i już.

Ale piękne niebo …

Ale piękne niebo widziałam przed chwilą, będąc z psem na podwórku. Gwiazdy są na wyciągnięcie ręki. A ziemię złapał przymrozek. I pachnie tak…tak przedwiosennie. Znaczy idzie sobie wiosna i koniec. Tym ze śniegiem w takim razie już dziękujemy, ale czas minął. Zapraszamy  w grudniu.
…i to by było na tyle.

Zła. I nie chce mi się.

Źle się ten tydzień …

Źle się ten tydzień zaczyna. Nie-chce-mi-się. Nie-chce-mi-się.
Drugie miejsce jogi , któe chciałam sprawdzić okazało się zamknięte, mimo szumnych ogłoszeń w prasie…Dziwni jacyś. Ogłaszają, że ruszają po czym chętni całują klamkę. Jeśli dodać do tego kompletny brak jakiegokolwiek oznaczenia to nie wróżę temu punktowi przyszłości. Ja tam trafiłam tylko dlatego, że kiedyś w tym miejscu był szmateks z ciuchami marki versace itp. I tknęło mnie żeby sprawdzić czy to aby nie to. No, to. Tylko co z tego jak nikogo nie było ?
Włóczyłam się potem  bez celu po Olsztynie, bo z pracy wyszłam przed 17, żeby tę jogę sprawdzić przed szwedzkim. Tym sposobem zawędrowałam w okolice dworca, obejrzałam odkurzacze w trzech sklepach, wysłuchałm opinii na temat tych bezworkowych ( Jak nie chce pani psioczyć to albo weźmie pani ten za 960 albo niech pani bierze tradycyjny, z workiem). W sklepie Cztery Łapy rozgadałam się do miłego pana na temat Kocia. A Pan o mnie na temat swojej koteczki. Heh…A zaszłam tylko zapytać o jakieś witaminki kocie, żeby się z  Kocia tak nie sypały nie tylko kłaki, ale i łupież.
Wyszłam stamtąd o 18, po drodze zahaczywszy o sklep z torbami i walizkami na kółkach, gdzie stwierdziłam, że 200 plnów za walizkę to przesada i poszłam w noc ciemniejącą w kierunku przeciwnym do szkoły językowej czyli na dworzec. Dobra, mogłabym powiedzieć, że to roztargnienie, ale…
(Dygresja-Ja to jakaś kaleka jestem, bo prawdę mówię odruchowo, a jak już muszę skłamac to mam wrażenie, że mi się na czole neon zapala : KŁAMCZUCHA! i chocbym nie wiem jak chciała to mówię prawdę. Kaleka ostatnia).  Wcale nie roztargnienie, tylko tak mi się nie chciało myśleć, wysilać szarych komórek, siedzieć na twardym krzesełku i wracać do domu o  21.30.
Młody przywitał mnie nowiną, że pani od chemii stwierdziła, że bardzo chce mnie zobaczyć na wywiadówce, bowiem syn mój jedyny ponoć zdolność w tej dziedzinie posiada odwrotnie proporcjonalną do chęci.
Zapytałam dziecię inteligentnie, czy pani od chemii sądzi , że wraz z mą obecnością w szkole jemu przybędzie zapału. Dziecię wyraziło wątpliwość czy przybędzie i przekonanie , że pani od chemii tak właśnie sądzi. Po czym powiedziało, że i tak muszę tam być, bowiem na najbliższej wywiadówce będą jakieś ważne obrady w sprawie testu.
O matko bosko po trzykroć, z któregokolwiek kościoła ratuj!
Wywiadówka jest we środę na 16.30. Ja mam we środę klasówkę na szwedzkim! I będę musiała się zwolnić z pracy! Tylko po to żeby ze stadem przygłupich mamusiek posiedzieć w klasie i posłuchać jak znów mają problem dokąd jechać na końcową wycieczkę oraz czy kanpki na teście mają być z szynką czy kiełbasą, a jabłka w całości czy połówki, i że koniecznie trzeba biedactwom dać herbatkę i soczki bo się niechybnie odwodnią przez te trzy godziny tak ciężkiego wysiłku….Wrrrr.
Wiem, wiem. Jak nie pójdę znów wyjdzie, że się dzieckiem nie interesuję. Ale na litość boską! Dziecię mam przeciętne. Ani specjalnie mądre ani też nadzwyczajnie tępe. Za złe oceny ścigam go w domu i bez wywiadówek, chuliganić nie chuligani, bo już by mi szkoła o tym doniosła, o wagarach doniósłby mi zapewne kurator. No po co ja mam do tej szkoły ganiać, wychowawczyni głowę zawracać? Czy tłumaczyć, że synuś pracowity tylko się pani od matmy zawzięła ? Mają mój telefon – jak się dzieje coś złego to z niego korzystają. A ja syna lepiej wychowam gadając z nim w domu niż słuchając przez kilkadziesiąt minut pieprzenia mamusiek, które gdyby im pozwolić do dziś by za synkami tornistry nosiły, z braku ciekawszego zajęcia.
Dobra, ok. No to jestem aspołeczna. I nietowarzyska. I nie trawię szkoły, wywiadówek, nauczycieli, a najbardziej głupiej straty czasu. Naprawdę ktoś sądzi, że jestem w stanie zmusić mojego szesnastoletniego (ponad 180 cm wzrostu) syna do nauki jeśli jemu na tym nie zależy?
Frustracja moja sięga zenitu.
I nie wiem co mnie bardziej wkurza. Wywierany na mnie przymus czy antypatia do mam kolegów mojego syna ?
Nie pójdę na tę klasówkę, będzie, że się wymigałm. Gorzej, że stracę kolejne dwie godziny. Jakby o tym wiedziała to bym dziś nie zawagarowała.
E! Zła jestem i tyle.
Niech mija te 17 dni jakoś szybciej. Bo z tego czekania to mi na myśl przyszedł …no, ktoś o kim myśleć nie chcę. I to to mnie rozzłościło najbardziej, ale nie przyznam się do tego nawet za utratę tych siedmu kilogramów.
…a props kilogramów. Ważę sobie już 17 kilo więcej niż wskazują tabelki ( wzrost – 110) a BMI mi pokazuje, że mieszczę się w skali prawidłowej wagi. Głupota jakaś. Może powinnam sobie  częściej powtarzac "Spierdalać! Jestem boska!" i olać wszelkie wagi, tabelki, a przede wszystkim lustro ?
Zła jestem. I tyle.

Stać na głowie !

Tak. Joga to zdecydownie…

Tak. Joga to zdecydownie to. Mimo spokojnego tempa- nawet się spociłam. utrzymanie tych …sięciu siedmiu kilogramków jednak kosztuje troche wysiłku. Tam gdzie inni maja mięśnie u mnie wystepuje jakas trzęsąca się galareta. Ale trzeba przyznać, że szybki, dwudziestominutowy marsz dobrze posłużył za rozgrzewkę bo nawet lotosa zrobiłam choć nie udało mi się go utrzymac zbyt długo.
Przy rozgrzewce czułam się głupio, bo prowadząca jakby mnie lekko olała. Ale w trakcie ćwiczeń korygowała lekko moje poczynania- co znaczy, że jednak zwracała na mnie uwage. Pytanie tylko : czy te ćwiczenia tak proste, że niewiele da się popsuć, czy prowadząca nie przywiązuje nadmiernej wagi do dokładności ? Bo uwag nie miała za wiele.
Same ćwiczenie- boskie! Choć stawianie mnie na głowie od razu pierwszego dnia uważam jednak za wyczyn nieco zbyt ekstremalny. Trzeba przyznać, że jednak przy porządnej , dwustronnej asekuracji.
Tylko, że w trakcie ćwiczeń zapominam o właściwym oddechu oraz- za bardo się spieszę. Chyba nawyk taki mam po aerobiku.
Na opieke instruktora jestem wyczulona bowiem już wiem, iż moje problemy ze stawami kolanowymi zaczęły się od od aerobiku. Zdaje się, ze instruktorka nie zwróciła mi uwagi, że półprzysiady robię źle, nadmiernie obciązając własnie kolana. Teraz dłuższy marsz, zwłaszcza w terenie nachylonymwywołuje ból.
Po staniu na głowie poczułam ból w czaszce, oraz w potylicy. Trochę mnie przymroczyło.
Na koniec było mruczenie 3x om co wydało mi się smieszne. Jeszcze głupsze było długie śpiewanie trzech mantr…Do tego zapaszek jakiegoś kadzidełka , które mnie się skojarzyło z toaletą na dworcu.
Na dworzec szłam z cudnym uczuciem "nieczucia" pleców oraz "czucia" w udach.
I ma mieszane uczucia. no bo ćwieczenia boskie, ludzie raczej sympatyczni, prowadząca taka sobie. Ale ten zapach i klimat "hare kriszna" mnie nieco odstręcza. Ja mam swoją filozofię życiową i nie chcę śpiewać czegoś czego nie rozumiem i z czym , być może się nie zgadzam. Po doświdczenich z gongami- wolę być ostrożna.
Chyba we wtorek sprawdzę ten drugi punkt i wtedy zdecyduję który.

Spdnie dresowe -16 złotych.
Nowe skarpetki – 2 złote.
Stanie na głowie- bezcenne.

Są rzeczy których kupić nie można. Zapłacisz za nie siłą własnej determinacji.

Tfu!!!

Jak bardzo musimy mieć …

Jak bardzo musimy mieć złe zdanie o politykach, skoro wierzymy natychmiast w przypisywane im nawet napodlejsze zachowania ?
Z góry zakładamy, że jak ktoś zajmuje się polityką to musi być śwnia  (przepraszam was, świnki). Czy Was, Politycy , to nie zastanawia ?

I czemu tak boli , boli i boli ?

<span style="font-size: …

Przy pomocy Selenge ustaliłam, że ból głowy, barków
i szyi to wynik stresu oraz jakiegoś oporu we mnie, teraz tylko musze muszę rozgryźć,
co mnie stresuje.
No co?
Zepsuty odkurzacz ?  Przecież kupię za
chwilę nowy, a póki co…No to będzie ta zmiotka, mięśnie brzucha poćwiczę.
Praca – Pity 11? Jutro z nimi skończę na amen- mam taka nadzieję.
Lot do Szwecji? Eeee, wszak to sama przyjemność, doczekać się nie mogę, staram
się nie liczyć ile zostało dni z tych trzech tygodni.
…no dobra. Prawdzie w oczy zajrzeć czas.
A jak już się przeflancuję do tej Szwecji to jak to będzie? A jak będzie mi
doskwierała samotność, tęsknota za własnym językiem, fizyczna otępiająca praca?
Marcepanek się zaaklimatyzował, wyraźnie jest mu tam dobrze, ale on robi w
pracy to, co zawsze lubił i w dodatku go za to chwalą. A Młody? Jest w trudnym
wieku, a prócz tego ma też niełatwy charakter. A jak nie odnajdzie się tam,
będzie mu ciągle źle, źle i źle? To są wszystko obawy, których żaden rozsądek
pokonać nie może. Trzeba to sprawdzić.
Czy to to tak przygniata? Tak, to też.
Oraz obawa o finanse. O finanse tu i teraz. "Za mało, zdrożało, nie
starczy…"
O to, że znów wszystko poszło w górę i znów nasza równowaga finansowa balansuje
na krawędzi.
Jutro, tak postanowiłam, pójdę na tę jogę. Problemów tym nie rozwiążę, ale
kręgosłup mi na pewno podziękuje.
A wbrew wszelkim tu i teraz narzekaniom, wracałam dziś z pracy w dziwnie
szczęśliwym nastroju. Bo niebo tak ładnie jaśniało na zachodzie, a w
słuchawkach grała mi ładna muzyka z lat szczenięcych, bo w portfelu parę
groszy. Ot, takie małe, zwykłe radości.

Pogadać jak z człowiekiem

"Wstałam i …

"Wstałam i wyprostowałam się, rozciągnięcie rąk i nóg było bolesne" – Marina Lewycka "Dwa domki na kółkach" zgodnie z zaleceniem Patekku :

1. Weź pierwszą książkę, którą masz pod ręką.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Napisz je na swoim blogu razem z instrukcją.

Taaak…
Wyszłam z pracy po piątej, z ogniem bólu w barkach i kręgosłupie, powoli obejmującym tył głowy. Deszcz sobie padał, ciepły i pachnący. Samochody z szumem chlapały po kałużach. Fotel w autobusie był taaaki wygodny. Ktoś mi nie wierzy ? Niech posiedzi osiem godzin na moim fotelu pracowym. Nie wiem co w nim jest, nie pomaga przykręcanie, regulowanie wszystkiego co się tylko da : po kilku godzinach spędzonych nań, mam chęć wyć z bólu. Dziś wreszcie do mnie dotaro, że nękający od czwartku ból głowy może być zemstą za niezadbanie o kręgosłup.
Zadzwoniłam do Centrum Yoga i zapytałam o zajęcia. Koszt pierwszych trzech lekcji 20 złotych , potem po 10. Karnetów nie ma. Zajęcia są co dzień od 17 do 18, ale w czwartki jest już komplet, więc nie wchodzi w grę. Zatem na początek będą wtorki ( i/lub/albo poniedziałki przed szwedzkim- to zależy jak bardzo się tam będę pocić.)
A zmywarka się nareperowała. Sama. Mój kochany Mruczuś. Może poczuła wyrzuty sumienia, że ja ją tak kocham a ona taka niewdzięczna… Ale  co, jeśli Mruczuś jest facetem ??? Aaaa, już wiem : foch to był. Pewnie za mało pochwaliłam za ostatnie zmywanie. Ale nie oszukujmy się, Mruczuś, nie było specjalnych powodów do chwały. Ten niedomyty gar po kartoflach, ten zbrązowiały kubek od herbaty…Że co ? Że niby kostki nie takie ?! Złej tanecznicy…Dobra, nie czepiam się przecież. NIE CZEPIAM! Pozmywałeś, jest okej. Okej – słyszysz ?
Lepiej byś Mruczuś jako facet doradził jaki mam odkurzacz kupić…
Aleś wymyślił : zielony. No faktycznie. Przecież każdy wie, że zielony. Choć z drugiej strony ten ostatni też był zielony i wcale go nie lubiłam. Śmierdział , wył, a rurę miał zagiętą pod kątem prostym. Ciekawam jaki gieniuś to wymyślił. Teraz widziałam taki fajny, w rozsądnej cenie , bezworkowy. Ale czerwony. I nie wiem…No bo worków wymieniać nie cierpię, zawsze zapominam je kupić. Ale czy to dobre jest ? Że co ? Że w sklepie mam zapytać ? Aleś wymyślił Mruczuś. Przecież wiadomo, że w sklepie to wiadomo jaki dialog będzie :
– Pani chce ten bezworkowy? A tak rewelacyjny, mam w domu, no bomba po prostu…Aaaa, nie, pani woli z workami ? No wie pani…powiem na ucho- jednak co worek to worek, się wyniesie, wywali, a te wymysły jakieś, pani wie…Własnie sam się przymierzam do takiego z workiem…
Oj Mruczuś, nie marudź. Wiem, że nienormalna jestem, bo kto normalny gada ze zmywarką ?

Nadal wieje

Marcepanek już w …

Marcepanek już w Karlskonie. Znaczy sztorm nie zaszkodził mu w podróży.
U mnie nadal wieje.
Kawa wypita.
Pranie trzeba rozwiesić.
Psa wyprowadzić.
Kartofli na obiad obrać. Mięso już przygotowane. Resztę zrobią dzieci.
Ja wybywam na wieś.

PS. Odkurzacz wziął i zszedł i nie pomógł cudotwórca.

W Tatrach halny. A na Bałtyku sztorm.

Za trzydzieści dni …

Za trzydzieści dni wylatuję do Szwecji. Trzydzieści dni. Miesiąc. Żeby nie zgłupieć całkiem, zamknęłam sprawę lotu za kurtynką. Tam schowałam wszelkie obawy , nadzieje, czarnowidztwa i poczucia winy. Przed kurtynką zostawiłam tylko to co dotyczy spraw praktycznych : czym pojechać na lotnisko, jaki wziąć bagaż ( koniecznie muszę mieć taką torbę na kółkach! Przecież nie będę taszczyła tych 20 kg na własnym, marnej kondycji, grzbiecie), jakie ubrania itd.
Na nerwy i całą tą  milusią resztę przyjdzie czas.
Tymczasem dni galopują jak głupie. W środy mam dodatkowe dwie godziny szwedzkiego co w sumie daje 6 godzin w tygodniu.  Maraton jak się patrzy, a ja widzę, że muszę przysiąść nad gramatyką bo samym pamiętaniem za wiele nie zdziałam i na lekcjach zaczyna mi brakować wiedzy. To dla mnie nowość, bo nigdy nie uczyłam się żadnej gramatyki. Polska wchodziła mi sama, rosyjskiej nie uczyliśmy się w ramach protestu. W każdym razie tak się mówiło, żeby nie przyznawać się do bezczelnego lenistwa.
Wczoraj, po tym środowym szwedzkim maratonie , myślałam, że praca będzie się ciągnęła jak stara guma do żucia. Akurat! Ledwie usiadłam, wypiłam kawę i poczułam, że mi się rączki telepią. Z głodu. W takim stadium trudno kojarzę, dlatego chwila minęła nim skojarzyłam, że ta telepka to głód, a wypita przed chwilą kawa to już druga, a zegar pokazuje godzinę 14. Jak to 14 ? – zdziwiłam się setnie i oburzyłam zarazem. No bo naprawdę! Co za naród, co za ludzie! Bandyci mi ukradli sześć godzin i w dodatku tak sprytnie, że nawet tego nie zauważyłam.
W domu byłam około  dziewiętnastej , głodna na wilk więc zła. Jak już zaspokoiłam głód to padłam. Ani rączką ani nóżką.
– Misia…- zajęczałam – Wyjdziesz z psem ?-
Przespałam do północy. Potem czytałam do 2:30.
Dobrze, że dziś wzięłam urlopik. Mogłam rano odespać. Wstałam później o całe pół godziny. Parszywa przekora własnego organizmu.
Posprzątałam chatkę, niestety odkurzacz odmówił współpracy. Ale! Dziś przyjeżdża nasz domowy cudotwórca. Już on tej wrednej maszynie przemówi do rozumu.
To ja lecę robić lazanię, pastę z makreli i rosołek.
Marcenek przyjeżdża tylko na jedną dobę :(((

Dobranoc

Postanowiłam zafundować …

Postanowiłam zafundować sobie więcej ruchu w związku z tym na dworzec poszłam pieszo. Czterdziestominutowy spacer był nawet przyjemny tylko pod koniec żałowałam, że nie włozyłam czapki. O kapturze zapomniałam.
Po przyjeździe do domu jeszcze sprint na poczte po list polecony ( nie cierpię listów poleconych! ) małe zakupy w Stokrotce :
1 litr Kubusia – dla Misi
1 litr Hoopa pomarańczowego – dla Szczypiora
1 słoik ogórków Krakus- dla mnie
jajka, dwa pomidory itd…
Do domu dotarłam na ostatniej nodze.
Na kolację była zapiekanka na chlebie tostowym z pomidorem i pieczarką.
Praca domowa ze szwedzkiego miała osiem punktów. Zrobiłam cztery…i wymiękłam.
– Uaaaaa! O matko żeby mi się choć w połowie tak mocno chciało jak mi się nie chce – ziewnęłam i jęknęłam na myśl o wyjściu z psem.Ale poszłam. Wróciłam. czekam na wolną łazienkę tłumacząc leniowi w mnie :
– Nie ma rano! Nie umyta- źle spisz.A po za tym- rano zawsze może coś wypaść niespodziewanego i co – pojedziesz do pracy nie umyta ? A jutro cztery godziny szwedzkiego!
No to siedzę, czekam, ziewam…

PS. Czy ktoś mi może powiedzieć :
Dlaczego, do cholery, nie mogę ustawić "poczty po odnowie" tak, żeby mi gmail ściągał pocztę gazetową ( zwłaszcza powiadomienia o komentarzach) ???