Chyba wracam do życia. Dosłownie i w przenośni.
Goraczka odpuściła. Ostatni atak przypuściła wczoraj w południe i poszła sobie. Doktor Ania chyba dobry trfiła antybiotyk, bo za jednym zamachem leczę gardło i zatoki. Od jakiegoś czasu podejrzewałam, że nadprodukcja moich zatok jest przyczyną często bolącego gardła, jednak myśl o kolendowania od lekarza do lekarza i robieniu za królika doświadczalnego w testowaniu leków, zniechęcała mnie do skrupulatnego zgłębiania problemu. Zaczęłam nosić czapki, w stanach bardziej uciążliwych stosowałam borowiny wg przepisu podarowanego mi kiedyś przez pewnego bardzo starego lekarza larygologa.
Tylko słaba jestem jak nie wiem. Parę kroków i oblewa mnie pot. Pochylę się by coś podnieść i ciemno w oczach itd. Skrupulatnie siedzę ( i leżę) w domu. Uczę się szwedzkiego, czytam "Córkę czarownic" Terakowskiej, słucham Ani Jopek.
Wczoraj w południe monitor odmówił współpracy w sposób zdecydowany. Kolega Marek zjawił się po dwóch godzinach, zabrał drania pod pachę, a ja zostałem z poczuciem odseprowania od ludzi…
Właśnie przyniósł. Mam przetestować i dopiero wtedy "uiścić", bagatelka, coś ok. 60 złotych. Pocieszam sie, że tylko 60 złotych a nie 300 na nowy. Tylko, że do wypłaty 10 dni…
Przy okazji odłączania kabli zobaczyłam, ile tam kurzu. I wyobraziłam sobie wnętrze komputera. Jutro, idąc od lekrza zajdę po powietrze, bo zaraz wiatraki szlag trafi.
Na razie się oddalam – w rytm "Jasnosłyszenia" będę smażyć potworom naleśniki.
L4
Chyba wracam do życia. …