Wrażliwy ? – lepiej nie czytaj

Będzie obrzydliwie!! – …

Będzie obrzydliwie!! – ostrzegam.
W mojej fabryce wychodki są jasne,z otwierającym się oknem,  przestronne, w kafelkach, z mydłem w płynie, suszarką do rąk oraz papierem toaletowym. Panie sprzątaczki, które kurzu za moim monitorem nie ścierały chyba od września, w wychodkach utrzymują sterylny porządek. Dlaczego zatem jak odwiedzam ten przybytek to czasem mnie cofa od progu a czasem trzęsie ze złości ?
Dlatego, że panny i panie odwiedzające tę światynię dumania chyba nigdy w życiu nie czytały instrukcji obsługi toalety.
Wchodzę do toalety i co widzę ? Jedna panna pali papierosa, druga przy niej pogryza kanapkę, trzecia im kibicuje…Okno zamknięte. Ale to pryszcz…
Wchodze do toalety za jakiś czas i …cofa mnie od progu ciężkie powietrze. Któraś ze szlachetnych, zwykle wysoko kształconych użytkowniczek, nie wpadła na pomysł żeby po sobie wywietrzyć. Wszak ona fiołkami…
Za jakiś czas znów wchodzę, idę do kabiny – kibelek pieczołowicie zakryty klapą. Bez podnoszenia wiem, że następna elegantka nie sięgnęła po szczotkę stojącą niopodal, uważając , że od tego jest sprzątaczka.
W drugiej kabinie na desce ślady butów. Butów ? Oczy mi ogrmnieja jak pięciozłotówki ? Owszem – butów. Jakaś inna elegantka po prostu chyba przysiadła w kucki na muszli.
Jeszcze  tylko nie widziałam zużytych podpasek, o dziwo.
Nie wiem czy cały ten syf zostawiają moje szanowne koleżanki czy równie wysoko kształcone interesantki, ale w tym klimacie "ą" "ę" mam chęć wywiesić na drzwiach toalety kartkę z tekstem jak najbardziej ordynarnym  " Nasrałaś ? Spuść wodę i powtarzaj tę czynność tak długo aż kibel zostawisz czysty!"
Dosadnie ? Może taki język by poskutkował ? Skoro kultura w wychodku wyraźnie zanika…

Reset

Od niedawna zaczęłam się…

Od niedawna zaczęłam się budzić o szóstej. To znaczy od momentu, gdy o szóstej zaczęło już być w miarę jasno. Inna rzecz, że w końcu zmusiłam swój organizm do przestawiania się na stan spoczynku o godzinie 22. Tym sposobem miałam ośmiogodzinną noc, czyli niezbędne, absolutnie wymagalne minimum. Poniżej ośmiu godzin snu na dobę nie jestem w stanie funkcjonować.  Przyzwyczajenie do nowych zwyczajów było konieczne w związku z jesienną zmiana czasu. Jak widać – długo die tym stanem nie pocieszyłam. Jakiś zboczony sadysta zwyrodnialec zaordynował kolejną zmianę czasu.
Efekt ? Ruszam się jak mucha w smole, myślę szybko i wydajnie jak osobnik posiadający IQ na poziomie upośledzenia, zawiechy łapię częściej niż mój domowy komputer, tyle, że on sobie potem robi "reset" a mnie nie wolno. Kawa nie pomaga, herbata może trochę, ale tylko na chwilę, redbulla i innych dodawaczy skrzydeł nie znoszę bo mi śmierdzą.
I ktoś mi powie, że dzięki takim zmianom mamy oszczędność energii ? Chyba tylko u takich co jak ja z trudem się przestawiają.

Czasowe zmiany

Ranek. Kontrolny rzut…

Ranek. Kontrolny rzut okiem na zegar…
Siódma…
Siódma?
Siódma ??! Jak to – siódma? A budzik ? Wszak miał dzwonić pół godziny temu!

W tym momencie, do uszu budzących się później, dociera monotonne buczenie budzika z komórki.
Pytanie : co robi bohaterka ?
a. zrywa się i biegiem szykuje do pracy, żeby mimo zaspania się nie spóźnić.
b. wstaje spokojnie, bo pół godziny to żadne spóźnienie
c. denerwując się, że czas ucieka, wpatruje się w budzik i pyta : obudziłeś się wraz ze mną czy dzwoniłeś przez te pół godziny

Zdolna jestem niesłychnie

Ha!
<div …

Ha!

Złożyłam baterię do łazienki. Tymi "ręcyma". Złożyłam ją z kilku części, które Marcepankowi zostały w spadku po firmie. Dopasowałam wnętrze do gotowego korpusu, znalazłam brakującą uszczelkę, skręciłam. Odkręciłam starą, którą zablokował kamień z piecyka, przykręciłam nową. Oczywiście najpierw znalazłam zawór od wody w mieszkaniu.
Pękam z dumy.

…jak mi koputer oraz internet dadzą to dokończę sprawozdanie z podróży, ale na razie totrudne, bo interenet ciągle miga, albo blox się zawiesza, albo komputer samodzielnie resetuje. W tej sytuacji chyba wolno mi rzucać mięsem lub marzyć o wyciepaniu ustrojstwa za okno.
Jak kto ciekawy zdjęć i opowieści to zapraszam tu : www.prowincjuszka.blox.pl.  

Prędzej czy później, ale relacja się tam znajdzie w całości.

Z powodu

– wirusa w komputerze, …

– wirusa w komputerze, który wymusił reinstalke systemu, która unieruchomiła net
– braku czasu bo wylot tuż tuż a święta jeszcze bardziej
– ogólnego niechciejstwa
– oraz poczucia, że to i tak nikogo nieobchodzi
blog

ZAMKNIĘTY DO ODWOŁANIA

Ciąg dalszy

Katar zmienił poglądy na…

Katar zmienił poglądy na prawicowe. Szkoda, że równie upierdliwe. Co ciekawe – Grześ dziś rano mówił równie głęboko brzmiącym basem i też podejrzanie siąkał, chrypiał i pokasływał. Marta miała czerwone lewe oczko i lewą dziurke nosa, Agnieszka własnie wróciła ze zwolnienia z głosem jak z dna beczki, Dorota ciągała nosem, a Żaba wygladała jak z krzyża zdjęta.Pomór w Fabryce. Nic tylko czarny krzyż na drzwiach malować, jakieś uroki odczyniać, szeptuchy wołac, bo medycyna sobie wyraźnie z epidemią nie radzi.
Nie wiem jaka korzyść odniose ze szwedzkiego jak całą uwagę skupiam na nie-ciaganiu nosem a rękę od pisania mam zajętą husteczką.
Chociaż …Zaraz…O! Chyba zelżało, bo tyle zdan napisałam obiema rękami. Sprawdziłam – trzecia mi nie wyrosła a stopą do oka nie sięgnę. może idzie ku lepszemu ? Oby…
Rano znów oszczędzono nam atrakcji w postacji wahadełka. Zamiast tego było coś znacznie lepszego : walec drogowy sunący po jednopasmowej drodze z prędkością 10 km/godz. I tak przez jakieś 5 kilometrów. Ale tylko 5, na szczęście. Na szczęście dla użytkownika owego pojazdu oczywiście.

Z durnych dialogów :
Capo di tutti capi do Madzi :
– I zrób mi jeszcze to…I to …A i jeszcze to załatw …A, skserowałas mi dokumenty ?
– Nie, bo się nie rozerwę –  Madzia z żelazną logiką.
Nie wiem czemu, pewnie z racji choroby, rozśmieszył mnie ten dialog do łez.

A na Warmii wiosna. Słońce cały dzień.

W drodze

Bez za oknem ma ogromne …

Bez za oknem ma ogromne pąki, a na krzakach pojawiła się zielona mgła. Czyżby wiosna w tym  roku chciała przyjść zgodnie z planem? W każdym razie taką mam nadzieję. Tym bardziej, że czekam jak co roku na zieleń, słońce i boćki. Oraz na robotników budujących nową drogę do Olsztyna.
Od Bożego Narodzenia na budowie zastój. Nic się nie dzieje. Tylko jeden z kawałków, zbudowany najwcześniej, wykończony, łącznie z pomalowaniem płotu odgradzającego las ,szczerzy się ironicznie do kierowców zmuszonych jeździć po coraz bardziej dziurawej drodze tymczasowej. Żeby tę drogę uatrakcyjnić niemal co rano, przed ósmą po drodze jedzie sobie ciągnik z prędkością w porywach może do 40 km/h. Wyprzedzić się go nie da  bo za wąsko, a po obu stronach sznur różnego typu aut.  Od poniedziałku doszła nam dodatkowa atrakcja: wahadełko.
Podjeżdżamy sobie z Grzesiem do miejsca  gdzie droga rozchodzi się na dwie nitki tymczsowe, przedzielone nową drogą drogą, już częściowo zbudowaną i okazuje się, że ta z Olsztyna jest zamknięta. Na jej wlocie i wylocie stoją sobie autka z logo firmy, a przy nich panowie z lizaczkami. W CB lecą teksty, że gdyby nie dziesięcioletni staż w PGRze to by mi uszy zwiędły, a panowie  machają lizaczkami z minami nieależnymi. Po za tym, na zamkniętej nitce żywego ducha. I tak przez następne 4 dni.
– Może oni to specjalnie robią? – zastanawiał się Grześ  codziennie – Zagradzają, potem włączają CB i się cieszą słysząc bluzgi ?
– No wiesz, może będą te dziury łatać ?- odpowiedziałam w poniedziałek z nadzieją.
We wtorek powtórzyłam to samo, choć nieco niepewnie. We środę zaczęłam podziwiać bohaterstwo panów z lizaczkami. Stoją sobie jakby nic i wcale się nie boją, że jakiś rozsierdzony kierowca może im zrobić kuku. We czwartek, gdy stali na wietrze w zacinającym śniegu pomyślałam, że musieli zdrowo narozrabiać i to pewnie kara taka jest.
Zamykana droga nie zminiła swego oblicza ani na jotę przez te cztery dni. Chyba nie chciała naprawić się sama. Ludzi tam nikt nie widział.
Wiedziona babską, niezdrową ciekawością postanowiłam rzecz zbadać. Znalazłam telefon do dyżurnego województwa. Dyżurny obiecał, że przekaże sprawę do Dyrekcji Dróg Krajowych ( czy jakichś innych). O dziwo- przekazał! Po godzinie zadzwonił drugi pan, podał nazwisko trzeciego pana co zajmuje się tą drogą, podał doń telefon i powiedział, że pan będzie za godzinę. Po natępnej godzinie Trzeci Pan oddzwonił z pytaniem w czym mam problem. Wysłuchał. Obiecał, że wyjaśni u czwartego pana. Po godzinie oddzwonił.
– Bo oni naprawiają tę drogę – rzekł – Bo wie pani, to asfalt tymczasowy, był przewidziany tylko na pół roku, ale im się kontrakt nieco przedłużył. Ale mają naprawiać. Zasugerowałem żeby może zamykali tę drogę po ósmej i otwierali przed piętnastą. Obiecali, że tak zrobią.
– A nie bali się linczu ze strony kierowców ?- zainteresowałam się.- Bo jak droga zamknięta, ale coś na niej robią to użytkownicy poklną, ale zrozumieją. Nie wpadło im do głowy, żeby choć dla pozorów jednego chłopa z łopatą tam wpuścić, niech udaje, że coś robi ?
Pan przyznał mi rację, że  jakoś wyjątkową bezmyślnością się wykazali ci budowniczy.Ale chyba bardziej miał na myśli godziny.
W piątek  wahadełka nie było. Ale dziury na drodze nadal straszyły.

Za 11 dni lecę.

Dzień Kobiet na zdrowie!

Załzawione lewe oko, …

Załzawione lewe oko, potop wylewający się z lewej dziurki od nosa, szarpiący ból w dziąśle z lewej strony. Mój katar jest wyraźnie lewicowy.
Do kompletu w portfelu jakies nędzne resztki zasobów finansowych zatem na pomoc farmakologiczną zwyczajnie mnie nie stać w związku z czym pozostały mi tylko apap oraz domowe sposoby.
Czosnek. Herbata malinowa. Herbata z cytryną. Witamina c.I leżenie.
Ela około południe przysłała sms, że parówka z rumianku pomaga.Potem następnego, że parówka z octu winnego.
W domu nie ma ani jednego , ani drugiego.
Zaparzyłam herbatkę miętową wraz herbatką na trawienie, w której skład wchodzi szałwia i rumianek i zrobiłam sobie parówkę. Połknęłam kolejny ibuprom, zjadłam trzy ząbki czosnku na świezym chlebie. Całe szczęście, że lubię czosnek.
Teraz czuję, że może jednak przeżyję. Ale do towarzystwa to się raczej nie nadaję ze względu na zpach.
Z okazji Dnia Kobiet wszystkim wszystkiego dobrego

Dogorywanie piątku

Wychodząc wczoraj z …

Wychodząc wczoraj z pracy uświadomiłam sobie, że w lodówce mam tylko światło, w związku z czym miast wsiąść w jedynkę do dworca, poszłam na piechotę do centrum coby nabyć jakieś ochłapy. Pewnie, że mi się chciało wcale. Ten wiatr i zacinający bokiem, gęsty śnieg, to nie była dobra aura na spacer. Ale gorsze było widmo czwórki głodomorów w domu. A ponieważ do przystanku mam tylko trochę bliżej niż do centrum to poszłam do centrum.
I się spacer mi odpłacił. Już wieczorem czułam ogarniającą niemoc, łomot w głowie i ból gardła. W nocy było jeszcze gorzej. Budzik znienawidziłam. Ale do pracy wstałam, bo co ? Wszak katar to nie choroba.
Piątkowe popołudnie w pracy ma to do siebie , że wszyscy wzdychają : do domuuuu. Szczęśliwcy, którzy pracują krócej niż do 16, idą sobie do domu zostawiając na komunikatorach opisy, że weekend mają.
Jakbym się wzięła za jakieś twórcze zajęcie to zapewne ten czas przeleciałby mi szybciej, ale prawdę mówiąc od południa skupiam swą moc wyłącznie na tym by żyć, z pracy w takim stanie, efekty mogłby być opłakane.
Z miłych rzeczy przytrafił mi się dziś taki dialog:
– …bo tak pan popatrzył? – ja
– Bo patrzenie na pomnik, dzieło sztuki nic nie kosztuje to tak patrzę…- Muchomor
– Rozumiem : wyglądam jak zabytkowy pomnik.

Niech ten piątek już szczeźnie.
Do domuuu.
Do łózia. Pod kocyk. Nie idę na jogę. Nie pojadę też na wieś bo bym półrocznego Antosia zaraziła.
Dzięki radiowcom za Muzyczną Pocztę UKF.

Kłopoty wychowawcze

<div style="text-align: …

Wychodzi na to, że mam syna ideał. No. Prawie ideał. Że polonistki go lubią, to się zdążyłam przywyczaić przez ostatnie 6, a nawet 9 lat. Wiem, że mówi poprawnie, że ładnie buduje zdania, że ma bardzo bogate słownictwo a trudne słowa używa zgodnie z ich znaczeniem. Wiem, że potrafi pisać na określony temat, że błędy stylistyczne oraz ortograficzne robi niezbyt często. No wiem, więc wynik w testu humanistyczbnego najwyższy w szkole sprawił mi radość, ale nie zaskoczył mnie mocno. A ponieważ jestem realistką, o połowe niższy wynik z matematyki też nie był dla mnie zaskoczeniem choć przyznaję, że w cichości liczyłam na kilka punktów więcej. Ale się nie czepiam!
Dziś na spotkaniu podeszła do mnie matematyczka
– Z panią chciałabym porozmawiać – powiedziała a mnie ścierpła skóra. To się nasłucham- pomyślałam. Ale poszłam, bo co ? I się nasłuchałam. Że wynik , tak wysoki, jest co prawda zaskoczeniem dla pani, ale pani jest przekonana, że przy odrobinie pracy w domu – Młody mógłby mieć wynik zbliżony do tego na humanistycznym. I zaczęło się wychwalanie że bystry, że inteligentny, że logiczny…Patrzyłam , słuchałam i oczy mi ogrmniały. Ke ? Ten potwór, ten chodzący postrach nawet tych zdolnych, chwali moje dziecko ?   Świat sie przewraca czy wigilia, że matematyczka ludzkim głosem gada.
Niestety potem był kubel zimnej wody, bo pani przeszła od synka do córuni. I się skończyło kozakowanie.
Nie, nie zrobiłam awantury, nie wlałam, nie ukarałam. Powtórzyłm co usłyszałam, poprosiłam o poprawę we własnym, dobrze pojętym interesie.No bo co niby innego moge zrobić prawie dorosłej pannie ? Tłumaczyć i liczyć, że kiedyś zrozumie.