął mój egoizm wielkim głosem.- Wybij to sobie z głowy.Po raz pierwszy od dawna w czymś się zakochałam. Nie ma głupich, nie odstąpię.
Jeszcze dla zmylenia egoizmu zajrzałam po drodze do H&M, bo tam mają normalne rozmiary i może znajde coś bardziej odpowiedniego. Ale gdzie tam, pchało mnie do tego sklepiku prawie galopkiem. Przestałam sie bronić- pognałam. Stanęlam przed wejściem. I…sklepik okazał się zamknięty! Naprawdę. Czy ktoś mi uwierzy, że byłam bliska płaczu ? Już miałam odejść gdy jedna pani, która stanęła obok mnie powiedziała do telefonu :
– Nie, jeszcze nie weszłam, pani ze sklepu gdzieś wyszła na chwilę…
Zastanowiło mnie skąd wie. Kartki nie było. Aaaa, żaluzje nie opuszczone. Poszłam do księgarni. Wyszłamz II tomem "Wiedźmina". Bo Szczypiora na Mikołajki wylosowała wychowawczyni i sadystycznie podarowała mu ostatni tom z sagi. A my czytaliśmy tylko pierwszy. I ta ostatnia część to nas szczuła, że prawie zębami kłapaliśmy…No , to teraz jesteśmy o jeden tom bliżej.
Sklepik był otwarty. Wpadłam, porwałam co moje…
A prawda. Trzeba przymierzyć. Przymierzyłam. Zdziwiłam się rozmiarem. Bo niby właściwy, a za duży. Ale tylko trochę, wzięłam, bo mniejszego nie było, a ja musiałam! Musiałam.
Płaciłam już przebrana, a pani to wstrętne, stare i brzydkie zapakowała mi w reklamówkę.
Teraz siedzę i się cieszę. I co chwilę zaglądam do przepokoju, żeby sprawdzić czy są.
Są.
Moje śliczne, brązowe, eleganckie, skórzane kamaszki.

List do św.Mikołaja

No dobra Mikołaj, w tym …

No dobra Mikołaj, w tym roku się spisałeś, co prawda wyręczyłeś się Fabryką, która podarowała talony na całkim miłą sumkę. Ale niech tam…przyjmę to jako gest dobrej woli. Mikołaj słyszał ? To może by tak palcem łaskawie kiwnął , Mikołaj wie w jakiej sprawie …?
Bo jak wczoraj biegłam na szwedzki to w witrynie jednego sklepu mignęła mi piękna, trawiasto – zielona kurtka. I od razu , w jednej minucie przypomniałam sobie, że to w której ostatnio chadzam ma już cztery lata, sprana jest i deszczem nasiąka momentalnie jak gąbka. Czas na nową najwyższy. No i ten…Na pocieszenie mi się należy
"by poczuć, że coś na lepsze się zmienia,
by zasiać w sobie trochę nadziei
kupiłam zielony płaszcz" jak śpiewa Anita Lipnicka.
Kurtka śniła mi się przez pół nocy. Tylko pół bo drugie pół strawiłam na wykaszliwaniu z siebie tchawicy, płuc, żołądka i nie wiem czego jeszcze – tak mi dokucza ciągle wyschnięte i drapiące gardło.
A kurtka choć okazała się tak śliczna jak przewidywałam i nawet cenę miała taką jaką gotowa byłam ponieść, to niestety była wyłącznie rozmiaru XS. Z desperacji chyba zgłupiałam, bo zaczęłam się wpatrywać w kurtkę koloru lila róż…Palnąwszy siebie samą w głowę pomaszerowałam w kierunku CH ALFA.
Obeszłam wszystkie sklepy. Nawet te, do których nie zaglądam bo już miny tych modelek co tam sprzedają sugerują: "nie wchodź tu ty gruba biedaczko". W efekcie znalazłam trzy kurtki które do mnie przemówiły. Jedna była biała (coż za mało praktyczny kolor), nawet ciekawie uszyta, ale cena mnie powaliła : 749 pln. Ten biały materiał wcale nie wygladał jak złotogłów, nprawdę! Następna była cudna- akurat jak na mnie, długa do pół łydki, z kapturem, leciutka i ciepła, kolor ładnie pasował do mojej twarzy, cena do przełknięcia : 200pln. Ale czerwony nie pasuje do mojego ziolonego szalika i rekawiczek! Dobra- przebolałabym. Ale pasek, sznurki i lewy rękaw były ozdobione jakimiś złotymi blachami . A to złote lśniło jak zęby u ruskiej bubuszki.
Trzecia była czarna. Miała głęboki kaptur i sięgała mi za kolana. Sama sobie się w niej podobałam najbardziej. Cena 159 PLN. Ale ten sklep nie przyjmuje zapłaty talonami.
Ułażona do granic, w coraz mocniej padającym deszczu wróciłam do busa.
Jutro zajdę do jednego sklepu, przy samym dworcu i więcej nie szukam.
Córka w ramach prezentu mikołajkowego sprzątnęła pół chałupy.

No to Mikołaj, wiesz…jakbyś jeszcze jutro tę kurtkę pomógł kupić to nie wymyślę w tym roku nic obraźliwego na Twój temat.
Że co ?? Że szantaż ?? Jaki szantaż ?? Coś mi się chyba należy za długie lata, kiedyś się nie spisywał? I zwróć uwagę , że nie wymagam 3v -villa, volvo, valp – jak niektórzy Szwedzi. Nie wymagam też ślicznego Krzysia. Ani podwyżki w pracy. Choć mogłabym, tak ? Rozumiemy się Mikołaj ?

PS. zapomniałam dodać, że pod choinkę to poproszę o szafkę na buty i półkę na szaliki i czapki. Możesz dorzucić jakąś fajną książkę. Tylko żeby dobra była…
Pozdrawiam
Kasia Prowincjuszka

Zupełnie niepodziewanie …

Zupełnie niepodziewanie mamę zoperowano dziś.
I dobrze, przynajmniej oszczędzono nam czekania i strachu.
Widziałam się z J. wreszcie po roku umawiania się.
Nie miałam siły na gadanie.
I tyle.

PS. I znów boli gardło.

Słońce wróciło na jeden dzien

Praca to jednak dobry …

Praca to jednak dobry sposób na doły, deprechy i schizy…W zamieszaniu dnia codziennego, w kołowrocie spraw którymi trzeba zająć teraz i na ten tychmiast brakuje czasu na zgłębianie własnych dolegliwości. To ma swoje dobre strony, bo można złapać dystans.
Wczoraj przez cały dzień sypał śnieg. Dziś za to, chyba na pocieszenie, wyszło słońce, niebo się wyniebieszczyło i na jego tle obserwowałam ośnieżone gałęzie kasztana układładające się w pięknie powywijany wzór. Zagapiłam sie nań w chwili jakiegoś namysłu i ..pstryk. Migawka w mózgu mrugnęła jakąś klatką. Zabolało. Jak krótkie spięcie.
Mama już w szpitalu. Jutro badania i pojutrze zabieg.
– Kogo powiadomić w razie śmierci ? – zapytała beznamiętnie pani na izbie przyjęć. A mną wstrząsnęło.
Gdy przed szpitalem czekałam na taksówkę którą miałam dojechc do pracy patrzyłam jak slońce prześwietla śnieg zgromadzony na lśniących barierkach. Żałowałam, że nie mam aparatu.
Wraca mi widzenie piękna świata – znczy idzie ku lepszemu.
ale przyczynę zbadam. Tak czy inaczej.

i choć mózg masz ściśnięty jak róg barana nic nie kapie ci z oczu niebieskich

Budzik dzwoni, wstajesz,…

Budzik dzwoni, wstajesz, przecierasz oczy. Za oknem ta sama bezlistna brzoza i różowe, mdłe światło lampy ulicznej. Po szybie płyną krople, śnieg tańczy w jakims szaleńczym wirze. Herbata zbyt mdła parzy wargi, kot unika twojego spojrzenia nad opustoszałą psią miską. Ubierasz się, starannie dokonując wyboru pomiędzy czarnym golfem a czarnym golfem. W końcu nadchodzi ta chwila, gdy musisz stanąć przed lustrem. Unikając spoglądania we własne oczy nakładasz twarz na twarz. Wklepuąc i ugniatając ją myślisz, czy to właściwa twarz na dzisiejszy dzień…Nieopatrznie rzucasz okiem w lustro. Tu zagniecenia, tam plama, ówdzie straszy cień niedospanej nocy.
…tracisz cenne , poranne minuty na przymierzanie kolejnej twarzy. Która ? Która będzie najlepsza na ten dzień, DzieńPrzyjazduMamy?  Ta? Może ta ? O, a może tamta, tak ładnie wygląda: Kasia_radzę_sobie…
Czas płynie. Podejmujesz dycyzje metodą chybił trafił i wybiegasz na śnieżycę.
Twarz się dopasuje. Ona się zawsze dopasowuje.

Obcy

Znów nie spanie do …

Znów nie spanie do drugiej w nocy choć oczy nie chciały patrzec ani na telewizję ani na ksiązkę ani nawet na światło. Kręgosłup wołał o zmiłowanie i wyprostowanie nawet na niewygodnej kanapie. Uszy wraz z głową kika godzin wcześniej tez odmówiły współpracy reagując  bólem na próbę znieczulenia się muzyką. Żołądek… ten po porostu mnie mnie skopał.
Wszystkie moje narządy zdają się żyć życiem odrębnym od mojego. Moje cele nigdy nie są ich celami za to często ja muszę swoje porzucac dla ich. Niby jedna ja, a w środku miliony istnienien. I każde z nich działa przeciwko mnie.
Dziś odmówiły mi prawa pójścia na spacer choć słońce na chwile wyszło zza chmur.Tak bardzo, bardzo chciałam choć na chwilę, nad rzekę, na powietrze bez smrodu spalin i hałasu. Nie dały.
Odbrały oddech, odbrały siłę, nagle, w jednej minucie zmusiły do zmiany planów, do zawrócenia do domu z prawie pustym koszykiem. Po schodach nie wchodziłam ja tylko jakiś bezmocny strzęp idący siłą woli, choć każdy stopien urastał do wysokości Świstowej Czuby.
Zamiast robienia obiadu był niespokojny sen, męczący, duszny, podobny do zapadania się w przepaść. Wychodzenie z niego to znów było mozolne wdrpywanie się po drabinie do światła.
Z przerażeniem myślę o powrocie do normalnego rytmu dnia.
Czego oni chcą ? Ci obcy mieszkający we mnie ?

Szwedzkie puzzle

TSH jest prawidłowe. …

TSH jest prawidłowe. Doktor Ania  zasugerowała deprim oraz konsultację z endokrynologiem-ginekologiem. O psychiatrę zapytałam sama.
Jak znam samą siebie to skończy się na deprimie, bo  zabraknie mi siły na  zderzenie z zupełnie obcym człowiekiem, któremu będę musiała opowiedziec o tym jak bardzo mi źle.
Tymczasem staram sie zebrać w jakieś ramki, w poniedziałek do pracy Żaba na gadu już obiecuje, że zorganizuje mi czas, żebym na głupoty go nie miała. Może to lekarstwo?
Marcepanek mi doniósł, że firma w której poprzednio pracował zerwała kontrakt z Polakami, kilku panów dostało nakaz natychmiastowego opuszczenia służbowego mieszkania oraz zakładu pracy, pozostałym dano czas do końca tygodnia…To podobno rekacja na drobne kradzieże w zakładzie w czasie gdy byli tam tylko Polacy oraz na zdewastowanie mieszkania. Ten zakład to pierwsze miejsce gdzie Marcepanek pracował, on i jego koledzy to byłi pierwsi Polacy w tej firmie, początkowo byli obserwowani, traktowani ostrożnie. Potem mogłi sobie swobodnie brać narzędzia jakich potrzebowali, pracowali w weekendy i wieczorami bez nadzoru, nawet mieli klucz do hali. I paru kretynów zepsuło opinię , na którą tamci pracowali naprawdę ciężko. Chciałabym żeby stworzono rejestr takich ludzi, żeby już nie mieli okazji pojechać i psuć opinii innym, naprawdę ciężko i uczciwie pracującym.
W tym zkładzie gdzie Marcepanek teraz pracuje Polacy też mają bardzo dobrą opinię, czasem  nawet Szwedzi przychodzą do nich po radę. Ale to się nie bierze znikąd – to się bierze właśnie z pracy, z zachowania.
W jeszcze innym zakłdzie, gdzie pracują Marcepanka współlokatorzy Szwedzi nie odpowiadają na pozdrowienia Polaków, nie chcą z nimi gadać, a zdarza sie, że za przechodzącym Polakiem ktoś splunie. Ciekawe czy już mieli do czynienia z innymi Polakami czy nie lubią firmy, która ich zatrudnia.Marcepanek w każdym razie był mocno zaskoczony, takimi zachowaniami bo dotąd z czymś takim się nie zetknął. Ostrożność, dystans- tak, ale wrogość ?
Marcepanek już nie mieszka w Mieście Trolli, miasta mu szkoda, ale z pracy jest jeszcze bardziej zadowolny, z atmosfery, z tego co tam robi.Na pytanie co robi odpowida:
– Puzzle składam. Zawsze to lubiłem.
Fakt, zawsze lubił. Tylko teraz ma puzzle przestrzenne żeby było ciekawiej. No elementy jakby nieco większe. Ale fajnie go słyszeć jak przez telefon opowiada co składał, jak składał i jakie zagadki musiał przy tym rozwiązać na rysunku technicznym. Tak sobie myślę : jak człowiek lubi swoją pracę i czerpie z niej satysfackcje to chyba już niewiele więcej do szczęścia potrzeba ?

L4

Chyba wracam do życia. …

Chyba wracam do życia. Dosłownie i w przenośni.
Goraczka odpuściła. Ostatni atak przypuściła wczoraj w południe i poszła sobie. Doktor Ania chyba dobry trfiła antybiotyk, bo za jednym zamachem leczę gardło i zatoki. Od jakiegoś czasu podejrzewałam, że nadprodukcja moich zatok jest przyczyną często bolącego gardła, jednak myśl o kolendowania od lekarza do lekarza i robieniu za królika doświadczalnego w testowaniu leków, zniechęcała mnie do skrupulatnego zgłębiania problemu. Zaczęłam nosić czapki, w stanach bardziej uciążliwych stosowałam borowiny wg przepisu podarowanego mi kiedyś przez pewnego bardzo starego lekarza larygologa.
Tylko słaba jestem jak nie wiem. Parę kroków i oblewa mnie pot. Pochylę się by coś podnieść i ciemno w oczach itd. Skrupulatnie siedzę ( i leżę) w domu. Uczę się szwedzkiego, czytam "Córkę czarownic" Terakowskiej, słucham Ani Jopek.
Wczoraj w południe monitor odmówił współpracy w sposób zdecydowany. Kolega Marek zjawił się po dwóch godzinach, zabrał drania pod pachę, a ja zostałem z poczuciem odseprowania od ludzi…
Właśnie przyniósł. Mam przetestować i dopiero wtedy "uiścić", bagatelka, coś ok. 60 złotych. Pocieszam sie, że tylko 60 złotych a nie 300 na nowy. Tylko, że do wypłaty 10 dni…
Przy okazji odłączania kabli zobaczyłam, ile tam kurzu. I wyobraziłam sobie wnętrze komputera. Jutro, idąc od lekrza zajdę po powietrze, bo zaraz wiatraki szlag trafi.
Na razie się oddalam – w rytm "Jasnosłyszenia" będę smażyć potworom naleśniki.

Zakwasy i film

Uaaa!!!
Ziewam. …

Uaaa!!!
Ziewam. Chyba za stara jestem na takie imprezy…
Dziewczyny sie skrzyknęły i urządziły wieczorek integracyjny. Pierwotnie sądziłam, że przyjdę, posiedzę, wypiję kawę lub lampkę wina i po cichutku się zmyję do domu w okolicach 21. Nie doceniałam moich koleżanek oraz naszego Rodzynka. Bo jak przyszłam to się okazało, że na 15 bab jest tylko jeden facet. Grześ., ten z którym jeżdże do pracy.
– O, czyzbym miała bezpieczny transport do domu ? – zapytałam.
– Oczywiście. A to piwo jest bezalkoholowe, proszę się nie bać – odparł Grześ, zwsze dżentelmen ( naprawdę!).
Chwile potem dotarł Brzuchacz, ale dziewczyny go sobie jakoś wzajemnie z rąk nie wydzierały tak, jak Grzesia. Bo oczywiście zaczęły się tańce. Wszystkie tańczyły,tylko jedna się wyłamała. Która ? Kto zgadnie ?
Dobra powiem:  tak to ja. Nie tańczę bowiem mam mam I stopień wtajemniczenia tanecznego : rozróżniam kiedy grają do tańca a kiedy nie. Na parkiecie ruszam się z wdziękiem wozu drabiniastego pełnego siana. W związku z tym zasiadłam na krzesełku we wdzięcznej pozie, przybrałam mine pod tytułem : bawię się świetnie i…
Ja się naprawdę bawiłam cudnie. Dziewczyny były powalające. Tańczyły, śpiewały, skakały, zdejmowały sobie sweterki, piły, polewały, plotkowały a przede wszystkim śmiały, śmiały i jeszcze raz śmiały. Ja też. Bo w końcu nawet i mnie wymiotło na parkiet. Tyle, że piłam mniej niż one bo jednak groźba "zespołu dnia nastepnego" w moim przypadku działa przekonywająco.
Do domu wróciliśmy o 23:30. Grześ dał sygnał do odwrotu ale i tak czułam się jak stara żona wyrywająca przystojnego męża z rąk rywalek.
Czytałam do 1:00 bo tańce to jednak nie jest zabawa wyciszająca jaką zaleca SuperNiania.
Dziś mam zakwasy i chce mi się spać.
Ciekawe czy "Tylko mnie kochaj" obejrzę tak, jak Shreka w ubiegłym tygodniu …