Moje trzecie dziecko, czyli Kubuś Misi jest w trakcie robienia dredów. Wygląda w nich o wiele lepiej niż z rozpuszczonymi włosami. Chciałam namówic Młodego na dredy, ale oporny jest, niestety. Popatrzyłam na niego krytycznym okiem.
– Młody, tobie chyba trzeba garnitur kupić – ocknęłam się nagle
– Mnie ? Po co ? – zgorszył się mój synuś, jakbym mu nieprzystojną propozycję składała.
– No bo kończysz gimnazjum, egzamin, potem koniec roku – powinieneś jakoś wyglądać – wyjaśniłam cierpliwie.
Młody zdusił w sobie warkot.
– No nie wiem…Muszę ?
Tym razem ja zdusiłam warkot.
Zaczerpnęłam tchu…
– To ja zapytam Radka w czym byłm – skapitulował Młody. Na wyrok Radka-guru czekałam tydzień. W końcu przydusiłam syna, żeby zadzwonił przy mnie. Werdykt brzmiał : garnitur koniecznie, bo wszyscy z jego klasy też byli garniturkach.
– Acha…- Młody był zdruzgotany – Ale zapomnij o krawacie. I ma być czarny.
Zgodziłam się. Dobra może być nawet różowy w "fasfantowe" kropki, ale przynajmniej Młody rozumiejący konieczność nie będzie wierzgał.
Dziś nadeszła wiekopomna chwila i pojechaliśmy. W pierwszym sklepie najszczuplejsze były za szerokie na Szczypiora. Poszliśmy do następnego. Pani pogrzebała i wyciagnęła nam jeden, jedyny rozmiarem zbliżony do Młodego. Grafitowy. Młody najpierw naciagnął marynarkę.
– Może być – orzekł.
– To zmierz spodnie – poleciłam. Zniknął za zasłonką.
Ja w tym czasie wybrałam koszulę (czarną).
– A krawat ? – zawołałam do Młodego.
– Poczekaj. Zapytam Radka- chwilę konwersował przez telefon
– Krawat też! – odkrzyknął.
Krawat wybrałam grafitowo srebrny. I wtedy Młody wyszedł zza zasłonki. Koszulka t-shirt wystwała mu spod marynarki, a glany były nieco ubłocone.
Garnitur – 240,-
Koszula – 65,-
Krawat – 39,-
Mina matki gdy zobaczyła, jak przystojnym facetem jest jej syn – bezcenna.